29 stycznia 2014

"Zachwianie" - Paweł Leśniak


Uwaga, recenzja może zawierać spoilery z poprzedniej części cyklu!

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Jeszcze niedawno Desmond Pearce był zwykłym chłopakiem z głową pełną planów na przyszłość. Jednak sieć spisków, w którą został wplątany, doprowadziła go do samobójstwa. Władca piekieł Lucyfer uczynił go swym egzekutorem - żołnierzem w odwiecznym konflikcie pomiędzy diabłami a aniołami o panowanie na ziemi, która nazywana jest Areną. W tej wojnie panowała dotąd równowaga, ale to właśnie Desmond, który staje się coraz potężniejszy, może ją zakłócić. Obie strony mają wobec niego swoje plany, on jednak buntuje się przeciw swym zwierzchnikom.
Ścigany przez wysłanników piekła i nieba Desmond próbuje chronić swą narzeczoną i przyjaciół. Musi prosić o pomoc Muriela - byłego egzekutora, teraz zachowującego neutralność - najpotężniejszą istotę na Arenie. Trening, jaki Desmond odbędzie pod jego kierunkiem, pozwoli mu lepiej poznać swe moce i rolę, jaką odgrywa w konflikcie wchodzącym właśnie w decydującą fazę. Odkryje też swoje mroczne strony - czy zdoła się z nimi uporać? jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić? I czy na pewno może zaufać najpotężniejszemu zabójcy na ziemi?..."


"Zachwianie" to już druga część przygód diabolicznego chłopaka, wplątanego w konflikt pomiędzy siłami Dobra i Zła, jak również to już moje drugie zetknięcie z twórczością Pana Leśniaka. Po mocnej jedynce, czyli "Równowadze", spodziewałem się czegoś mocniejszego i z większą dawką emocji. Czegoś, po lekturze którego mógłbym powiedzieć głośne "Tak, to jest to Bejbe!". Czegoś co zachwyciłoby mnie jeszcze bardziej niż część pierwsza... mówiąc krótko, liczyłem na większą rozpierduchę! Lecz tu rodzi się pytanie, czy dostałem to, na co oczekiwałem? Czy Autor ponownie porwał mnie swoją opowieścią? Odpowiedź brzmi - oczywiście! Dostałem to co chciałem, a nawet więcej...

Książka rozpoczyna się krótkim epilogiem, rozgrywającym się w Starożytnym Egipcie, w roku 2548 p.n.e., który wprowadza nas głębiej w akcję utworu. Nie chcę Wam zbytnio zdradzać czego dotyczy owy epilog, gdyż jest krótki i za nic nie da się go streścić, jednak powiem, że dzięki niemu dowiemy się o wielu ważnych aspektach, a właściwie genezy pewnej mrożącej krew w żyłach historii, dotyczącej samej fabuły...

" - Ludzie zostali stworzeni do tego, by być kochani, a rzeczy do tego, aby być używane. Powodem, przez który na świecie panuje chaos, jest to, że rzeczy są kochane, a ludzie używani..."

Desmond po wydarzeniach z pierwszej części, wszczął poszukiwania jednego z najgroźniejszych demonów, jakie widział nasz świat - Muriela, z prośbą by ten pomógł mu wybrnąć z pewnej dręczącej go sprawy. Mam tu na myśli to, że naszego głównego bohatera ściga cała horda demonów jak i wszelkie oddziały aniołów po całym świecie... ot taka dręcząca sprawa... a nawet sprawunia... sprawuniuniuniunia...
Powodem, przez który stał się on głównym celem polowania obu stron konfliktu jest jego ucieczka z samego Centrum Piekieł od samego Lucyfera wprost na drapieżną Arenę (czyt. świat), gdzie na naszego Zbawcę/Niszczyciela czyha już potężna armia wysłanników niebios... Desmond, nie mogąc się odnaleźć w żadnej ze stron, postanawia pod przewodnictwem potężnego Muriela sprzeciwić się Panu Piekieł i zaburzyć pewną mroczną przepowiednię, w której to właśnie on miał być Wybrańcem i stać się największym Niszczycielem podczas ostatecznej wojny Dobra ze Złem. Z oddechem milionów demonów oraz aniołów na karku, nasz bohater wyrusza w okrutną podróż, w poszukiwaniu wsparcia... ale czy to będzie droga tylko w jedną stronę, na końcu której Zło i Zniszczenie sprawują swoje mordercze rządy? Niestety nie mogę Wam tego zdradzić ;). Mogę tylko dopowiedzieć, że będzie ostra jazda bez trzymanki, jednak dalej musicie już doczytać sami...

" -(...)Dusza człowieka jest jak pusta książka i to istota ludzka decyduje, co będzie w niej napisane, ponieważ nikt nie rodzi się z gruntu ani dobry ani zły. Najmłodsze lata wpływają znikomo na kolor dusz, wiem o tym, zabijałem również dzieci. Dopiero później, gdy w umyśle malucha wykształci się umiejętność oceny pojęć i czynów, gdy zrodzą się decyzje i ukierunkują postępowanie, dusza zalśni całą gamą kolorów, by w końcu zlać się w jeden. Nie na zawsze. Przez całe życie aż do śmierci dusze zmieniają swą barwę w zależności od tego, co uroi się w mózgach ich cielesnych powłok, i od tego, co te powłoki uczynią..."


Czytałem już wiele recenzji "Zachwiania" i w praktycznie każdej jest mowa o dość przydługim, czy też spokojnym oraz nudnawym początku. Czy tak jest naprawdę? Niestety tak, aczkolwiek wcale bym nie powiedział, że przez to nasze zainteresowanie książką i chęć na jej dalsze kontynuowanie podupada na duchu. Wręcz przeciwnie! Pomimo tego, iż pierwsze kilkadziesiąt stron nie jest wypełnione od stóp do głów ciągłą AKCJĄ!AKCJĄ!AKCJĄ! (która szybko by straciła na wartości i się wypaliła) tylko stopniowym wprowadzeniem Czytelnika w fabułę, to według mnie było to dobry zabieg. Autor, zamiast od razu wrzucać nas w wir niekończących się nagłych zdarzeń, powoli i delikatnie zaznajamia nas z przekazem jakie niesie ze sobą ta pozycja, kreując w naszych umysłach zalążek zaciekawienia lub zainteresowania.

" - Zwalanie winy na kogoś nie usprawiedliwi moich błędów, rozliczanie trzeba zacząć od siebie..."

Jak już wspominałem, Pan Leśniak zaoferował mi w owym utworze dużo więcej łakoci literackich niż uczynił to w swoim debiucie pisarskim (czyt. "Równowadze"). Spodziewałem się coraz bardziej rozwijającej się fabuły i muszę powiedzieć... jestem usatysfakcjonowany ;). Tutaj każde pojedyncze wydarzenie goniło następne, a to jeszcze następne i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze itd. Aż wszystko znalazło swoje ujście w zakończeniu, które trzymało w napięciu do ostatniego zdania. Jak zwykle Leśniak zostawia nas na końcu swojej książki w najgorszej z możliwych sytuacji, kiedy to zaczynamy sobie zadawać pytania: "Jak akcja potoczy się dalej?", "Co się stanie ze wszystkimi bohaterami?", "Jak to? Dlaczego?"... No i niektórych (patrz: JA) pozostawił nawet z groźbami typu: "Ku*wa, Leśniak chyba Cię zadźgam motyką za to, że urwałeś fabułę w tak porywającym momencie!" ;). Lecz to tylko świadczy o wysokim kunszcie pisarza, że potrafi tak solidnie zaintrygować Czytelników swoją powieścią :).

"Cios zadany przez najbliższą osobę boli najbardziej..."

Nie sądziłem, że cała ta (na razie dwutomowa) seria mnie tak wciągnie. Na początku bardzo specyficznie podchodziłem do tego rodzaju fantastyki, lecz po przeczytaniu kilku pierwszych stron książek Pawła Leśniaka od razu odżyła moja wiara w ten gatunek literacki. I mimo, że "Zachwianie", podobnież jak "Równowaga", nie jest fascynującym odkryciem roku na skalę światową ani też żadnym ogromnym wyznacznikiem współczesnych trendów literackich, to jednak daję słowo, iż Autor potrafi nieźle porwać Czytelnika w swoją opowieść, oferując mu już od samego wstępu masę przygód, wyrazistych bohaterów, kupę emocji, kilogramy humoru oraz ocean porywającej akcji. Polecam serdecznie, gdyż jest to godna kontynuacja poprzedniego wyśmienitego tomu :). Aż strach pomyśleć jak wybitna musi być kolejna część cyklu. Panie Pawle... nie zawiedź mnie Pan ;D! Trzymam kciuki, żeby się udało :)!

"Gdy założysz psu kaganiec, przestaje gryźć nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie może..."


POZDRAWIAM :)!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

8 komentarzy:

  1. No kusisz tymi książkami, kusisz. A skąd ja mam brać czas na te wszystkie dobre powieści? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestań czytać te mniej dobre :P. Albo kup na allegro, tam mają wszystko :).

      Usuń
  2. Książka rozpoczyna się epilogiem? A nie prologiem? :) Co prawda nie są to moje tak zwane klimaty czytelnicze, ale skoro piszesz tu tyle dobrych słów, to może warto by było zaryzykować i rozejrzeć się za pierwszą częścią. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... mądrze Melon, mądrze... ;p
      No oczywiście, że prologiem, zaraz zmieniam :D.
      Naprawdę warto :)!

      Usuń
  3. Na pewno przeczytam pierwszą część :)
    Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach pierwszą część, bo pisarz i piłkarz w jednym to ciekawe połączenie. ;) Jagna spostrzegawcza, rzeczywiście epilog. ;) Ale klimat starożytny bardzo lubię, więc nawet małe wstawki chętnie poznam. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie jakoś Leśniakowi udało się pogodzić oba zawody :P.

      Pozdr. :*!

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com