13 września 2014

20 lat

Ja mam dwadzieścia lat! Ty masz dwadzieścia lat! Przed nami siódme niebo...
PA RAM
Dziś nie potrzeba więcej nam do szczęścia chyba już nic!
PA RAM PA RA RA RA RA RAM

No chyba, że szczęściem można nazwać robienie z siebie idioty w peruce to wtedy już nie...

Zapraszam serdecznie do obejrzenia poniższego filmiku :)!


Filmik ten nie posiada większego przesłania, ani nie porusza tematów przykładowo: głodujących krajów w Afryce czy też spadającego przyrostu naturalnego w Polsce...
Jest, bo jest i to jest w nim najlepsze :)

Sam monolog, który wypowiadam... tzn. który wypowiada ten maszkaron w peruce był znaleziony na stronie kwejk.pl
Jak wiadomo kwejk - kopalnia pomysłów :)
Aczkolwiek samo wykonanie jest moim autorskim (PSYCHODELICZNYM) pomysłem...
Hope You enjoy!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Dodatkowo zapraszam Was na mojego Instagrama
melon_neru
(wystarczy kliknąć w powyższą grafikę)



21 sierpnia 2014

GRANICA


Nadeszła pora na mój kolejny filmik, aczkolwiek tym razem przekraczam wiele granic, które do tej pory blokowały mnie w zasmakowaniu tego ciekawszego świata...

Sens okryty chaosem

NIEWAŻNE JAK, WAŻNE, ŻE FAKT

Zapraszam do oglądania





P.S.: W życie weszła już moja odświeżona zakładka "Melon od środka", więc jeśli jesteś bardziej zainteresowany moją tępogłową osobą Drogi Nieznajomy, to serdecznie zapraszam Cię do poczytania pewnych informacji o mnie właśnie w tamtym miejscu ;).

09 sierpnia 2014

01 maja 2014

Jakim jestem czytelnikiem!?



Ostatnio zauważyłem, że dużą część blogosfery objęła nowa moda na dosyć ciekawą zabawę: "Jakim jestem czytelnikiem!?". Pomimo nieotrzymania imiennego zaproszenia (lecz to dzięki Piotrkowi ze Stacji Sto Słów zadecydowałem, iż napiszę tego posta) postanowiłem się również w to zabawić i przekazać Wam parę dodatkowych informacji o mnie, o których jeszcze nie wiedzieliście ;).

- Mam takie okresy, że w ogóle nie mam sił aby zabrać się do czytania i nawet jedną książkę mogę czytać przez bardzo długi czas, lecz jak wpadnę w czytelniczy trans to połykam każdą pozycję w mgnieniu oka.

- Stale narzekam na zdecydowanie za mało miejsca na moje książki... już nie mam gdzie ich wciskać ;p.

- Przyznam się, że lubię czytać e-booki... szczególnie na moim Kindle'u, bo czytanie na komputerze jest jak patrzenie się na wymiotujące koty... zabójcze dla oczu ;). Ale mimo wszystko jak mam wybór to w 100% wolę książki papierowe.

- Jak dotąd odsłuchałem tylko jednego audiobooka i byli to "Krzyżacy"... jak na razie nie mam ochoty na wysłuchiwanie innych czytanych książek, wolę sam czytać.

- Nie mogę porzucić żadnego utworu po jego wcześniejszym nieskończeniu ;). Dlatego książki, które czytam próbuję dobierać starannie.

- Pamiętam jak raz w życiu zaśmiałem się na głos podczas czytania (wcześniej zdarzało mi się to tylko wewnętrznie ;p). Akurat czytałem "Dolores Claiborne" Stephena Kinga. Jeśli ktoś to czytał i pamięta jedną z bohaterek tej powieści - Verę to wie dlaczego zbierało mi się na szczery rechot ;).

- A jeżeli mówimy o płakaniu podczas czytania to powiem, że nie zdarzyło mi się to jeszcze... aczkolwiek parę razy oczy mi się zeszkliły, jednak nie można tego nazwać prawdziwym płaczem ;D.

- Czytam zarówno swoje jak i pożyczone od kogoś czy też wypożyczone z biblioteki książki. Ja się nie brzydzę wymiętoszonych i brudnych woluminów jak to niektórzy... a właściwie niektóre, bo są to najczęściej pachnące księżniczki ĘĄ.

- Jestem miłośnikiem książek w twardych oprawach, bo tylko takie nie zamykają się samoistnie i można wtedy czytać przy jedzeniu oraz mieć wolne ręce... przydatne chociażby do trzymania sztućców ;D.

- Uwielbiam kupować książki w Biedronce ;P! Kupując tam możemy zaoszczędzić nawet 30% (jak nie więcej) z ceny okładkowej poszczególnych książek. Dla przykładu "Doktor Sen" kosztuje 42 zł (według ceny na okładce) , a ja kupiłem go za niecałe 28 zł ;).
* Btw od najbliższego piątku (02.05.2014) można nabyć "Niezgodną" Veronici Roth za 24,99 zł!

- Wolę czytać, gdy coś (ewentualnie ktoś) śpiewa/gada/wrzeszczy w tle niż w całkowitej ciszy :).

- Bardzo często zabieram się za polskich w główniej mierze debiutujących pisarzy, co mnie osobiście cieszy, gdyż nie zamykam się jedynie na amerykańskich autorów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Pewnie mógłbym jeszcze coś dopisać, ale myślę, że to już powinno wystarczyć... Po co męczyć mnie i Was przydługimi (jakże fascynującymi i urzekającymi) tajemnicami Melona :P?

Strasznie nie lubię wysyłać zaproszeń do tego typu zabaw, bo często tak się zdarza, że ktoś niezaproszony czuje się przeze mnie poszkodowany, ale postanowiłem jednak zaprosić 3 losowo wybrane osoby, które jeszcze nie miały okazji bawić się w "Jakim jestem czytelnikiem!?"(i nie obrażamy się :D!).

W takim razie zapraszam Patkę W Krainie Absurdu, Michała z Kultura według Michała oraz Łukasza Paragraf 22 i pół jak również wszystkich zainteresowanych ;)!


26 kwietnia 2014

"Mikrulki" - Asia Olejarczyk & Kamila Strzeszewska


OPIS :
(pochodzi z okładki)

""Mikrulki" to opowieść o wędrówce miniaturowych stworków spod podłogi przez pokój, który niespodziewanie staje się miejscem fascynujących przygód. Przez cały czas bohaterom przygląda się tajemniczy Ludzik Chodzący Po Suficie.

To wyjątkowa książeczka dla przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych, która nada nowy sens temu, co uważały do tej pory za zwyczajne. Nauczy dystansu, empatii i pokonywania najtrudniejszych przeszkód..."

Może nie uwierzycie, ale lubię bajki... Niezależnie czy takie Disney'a na kasetach VHS, kreskówki w telewizji, czy też w formie książeczek z obrazkami. Po prostu lubię bajki. I pomimo tego, że za parę miesięcy Melon wkroczy w dorosły świat (YOLO) to jednak na zawsze pozostanie w nim ta cząstka (rozwydrzonego) dziecka, momentami bardziej bądź mniej przypominająca o swojej obecności :). I według mnie to jest właśnie piękne! Nie wyobrażam sobie nudnego, szarego życia wśród tabunów nieszczęśliwych dorosłych, dla których uśmiech jest jedynie rodzajem zbędnej mutacji, jaki narzuciła im ewolucja. Dlatego aby w pewien sposób ochronić się przed ostrym naporem nadciągającej na mnie dorosłości, postanowiłem przeczytać coś interesującego, co pozwoliłoby mi silniej przypomnieć sobie czasy dzieciństwa, gdy na potęgę czytałem piękne bajki i baśnie z masą ciekawych ilustracji, od których nie można było nawet oderwać wzroku.

Piękne wytłumaczenie tego, że po prostu chciałem na chwilę odetchnąć od ciągle czytanych przeze mnie horrorów, jejku i po co tyle hałasu o nic :D!? Ale przejdźmy już do samej recenzji...

Ciemna norka pod drewnianą podłogą w pewnym domu - to właśnie tu rozpoczyna się cała nasza przygoda. Razem z grupką Mikrulków - Oponką, Kłuczem, Bąblem, Klapiokiem, Nuplem, Sobkiem i Zazdrosią, czyli zgrają tajemniczych, jednakże przyjaznych stworzonek o niewielkim wzroście, zamieszkujących "mroki podpodłogowe" wychodzimy na światło dzienne i wyruszamy w podróż po wydawać by się mogło dosyć zwyczajnym pokoju, który dla naszych malutkich bohaterów wydaje się być niezmierzoną krainą pełną zagadek. Wraz z rozwojem akcji poznajemy nowych przyjaciół, zamieszkujących inne zakątki wielkiego pokoju co Mikrulki, ale również na nieszczęście wpadamy w pułapkę złych Farfocli, z której wychodzimy obronną ręką w dość dziwny, lecz bardzo pomysłowy sposób. Pomimo wielu trudności, czekających na nas, radzimy sobie z nimi świetnie pracując ramię w ramię oraz używając niezwykle przydatnych umiejętności każdego z naszych bohaterów. Wraz z Mikrulkami przeżywamy wspaniałe historie, a wszystko pod okiem zagadkowego Ludzika Chodzącego Po Suficie i jego puszystego przyjaciela Fufiaka, którzy z ciekawością przyglądają się naszym przygodom.


"Mikrulki" to pouczająca historia, ukazująca młodemu Czytelnikowi najważniejsze wartości, jakimi powinien się kierować we własnym życiu. Przygody grupki tytułowych stworków symbolicznie przedstawiają sytuacje, niekiedy problematyczne, na które napotykamy się na co dzień oraz pokazują jak możemy pokonywać nawet najcięższe przeszkody, doprowadzające nas do białej gorączki. 

Asia Olejarczyk oraz Kamila Strzeszewska to duet wyśmienity. Obie Panie dopełniają się idealnie, czego przykładem są właśnie "Mikrulki". Obrazki zawarte w tej pozycji dokładnie oddają jej treść w najdrobniejszych szczegółach. Nawet nie wiem czy mógłbym sobie wyobrazić lepszego Klapioka, niż zrobiła to Pani Kamila, pod którego wielkimi i milutkimi uszami moglibyśmy się schować w upalny dzień. Myślę, że dzieci, czytając lub słuchając opowieści zawartej na kartach tej książeczki na pewno będą z radością jak i zafascynowaniem wpatrywać się w zamieszczone tutaj rysunki.

Książeczka jest naprawdę ładnie wydana, z licznymi ilustracjami przyciągającymi oko przez co możemy mieć pewność, że nie prędko znudzi się ona naszym milusińskim i będą często do niej powracać, jak również dzięki twardej oprawie nie musimy się bać, że w szybkim czasie ulegnie ona uszkodzeniu w destrukcyjnych rączkach małych dzieciaczków ;).

Tyle plusów, a gdzie minusy, zapytacie? Otóż udało mi się znaleźć całe dwie sztuki minusów. Po pierwsze - imiona bohaterów zbyt trudne do wymówienia przez małe dzieci. Nie wiem czy jakikolwiek kilkulatek  lub kilkulatka potrafiłby wypowiedzieć prawidłowo słowo "Nabrdalik" czy też "Perpetua". A po drugie - strasznie wygórowana cena. Gdy po przeczytaniu "Mikrulków" spojrzałem na ich tylną okładkę to aż mnie zatkało z wrażenia. Książeczka licząca sobie zaledwie 68 stron kosztuje całe 37 zł! Ja rozumiem, że to nie jest jakaś tam pierwsza lepsza bajeczka dla dzieci tylko produkt z wyższej półki (swoją drogą eleganckie wydanie też nie jest za darmo), aczkolwiek nie sądzę, żeby typowy konsument-rodzic chciał płacić tak bajońskie sumy za tego typu pozycje. No chyba, że nie jestem w temacie dzisiejszej literatury dziecięcej i prawie cztery dychy to całkiem normalna cena jak na bajeczki dla najmłodszych. Jeśli tak jest to byłoby mi miło, gdybyście poinformowali mnie o tym w komentarzach :).

Po więcej informacji o książce zapraszam na mikrulki.pl!


Tytuł: Mikrulki
Autor: Joanna Olejarczyk & rys. Kamila Strzeszewska
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie polskie: 2014
ISBN: 978-83-7942-129-9
Oprawa: twarda
Wydanie: I
Liczba stron: 68
Cena z okładki: 37 zł


P.S.: Jak widzicie "Melon dotcom" przeszedł kolejną metamorfozę (a właściwie jeszcze w małym stopniu przechodzi). Sądzę, że ta odsłona na dłużej tutaj zagości, bo wreszcie znalazłem prosty w obsłudze szablon ;). Ale to nie tyle z nowości, bo od dzisiaj ruszyła nowa strona na moim blogu - Fragmenty Książek - na której od czasu do czasu zamieszczać będę odsyłacze do poszczególnych fragmentów wybranych nowości książkowych. Zapraszam serdecznie :)!

03 marca 2014

Jak być wredną suczą, czyli Stephen King i jego prezent...



Jestem zbulwersowany... przypuszczam, że poznać to można chociażby po tytule tegoż posta...
Ale o co chodzi?

Moi Drodzy, parę minut temu przeczytałem pewną notkę na portalu stephenking.pl, dotyczącą najnowszego opowiadania Stephena Kinga, zatytułowanego "Bad Little Kid", które swoją premierę będzie miało dokładnie 14 marca tego roku. Pozwoliłem sobie zacytować ową notkę poniżej, zapraszam do czytania:

"14 marca do sprzedaży we Francji oraz w Niemczech trafi nowe opowiadanie Stephena Kinga "Bad Little Kid". Tekst w postaci eBooka trafi tylko do tych dwóch krajów jako prezent od pisarza za ciepłe przyjęcie go w listopadzie zeszłego roku..."

Rzygnę... po prostu rzygnę...

King postanowił napisać coś specjalnie dla mieszkańców tych dwóch państw za takie ciepłe przyjęcia, jakich u nich doświadczył. I tu zaczyna się moje marudzenie, ale gdyby tylko Szanowny Pan JestemZajebisty,BoJestemMistrzemGrozy łaskawie odpowiedziałby na nasze zaproszenie, od polskich fanów własnej twórczości, i przyjechałby do nas choć na chwilę (lub do każdego innego państwa, w którym jego zadek nie zagrzał się długo tudzież w ogóle) to przypuszczam, że ugościlibyśmy go jak mało kogo a na dodatek wracałby do swojej Ameryki z bochnem chleba w ręce, kilem soli w kieszeni i jeszcze litrem wódki pod pachą i wtedy zapewne również nas nie ominęłaby ta niespodzianka. A tak pewnie we Francji nakarmili go padliną z żaby natomiast w Niemczech rozepchali mu bandzioch piwskiem...

Z lewej francuskojęzyczna wersja okładki opowiadania, a z prawej niemieckojęzyczna.

Aczkolwiek, żeby uprzedzić wszelkie pytania dotyczące tego czy nadal King jest moim ulubionym autorem to muszę powiedzieć, że OCZYWIŚCIE :D! Ta sytuacja nie jest w stanie mnie w jakikolwiek sposób zrazić do tego pisarza, lecz, odwołując się do dzisiejszego tytułu posta, muszę również stwierdzić, iż Stephen King zachował się jak wredna sucz, tworząc coś tylko i wyłącznie dla zamkniętego kręgu odbiorców... Wiem, że takie rzeczy dzieją się bardzo często, ale tak wypadło, że akurat o tej postanowiłem powiedzieć co nieco ;P. Zwykła faworyzacja, ot co...

Co by nie było ja i tak znajdę to opowiadanie przetłumaczone na polski, nawet jeśli musiałbym się dopuścić okrutnej zbrodni, jaką jest... Ahoj Piraci ;)!

A co Wy o tym myślicie!? Czy nie uważacie, że Stephen King zachował się nie fair w stosunku do swoich fanów z całego świata :)!?

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Przypominam o konkursie, w którym można wygrać nowiuśką książkę "World War Z" ;P.

03 lutego 2014

Zakończenie wyzwania 14-DRB



Werble proszę... Drodzy Państwo, ogłaszam wszem i wobec, iż nastał Sądny Dzień. Dzisiaj, tj. 02.02.2014 r. (wiecie, że jak się doda te cyfry do siebie to wyjdzie liczba 11? Super, nie?) nastąpi jawne, oficjalne i publiczne zakończenie 76 Głodowych Igrzysk, w których to 24 dzielnych Trybutów... zaraz, co ja pieprzę?
Miałem oczywiście na myśli to, że dzisiaj jest jeszcze promocja na Monte 150 g po 1,79 zł w Kerfurcie...

Melon poje*usie, do rzeczy!
(ale promocja jest naprawdę ;p)

Ok, zacznijmy od nowa...
Chciałbym Wam ogłosić pewną bardzo przykrą nowinę, która mimo wielu próśb i błagań musiała nadejść tak szybko. Otóż wraz z końcem dnia dzisiejszego kończy się moje wyzwanie "14-dniowa rekonwalescencja blogowa". Te 14 dni tak prędko przemknęły jak za dotknięciem czarodziejskich skrzypiec Janka Muzykanta. Na pewno dużą część z nich zjadło mi "zabawianie" siostry, która jak już wspominałem złamała sobie nogę gdzieś na początku ubiegłego tygodnia.

No, ale nic. Mówi się trudno i trzeba zaakceptować tę nadchodzącą, okrutną i niewdzięczną rzeczywistość szkolną :D. Pora odłożyć codzienne publikowanie postów na bok a wziąć się wreszcie za naukę, bo może nie wiecie, ale jutro wracam do szkoły. Zajebiście, że aż można zwymiotować do wanny ze dwa razy...

Dobra, bo plotę i plotę te głupoty, a chciałem coś jeszcze powiedzieć ważnego ;).

Dziękuję Wam serdecznie Kochani, że wytrzymaliście razem ze mną te 2 tygodnie. Że pomimo mrozów, ton śniegu na drogach i ogólnej zimowej depresji znaleźliście czas by odwiedzić tego Melona i powiedzieć mu parę ciepłych słów. Dzięki serdeczne i za to ślę Wam tysiące słitaśnych buziaków :*!

A co się tyczy wszystkich kar, które mi się niefortunnie nazbierały za niesystematyczne publikowanie postów to oczywiście zorganizuję losowanie (najprawdopodobniej będzie to filmik), w którym publicznie przedstawię swoje kary, jakie będę musiał odbębnić, Wy okrutnicy :P! Jednakże od razu zaznaczam, że owy filmik może pojawić się za jakiś dosyć dłuższy czas. Dokładnie nie znam daty, lecz obiecuję, że będziecie usatysfakcjonowani... zobaczycie moją smutną minę, gdy będę cierpiał losując Wasze kary :D.

Dopowiem, że będę musiał wylosować aż 6 losów...
Moja klęska jest bliska :P.

To by było na tyle, jeśli wymyślicie jeszcze jakieś dowolne propozycje kar to podajcie mi je w komentarzach, a dopiszę je do listy ;).

Dzięki jeszcze raz i życzę miłego poniedziałku Wam wszystkim :)!

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Przypominam o konkursie, w którym można wygrać nowiuśką książkę "World War Z" ;P.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

"Ciemna strona oświecenia" - Adam Podkowa



OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Na szpitalnym łożu kona siedemnastolatek cierpiący na jedną z nieuleczalnych chorób. Gdy już jest tak źle, że matka decyduje się wezwać księdza, chłopak budzi się rześki, jak po dobrze przespanej nocy, a wszelkie ślady choroby gwałtownie znikają. Tylko on wie, co tak naprawdę się stało. Nie wie tylko, dlaczego i po co spotkało to właśnie jego.

Lekarze zmuszają pełnego energii i siły Jarka do pozostania jeszcze przez kilka dni w szpitalu. Nie rozumieją, jak pacjent obudził się w końcowej fazie agonii, a wszelakie ślady nowotworu, który doszczętnie wyniszczył jego organizm, gwałtownie znikają.
Wkrótce pojawiają się przy nim dziwni ludzie, którzy posługują się bardzo zaawansowaną wiedzą i zdają się znać odpowiedzi na wszystkie pytania nurtujące ludzkość od zarania dziejów.

Wszystko wskazuje na to, że jego nagłe uzdrowienie jest tylko częścią planu, jaki realizują Oświeceni.
Tyle, że nawet oni do końca nie wiedzą, kto tak naprawdę jest jego autorem..."

Główny bohater książki - siedemnastoletni Jarek cierpi na nieuleczalną i stopniowo wyniszczającą jego ciało chorobę. Ma raka. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Nowotwór odbiera chłopakowi ostatnie siły, które utrzymują jego kontakt z rzeczywistością i podtrzymują go jeszcze przy życiu... I gdy wszystko wydaje się już być stracone nagle wydarza się cud. Jarek w niewytłumaczalny sposób ozdrowiał, a po raku ani śladu. Wszelki ból zgasł w mgnieniu oka jak wypalona zapałka. Jednak kto lub co sprawiło, że akurat on wygrał ze śmiercią, a nie ktoś inny? Od tej chwili w jego życiu nic nie będzie takie samo jak kiedyś. Na skutek pewnego zdjęcia, zrobionego naszemu bohaterowi niedługo po jego zjawiskowym przebudzeniu z zaświatów zaczynają się nim interesować tajemniczy ludzie z jeszcze bardziej tajemniczych i mrocznych organizacji. Czy chciał czy nie chciał, Jarek stał się nowym jakże cennym elementem upiornej układanki Oświeconych...

"Ciemna strona oświecenia" opowiada o cierpieniach, troskach, bólu, miłości, chwilach radości oraz szczęścia młodego jeszcze niedojrzałego chłopaka... Opowiada o jego życiu...

"Problemy są zawsze, przed nimi się nie ucieknie..."

Liczyłem na zupełnie coś innego... I to właśnie zdanie najlepiej opisuje mój stosunek do tej książki. Nie ukrywam, że gdy po raz pierwszy ujrzałem jej okładkę, przeczytałem tytuł oraz opis to od razu wiedziałem, że to będzie coś dla mnie. Jakaś tajemnicza powieść o zakonie illuminatów czy też masonów z licznymi wątkami historycznymi... Jednak z czasem, gdy coraz głębiej zaczytywałem się w "Ciemnej stronie oświecenia" zrozumiałem, że tu nie mam czego szukać ciekawego, ot normalna młodzieżówka z dobrym pomysłem na siebie, lecz złym wykonaniem... Ale co by nie było to widać w tym utworze ciągle rozwijający się talent autora. A to już naprawdę coś, że jest on widoczny. Mimo, że pan Adam Podkowa połączył dosyć ciężki wątek tajnych Organizacji, rządzących naszym światem z łagodnym wątkiem przygodowym, co w dużym stopniu się ze sobą gryzło, to jednak posiada on stabilne fundamenty do bycia może nie wielkim, ale dobrym Pisarzem. Lecz to jeszcze niestety nie ten czas i nie ta książka.

"Miłość to najlepszy przykład potężnej wiedzy tylko dla wybranych. Mówią ci o niej od dziecka i wydaje ci się, że doskonale wiesz, czym jest to uczucie, dopóki się sam nie zakochasz...
- To prawda - przyznał Tomasz. - Wtedy wszystko wydaje się właśnie takie... a jednak zupełnie inne..."

Nie wiem czy polecam Wam tę książkę. Z jednej strony napisana jest bardzo łatwym do przyswojenia językiem oraz posiada całkiem nieźle zarysowaną fabułę, jednak to nadal młodzieżowa opowieść o biednym chłopcu, wplątanym w machlojki dużych organizacji. Może jestem inny (tak), może się nie znam (drugie tak), ale nie mogłem uwierzyć do końca autorowi w jego historię. Powiem więcej, że nawet zmuszałem się do tego, aczkolwiek... zawsze kończyło się to fiaskiem. Według mnie autor chwycił się niewspółgrających ze sobą tematów przez co one pociągnęły go w dół, a nie w górę. Dlatego polecam "Ciemną stronę oświecenia" jedynie fanom młodzieżówek, poszukującym w książce niewymagającej zbytnio od Czytelnika przygody na szybkie przeczytanie i równie szybkie zapomnienie...


POZDRAWIAM :)!

P.S.: Przypominam o konkursie, w którym można wygrać nowiuśką książkę "World War Z" ;P.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

02 lutego 2014

Liebster Blog po raz trzeci...



Hej witajcie :)! Dzisiaj, jeśli zdążę będzie niemały zapierdziel i spróbuję opublikować kilka postów, żeby jak najmniej dodatkowych kar mi się nazbierało pod koniec wyzwania "14-DRB" :P.

Już dawno nie bawiłem się w żadną zabawę blogową, więc postanowiłem przerwać tę nudną passę i w wreszcie ponownie się zabawić ;). A w co? Oczywiście w Liebster Blog Award :)...

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”, jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, a więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała, następnie Ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Zasady już znane, więc może przejdźmy do samych odpowiedzi na nie. Do zabawy nominowała mnie Patrycja, za co z całego serca jej dziękuję :3!

1) Ulubiona firma żelek ?

Kiedyś, kiedyś, kiedyś bardzo lubiłem żelki o smaku kwaśnego jabłka (o matko, jak teraz o tym piszę to aż mi ślinianki zaczynają pracować pełną parą... Jestem zaginionym psem Pawłowa, czy co?) firmy Sugar Land, które można kupić w Lidlu. W sumie teraz też zajmują one jedną z najważniejszych pozycji w moim rankingu "Najżele", jednak jako że są dosyć drogie to znalazłem sobie inne, tańsze źródło mojego żelatynowo-barwnikowo-gumiastego pokarmu. Już parę miesięcy temu odkryłem, że w Kerfurcie (Carrefourze dla nieobeznanych ze "Światem według Kiepskich") sprzedają całkiem smaczne żelki na wagę i to po 99 groszy za 100 gram. Czasami są też promocje, że cena może nawet zejść do 79 groszy. I to są różne smaki, kształty oraz konsystencje, dla przykładu są takie galaretkowate malinki i jeżyny obtoczone w cukrowych kuleczkach, są mambowe bananki jak i truskawki (wiecie, takie twardsze i bardziej kruche) no i są zwykłe kolorowe żelusie misie czy dinozaury... po prostu cud, miód, malina ;p. Dobra, przejdźmy do następnego pytania, bo coś za bardzo się rozgadałem na temat głupich żelek :D.

Mam fazę żelusiową... wszędzie widzę misiożelki... z odgryzionymi głowami i po przeszczepach...


2) Wymień 5 losowych blogerów, których blogi czytasz najchętniej.

Ojojoj, trudne pytanie... Nie da się "tak o" wybrać i to nawet losowo, bo zawsze istnieje możliwość, że ktoś się może obrazić, że nie został wymieniony...
Ale ok, podaję 6 LOSOWYCH oraz w LOSOWEJ kolejności!!!


3) Wymień przynajmniej 5 najgorzej napisanych książek w historii ( bez lektur :3 ).

No i tu zabiliśta mi ćwieka. Nie mam pojęcia jakie mógłbym wytypować tutaj pozycje, bo rzadko kiedy zabieram się za czytanie beznadziejnych książek. Nie wiem czy mam taki dar, że potrafię wybrać jedynie dobre utwory czy po prostu sięgam po taką tematykę, jaką lubię, więc to już z góry wiadomo, że będzie się podobać :).

Szkoda właśnie, że nie można wymienić lektur, ponieważ już bym leciał alfabetycznie, zaczynając od "Antygony" ;D.
Dobra, spróbuję wypisać te 5, które może nie to, że były zdatne tylko i wyłącznie do spalenia w piecu kaflowym, lecz po prostu mi się nie za bardzo spodobały ;).

1. "Kobieta w czerni" - to pierwsze co mi przychodzi na myśl. Wszystko by było dobrze, gdyby producenci ekranizacji tejże książki tak drastycznie nie odbiegli od treści pierwowzoru. Liczyłem na ciągły strach i grozę, a otrzymałem tylko momenty, których boją się jedynie strachliwe babki. Tutaj poziom przerażenia był podobny co w "Nawiedzonym" Pani Shirley Jackson.

2. "Garbuska" - nic z niej nie pamiętam, nic mi nowego nie wniosła do życia, pamiętam tylko to, że nawet podczas czytania było ciężko cokolwiek z niej zrozumieć O.o.

3. "Gabinet figur woskowych" - bardzo zróżnicowany zbiór opowiadań, pełny słabych i nużących tekstów...

4. "Czarny Wygon. Bisy" - zapisałem tę książkę tutaj tylko dlatego, iż zawiodłem się na niej. Jako całokształt zarobiła sobie u mnie dość wysoką notę, aczkolwiek jak dla mnie była to najgorsza część cyklu "Czarny Wygon".

5. Nie wiem już co tu wymyślić... Czy mogę złamać reguły i podać tylko cztery pozycje? Mogę? Naprawdę? O jak fajnie, dziękuję :)! Łamię zasady jak prawdziwy niegrzeczny łobuziak. Jeszcze trochę, a przestanę przeprowadzać staruszki przez jezdnię ;p.

4) Wstaw zdjęcie Twojej biblioteczki z książkami.

Pozwolę sobie nie odpowiedzieć na dane wyzwanie w tej chwili (a nie mówiłem, że łobuziak?), gdyż właśnie planuję zrobić oddzielny post/filmik dotyczący mojej skromnej biblioteczki :).

5) Co robisz gdy masz zły humor ?

Jeśli mówimy o bardzo, bardzo niezmiernie ku*ewsko złym humorze to walę pięścią w łóżko, żeby jak najszybciej rozładować emołszyn, a jeżeli to tylko taki lekko zły to słucham rozwalającej łeb muzyki typu: house, techno, pop... ale i tak po chwili mi przechodzi, więc nawet nie opłaca się marnować prądu na włączenie radia ;).


6) Twoje subskrypcje na YouTube ( wymień kogo subskrybujesz i opisz czego dotyczy kanał ).

Może jestem dziwny (może na pewno nie było potrzebne to "może"), ale ja w ogóle nikogo nie subskrybuję. Nie chcę robić sobie zamieszania, bo to zaraz jakieś dodatkowe propozycje Ci dowalą do zasubskrybowania, a to zaleją Cię falą nowych filmików itp. itd. Mam bloggera, Goggle+ (#^$@^!*), Twittera, Aska, konto na YT, więc tyle zamieszania mi na razie starczy. Jak chcę to wchodzę na odpowiednie i interesujące mnie kanały, żeby obejrzeć dany filmik, a jak nie to nie, bez żadnej spiny, że muszę jak najszybciej je obejrzeć czy coś ;).
Jednakże najczęściej odwiedzam jakieś zabawne kanały typu: Pararalaksa (Kryspin - Cesarz Internetu rządzi :D), Abstrach*je, Adbuster, 5 sposobów na... Zajrzę też na jakieś mądrzejszę, takie jak: Polimaty, Scifun czy Mówiąc Inaczej. No i oczywiście wchodzę bardzo często na kanały o tematyce okołoksiążkowej, np.: Epickie książki, EricMcBet, aleKulturka, Z kamerą wśród książek, Waniliowe Czytadła itp.

7) Drugi po Kingu ulubiony autor to ?

Na pewno Stefan Darda oraz Suzanne Collins. A gdzieś tam za nimi biegnie Max Brooks, George R.R. Martin i Tolkien... no i może na dokładkę Pani J.K. Rowling na miotle ;).

8) Ulubiony przedmiot w szkole ?

A w ogóle takie coś istnieje jak ulubiony przedmiot w szkole? No nie wiem, nie znam człowieka...

9) Ulubione filmy i seriale ?

Z seriali to na pewno "Gra o tron", no i "Świat według Kiepskich" ofkors. Można też doliczyć "Daleko od noszy" jako ten trzeci.
A co się tyczy filmów to nie mam swoich ulubionych, nie wliczając oczywiście "Igrzysk Śmierci. W Pierścieniu Ognia", "Hobbita. Pustkowie Smauga", całego cyklu "Piła", licznych komedii z Leslie Nielsenem i Louisem de Funesem oraz wielu disneyowskich bajek na kasetach VHS :). Jakbym się dłużej zastanowił to jeszcze znalazłbym parędziesiąt dodatkowych tych niewliczających się filmów ;D.

10) Najgorszy film jaki oglądałeś w życiu to ?

Chyba nigdy nie obejrzałem całej ekranizacji jakiejkolwiek lektury, pomijając "Oskara i Panią Różę" (kocham to!), więc nie wiem co ty wstawić ;p.
Ja nie oglądam czegoś co od samego początku zalatuje krowim plackiem, dlatego trudno jest mi odpowiedzieć...

11) Twoja wymarzona przyszłość ?

Korona na łeb, berło w rękę i władza nad światem - taka będzie moja przyszłość :P. Nie no żartuję, oszczędzę Wam kłopotu i łaskawie nie zostanę Królem Świata... Znajcie moją dobroć poddani ;D!
Ale tak na serio to chciałbym założyć rodzinę (Adamsów), mieć gromadkę dzieci (z Bulerbyn), dom (w głębi lasu), psa (Cujo) i największą na świecie bibliotekę... ot takie skromne marzenia ;).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Łoj, ale się dzisiaj rozpisałem ;p. Jednak zrozumcie też i mnie, że nie da się tak po prostu odpowiedzieć jednym zdaniem na takie pytania :).

Ponownie serdecznie dziękuję Patrycji, że zaprosiła mnie do tej zabawy blogowej oraz za to, że mogłem miło spędzić czas przy odpowiadaniu na nie :D.

Nie będę nikogo nominował do Liebster Blog Award, gdyż nie chcę tutaj faworyzować ze sobą nominowanych i nienominowanych blogów, więc jeśli byłbyś zainteresowany i chciałbyś się w tę grę zabawić podobnie jak ja to piszcie w komentarzach pod spodem :)! Ja już Was tak nominuję, że Wam w pięty pójdzie :D. Ostrzegam, że pytania będą trudne i dzikie w swojej głupocie... Ktoś chętny ;3?!

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Przypominam o konkursie, w którym można wygrać nowiuśką książkę "World War Z" ;P.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

Blogger ssie...



Nie od dziś wiadomo, że platforma Blogger, należąca do całego Google'a, lubi sobie kpić ze swoich użytkowników. A to od czasu do czasu będziemy im wyłączać panel obserwatorów, a to zagramy im na nerwach, zmieniając ustaloną datę i godzinę publikacji posta na inną a to zablokujemy im aktualizację postów w blogrolce... istny wku*w! Nie ukrywam, że część z tych problemów może mieć (i na pewno ma) podłoże w moim pobranym szablonie, aczkolwiek wiele z nich dzieje się nie tylko u mnie. Już czytałem liczne zażalenia na Bloggera, że "nie jest taki jaki powinien być" ;). W głównej mierze wszelkie te niedociągnięcia spowodowane są ciągle narastającymi usługami naszego ukochanego Google+, na samą myśl którego spora część społeczeństwa dostaje białej gorączki :). Pamiętacie może tę falę dodawania panelu Kręgów Google na swoich blogach, bo każdy się bał rychłego usunięcia dotychczasowego, normalnego panelka? Jak na razie się trzyma, ale jak to pierdyknie to przypuszczam, że krew się poleje :D. Nie wiem jak Wy, ale ja tak czy siak nie zaglądam w ogóle na swoje konto G+ i daj Boże, abym nigdy w życiu z różnych względów nie został zmuszony do jego użytkowania ;p.

I nie mówię Wam tego tylko po to aby rzucić wszystko co tu "stworzyłem" i zapierdzielać prosto w szpony Wordpress'a czy też innej ciekawej platformy, tylko po to by wyrazić swoje zniesmaczenie obecną sytuacją na bloggerze... oraz po to by zapytać się Was grzecznie czy też tak macie!? Czy stryjek Blogger również gra Wam na nosie ;)? A jeśli tak to w jaki sposób sobie z nim radzicie ;D?

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Przypominam o konkursie, w którym można wygrać nowiuśką książkę "World War Z" ;P.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

01 lutego 2014

Okładki z banków zdjęć - Trawienie Melonowych Myśli



Łoj cosik dawno u mnie nie było żadnego Trawienia Melonowych Myśli ;). Dlatego dzisiaj biegnę do Was z nową dawką moich myśli abyśmy je razem przetrawili ;).

Nie oszukujmy się - okładki stanowią jeden z najważniejszych aspektów, dla których sięgamy po określone pozycje książkowe (a przynajmniej ja tak mam). Są one swoistym "zachęcaczem", który ma za zadanie przyciągnąć do siebie jak największą liczbę Czytelników. Jeśli okładka jest kiepska to z reguły duży odsetek ludzi pominie taki utwór i poszuka czegoś co w większym stopniu nasyci ich wzrok... pomijając oczywiście fakt istnienia książek starych bez zajefajniastych okładek jak również pozycji znanych i lubianych autorów, których fani kupią jego dzieła nie ważne czy z jakimś odjechanym coverem czy też nie (jejku, jak dużo młodzieżowych słów...).

Jednakże dzisiejsze Trawienie nie ma na celu określenia własnego najbardziej ulubionego typu okładek, a jedynie wzięcie pod młotek jakości oraz powtarzalności naszych kochanych szat graficznych różnorakich woluminów. Na pewno każdy z nas kojarzy "banki zdjęć", czyli miejsca, gdzie można bezkarnie wykupić sobie prawo do wybranych fotek, zrobionych przez osobę trzecią. Wiele wydawnictw korzysta z usług takich instytucji by nie brudzić sobie rąk przykładowo stworzeniem własnej, autorskiej grafiki na potrzeby okładki pewnej książki (na szczęście chociażby Fabryka Słów jest takim wyjątkiem i zatrudnia swoich grafików z naprawdę olbrzymim talentem :D). Przykładem takiego wydawnictwa, idącego na łatwiznę, jest powszechnie lubiane i szanowane wydawnictwo Albatros z Warszawy. Naprawdę lwia część okładek od nich jest wykonana ze zdjęć wykupionych. Nie żebym się jakoś specjalnie czepiał, aczkolwiek nie lubię gdy ktoś spaprał szaty graficzne książek mojego ulubionego autora - Stephena Kinga, używając do nich jakiś beznadziejnych i w niewielkim stopniu odnoszących się do konkretnego utworu fotografii. Lecz, żeby nie pluć tylko na jedno wydawnictwo, pokażę Wam pod spodem parę okładek z kilku innych wydawnictw, które są drastycznie podobne...


Po lewej: wydawnictwo Zysk i s-ka - "Zombie survival"
Po prawej: wydawnictwo Albatros - "Bastion"

Niech mi tylko ktoś powie, że nie podobne to zaszlachtuję jak wieprza...
Dzięki Bogu Zysk i s-ka dodał parę zombie dla urozmaicenia, ale u Albatrosa to totalne "kopiuj, wklej"...

Po lewej: wydawnictwo Replika - "17 szram"
Po prawej: wydawnictwo Albatros - "To"
Może nie dokładnie to samo, ale spójrzcie na włosy, ułożenie głowy, ślady krwi na twarzy, strój... żenada po całości...


A teraz pytanie dla Was:

Czy Was nie denerwuje to, że nawet tak duże wydawnictwa korzystają z usług tzw. "banków zdjęć" do tworzenia własnych okładek do książek pod swoim patronatem!?

Znacie jeszcze jakieś inne bardzo podobne do siebie okładki, w których wykorzystano podobny motyw!? (jak możecie podajcie linki do podanych grafik)


Albatrosie i cała reszto popapranych wydawnictw, które nie potrafią same stworzyć własnych oryginalnych okładek, je*cie się na ryj!
- Melon


POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO TRAWIENIA W KOMENTARZACH!

P.S.: Użyte grafiki okładek z wydawnictwa Albatros są projektami okładek książek, które swoją premierę będą miały już niedługo...
P.S.2: Przypominam o konkursie ;).


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

31 stycznia 2014

KONKURS ZOMBILIJNY!!!



Jak obiecałem tak dotrzymuję obietnicy... Oficjalnie i na oczach całego internetu ogłaszam konkurs, zatytułowany "Konkurs Zombilijny", którego regulamin zamieściłem pod spodem :).


1. Organizatorem konkursu "Konkurs Zombilijny" oraz sponsorem nagrody jest osoba fizyczna, właściciel bloga "Melon dotcom".
2. Konkurs trwa od 31 stycznia 2014 roku do 10 marca 2014 roku włącznie (do 23:59).
3. Jeden zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania.
4. Ogłoszenie wyników nastąpi do jednego tygodnia po zakończeniu konkursu.
5. Zwycięzca zostanie poinformowany o wygranej drogą mailową. Jeśli w ciągu tygodnia od dnia wysłania maila z informacją o wygranej nie dostanę odpowiedzi zwrotnej, odbędzie się losowanie kolejnego zwycięzcy.
6. Jedna osoba może wysłać tylko i wyłącznie jedno zgłoszenie!
7. W konkursie udział może wziąć każdy, posiadający adres do wysyłki nagrody na terenie całej Polski.
8. Nagrodą w "Konkursie Zombilijnym" jest jeden nowiuśki egzemplarz książki "World War Z", autorstwa Maxa Brooksa.
9. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest publiczne obserwowanie bloga "Melon dotcom", wstawienie podlinkowanego do tego postu banera konkursowego, znajdującego się poniżej, w widocznym miejscu na własnym blogu/stronie internetowej (jeśli taki/taką posiadasz) oraz wykonanie zadania konkursowego.
Obserwacja w Google+, na Twitterze czy też subskrybcja na Youtube nie jest obowiązkowa, ale równie mile widziana ;).
10. Minimalny próg liczby zgłoszeń to 20. Jeśli liczba ta zostanie nieprzekroczona konkurs zostanie bezzwłocznie odwołany.
11. Nagrody zostaną wysłane do dwóch tygodni po otrzymaniu adresu do wysyłki.
12. Wszelkie pytania dotyczące konkursu, bądź wyznania miłosne proszę kierować na adres mailowy: konkurs.melondotcom@interia.pl


Należy odpowiedzieć na zadane poniżej pytanie konkursowe:

Gdybyś był/była zombie tylko na jeden dzień, to w jaką część ciała najchętniej gryzłbyś/gryzłabyś spotykanych przez Ciebie (jeszcze niezarażonych) ludzi :)?

Można odpowiedzieć nawet jednym słowem :D.


Należy najpierw kliknąć w powyższą grafikę i dopiero zapisać/skopiować plik :)!
Po prostu, żeby ostrość została zachowana :P. Wiem, marudzę...


Witam Cię przeserdecznie Melon!
Obserwuję jako...
Banerek znajduje się pod tym linkiem:...
Odpowiedź na zadanie konkursowe:...
Mój adres e-mail to...
Pozdrawiam ciepło!
[Twoje imię/nick]

Jeśli o czymkolwiek zapomniałem to przepraszam :)! Dajcie znać o tym w komentarzu!
Życzę miłej zabawy :*!

POZDRAWIAM!

P.S.: Jbc. banerek mogą u siebie również wstawić osoby, niebiorące udziału w konkursie ;p.
P.S.2: Spokojnie, ja nadal pamiętam o aktywnych osobach, które bawiły się u mnie w ostatnią zabawę okładkową. Obiecuję, że będziecie mieli to wynagrodzone, jednakże jeszcze nie w tej chwili ;).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

29 stycznia 2014

Przypomnienie o przywileju karania w 14-DRB



No moi Kochani, nazbierało mi się jak dotąd sporo kar za to, że spóźniałem się z publikacją moich postów podczas nadal trwającego (do niedzieli 2 lutego włącznie) wyzwania "14-dniowa rekonwalescencja blogowa". W głównej mierze były to jedynie opóźnienia jedno czy dwugodzinne, gdyż jak zapewne sami wiecie, najczęściej publikuję swoje posty nie wcześniej niż przed północą (no, dzisiaj taki sporadyczny wyjątek ;p). A dlaczego? A może dlatego, iż najczęściej wieczorem zasiadam do laptopa i dopiero wtedy zaczynam swoje blogowe bajdurzenie ;). Ale nic, za spóźnienia trzeba płacić.

Ten post jest tylko i wyłącznie postem-przypominajką, żeby przypomnieć Wam o przywileju, jakie Wam nadałem. Jak wspominałem już TUTAJ, możecie wymyślić mi dowolną (nawet okrutną) karę za każdy dzień, w którym nie opublikuję swojego posta w trakcie trwania moich ferii zimowych 2014 (czyt. wyzwania "14-DRB"). Do tej pory naliczyłem sobie całe 5 kar... o matko, to całe 5 kar (mam nadzieję, że już więcej ich nie będzie)... oczywiście uwzględniając odliczenie bodajże 2 przez to, że moja siostra złamała nogę i nijak wtedy nie mogłem siąść nawet na chwilę do komputera... o tym również mówiłem ;).

Całą dostępną stale aktualizowaną listę kar i karzysk, zatytułowaną "Propozycje kar z 14-DRB", możecie ujrzeć po prawej stronie bloga.
To co teraz powiem może komuś sprawić niezłą frajdę (Wy sadyści ;p), a mianowicie mam tu na myśli to, że dowolna osoba może wystawić mi nieskończoną ilość propozycji kar, które wszystkie wpiszę do listy ;D. Nie ma, że jedno i nie ma, że boli ;P!

Tak więc zapraszam do wymyślania najpodlejszych z najpodlejszych kar i wypisywania ich w komentarzach przykładowo pod tym postem, ale jeśli będą pod innym to się nie obrażę :D. Wiecie, muszę mieć z czego losować, bo niedługo zabraknie mi propozycji ;p.

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Choćby mnie podpalali czy podtapiali ja się nie ugnę i zdążę z publikacją tych obiecanych 14 postów do końca tego tygodnia :D. Dlatego spodziewajcie się w najbliższym czasie nawału nowych informacji u mnie na blogu... no i of kors nadchodzącego konkursu :3!

P.S.2: Przepraszam, że nie odwiedzam Was zbyt często na Waszych pięknych stronach, ale wraz z końcem wyzwania "14-DRB" obiecuję, że to poprawię :).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

"Zachwianie" - Paweł Leśniak


Uwaga, recenzja może zawierać spoilery z poprzedniej części cyklu!

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Jeszcze niedawno Desmond Pearce był zwykłym chłopakiem z głową pełną planów na przyszłość. Jednak sieć spisków, w którą został wplątany, doprowadziła go do samobójstwa. Władca piekieł Lucyfer uczynił go swym egzekutorem - żołnierzem w odwiecznym konflikcie pomiędzy diabłami a aniołami o panowanie na ziemi, która nazywana jest Areną. W tej wojnie panowała dotąd równowaga, ale to właśnie Desmond, który staje się coraz potężniejszy, może ją zakłócić. Obie strony mają wobec niego swoje plany, on jednak buntuje się przeciw swym zwierzchnikom.
Ścigany przez wysłanników piekła i nieba Desmond próbuje chronić swą narzeczoną i przyjaciół. Musi prosić o pomoc Muriela - byłego egzekutora, teraz zachowującego neutralność - najpotężniejszą istotę na Arenie. Trening, jaki Desmond odbędzie pod jego kierunkiem, pozwoli mu lepiej poznać swe moce i rolę, jaką odgrywa w konflikcie wchodzącym właśnie w decydującą fazę. Odkryje też swoje mroczne strony - czy zdoła się z nimi uporać? jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić? I czy na pewno może zaufać najpotężniejszemu zabójcy na ziemi?..."


"Zachwianie" to już druga część przygód diabolicznego chłopaka, wplątanego w konflikt pomiędzy siłami Dobra i Zła, jak również to już moje drugie zetknięcie z twórczością Pana Leśniaka. Po mocnej jedynce, czyli "Równowadze", spodziewałem się czegoś mocniejszego i z większą dawką emocji. Czegoś, po lekturze którego mógłbym powiedzieć głośne "Tak, to jest to Bejbe!". Czegoś co zachwyciłoby mnie jeszcze bardziej niż część pierwsza... mówiąc krótko, liczyłem na większą rozpierduchę! Lecz tu rodzi się pytanie, czy dostałem to, na co oczekiwałem? Czy Autor ponownie porwał mnie swoją opowieścią? Odpowiedź brzmi - oczywiście! Dostałem to co chciałem, a nawet więcej...

Książka rozpoczyna się krótkim epilogiem, rozgrywającym się w Starożytnym Egipcie, w roku 2548 p.n.e., który wprowadza nas głębiej w akcję utworu. Nie chcę Wam zbytnio zdradzać czego dotyczy owy epilog, gdyż jest krótki i za nic nie da się go streścić, jednak powiem, że dzięki niemu dowiemy się o wielu ważnych aspektach, a właściwie genezy pewnej mrożącej krew w żyłach historii, dotyczącej samej fabuły...

" - Ludzie zostali stworzeni do tego, by być kochani, a rzeczy do tego, aby być używane. Powodem, przez który na świecie panuje chaos, jest to, że rzeczy są kochane, a ludzie używani..."

Desmond po wydarzeniach z pierwszej części, wszczął poszukiwania jednego z najgroźniejszych demonów, jakie widział nasz świat - Muriela, z prośbą by ten pomógł mu wybrnąć z pewnej dręczącej go sprawy. Mam tu na myśli to, że naszego głównego bohatera ściga cała horda demonów jak i wszelkie oddziały aniołów po całym świecie... ot taka dręcząca sprawa... a nawet sprawunia... sprawuniuniuniunia...
Powodem, przez który stał się on głównym celem polowania obu stron konfliktu jest jego ucieczka z samego Centrum Piekieł od samego Lucyfera wprost na drapieżną Arenę (czyt. świat), gdzie na naszego Zbawcę/Niszczyciela czyha już potężna armia wysłanników niebios... Desmond, nie mogąc się odnaleźć w żadnej ze stron, postanawia pod przewodnictwem potężnego Muriela sprzeciwić się Panu Piekieł i zaburzyć pewną mroczną przepowiednię, w której to właśnie on miał być Wybrańcem i stać się największym Niszczycielem podczas ostatecznej wojny Dobra ze Złem. Z oddechem milionów demonów oraz aniołów na karku, nasz bohater wyrusza w okrutną podróż, w poszukiwaniu wsparcia... ale czy to będzie droga tylko w jedną stronę, na końcu której Zło i Zniszczenie sprawują swoje mordercze rządy? Niestety nie mogę Wam tego zdradzić ;). Mogę tylko dopowiedzieć, że będzie ostra jazda bez trzymanki, jednak dalej musicie już doczytać sami...

" -(...)Dusza człowieka jest jak pusta książka i to istota ludzka decyduje, co będzie w niej napisane, ponieważ nikt nie rodzi się z gruntu ani dobry ani zły. Najmłodsze lata wpływają znikomo na kolor dusz, wiem o tym, zabijałem również dzieci. Dopiero później, gdy w umyśle malucha wykształci się umiejętność oceny pojęć i czynów, gdy zrodzą się decyzje i ukierunkują postępowanie, dusza zalśni całą gamą kolorów, by w końcu zlać się w jeden. Nie na zawsze. Przez całe życie aż do śmierci dusze zmieniają swą barwę w zależności od tego, co uroi się w mózgach ich cielesnych powłok, i od tego, co te powłoki uczynią..."


Czytałem już wiele recenzji "Zachwiania" i w praktycznie każdej jest mowa o dość przydługim, czy też spokojnym oraz nudnawym początku. Czy tak jest naprawdę? Niestety tak, aczkolwiek wcale bym nie powiedział, że przez to nasze zainteresowanie książką i chęć na jej dalsze kontynuowanie podupada na duchu. Wręcz przeciwnie! Pomimo tego, iż pierwsze kilkadziesiąt stron nie jest wypełnione od stóp do głów ciągłą AKCJĄ!AKCJĄ!AKCJĄ! (która szybko by straciła na wartości i się wypaliła) tylko stopniowym wprowadzeniem Czytelnika w fabułę, to według mnie było to dobry zabieg. Autor, zamiast od razu wrzucać nas w wir niekończących się nagłych zdarzeń, powoli i delikatnie zaznajamia nas z przekazem jakie niesie ze sobą ta pozycja, kreując w naszych umysłach zalążek zaciekawienia lub zainteresowania.

" - Zwalanie winy na kogoś nie usprawiedliwi moich błędów, rozliczanie trzeba zacząć od siebie..."

Jak już wspominałem, Pan Leśniak zaoferował mi w owym utworze dużo więcej łakoci literackich niż uczynił to w swoim debiucie pisarskim (czyt. "Równowadze"). Spodziewałem się coraz bardziej rozwijającej się fabuły i muszę powiedzieć... jestem usatysfakcjonowany ;). Tutaj każde pojedyncze wydarzenie goniło następne, a to jeszcze następne i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze itd. Aż wszystko znalazło swoje ujście w zakończeniu, które trzymało w napięciu do ostatniego zdania. Jak zwykle Leśniak zostawia nas na końcu swojej książki w najgorszej z możliwych sytuacji, kiedy to zaczynamy sobie zadawać pytania: "Jak akcja potoczy się dalej?", "Co się stanie ze wszystkimi bohaterami?", "Jak to? Dlaczego?"... No i niektórych (patrz: JA) pozostawił nawet z groźbami typu: "Ku*wa, Leśniak chyba Cię zadźgam motyką za to, że urwałeś fabułę w tak porywającym momencie!" ;). Lecz to tylko świadczy o wysokim kunszcie pisarza, że potrafi tak solidnie zaintrygować Czytelników swoją powieścią :).

"Cios zadany przez najbliższą osobę boli najbardziej..."

Nie sądziłem, że cała ta (na razie dwutomowa) seria mnie tak wciągnie. Na początku bardzo specyficznie podchodziłem do tego rodzaju fantastyki, lecz po przeczytaniu kilku pierwszych stron książek Pawła Leśniaka od razu odżyła moja wiara w ten gatunek literacki. I mimo, że "Zachwianie", podobnież jak "Równowaga", nie jest fascynującym odkryciem roku na skalę światową ani też żadnym ogromnym wyznacznikiem współczesnych trendów literackich, to jednak daję słowo, iż Autor potrafi nieźle porwać Czytelnika w swoją opowieść, oferując mu już od samego wstępu masę przygód, wyrazistych bohaterów, kupę emocji, kilogramy humoru oraz ocean porywającej akcji. Polecam serdecznie, gdyż jest to godna kontynuacja poprzedniego wyśmienitego tomu :). Aż strach pomyśleć jak wybitna musi być kolejna część cyklu. Panie Pawle... nie zawiedź mnie Pan ;D! Trzymam kciuki, żeby się udało :)!

"Gdy założysz psu kaganiec, przestaje gryźć nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że nie może..."


POZDRAWIAM :)!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Ten post bierze udział w wyzwaniu
"14-dniowa rekonwalescencja blogowa"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com