21 września 2013

"Zombie survival" - Max Brooks

"Zombie survival", czyli obrona przed zombie w pigułce...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Wirus Solanum, powodujący światową plagę zombizmu, czai się tuż za rogiem. Krwiożercze potwory są wszędzie, a przeciwdziałania pandemii wydają się nieskuteczne. Jak dotąd to ocaleni są słabszą stroną w tej apokaliptycznej wojnie. Tak nie musi być.
Zombie survival zawiera wszystko na temat sztuki przetrwania w świecie opanowanym przez "nieumarłych". Rozpoznanie pierwszego stadium infekcji, dobranie skutecznej broni, dopasowanie ekwipunku, właściwe umocnienie kryjówki i wiele innych niezbędnych informacji. A przede wszystkim - efektywna eliminacja zagrożenia!
Przeżyjesz czy staniesz się jednym z NICH? Wybór należy do CIEBIE!"

Pamiętacie może, gdy jakiś czas temu recenzowałem dla Was bestseller amerykańskiego pisarza Maxa Brooksa, zatytułowany "World War Z"?
Dzisiaj właśnie nadszedł czas na kolejną zjawiskową odsłonę Pana Maxa o podobnej tematyce, bo o czym!? Oczywiście o zombie...

Czy Wy albo przynajmniej ktoś z Waszej rodziny bądź znajomych zetknął się kiedykolwiek z zombie - żyjącą kupą zgnilizny, żądną ludzkiego mięsa aby zaspokoić swój nigdy niekończący się głód!? Nie!? Czyli jak rozumiem Wasze doświadczenie z "nieumarłymi" jest znikome!? To nawet nie wiecie w jak wielkim jesteście niebezpieczeństwie! Tylko pomyślcie sobie teraz co by było, gdyby nagle gdzieś na świecie, niezależnie w jakim miejscu, pojawił się tak zwany "Pacjent Zero", zarażony na dosyć dziwną i trudną do opisania chorobę. W jego ciele rzesza specjalistów, naukowców oraz lekarzy wykryłaby niespotykaną dotąd nową odmianę wirusa, doprowadzającego prawidłowo funkcjonującego dotąd osobnika rasy "Homo sapiens sapiens" do rychłej śmierci... i w niedalekiej przyszłości nieoczekiwanej reanimacji w bestię łaknącą rozlewu Waszej krwi... Wirus ten powoli i stopniowo, aczkolwiek skutecznie rozprzestrzeniałby się po całym globie zbierając coraz większe żniwo. Plaga zombizmu wreszcie dotknęłaby każdego zakątka na Ziemi...

I co w takiej sytuacji robisz Ty!? Zdominowana i bezbronna jednostka, odbywająca swoją mozolną tułaczkę po podbitym przez śmierć świecie... Odpowiem krótko: leżysz i robisz pod siebie, defekując się w porty, jednocześnie zanieczyszczając środowisko. Lecz zapytacie mnie: "Drogi Melonie, a więc co możemy zrobić, żeby nie być biernymi pierdołami podczas plagi zombich!? Drogi Melonie, jak żyć!?". Moja odpowiedź jest jasna i klarowna... Wasza jedyna szansa przetrwania leży w zasięgu Waszych rąk... A dokładniej w książce "Zombie survival" autorstwa znakomitego pisarza Maxa Brooks'a (ja chyba powinienem pracować w reklamie ;p). Tak moi Kochani, ten utwór powinien być w każdym domu na zaś, w razie nieoczekiwanych zagrożeń ze strony żywych trupów. Znaleźć tutaj możecie wszystkie, powtarzam WSZYSTKIE informacje, które w jakikolwiek sposób będą Wam pomocne w trakcie Ery Zombie. Zaczynając od doboru odpowiedniej broni do walki z trupami (łom, łuk, karabin, katana... i wiele, wiele więcej, czego dusza zapragnie), poprzez spis wszystkich ogólnodostępnych środków transportu (na lądzie, w wodzie, czy w powietrzu? To nie ma znaczenie, zawsze coś się znajdzie...), wszelakie typy terenów przeznaczonych do ucieczki lub też do bezpośredniej walki z wrogiem, aż po zasady budowania dobrej i wytrzymałej twierdzy obronnej, a nawet po liczne notatki historyczne związane z plagami zombizmu sprzed lat, z których można wyciągnąć pouczające wnioski na przyszłość... jak wiadomo człowiek uczy się na błędach...

A na deser, dla wysublimowanych smakoszy literatury, autor przeznaczył również część swojej publikacji na dość absurdalne pytania oraz ich ujmujące odpowiedzi. Dlaczego absurdalne!? Jak sądzę dlatego, że nikt o zdrowych zmysłach nie zadałby pytania typu: "Czy istnieje możliwość udomowienia [zombie]?", lub też dotyczącego rozmnażania płciowego "nieumarłych" ;D. Chcecie poznać na nie wszystkie odpowiedzi? W takim razie zapraszam do lektury ;).

Co mnie pozytywnie zaskoczyło w tej książce!? Na pewno jest to dokładność i dbałość o szczegóły przez autora, podobnie jak to miało miejsce w jego poprzedniej książce "World War Z". Brooks przemyślał każdy nawet najdrobniejszy szczegół, dzięki czemu dla wielu czytelników osiąga on rangę jednego z najlepszych pisarzy na całym świecie. Dopowiem, że w moim zestawieniu "MyBestWritersEverForever" Pan Max od niedawna zajmuje jedno z jego pierwszych pozycji. Chapeau bas Max Brooks!

Znacie może stare chińskie przysłowie "Lepiej najpierw poznać swojego wroga niż potem być częścią jego niestrawionej treści żołądkowej"? Przypuszczam, że nie, bo sam je przed chwilą wymyśliłem, ale znam też drugie, które jest już całkowicie prawdziwe: "Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem..." - długie, bo długie, ale ważne, że opisujące szczerą prawdę. Jednak aktualnie skupmy się na fragmencie z tejże maksymy: "Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew..." - może powtórzę, jakbyście nie zanotowali... tutaj mowa jest o "przetrwaniu", a nie o "wygranej". Bo jak to sformułowali krytycy z tygodnika "Polityka": "(...)mitologia zombie zakłada tylko przetrwanie. Nie ma mowy o zwycięstwie...". Jednakowoż, aby przetrwać najpierw należy poznać swojego wroga. A gdzie możecie odnaleźć więcej informacji o zombie niż właśnie w książce o zombie ;)?

Według mnie zarówno "World War Z" jak i recenzowany przeze mnie "Zombie survival" można zaliczyć do swoistej "dylogii zombie". Oczywiście nie istnieje coś takiego (mówię w przypadku tych dwóch książek), jednak pozwoliłem sobie je zatytułować z 2, a właściwie 3 powodów... Po pierwsze oba utwory mają tego samego autora, po drugie dotyczą identycznej tematyki i w końcu po trzecie według mnie można ustalić ich chronologię (chociaż może "chronologia" to za duże słowo). Otóż "World..." przedstawiając przebieg wojny światowej z zombie, opisuje pewne sytuacje  związane z zachowaniem i funkcjonowaniem żywych trupów, często doprowadzając czytelnika do niewyobrażalnego stanu zadziwienia, a "Zombie survival" omawia je szczegółowo, przez co gdybyśmy zabrali się najpierw za tę pozycję to można powiedzieć, że zdradzilibyśmy sobie dość dużą część faktów tudzież mitów, odnoszących się do chodzących umarlaków, które zaskoczyłyby nas w "World War Z". Delikatny syndrom powtórzonej treści oraz odgrzewanego kotleta w czystej postaci...
Aczkolwiek zapewne teraz większość z Was będzie przykładowo marudzić, że: "Eeee, ja już przeczytałem survival, więc nie mam już po co czytać "Wojnę Światową Z"". Nie, nie, tak to nie działa! Po prostu to było takie moje drobne spostrzeżenie i w żaden sposób nie ujmuje komfortowi czytania :). Moje zwykłe i niepotrzebne narzekanie, ot co ;).

Żeby już nie przedłużać, chciałbym polecić Wam serdecznie tę pozycję, jaką jest "Zombie survival" Maxa Brooks'a, jako znakomity poradnik przed jak również w trakcie trwania apokalipsy ludzkości w postaci rozprzestrzeniającej się plagi zombizmu.
Lecz polecam ją również codziennym zjadaczom treści pisanych, jako wciągającą lekturę na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory ;)...


"Najlepszą bronią obuchową jest bez wątpienia zagięty stalowy łom, tzw. łapka. Niewielka (acz w pełni wystarczająca) masa i wytrzymała konstrukcja czynią z niej idealną broń do walki wręcz z żywymi trupami. Zagięta, zaostrzona główka umożliwia zadawanie pchnięć bezpośrednio do wnętrza komory mózgowej czaszki, przez oczodół. Wielu ocalałych ze starć z zombie może potwierdzić uśmiercenie umarlaka właśnie w ten sposób..."

POZDRAWIAM!

P.S.: Boziu, chyba pierwszy raz się tak rozpisałem... ale jak książka porywająca to i recenzja nie może być płytka ;).

16 września 2013

"Garbuska" - Leszek Sokołowski + parę słów usprawiedliwienia


Damdaradamdamdamdaaaaaaaam... daradam...

Hej, witajcie :)!

Dobra, WIEM! Nie było mnie przez "jakiś" czas, jednak powracam do Was w pełni sił... tzn. bez żadnych sił, z brakiem czasu i organizacji ale zawsze z uśmiechem na ustach :D! Kłamać mógłbym długo i nikogo by to chyba nie zdziwiło, aczkolwiek teraz powiem samiućką prawdę.

Nie było mnie, gdyż...
# miałem problemy z komputerem (internetem)
# mój dotychczasowy światopogląd uległ niemałej destrukcji i wreszcie "otworzyłem oczy", ale o tym może zrobię osobny wpis...
# rozpocząłem kolejny rok szkolny (nieważne, że to jest najgorsza wymówka, ale zawsze jest ;p), a jako że jestem rocznikiem "eksperymentalnym" (o ironio, trafili na mnie!) to borykałem się z kilkoma problemami, których epicentrum gnieździło się w moim planie lekcji (teraz mam wszędzie okienka i praktycznie cały czas muszę siedzieć w szkole O.o)
# miałem gości... aaaaale i mi wymówka ;)
# tyle czasu zleciało, a ja nie wiedzieć czemu nie skończyłem jeszcze swoich remontów na blogu (tak, tak, tu jest nadal syf... no chyba widać, nie :D?)
# ciągle pracuję nad filmikiem... kuźwa, że też zachciało mi się tylu cięć ;P
# po prostu pierdzielone czarne dziury z całego wszechświata zagięły mój czas wolny, że ciach, ciach i jeden dzień minął... pach, pach i czwarty już się kończy... hop, siup i 16 września jak w mordę strzelił...
# moje lenistwo podcięło mi skrzydła przy samej dupie (teraz tak zastanawiam się, dlaczego ten podpunkt nie jest na pierwszym miejscu ;p)

Ok, wyżaliłem się na tyle, na ile mogłem,
a jak widzę Powrót Do Systematycznego Blogowania stoi już u mych bram, więc...
Czas zakasać rękawy i DO ROBOTY!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"Garbuska", czyli powieść z pogranicza faktu i fikcji...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Z więzienia Kalun po dziesięciu latach wychodzi na wolność Vardis Fisz, członek bractwa. Odnajduje krewną z osady, skąd pochodzi - Garbuskę o czerwonych włosach. Zamieszkują razem.
Vardis jako zadośćuczynienie niewoli otrzymuje fabrykę. Jego dawni wspólnicy Oskar i Rot prowadzą gazetę "Corrida", która jest tubą propagandową bractwa. Na przyjęciu w redakcji poznaje Głównego Redaktora, bezwzględnego cynika na usługach mocodawców. Główne motto Naczelnego to nienawiść do ludzi. Niedługo potem Oskar i Rot popadają w niełaskę..."

Nie mam pojęcia, od której strony mam się zabrać za recenzję tej książki. Jej fabuła była dla mnie tak pokręcona i poszarpana z każdej strony, że aż skłonny jestem do tego aby ochrzcić ją mianem mojej kolejnej "Księgi metafor, symboliki i drugiego dna" zaraz za "Władcą much", "Kalejdoskopem", czy Biblią. Nawet sam autor, Pan Sokołowski, nadmienił w wywiadzie do pewnej gazety, że "Garbuska jest symbolem brzydoty i okrutnego świata, który opisuję. Mimo wszystko jest też nadzieją, bo przecież w końcu wypiękniała, a jej tratwa podryfowała na południe, do słońca." - jak mówiłem - ukryte przesłania ;).

Książka liczy sobie 180 stron i o dziwo nie czytało mi się jej szybko. Dłużyła się okropnie, według mnie głównie ze względu na zagmatwaną fabułę, jaką autor podzielił na parę odrębnych wątków. W jednym pływamy z tytułową Garbuską na tratwie wśród fal, aby już w następnym akapicie Garbuska jadła chipsy O.o. I właśnie przez to pomieszanie z poplątaniem nie będę w jakiś większy sposób, a właściwie w ogóle przedstawiał Wam szczegółowej fabuły. Przypuszczam, że w tym przypadku powyższy "OPIS" w zupełności wystarcza...

"Kłamstwo nie musi być jednak świadomym grzechem, jeśli powstało na skutek miraży lub gdy umysł pogrążony jest w fazie ren, kiedy śpiący ma wrażenie, że jest na jawie. To na szczęście dylemat dla specjalistów..."

Nie ukrywam, że napaliłem się na tę pozycję zarówno ze względu na dziwaczną i jednocześnie zachęcającą okładkę, jak i dzięki napisowi "Fantastyka", który znaleźć możemy "na tyłach" książki.
Liczyłem na mocne, polskie tąpnięcie gatunku, a otrzymałem jedynie jego liźnięcie i to jeszcze w niecodziennej konwencji dotychczas znanej mi fantastyki ;p.
Oczywiście domyślam się, że co mi się nie podoba Wam może przypaść do gustu w 120%. Po prostu "Garbuska" jest jak dla mnie zbyt trudna do przyswojenia. I moje marudzenie poprzeć mogę odsyłaczem do strony pewnej blogerki-recenzentki Pinko, która podobnie jak ja wyraziła swoją subiektywną opinię na temat tegoż utworu, cytuję: "Ta historia jest tak szalona, że można ją porównać tylko z twórczością Gombrowicza; też niektóre fragmenty są niezrozumiałe (przynajmniej dla mnie), maksymalnie pogmatwane i pełne wyobrażeń nie z tej ziemi...". Dokładnie miałem takie same odczucia po przeczytaniu tej pozycji! Czyli jak widać nie jestem osamotniony ze swoją "nieprzyswajalnością" ciężkich książek :D.

"W kwiku zarzynanych świń słychać złowieszczą trwogę, jeśli się dobrze wsłuchasz, usłyszysz też płacz dziecka i rozdzierający lament matki. Po przebiciu nożem tętnicy wykrwawiają się i zdychają po trzydziestu sekundach. Człowiek umiera szybciej i ciszej. To jedyna różnica między zdychaniem a umieraniem, czas i decybele. Wystarczy jednak trochę technicznych umiejętności, żeby zrównać człowieka ze świnią..."

Podsumowując, chciałbym polecić "Garbuskę" autorstwa Pana Leszka Sokołowskiego jedynie czytelnikom, lubującym się w cięższej literaturze i nie mówię tutaj o "wielotonowych głazach czytelniczych", których nawet Norwid nie obejmie umysłem, jednak chodzi mi mniej więcej o te "cięższe kamyczki", nad którymi może nie w takim stopniu jak przy głazach, mimo wszystko należy pogłówkować ;). I weź tu teraz kuźwa człowieku rozszyfruj moje metafory :P.
Także jeśli zaczytujesz się Drogi Ty w zwykłej, codziennej, niekiedy nazywanej wakacyjnej lekturze, w której maksymalne wymagania sprzętowe myślenia ograniczają się do minimum z minimum to radziłbym Ci nie zabierać się za ten utwór. Mimo, że krótko to jednak nie warto tracić czasu na niezrozumiałe treści ;).

Pragnąłbym jeszcze nadmienić, iż moim skromnym zdaniem wcześniej wspomniany przeze mnie napis "Fantastyka", znajdujący się na tylnej okładce "Garbuski" jako określenie jej gatunku literackiego, w ogóle nie powinien się tam pojawić. Owszem, były tam elementy fantastyczne, lecz te akurat nie dominowały w ów utworze, więc ja się pytam po co tak rujnować nadzieje czytelników?! I jakim prawem można bezcześcić nadzieje Melona :D!?


"Największe oszustwo to świat, w którym żyjemy, nie mamy o nim najmniejszego pojęcia, przyjmujemy go jak podaną w książkach prawdę historyczną. Do historii można mieć dystans, ale rzeczywistość trzeba czytać, kto ją widzi taką, jaka jest? Kto ją widzi własnymi oczami?
Akceptacja zaistniałego stanu rzeczy to grzech główny, rewolucja, która ma być oczyszczeniem, jest tylko aktem gwałtu, po którym wszystko wraca do normy, punktu wyjścia. Ludzie są zawsze tacy sami, nie zmieni ich żadna technologia. Świat jest im obojętny. Słońce, księżyc, gwiazdy. Oceany, góry, rzeki. Przyszli tylko na moment i za moment odchodzą ze swoimi bogami. Kiedyś to wszystko się skończy, zostaną być może tylko szczury, które nieudolnie naśladujemy, silniejsze i szlachetniejsze do ludzi..."

POZDRAWIAM!

02 września 2013

Zabawa okładkowa 2 - dokończona okładka


Witam :)!

Ja tylko z krótką informacją, że druga zabawa okładkowa na blogu "Melon dotcom" dobiegła końca :P.

Więcej informacji dotyczącej tej zabawy możecie znaleźć tutaj.

Oczywiście poprawną odpowiedzią byli "Dziwni" - Stefana Bachmanna :).
Poniżej zamieszczam dokończoną już okładkę ów książki...


Wszystkim tym, którzy wzięli udział w zabawie, serdecznie dziękuję oraz obiecuję, że o Was nie zapomnę ;)!

POZDRAWIAM!

01 września 2013

Zapowiedź melonowych v-recenzji

Witam!

Dzisiaj dość nietypowo, bo "zapowiadająco" :D.

Pamiętacie może niespodziankę, o której wspominałem już od baaaaardzo długiego czasu... która planowana była nawet przed pamiętną nocą halloweenową 2012, gdy to po raz pierwszy Melon opublikował swojego posta na bloggerze ;).

Jeśli pamiętacie to ta chwila na niespodziankę właśnie nadeszła, wraz z poniższym filmikiem...
A jeśli mam być dokładny to ten filmik praktycznie jest zapowiedzią ów niespodzianki ;P.
(wiem, beznadziejna, ale chyba tego też się nie spodziewaliście ;D)

Tak, więc bez zbędnego pieprzenia, zapraszam serdecznie do oglądania :)!

Jednak uprzedzam: BŁAGAM WAS, WŁĄCZCIE NAJWYŻSZĄ JAKOŚĆ :P!
(to będzie chyba 480p, czy ileś tam)



Dobra, to ja już lecę szykować się na
(ku*wa) jutrzejsze (ku*wa) rozpoczęcie (ku*wa) roku (ku*wa) szkolnego, ku*wa!

POZDRAWIAM!


P.S.: Za wszelkie zidiocenie, po obejrzanym filmiku, autor nie odpowiada... najwyżej będziemy dzielić pokój w wariatkowie ;).
P.S.3: Zapraszam również do klikania w ikonki w prawej, górnej części bloga, gdzie znaleźć mnie również możecie na twitterze, czy asku :D! Bosz... założyłem aska jak jakaś panienka... JEEEJ ;3!
P.S.2: Tak, na blogu nadal trwa remont :)...

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com