07 sierpnia 2013

"Kalejdoskop" - Piotr Szymonowicz


Witajcie ponownie :)!

Chciałbym Was serdecznie przeprosić za tą krótką nieobecność na swoim, a w szczególności na Waszych blogach, która spowodowana była moimi prywatnymi sprawami rodzinnymi...
Wiem, że gdy zawsze ktoś wspomni o "ważnych sprawach rodzinnych" to każdego aż szlag trafia z ciekawości o co chodzi... prawda :)!? Czy może jestem takim jedynym upośledzonym wyjątkiem!? Oczywiście jest to pytanie retoryczne ;p!!!
Ale żeby już nie doprowadzać Waszej cierpliwości do granic szaleństwa to powiem, że chodziło o weselicho, na którym ostatnimi czasy miałem ogromną przyjemność przebywać :D.
Aczkolwiek ślub i wesele za nami... tzn. za mną, więc mogę już wrócić do blogsfery przepełniony radością i siłą do systematycznego odwiedzania oraz komentowania Waszych pięknych blogów :)!

A teraz zapraszam na nową recenzję :)!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"Kalejdoskop", czyli mentalna podróż wgłąb własnej duszy...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

""Kalejdoskop" opowiada o szarym i schematycznym życiu młodego człowieka, który czuje się samotny i pragnie odnaleźć swoje własne miejsce na świecie. Pomimo medycznie stwierdzonej depresji, rodzice nie są w stanie zapewnić mu poczucia bycia kochanym i zauważanym. Jedyną odskocznią od melancholijnej egzystencji jest znajomość z niekonwencjonalnie myślącym kolegą Arturem. Pod pretekstem odnalezienia czegoś więcej, młody człowiek decyduje się na odbycie podróży, która, za sprawą przedawkowania narkotyku, okazuje się być wielką i złożoną konfrontacją dotychczasowego życia bohatera z jego prawdziwą naturą...

Wnikliwa i pełna alegorii opowieść o ucieczce przed samym sobą. Miejsca, do których trafia główny bohater, stają się pretekstem do zadania wielu bardzo ważnych pytań, i skłaniają do prób udzielenia na nie odpowiedzi. Te jednak rzadko bywają jednoznaczne, a autor pozostawia rozważenie każdej z nich czytelnikowi..."


Od samego początku, gdy zetknąłem się z tą pozycją nie miałem bladego pojęcia, od której strony do niej podejść i w jaki sposób się za nią zabrać... Odpowiedź może wydawać się banalnie prosta, wystarczy siąść (za przeproszeniem) na dupie, otworzyć książkę i zacząć czytać... Jednak tutaj nie było tak prosto...
Jednym z powodów, dla których bałem się zawodu po lekturze "Kalejdoskopu" był gatunek tegoż utworu. Jeśli choć po części przeczytaliście powyższy OPIS to możecie się domyślać, iż jest to typowa "obyczajówka". I nie mylicie się, lecz tylko w połowie, gdyż ona nie jest znów taka typowa... 

Jak powszechnie wiadomo każdy za czymś dąży. Każdy szuka swojego małego Idaho. Każdy pędzi przed siebie... W dzisiejszych czasach nikomu nie jest dobrze, jak być powinno, a zawsze jest źle, zawsze jest fatalnie, zawsze jest beznadziejnie... Jak to mówi Stephen King: "pieprzone "zawsze"!". Narzekanie było, jest i nadal będzie przypisane człowiekowi wraz z jego narodzinami.
Główny bohater "Kalejdoskopu" - nastoletni chłopak, którego imienia nie znamy, również skazany jest na nieszczęśliwe, szare życie pełne żalu, lamentu i biadolenia. Podobnie jak my poszukuje... co tu dużo mówić, po prostu szczęścia. Jego największym marzeniem jest bycie człowiekiem spełnionym i szczęśliwym. A, że marzenia się spełniają...

"Nic tak nie łączy ludzi jak wspólny smutek..."

Nasz zdesperowany bohater poznaje swojego nowego, a właściwie jedynego, przyjaciela - Artura, który zachęca go do wspólnej ucieczki od wyblakłej codzienności. Nastolatek pomimo oporów daje się namówić na podróż swojego życia, zostawiając za sobą przykrą przeszłość. Celem ich wycieczki okazuje się być Szczęście, miejsce, poszukiwane przez całą ludzkość od zarania dziejów, podzielone na trzy główne dzielnice: Miłość, Szaleństwo oraz Nienawiść, zmieniające swoje ustalone reguły w mgnieniu oka jak w kalejdoskopie. Każdą z nich zamieszkuje całkowicie odmienna grupa mieszkańców, którzy wcielając się w przewodników oprowadzają naszych bohaterów po ów dystryktach. Niekiedy pogodnych i spokojnych, a czasami wręcz przeciwnie... mrocznych i tajemniczych. Lecz co pchnęło dwójkę przyjaciół do ucieczki od realnego świata? Chęć poznania prawdy - jak to jest być człowiekiem kipiącym szczęściem, ot co. Jednak całą resztę historii pozostawiam Wam do samodzielnego odkrycia, Drodzy Czytelnicy :)! Więcej niestety nie mogę spoilerować ;).

Niestety nigdzie nie mogłem znaleźć fotki
autora, więc... :D
Muszę powiedzieć, że z każdą kolejną przeczytaną stroną "Kalejdoskop" przypominał mi coraz bardziej znakomity utwór Antoine de Saint-Exupéry'ego: "Mały Książę". Może było to spowodowane co rusz pojawiającymi się ważnymi przesłaniami, lub też odwiedzanie przez głównego bohatera licznych miejsc i różnych ludzi o odmiennych osobowościach przywołało moje wspomnienia związane z tą lekturą. Zresztą nieważne! Ważne jest to, jak już mówiłem, że aktualnie recenzowana przeze mnie książka zawierała w sobie co rusz ważne przesłania, z których można by było zrobić całkiem niezłą kolekcję cytatów i złotych myśli. Część z nich możecie przeczytać właśnie w tym poście (jbc. cytaty to są te teksty w recenzji napisane kursywą, w cudzysłowie i na kolorowo ;p).


"(...)- Są ważniejsze rzeczy niż bycie szczęśliwym - w charkliwym głosie zabrzmiała gorzka nuta.
- Jak na przykład?
- Pozostanie sobą..."

Książkę tę czytało mi się zadziwiająco szybko, jak sądzę nie tylko dzięki lekkości pióra autora, ale wąsko rozstawiona treść, masa rozdzialików i podrozdzialików też robiły swoje. Uważam, że gdybym porządnie wziął się do jej czytania (czyli za jednym "posiedzeniem") to zajęłaby mi zaledwie parę godzinek ;). Także można ją spokojnie przełknąć pomiędzy jakimiś grubaśnymi tomiszczami jako lekkostrawną przystawkę ;D.

Jednakowoż nie mogę dodać tej książki do swojej alei utworów ulubionych. Według mnie była zbyt ?ciężka? i trudna w odbiorze, co nie znaczy, że kamieniuję ją bez żadnego okazania skruchy. Po prostu nie moje klimaty ;). Z pewnością nie polecam "Kalejdoskopu" osobom, które wpadły w mega depresję, ponieważ ta pozycja mogłaby Was jeszcze bardziej przytłoczyć ;p.
A co do oceny to jest taka a nie inna ("inna", czyli niższa) dlatego, że spektakularne zakończenie podbiło punktację o całego melona ;D. Pod koniec moja wyobraźnia wreszcie mogła dać z siebie wszystko ;).


"Pierwszą rzeczą, którą zawsze robiłem po przyjściu do domu, było włączenie telewizora.
Dom, w którym cały czas jest włączony telewizor, wydaje się odrobinę mniej nieżywy.
Drugą było włączenie komputera.
Jeśli nie ma cię w internecie, to nie ma cię w ogóle.
A wszyscy przecież tak bardzo chcemy być..."

POZDRAWIAM :)!

PS: Wiem, że miało być coś extra, lecz czas - mój wróg i w żaden sposób nie mogłem przyspieszyć swoich planów na tego 102 posta. Ale jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli to już niedługo może się tu wydarzyć coś fajowego świetnego niecodziennego bajecznego dziwnego ;P. Trzymajcie kciuki, żeby się udało ;3.

40 komentarzy:

  1. Tym razem spasuję, jakoś nie poczułam zainteresowania opisem fabuły, mam nadzieję, że mi to wybaczysz :) No i porównanie do "Małego Księcia" też mnie nie zachęciło, bo... nie lubię tej książki. Wiem, wiem, zaraz się posypią gromy, ale nic na to nie poradzę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obrażę się jeśli odmówisz :D. Ta książka nie specjalnie musi się podobać :P.
      Już miałem Cię kamienować z góry do dołu, ale jak przeczytałem poniższe komentarze, których autorzy podobnie nie lubią "Małego Księcia" to jakoś mogę Ci wybaczyć, co nie znaczy, że Was rozumiem :).

      Usuń
    2. No czasami są książki, które do większości przemawiają, ale zawsze znajdą się jednostki oporne :P

      Usuń
    3. Jednostki... żeby tylko... tu jest takich cała horda :P.

      Usuń
  2. Jeśli książka może jeszcze przytłoczyć, to też spasuję. I nienawidzę "Małego Księcia". ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja naiwny myślałem, że każdy kocha Księcia... całe życie w kłamstwie :P.

      Usuń
  3. To bardzo fajnie, że po weselichu wracasz z nowymi siłami i radością, a nie wypluty i niedospany ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, też się cieszę, że jakoś żyje :D.

      Usuń
  4. Nie lubię tego typu literatury - uważam, że jest na granicy dobrego smaku. Przynajmniej często zakrawa na grafomanię, więc wolę unikać. Może kiedyś sięgnę, ale nie ciągnie mnie jakoś szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się... ja też za bardzo jej nie trawię, ale sądziłem, że opis zwiastuje coś ciekawego :P.

      Usuń
  5. A ja jestem baaaaardzo zaciekawiona i uwielbiam "Małego Księcia"!

    Dużo musiałeś pić, że wracasz do życia po weselnym weekendzie dopiero w środę :D:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie jakaś pozytywna osoba z pozytywnym nastawieniem :D.

      Nieeeeeee :P! Po prostu musiałem wstawić recenzję "Kalejdoskopu", lecz najpierw trzeba było to przeczytać :P.

      Usuń
  6. Wprawdzie lubię powieści obyczajowe, ale ta jakoś niespecjalnie mnie do siebie przekonuje. Ale zawsze myślałam, że to literatura dla kobiet :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla kobiet, dlaczego :D? Chociaż mogę się domyślić, ale po opisie liczyłem na coś bardziej męskiego... narkotyki i te sprawy :P.

      Usuń
    2. Myślę, że to pierwsze skojarzenie. Ale mogę się mylić ;)

      Jak lubisz temat narkotyków, to może zainteresuje Cię "Święty od ćpunów" Michała Kotlińskiego :)

      Usuń
    3. Nie napisałem, że lubię, tylko, że to są "męskie sprawy" :D. Ale dziękuję serdecznie za propozycję :*!

      Usuń
  7. Miałem możliwość otrzymania "Kalejdoskopu", ale opis jakoś zbytnio nie zachęcił mnie do jej przeczytania - nie przepadam za obyczajówkami. Twoja recenzja potwierdziła moje obawy - powieść pana Piotra Szymonowicza to lektura zdecydowanie nie dla mnie, wolę sięgnąć po fantastykę lub dobry kryminał. ;)

    Pozdrawiam,
    R

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie wręcz przeciwnie, bo zachęcił :P.
      Swoją drogą ja też gustuję w innych gatunkach literackich, ale że człowiek uczy się na błędach... to ja już powinienem chyba być uczonym jak cholera ;D.

      Również pozdrawiam :)!

      Usuń
  8. Sorry Melon, doszedłem do tego jak piszesz o znakomitym "Małym Księciu" i dalej już nie dam rady czytać :D Przy jej okładkowym opisie ziewałem, dalej w cytatach są jakieś pseudo-filozoficzne farmazony - to zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, dziękuję Ci, że w ogóle doszedłeś do połowy recenzji :D!
      W sumie nie ma co się dziwić... mnie też ta książka zbytnio nie zachwyciła :P.

      Usuń
  9. Tylko nie mów, że to Twoje wesele było, bo niejedna blogerka zapłacze nad tym wpisem ze złamanym sercem hihi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co najwyżej mogłyby zapłakać ze złamanym sercem, że zniszczyłbym życie swojej żony :P.
      Ale weselicho było kuzyna, więc nie ma co się jeszcze cieszyć, że nadal poszukuję żony :D. Trzeba się kryć w chałupie przede mną ;p.

      Usuń
    2. A Ty Basiu to co :P!? Ciebie również ostrzegam :D.

      Usuń
    3. Ja zamężna i nie w głowie mi skokusy na Melonusy:D:P

      Usuń
  10. Chyba to nie książka dla mnie. Nie lubię "Małego księcia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako, że nie jesteś jedyną osobą, która nie trawi Księcia to mogę Ci ŁASKAWIE wybaczyć tę zniewagę :D.

      Usuń
  11. Przeczytałeś "Dotyk Julii" i też stosujesz skreślenia? Tak jakoś pomyślałam o tym pod koniec :P
    "Małego Księcia" uwielbiam, to chyba jedna z tych lepszych lektur, ale do tej książki średnio mnie ciągnie, jakoś tak, no sama nie wiem. No chyba nie...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, jeszcze nie przeczytałem :D... Nawet nie pomyślałem o tej książce... Po prostu najpierw chciałem napisać, że będzie to coś fajowego, jednak potem włączył się pesymistyczny Melon i zrobił swoje :p.

      I wcale Cię do "Kalejdoskopu" nie zachęcam... Komu jak komu, ale Tobie by się to chyba nie spodobało :P.

      Usuń
  12. Hmmm... Może kiedyś się skuszę na tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja uwielbiam "Małego Księcia" ! :D Chyba jedna lektura, która naprawdę mi się podobała ;D Co do "Kalejdoskopu" to mojej depresji już chyba nic nie pogłębi i może skuszę się na tę książkę ;) Trzymam kciuki za "coś fajowego świetnego niecodziennego bajecznego dziwnego ! " uhuhuh <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeeej, ja też ;3!
      A mi jeszcze przypadł do gustu "Oskar i Pani Róża", ale to tak btw. :P.

      Dzięki, może się uda... MMMMMOOOOOŻŻŻŻŻEEEEE ;).

      Usuń
    2. Jak się bardzo chce to się uda na pewno ! :D

      Usuń
  14. To ja się zaliczę do tych nielicznych, którzy jednak "Księcia" lubią, aczkolwiek nie uwielbiają...Co do "Kalejdoskopu"to jakiś czas temu przeczytałam zapowiedź i wydawała się być ciekawa, ale jak widać to ciężki orzech do zgryzienia... Jak wpadnie w moje ręce to przeczytam, jak nie to płakać nie będę ... :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jestem sam :P.
      No właśnie opis "Kalejdoskopu" bardziej zachęca niż sama treść :P.

      Również pozdrawiam :)!

      Usuń
  15. To podobieństwo do "Małego Księcia" od razu rzuciło mi się w oczy. I wpod tym względem czuję się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :P. Wiele komentujących tutaj osób nienawidzi Księcia, więc już jest jakaś odmiana :D.

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com