12 listopada 2013

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" - Tomasz Kowalski

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć"
czyli gadki szmatki o wszystkim i o niczym ze starą kupą kości w płaszczu...

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Czy można w sposób zabawny mówić o śmierci, religii , sztuce, patriotyzmie i eutanazji? A o samobójstwie, alkoholizmie, literaturze i wampiryzmie? Otóż można. Wystarczy zajrzeć do baraku grabarzy z cmentarza parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Ponurej. Tam przy papierosie i wódce Tomasz, Rysiek i Młody bez litości karcą świat pozorów, tandetnego blichtru, ludzkiej głupoty i hipokryzji. Świat, który niczym hordy dzikich barbarzyńców odzianych w szare garnitury próbuje wedrzeć się na teren cmentarza - tego ostatniego bastionu wolnej myśli, niczym nieskrępowanej refleksji zapomnianego już prawa do nieprzejmowania się prędkością, z jaką kręci się nasza zadyszana Ziemia. W misji tej pomagają im goście i stali bywalcy cmentarza. Są to między innymi handlarz i wytwórca zniczy pan Ćwięczek, stara dewotka Walazkowa, wampir alkoholik Wincenty Murnałowski, mocno przechodzona prostytutka Madame Helikopter, profesor Hieronim Baltazar Staroświecki oraz tytułowa Śmierć. Kpina i ironia z naszych narodowych wad i zwykłej ludzkiej małości wypełniają rozmowy grabarzy niczym trumna mogiłę.
Dostaje się prawie wszystkim, nawet samemu Bogu.
A za co jemy? Za wszystko.

W środku znajdziecie również nieco przydługą opowieść o oblivokrach.
Kim lub czym są rzeczone oblivokry?
Sami przeczytajcie i... strzeżcie się ich!"

Mamy listopad - okres, w którym  sklepy powoli zaczynają obrzucać swoich klientów wszelakimi świąteczno-bożonarodzeniowymi promocjami na każdym kroku, jak również czas długich jesiennych depresji, spowodowane szybko zachodzącym słońcem i wiecznymi popołudniowymi ciemnościami.
Jednak ten miesiąc charakteryzuje się w głównej mierze nie tylko mroźnymi wieczorami przy kominku z książką w rękach i kotem/psem/jaszczurką na kolanach, czy moim obecnie trwającym konkursie "Hallołajki" (nie ma to jak totalnie chamska reklama totalnie chamskiego autora ;p), ale wzmożonymi odwiedzinami naszych bliskich w miejscach ich wiecznego spoczynku...na cmentarzach...

Wszyscy znają tę powagę i spokój cmentarnej atmosfery. Tę wszechobecną i przytłaczającą ciszę. Rzadko kto lubi całodzienne (lub całonocne, ale to już wersja HardEmoStyle) spacery pomiędzy różnorakimi pomnikami nagrobnymi z przygnębiającymi tablicami, zawierającymi dwie najważniejsze daty, leżącego parę metrów pod nią nieboszczyka. Jego datę narodzin i śmierci...

Jednak to nie my jesteśmy najważniejszym celem ataku cmentarnej chandry. Nasze sporadyczne odwiedziny zmarłych są niczym w porównaniu z mozolną pracą grabarzy, którzy praktycznie dzień w dzień muszą odbębnić tę swoją dniówkę wśród nieżyjących znajomych z pracy.
Jeśli wierzyć niektórym to grabarz nie jest zawodem, tylko stanem przemiany własnego ducha. Gdy osobnik A godzi się na posadę pracownika cmentarnego, specjalizującego w kopaniu dołów i zagrzebywaniu w nich ciał, to tak jakby podpisywał pakt z diabłem o swojej wewnętrznej metamorfozy z miłego i radosnego chłopca do ponurego i mrocznego żniwiarza z charakterem wrednej małpy (czyt. do osobnika B)...
Aczkolwiek powyższy opis dotyczyć może jedynie pojedynczych przypadków zdziadziałych zagrzebywaczy i jest tylko przestarzałym stereotypem... tak jak ma to miejsce w mieście o ponurej nazwie - Ponura, gdzie rozgrywa się akcja książki "Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć".

"Robiło się coraz ciemniej. Mrok nad cmentarzem nie zwiastuje niczego dobrego. Nie zwiastuje też niczego złego, ponieważ rolą mroku nie jest zwiastowanie, będące raczej domeną aniołów, lecz sygnalizowanie nadchodzącej nocy. Wiadomo to zresztą nie do dzisiaj..."

Tomasz - szef całej brygady, Rysiek i buntowniczy podlotek Młody, jeszcze podszkolający się w swoim zawodzie, to trójka grabarzy z cmentarza w Ponurej. Lecz nie są oni takimi normalnymi stereotypowymi ponurymi dziadami cmentarnymi, o jakich wspominałem. Ich praca nie opiera się wyłącznie na "<Dzień dobry!> <Łopata w dłoń> <Wio na cmentarz> <Narzędzie w ruch> <Zapierdzielanie z wykopywaniem dołów>", no i czasami zdarzającymi się atrakcjami w postaci pogrzebów. Ta trójka potrafi urozmaicić sobie swoją przymulającą robotę czymś bardziej górnolotnym... a mianowicie pogawędkami o życiu.
Tak moi Drodzy, Ci grabarze nie dość, że są zdolni do prowadzenia dyskusji na ciężki temat, jakim jest żywot każdego z nas osobna, to jeszcze właśnie oni posiadają największą wiedzę w danym temacie. Jak widać codzienny kontakt ze zmarłymi potrafi ukazać wiele walorów naszej, niektórzy mówią, bezsensownej egzystencji. Dopiero gdy poznamy śmierć, dostrzeżemy prawdziwe zalety życia. Chciałoby się rzec: "O ironio!" :).

"Tomasz sięgnął po kolejnego papierosa. - To, że jest się na przykład geniuszem, wynika z oceny dokonywanej właśnie przez miernoty, i to przeważnie po naszej śmierci. Nie da się być mądrym przy jednoczesnym braku wszechogarniającej głupoty. Powszechność będzie zawsze punktem odniesienia wybitności.
- Dlatego tak bardzo kulturze potrzebni są idioci, ignoranci, chamy, nuworysze i parlamentarzyści - wyjaśnił Rysiek..."

Jakby tego było mało to zarówno Tomasz jak i jego kumple z pracy (tym razem żyjący ;p) posiadają pewien osobliwy dar. Otóż są w stanie ujrzeć Śmierć, a nawet poprowadzić z nią konwersację. Oczywiście jest ona równie antystereotypowa co sami grabarze, no bo w końcu kto widział nałogowo popalającego sobie kościotrupa/kościotrupicę w czarnym płaszczu, narzekającego na wszystko i wszystkich wkoło... Nie, nie jest to typowa kostucha ;).

Tematyka tytułowych rozmów kręci się wokół wszystkich życiowych problemów dzisiejszego świata. Od religii po eutanazję, od patriotyzmu po samobójstwa, od literatury i sztuki po alkoholizm...
Tutaj nie ma miejsca na litość - piętnowane są wszystkie złudne występki naszej rzeczywistości (ludzka tępota też się wlicza... i to nawet zajmuje w nich pierwszą pozycję), którymi doskonałymi przykładami są historie życiowe poszczególnych mieszkańców Ponurej. W tej książce dowiedzieć się możemy o gnębiącej sprawie pewnego biznesmena - Pana Ćwięczka - handlarza i wytwórcy zniczy, podyskutujemy trochę o niejakiej Walazkowej - starej dewotce, poznamy straszną tajemnicę i jeszcze straszliwsze marzenie Wincentego Murnałowskiego - wampira-alkoholika, "straszącego" na tamtejszych terenach, strzelimy sobie krótką pogawędkę z miejscową kobietą - Madame Helikopter, wykonującą najstarszy zawód świata, która pomimo swojego sędziwego wieku nadal nie siedzi na bezrobociu :). Jej jedynym problemem jest sam wiek. To on jest powodem, dla którego zmuszona jest latać po całym mieście, żeby znaleźć przynajmniej jednego klienta, stąd jej pseudonim - Helikopter ;). Pokłócimy się trochę z profesorem Staroświeckim oraz możemy również spotkać się tutaj z młodym wikarym tutejszej parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Ponurej, skrywającym bardzo mroczną tajemnicę...

"Miłość do ojczyzny, nawet tej małej, lokalnej, jest nierozerwalnie związana z wiarą. Powiedz sam. Trudno od ateisty wymagać patriotyzmu czy od jakiegoś, Boże wybacz, homoseksualisty. nasz proboszcz jest synem tej ziemi, jest patriotą, że o jego bogobojności już nie wspomnę. Ta cudowna, mądra społeczność ufa swemu pasterzowi bezgranicznie. A dlaczego? Bo jesteście właśnie patriotami i ludźmi głębokiej wiary..."

Autor zaznajomił nas dodatkowo z dziwacznym i przerażającym w swojej nazwie terminem - oblivokry...
Są to demony z samego piekła, które pod postacią człowieka mogą sobie swobodnie funkcjonować na naszej ziemi. A ich cel istnienia jest tylko jeden... Zwodzić ludzi na błędne i kręte ścieżki losu...

Jeśli poznaliście już ogólną fabułę tejże książki to pewnie domyślacie się, że nie jest ona tak straszna, na jaką wygląda, bo jest wręcz przeciwnie. Pełno w niej humoru (i nie mówię tylko o czarnym humorze ;p) i głębszego sensu drugiego dna, symbolicznie ukrytego w treści. Ale spokojnie - sporadycznie pojawiające się momenty o ww. oblivokrach zaspokoją Waszą żądzę strachu w tym utworze. Moją zaspokoiły, więc jak widać dla każdego coś dobrego ;3.

"Młody wzruszył ramionami jak uczeń, któremu kazano przeprosić profesora od muzyki za umycie sedesu wyciorem do fletu..."

Książkę czytało mi się stosunkowo płynnie i sprawnie, co na pewno nie popsuło komfortu samego czytania. Jednak w tym miejscu chciałbym ostrzec wszystkich tych, którzy nie zamierzają zabierać się za tę pozycję z powodu jej grubości. Jak już wspomniałem, że "Rozmowy..." czyta się naprawdę szybko to jeszcze marginesy na stronach są odpowiednio duże, iż podczas lektury strona leci za stroną w zastraszająco szybkim tempie.

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" polecam serdecznie każdej grupie odbiorców (lecz ostrzegam, że małe dzieci mogą się nieco przerazić ;p), poszukujących dobrze napisanej i przemyślanej pozycji, po lekturze której trzeba się nad nią troszkę zastanowić i przetworzyć we własnej głowie sens słów Pana Tomasza Kowalskiego, autora książki.
To nie jest utwór na szybkie zapomnienie! Pomimo wielu błędów, czy też ?przekonań? teologicznych "Rozmowy..." powinny pozostać na dłuższy czas... a przynajmniej mi pozostały ;).


POZDRAWIAM!

P.S.: Serdecznie zapraszam do udziały w moim konkursie >>"Hallołajki"<<, w którym do wygrania są całkiem niezłe nagrody ;).

24 komentarze:

  1. Skąd Ty bierzesz takie książki? Pierwszy raz słyszę o takim dziele :P Nie powiem, może być ciekawie i pora roku odpowiednia na takie przemyślenia, więc zainteresuję się tymi rozmowami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinno być pytanie skąd biorą się tacy autorzy :P. A książki proponują wydawnictwa ;).
      Haha, nic tylko leniuchować w kocyku z książką i tonami śniegu za oknem... mhmmm, ach... rozmarzyłem się :D.

      Usuń
  2. ja także o niej nie słyszałam, ale zapowiada się "syto" jak to mówi mój znajomy! Tytuł zapisany! jak wpadnie mi w oko to przeczytam! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, strzelam, że to kucharz :P.
      Ok, w takim razie jeszcze raz polecam :)!

      Usuń
  3. Jakoś do mnie nie przemawia... Może nie mam poczucia humoru :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, żartowniś :P. Najwyraźniej poziom humoru tej książki nie dorównał Twojemu, więc zagadka rozwiązana :D.

      Usuń
  4. Ja tak samo jak Dominika i Marta - pierwszy raz widzę tę książkę na oczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to albo pora wybrać się po nowe okulary, albo migusiem śmigać do księgarni i porozglądać się po tytułach ;P.

      Usuń
  5. Cmentarne klimaty plus metafizyczne rozważania są motywami, których nie mogę przepuścić :-) Niestety i ja nie słyszałam o tej książce, mam chyba spóźniony refleks, ale dobrze że Cię mamy, bo oryginalne newsy do nas docierają :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, jak zwykle muszę się odróżniać od społeczeństwa, że czytam same dziwostki... Czemu Boże, czemu :D!? Ale nieee, było całkiem fajnie :).

      Usuń
  6. Recenzja tradycyjnie już napisana tak, że czyta się ja pewnie nawet lepiej, niż omawianą książkę :-D Całkiem zachęcająco to nakreśliłeś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dzięki ;)! Miło mi to słyszeć :D!

      Usuń
  7. O taa :o Coś dla mnie :D Hahah " Rzadko kto lubi całodzienne (lub całonocne, ale to już wersja HardEmoStyle) spacery pomiędzy różnorakimi pomnikami nagrobnymi (...)" - no nie ale się uśmiałam :D Czyżbym wyglądała na HardEmoStyle ? :D
    Pozdrawiam gorąco ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, nie chodziło mi o Ciebie ;P. No chyba, że idąc na takie cmentarne spacery spoglądasz na groby i zazdrościsz zmarłych, że już nie żyją, to wtedy wiesz... :D.
      Pozdrawiam :)!

      Usuń
  8. Melon, Ty to wariatem jesteś. :-P Wariaci są super.
    I bardzo podoba mi się aktualny wygląd bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, dzięki... tak sądzę... chociaż czasami miło posłuchać jak ktoś Cię uważa za wariata :P.
      No właśnie, chyba zaraz go zmienię, bo już mnie znudził... I weź daj takiemu zabawkę, to za dwa dni wyrzuci, bo już chce inną... Melon nie człowiek :D.

      Usuń
  9. Nom, nawet mi się podoba :) Trochę czarnego humoru przyjmę z hmm, radością :) Tak ogólnie to strasznie kojarzyły mi się z Twoim tekstem początkowe sceny "Kariery Nikodema Dyzmy" - tej z Pazurą. Wiem że tam grabarze mieli inne priorytety niż rozmowy o egzystencji, ale też było całkiem zabawnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phi, a cóż to jest "nawet" ;P? Haha :).
      Ułała to już moje "dzieła" do takich arcydzieł porównują... żyć nie umierać :P. Ale jeśli mogę coś powiedzieć to dzięki za to skojarzenie ;)!

      Usuń
  10. Kurczę. Muszę ją przeczytać. Bardzo podoba mi się pomysł na rozmowy trzech marud traktujących o nieudolności ludzkości. :)
    Ja tam lubię po nocy po cmentarzu chodzić (pod warunkiem, że jest jasno, np. przez znicze i cmentarz jest pełen ludzi xD) też jestem wersją HardEmoStyle? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie ja też lubię, ale chodziło mi bardziej o łażenie wzdłuż alejek i zazdroszczenie zmarłym, że już nie żyją ;P. To jest właśnie HardEmoStyle :D.

      Usuń
  11. Słyszałam co nieco o tej książce i chcę ją przeczytać :)
    "Audycja zawierała lokowanie produktu (Hallołajki)" XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, oj tam taki produkt... :D.
      Nawet przed jego użyciem nie trzeba się zapoznawać z treścią ulotki, więc do czego to podobne :P?

      Usuń
  12. Brzmi bardzo ciekawie. Chętnie przeczytam jeśli uda mi się ją znaleźć w bibliotece :).

    A zmieniając temat, bardzo podobała mi się Twoja recenzja "Gry o tron". Masz świetny głos, dobrze się Ciebie słucha. No i uśmiałam się jak nie wiem. Jesteś niezłym wariatem, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Mam nadzieję, że powstaną kolejne "mówione" recenzje. Masz u mnie jednak małego minusa z powodu oceny serialu po jednym odcinku. Wstydź się ;p. Ja jestem nim zachwycona i z niecierpliwością czekam na czarty sezon.

    I jeszcze jedna kwestia. Poprzedni wygląd bloga podobał mi się bardziej. To tyle ;p

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i świetny głos? Wybacz, ale... HAHAHAHA, ja nie mam świetnego głosu :P. Plączę się i pierdzielę głupoty, że kwiatki więdną, ale co by nie było bardzo mi miło, dzięki za miłe słowa ;3!

      No właśnie mnie ten serial nie porwał, bo nadal nie mam chęci zabrania się za jego drugi odcinek :P. Czyli jednak u mnie książka pobiła ekranizację :D.

      No wiem, wiem, bo było mroczniej ;p. Ale jeszcze pracuję nad tym wyglądem i nie wiem jaki będzie ostateczny efekt ;). Oby było nareszcie dobrze :D!
      Pozdrawiam :*!

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com