31 października 2013

"Gra o tron" - George R.R. Martin - v-recenzja

Witam :)!

Moi Mili, niezmiernie przyjemnie jest mi ogłosić, iż niespodzianka, która od dawien dawna była już przeze mnie zapowiadana, nareszcie odwiedziła mój melonowy blog. Co więcej nawet mogliście oglądnąć zapowiedź owej niespodzianki :).

Wiem, czekaliście długo i niektórzy może niecierpliwie, jednak mam nadzieję, że podniesie to Was na duchu jak powiem, że ja jeszcze bardziej od Was nie mogłem się doczekać, aż w końcu usadowię swój szanowny tyłek przed komputerem i dokończę montowanie... Pracy nie było mało, więc trochę czasu mi to zajęło (czasu na uczenie się na sprawdzian z matmy... heh), aczkolwiek nie ma co płakać, gdyż oto ukazuję przed Wami moją Pierwszą Melonową Video-recenzję :D!

Tak, niespodzianka była do tej pory ukrywana... Jest to "recenzja" "Gry o tron" George'a R.R. Martina :P!


* Wszelkie pretensje, że wyobrażaliście sobie mnie oraz mój głos inaczej, proszę wysłać na adres mailowy:

Melonmyślałem/łam,żejesteśfajniejszy,awyszłojakzwykleuCiebie,
więcpożegnajsięzmojąsympatiądoTwojejosoby,
chłopcze <małpa> dżimejl <kropka> kom
:)

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Jeżeli wszystko dobrze pójdzie to jeszcze dzisiaj... albo jutro ("dzisiaj" po północy)... wrzucę do sieci kolejny filmik, lecz tym razem będzie to KONKURS :D!

09 października 2013

"Carrie" - coming soon











Ten post nie jest zwyczajnym postem...

Ten post nie jest dla zwyczajnych ludzi...

Ten post jest dla tych wszystkich dziwaków, którzy jeszcze nie wiedzą, że już wkrótce, bo 18 października, będzie miała miejsce premiera wznowionej ekranizacji pierwszej wydanej powieści króla horroru - Stephena King'a, zatytułowanej "Carrie"...

Ten post wyraża emocje mojej niecierpliwości na premierę ów filmu...

Ten post will know her name...

You will know her name...

CARRIE



A Wy!? Czy też nie możecie się doczekać odnowionej "Carrie" ;)?

POZDRAWIAM!

03 października 2013

"Niebieska trawa" - Ted Kowalski

"Niebieska trawa"
czyli prawdziwy football zza kulis korupcji...

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Renato mieszka w miasteczku w pobliżu Neapolu. Każdego dnia po pracy oddaje się swemu ulubionemu zajęciu - strzela piłką do konturu bramki wymalowanego na murze. Po latach treningu osiągnął prawdziwe mistrzostwo - trafia piłką z każdej pozycji w dowolny punkt bramki. Renato byłby doskonałym piłkarzem, gdyby nie jeden problem - ma już pięćdziesiąt pięć lat...
Niespodziewanie zostaje zawodnikiem drużyny walczącej w Serie A. Tak trafia do świata, o istnieniu którego nie miał pojęcia - świata korupcji i ustawianych meczów, świata wielkiej polityki i brudnych pieniędzy..."

Nie, nie lubię piłki nożnej... Nie, nie widzę sensu w bieganiu za piłką po boisku i co jakiś czas kopania jej dolną kończyną... Nie, nie znoszę oglądania jak inni grają w futbol - na żywo jeszcze ujdzie, ale w telewizji - nigdy w życiu! Nie, nie jestem totalnym przeciwnikiem uprawiania sportu tudzież jakiejkolwiek aktywności fizycznej (czyt. spasioną ofermą notorycznie zwalniającą się z w-f'u), ale po prostu NIEnawidzę piłki nożnej, dziękuję ;)!
I właśnie taki "JA" zapragnął zabrać się za książkę, której tematyka w głównej mierze opiera się na futbolu (czy też football'u... zależy czy ktoś lubi spolszczenia, czy nie), bo coś go tknęło... coś korciło go do lektury tego utworu... Muszę przyznać - dziwne, jednak co w tej urzekającej historii jest najdziwniejsze!? Otóż wyżej wymienionemu "JA" spodobała się ów książka, a nawet powiem więcej... Wystawił jej prawie pełną melonową punktację (pół melona ktoś wszamał i nici z szósteczki ;p)! Czy to nie jest ODROBINĘ zaskakujące!?
Według mnie jest to wydarzenie przełomowe. Ta sytuacja musi mieć jakieś głębsze dno dla naszego "JA"... Albo wkroczył w erę miłości do piłki kopanej, albo to ta książka skopała mu tyłek swoją doskonałością, że zapomniał jak się nazywa...
A ja nadal nie wiem jaki w tym przełom... chociaż, z drugiej strony nie za często jakiejkolwiek książce udaje się skopać mi tyłek, więc uznajmy to za moje kolejne już przełomowe wydarzenie ;).

Velo - niewielkie włoskie miasteczko, w niczym nie odróżniające się od wielu innych małych miejscowości we Włoszech... z wyjątkiem jednego drobnego szczegółu. Velo skrywa w sobie pewien nieoszlifowany diament piłki nożnej, którym jest nasz główny bohater "Niebieskiej trawy" - Renato. Jego ulubionym zajęciem po ciężkim dniu pracy w pobliskiej fabryce jest strzelanie piłką do namalowanej bramki na murze na jego podwórku. Wyćwiczył tę sztukę do takiej perfekcji, że jego 100 strzałów kończy się zawsze 100 trafieniami... a na dodatek potrafi kopnąć piłkę tak by poleciała w dowolne miejsce w bramce, wybrane przez niego. Chciało by się rzec - Piłkarz Idealny. Aczkolwiek nie wspomniałem o jeszcze jednym, a istotnym szczególe... Renato jest już po pięćdziesiątce...
Lecz na pohybel wszelkim przeciwnościom losu, które znane jest z podrzucania ludziom belek pod nogi, nasz bohater wraz z pomocą swoich przyjaciół - podstarzałego trenera, a zarazem najlepszego kumpla - Ernesto, managera - Luca oraz paru innych mieszkańców i mieszkanek Velo - zostaje włączony do swojej pierwszej drużyny piłkarskiej już jako zawodnik wyższej rangi walczący w Serie A.
Jak widać marzenie Renato aby grać w klubie na poziomie powoli zaczęło się spełniać, ale kto by pomyślał, że jego szacunek i miłość do piłki nożnej zaprowadzi go w świat, o istnieniu którego nawet nie podejrzewał... Świata naszych czasów, gdzie rządzi PIENIĄDZ, a z nim jego kuzynostwo - korupcja i wielka polityka... 

" - Przyjaźń jest bardzo ważna, może nawet najważniejsza. Jeśli przyjaciel cierpi, to trzeba mu pomóc, bo wtedy i tylko wtedy możemy sprawdzić, ile ta przyjaźń jest warta.
- Zgadzam się panie doktorze. Ale mój przyjaciel ciarpiał na ból brzucha, i dlatego tu jesteśmy. - Ernestowi udało się przebić przez ligikę doktora.
- No tak - zgodził się doktor. - A stolec był?
- No był - odparł za kolegę Ernesto.
- Ano widzisz mój drogi. Jak stolec był, to wszystko jest dobrze. Bo stolec jest najważniejszy..."

Jak już zauważyliście, książka ta porusza dość drastyczny temat korupcji, przewijającej się pośród praktycznie każdego sławniejszego (czyt. bogatszego) klubu piłkarskiego. I nie jest to problem z księżyca wzięty, ponieważ ile razy dowodzono, że jakiś tam mecz był już od początku wygrany przez jedną drużynę, a druga ze spokojem godziła się na to, kisząc w kieszeniach kapuchę, i specjalnie doprowadzając wynik do własnej porażki. Aż się teraz boję zapytać ile razy nie dowodzono, że mecz był ustawiany, a w rzeczywistości był. Bo gdyby to wyszło na jaw to przypuszczam, że cały ten sport w pełni straciłby wartość w oczach milionów kibiców jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Kowalski piętnuje korupcję w swojej książce, wystawiając ją na światło dzienne. Przerywa milczenie, dotyczące brudnych pieniędzy w kwestii futbolu.

"Niebieska trawa" po prostu urzekła mnie. Naprawdę byłem zaciekawiony dalszymi losami naszego głównego bohatera, przeżywając jego wzloty i upadki razem z nim. I mimo, że końcówka była w dużym stopniu przewidywalna to jednak wywołała u mnie ten delikatny uśmieszek radości na zewnątrz, a tego ogromnego pyziastego zaciesza wewnątrz :).

Biorąc siebie za przykład (nie no teraz to nieźle pojechałeś po bandzie ze swoją skromnością!) mogę stwierdzić, iż "Niebieska trawa" nie jest przeznaczona jedynie dla wielkich fanów piłki nożnej, którzy dosłownie żyją tym sportem, ale także dla osób, niespecjalnie obytych w temacie football'u oraz których zwyczajnie gó*wno obchodzi to, jaka drużyna zwyciężyła w danym meczu, gdyż ta książka jest w stanie porwać każdego czytelnika. Ludzie, ona mi się podobała... MI!!! A to już coś znaczy ;).
Panie Tedzie (btw. "Ted Kowalski" - dziwne zestawienie ;p), dziękuję za mile spędzony czas na boisku... na murawie niebieskiej trawy ;). Polecam serdecznie jeszcze raz!


"Wiesz, ludzie wyjątkowi mają to coś, czego nie mają inni. I tacy ludzie często nie znajdują zrozumienia. Na przykład był pewien malarz pod koniec dziewiętnastego wieku, który dostrzegł, że trawa jest niebieska...
- Jak to trawa jest niebieska? - zdziwił się Ernesto.
- No tak, przy pewnym oświetleniu trawa jest niebieska. I ten malarz postanowił namalować to, co dostrzegł. Wielu się z niego śmiało, on jednak się nie zraził, znalazł galerię, która to dzieło wystawiła, a później za jego obrazy płacono fortunę. Chcę ci powiedzieć, że ludzie wyjątkowi, którzy widzą, że trawa jest niebieska, muszą poddać się próbie i jej sprostować..."

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Jbc. te miniaturki postów na stronie głównej "Melon dotcom" są na razie w fazie remontu (że też zachciało mi się podłużnych zdjęć :D), więc to nie jest wina Waszych komputerów, że są mówiąc krótko... porozciągane i powyginane na wszystkie strony świata ;). Niedługo postaram się coś z tym zrobić... lecz obawiam się niestety, że będę musiał wstawiać ich całkiem nowe fotki, dlatego teraz nazbierało mi się kupę roboty ;p. Please, forgive me za moją niesystematyczność na blogach :)!

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com