10 lipca 2013

"Kobieta w Czerni" - Susan Hill

"Kobieta w Czerni", czyli poruszająca opowieść zamknięta w czasach angielskiego gotyku...

Czy Wam też się wydaje, że na tym zdjęciu Harry Potter ma nienaturalnie powiększony mózg ;p?

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Spowity mgłą i tajemnicą Dom na Węgorzowych Moczarach góruje nad omiatanymi przez morskie wichry bagnami, odcięty od świata i niedostępny, gdy fale przypływu pochłoną Ławicę Dziewięciu Topielców - jedyną drogę, jaka łączy go z lądem...

Arthur Kipps, młody notariusz z Londynu, przyjeżdża na pogrzeb samotnej właścicielki domu, by uporządkować pozostawione przez zmarłą papiery. Nie wie jeszcze, co wydarzyło się przed laty w domu i na otaczających go bagnach. Nie wie, kim jest kobieta w czarnej sukni, która ukazuje mu się w oddali. Lecz wkrótce odkryje przerażający sekret Domu na Węgorzowych Moczarach i pojmie, jak straszliwą zapowiedzią jest pojawienie się kobiety w czerni..."


Miałem zacząć smutno z ponurą wstawką, jednak ja po prostu tak nie potrafię... Nie potrafię przywitać się z Wami bez wybuchu pozytywnych emocji :)... Więc już bez zbędnego pierdolamento - Witam Was serdecznie Kochani ;3! No, i od razu lepiej się czuję ;P. Mam nadzieję, że przynajmniej po części przekazałem Wam mój radosny, letni nastrój :). Ale przejdźmy może do recenzji, bo to właśnie ona jest tematem przewodnim dzisiejszego posta. Dzisiaj Melon ze swoimi melonami... punktowymi (zboczeńcy :D) ocenia "Kobietę w Czerni" autorstwa angielskiej pisarki, Pani Susan Hill.

Jest w życiu każdego czytelnika taki czas, w którym sięga po książki idealnie wpasowujące się w jego smaczki literackie. Jednakże jest też czas, podczas trwania którego zabiera się za coś, co nijak mu się podoba. Do mnie niestety przyszedł ten trzeci najgorszy okres (okres w znaczeniu czas, podwójni zboczeńcy ;D), charakteryzujący się wielką nadzieją i nawet przekonaniem na dobrą lekturę, a wychodzi z tego... klapa. Więcej na ten temat opowiem w dalszej części recenzji ;).

Akcja utworu rozpoczyna się dość niewinnie...
Pewna angielska rodzinka fajfokloków tradycyjnie jak co roku w wieczór wigilijny zasiada grzecznie przy kominku i po kolei każdy z domowników ma za zadanie opowiedzieć jakąś tajemniczą historię... niekoniecznie zmyśloną...
Na początku wszystko wygląda pięknie. Kochająca się rodzina, miłość i domowe ciepło, zawiązywanie bliższych więzi... Lecz cały czar pryska w momencie, gdy nadchodzi pora na opowieść ojca, dojrzałego mężczyzny, dla którego wysnuwanie tradycyjnych wigilijnych historyjek oznacza skok na głęboką wodę mrocznej przeszłości... Przeszłości, jaka skrywa najokropniejszą i wzbudzającą lęk opowieść...

Źródło zdjęcia autora: LINK

Młody notariusz - Arthur Kipps otrzymuje od swojego przełożonego pewne zlecenie. Musi wybrać się do domu ich zmarłej klientki, żeby uporządkować jej różne (jak to się mówi) papiery. Ten oczywiście zgadza się i wyrusza w podróż do owianego złą sławą Domu na Węgorzowych Moczarach, gdzie zabiera się za swoją pracę... Na jego nieszczęście w odciętym od świata przez przypływ domu nie jest sam... Towarzyszy mu ktoś, kto od wielu lat nawiedza tamtejsze tereny... Ktoś, od wymienienia nazwy którego niejednemu staje włos na głowie... Ktoś, kto zwiastuje okrutną przyszłość... Ktoś, kogo miejscowi zwą Kobietą w Czerni...





Przyznaję, że liczyłem na wiele od tej książki i oczekiwałem dobrej oraz wstrząsająco strasznej lektury. A co dostałem? Utwór, w którym grozy jest tyle co kot napłakał. Muszę powiedzieć, że naprawdę zawiodłem się na nim! A jedyną tego przyczyną była moja nadzieja... Jak nadzieja jest najważniejsza w życiu to tutaj niefortunnie sprawiła mi przykrość. Tak moi Drodzy, gdybym nie oczekiwał od tej książki zbyt wiele to kto wie? Może nawet zaliczyłbym ją do moich ulubionych pozycji?
Największym błędem było wcześniejsze obejrzenie zwiastuna filmowego ekranizacji tejże powieści. I tutaj przestroga dla tych, którzy mają ochotę zabrać się za tę książkę... NIE OGLĄDAJCIE ŻADNYCH TRAILERÓW "KOBIETY W CZERNI" ANI SAMEGO FILMU POD TYM TYTUŁEM, JEŻELI NIE CHCECIE SIĘ ZAWIEŹĆ! W zwiastunie (a co dopiero w samej ekranizacji) ukazane były sceny (multum scen), nie mające żadnego pokrycia w pierwowzorze, ale o filmie może opowiem następnym razem...


Ja rzadko kiedy wymieniam literówki w recenzjach, ale tutaj to już szczyt wszystkiego. Nie dość, że błędów było sporo to jeszcze w nazwie jednego z rozdziałów popełniono pomyłkę i to nie taką ortograficzną, lecz fabularną. Tak jakby tłumacz nie zrozumiał treści utworu ;p. No ludzie, żeby jeszcze w tytule się pomylili na "Kobitę" to byłoby całkowite wiadro z pomyjami :P. Wydawnictwo Amber chyba za bardzo olewa korektę, oczywiście bez obrazy ;).

Mam też mały problem z zakończeniem... Sądzę, że Pani Susan pisała je byleby szybciej. Wiecie jak to jest. Książka opowiada różne, niekiedy ciekawe rzeczy, a tu nagle ni z tego ni z owego trafiacie na zakończenie całkowicie nie pasujące do całości. Tak pach, pach i po sprawie... a u czytelnika pojawia się wielki i połyskujący znak zapytania nad głową z dopiskiem "Co do cholery!?".

Jeszcze pragnę dopowiedzieć, iż ta książka poniekąd przypominała mi, recenzowane już przeze mnie tutaj, kultowe dzieło "Nawiedzony" Shirley Jackson. Tam podobnie autorka nie skupiała się głównie na strachu, ale na wewnętrznych rozterkach bohatera.

Mimo wszystko można również odnaleźć pozytywne aspekty w "Kobiecie..." (haha, fajnie zabrzmiało... mimo wszystko można odnaleźć pozytywne aspekty w kobiecie ;p). Są to m.in.: fantastycznie zarysowany opis ówczesnej, gotyckiej Anglii, stopniowo narastające poczucie strachu jak i cała idea porywającej fabuły.


Zbierzmy już wszystko do kupy i podsumujmy dzisiejszą recenzję "Kobiety w Czerni", której autorką jest Pani Susan (już miałem pisać Collins ;p) Hill.
Chciałbym polecić ten utwór wszystkim tym, którzy szukają w książkach dobrej, lecz nie za mocnej grozy jak również poszukują interesująco zarysowanej fabuły, dzięki której ich wyobraźnia miałaby swoje 5 minut :). Jednak odradzam ją osobom, które już ekranizację tej powieści mają za sobą. Spotkać Was może duży zawód, a tego chyba żaden "czytacz" nie lubi :).


Możecie się dziwić, że ocena jest dość wysoka, ale brałem pod uwagę całokształt, a nie tylko ilość grozy, jaką autorka nam podała na tacy :). A ten pół Melona gratis od firmy "Melon dotcom Sp. z o.o." na zachętę :D.



„Gdy człowiek umiera w gniewie, jego ostatnia wola posiada moc nadprzyrodzoną, w ten sposób rodzi się klątwa...”

POZDRAWIAM :)!

61 komentarzy:

  1. Tym razem spasuję, bo nie ukrywam, że najbardziej podobają mi się horrory z dużą ilością grozy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się :P. Więc wybaczam Ci, że tego nie przeczytasz :D.

      Usuń
    2. Całe szczęście. Już myślałam, że zaczniesz rzucać we mnie melonami ;-)

      Usuń
    3. Hahaha, melonami? Nie ja ich nie marnuję... Ale noży i innych zabójczych narzędzi tortur nie oszczędzam ;P.

      Usuń
  2. Bardzo spodobała mi się twoja punktacja :) Nie chcę sobie psuć miłych wspomnień z filmu, dlatego raczej książki nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być: Twoja ;)

      Usuń
    2. Hahaha, jaka kultura ;p. Dziękuję :*!
      To dobrze zrobisz, mam nadzieję, że ekranizacja Ci wystarczy :P.

      Usuń
    3. Dla mnie to "oczywista oczywistość", że piszę w formach grzecznościowych - nawyk ze studiów. W dodatku mój pedantyzm wziął górę. Jednak mam coś z Monka, ech :p

      Może, jak nie będę miała, co czytać (wtedy zapewne nastąpi koniec świata), to po nią sięgnę ;)

      Usuń
    4. To na studiach uczą grzeczności ;P? Pierwsze słyszę ;D.

      Ok, w takim razie mogę się zgodzić. Niechętnie, ale może być ;D.

      Usuń
    5. Zwrotów grzecznościowych i poprawiania błędów - na Polonistyce :P

      Dobrze :)

      Usuń
  3. No to dajemy chronologicznie ;)
    *"Czy Wam też się wydaje, że na tym zdjęciu Harry Potter ma nienaturalnie powiększony mózg ;p?"
    Tak i wytrzeszcza :P
    * Odnośnie wydawnictwa (którego nienawidzę)No bo widzisz, Amber to masówka, liczy się ilość nie jakość (że już nie wspomnę o niewydawaniu kontynuacji! #*&%#$@*&^- tu masa przekleństw ;) )
    * Trzeci akapit od dołu- no rozwaliłeś mnie po prostu ! :D Nie jesteśmy przecież takie złe! ;)
    * ja ekranizację widziałam więc chyba muszę sobie odpuścić ;) i choć klimat i zgaszone światło zrobiły swoje, więc były chwilami ciary, za cholerę nie mogłam wyrobić z tego Pottera! :D Tak go kurcze postarzyli, że wyglądał... śmiesznie :P Po prostu jak chłopczyk.

    No i się rozpisałam :P Wybacz- wieczorny słowotok ;) Chyba dopiero w nocy odzyskuję w pełni funkcje umysłowe :D Widzisz- mnie swoim dobrym humorem już zaraziłeś! :D

    Kolorowych snów!
    A może powinnam napisać: melonowych snów?... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, Twój komentarz jest dłuższy od mojej recenzji :P.

      No właśnie Harry Potter ustawił się tak jakoś do tego zdjęcia jak dupa do słońca. Nazwać go pierdołą to za mało ;P.

      I to jest wkur*iające. Te większe wydawnictwa, myślą, że im wszystko wolno, bo bezmyślny czytelnik i tak to wszamie jak gnój. No co za ścierwa. Takim to mało przypieprzyć z mokrej szmaty!

      A czy ja mówię, że złe... po prostu napisałem, że fajnie to zabrzmiało :D.

      Więc nawet nie spoglądaj na tę książkę. Nie chcę, żebyś popadła w depresję ;p.

      Ty wieczorem masz słowotok, a mi najczęściej odbija szajba. Nazywam to wieczorną wyobraźnią. Kiedyś na wycieczce w pokoju widziałem, jak po suficie łażą mrówki, a byłem całkowicie trzeźwy O_o. Raz też śpiewałem na ulicy po 22 "Zieloną doliną idzie kaczka..."... Wnioskuję, że jestem idiotą, ale może to przemilczę ;P.
      Cieszę się, że zarażam ludzi... oczywiście dobrym nastrojem ;3!

      Dziękuję :*! Teraz na pewno przyśnią mi się melony... mam na myśli owoce (a Ty o czym myślałaś ;p?).
      Również życzę smacznych snów i żeby poduszka Ci miękką była O_o... Oho, wyobraźnia mi się włącza... muszę uciekać ;p.

      Usuń
    2. Raczej o czym TY pomyślałeś! :D Nie no żartuję, w końcu oboje jesteśmy poważnymi ludźmi... :P
      Ja z kolei śpiewam jak słonko mi za mocno przygrzeje;) ostatnio śpiewałam koleżance "nie daj mi odejść..." kiedy nadjechał autobus :D Żebym jeszcze potrafiła... no trudno, ważne że lubię ;)
      A! I jeszcze o tych mrówkach ;) Ja na wycieczce widziałam kiedyś jak zapierniczały sobie skubańce po stole! To była Grecja jak coś ;) Ale czego ja się w sumie spodziewałam za tą cenę :P

      Usuń
    3. Hahaha, ja? Ooooo arbuzach ;P.
      HAHAHAHAHAHA, nazwać nas poważnymi to jak nazwać prosiaka małym kangurzątkiem ;). Kupy, pupy się nie trzyma ;p.

      Kocham słońce ;3! Ono też robi swoje ;D.
      Hahaha, a ona odeszła? No popatrz jaka sucz ;p. Żeby pozwolić Patce odejść :p.

      No przecież na wycieczkach szkolnych nocuje się w najobskurniejszych hotelach?? Motelach?? Schroniskach?? Więzieniach?? Stodołach?? Boże, jak ta szkoła niszczy człowieka ;p.

      Usuń
  4. Eeee nie mózg, a oczy. HP bez okularów wygląda dziwnie, te jego oczy robią się takie... żabie. Zupełnie jak u mojego męża:) Dzięki Bogu moja mężowina ma -5 i bez okularów jest jak krecik - nic nie widzi. Bez nich wygląda okropnie - po wielu latach noszenia okularów twarz tak jakoś się do nich dokształca :D To o moim mężu, a HP jest dziwny i brzydki - jeżeli mnie już pytasz :) to Ci powiem, że jest on totalnym przeciwieństwem mojej połowicy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. delete DOKSZTAŁCA bardziej ukształtowuje :)

      Usuń
    2. A jeżeli mowa o książce to wolę bardziej hard corowe horrory, chociaż w sumie jestem tchórz :D Ale jak mi wpadnie w ręce, to się nad nią zastanowię ;)

      Usuń
    3. Hahaha, jak widzę Twój mąż jest takim księciem zrodzonym z żabki :). Pocałowałaś go raz i książę jak marzenie ;).

      Tak, przyjmijmy, że pytam ;P. Dzięki za odpowiedź z góry ;D.

      Ale o co chodzi z tym "deletem" ;P? Jestem idiotą i nie rozumiem Twojego przekazu ;).

      Jak lubisz takie porządne beczki strachu to nawet nie patrz na tę pozycję. Normalnie dno i wodorosty ;P. Lepiej będzie jak przeczytasz coś z Kinga ;).

      PS: Ja też jestem tchórzem dlatego czytam horrory, a nie je oglądam ;p.

      Usuń
    4. delete, czyli po anglickiemu :) kasuję słowo dokształca w powyższym wpisie zmieniając na ukształtowuje.
      Melon dlaczego nie widzę Ciebie jeszcze w biorących udział w mojej comiesięcznej rozdawajcie, hm?
      http://basiapelc.blogspot.com/2013/07/zyrafa-tosia-z-czytelni-rozpoczynamy.html

      Usuń
    5. Aaaaaa, że po prostu mała pomyłeczka nastąpiła. Wiem, co to znaczy "delete" (wow, Melon, nie wierzę w Ciebie :P), ale po prostu nie skojarzyłem z poprzednim komentarzem :D. Mi trzeba wyjaśniać jak krowie na rowie ;).

      Bo nad tym trzeba się zastanowić i poczytać... żeby zrozumieć ;D. A teraz łażę po milionie blogów i komentuję, więc brakuje mi doby :D. A do konkursu zgłoszę się już niedługo. Spróbuję nawet jutro, bez obaw, nie zapomnę ;P.

      Usuń
    6. Spoko, masz czas do 31 lipca do północy, ale pamiętaj tik tak - zegar tyka:D Tak - pomyliłam się, użyłam złego słowa, bo... jestem pomylona;) Tak myślałam, że wiesz co to znaczy delete :) pewnie tak jak każdy z nas - często go używasz na swej klawiaturze :) pa xx

      Usuń
    7. A wracając do okładki i zdjęcia HP, to dzisiaj jednak uważam, że rzeczywiście na łeb jak sklep :D

      Usuń
    8. Zegar tyka a czas umyka, spokojnie postaram się zdążyć ;P.

      A widzisz, wystarczyła jedna noc, a Ty już widzisz w ludziach większe mózgi ;D.

      Usuń
  5. Ej Melon, a wiesz, że najlepszy sposób, żeby kogoś obrazić, to napisać na końcu "oczywiście bez obrazy" :D Tak abstrahuję tylko, bo jak były literówki, to wydawnictwu należy się solidny klaps w dupsko i nawet nie ma co ich przepraszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no coś Ty ;P? To było takie zagranie, żeby nikt się nie poznał, ale widzę, że jestem beznadziejny w sztuce kamuflażu ;D.

      Klaps w dupsko to dla dziecka, a solidne pieprznięcie płaską deską z drzazgami w wielką dupę to dla wydawnictw ;p.

      Usuń
  6. Nie ma blizny, to musi być chodziaż duży mózg!
    Literówki w książce? To strasznie słabo, od razu takie książki mnie odpychają.
    Samą historią byłam nieco zainteresowana po obejrzeniu filmu (tego nowego, z Potterem, nie tego z lat 80.), ale teraz chyba już nie mam na nią ochoty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, równowaga w przyrodzie musi być :P.

      No nie dziwię się i nie polecam w takim wypadku książki ;D.

      Usuń
  7. Trochę mnie zmartwiłeś tym brakiem grozy, bo książkę kupiłam jakiś czas z temu właśnie z nadzieją na emocje, strach itd. Skoro już kupiłam to przeczytam, ale przynajmniej wiem, żeby nie nastawiać się na arcydzieło literatury grozy. Filmu nie oglądałam, ale mam w planach po książce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale fajnie :P. Ciekawe co Ty o niej sądzisz ;D. Mam nadzieję, że nie zniszczyłem w zarodku Twojej nadziei na dobrą lekturę ;p.

      A film to i ja z chęcią obejrzę ;).

      Usuń
    2. No zniszczyć to nie, ale trochę ta moja biedna nadzieja podupadła :P

      Usuń
  8. Oglądałam film, ale do książki jakoś mnie nie ciągnie. A Twoja recenzja tak bardzo nie zachęca, więc może kiedyś się skuszę, ale na razie podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w takim wypadku film powinien Ci wystarczać :P. Książka jest nie za bardzo ;D.

      Usuń
  9. Mówię pas, bo oglądałam film, no w sumie nie cały - końcówka mi umknęła :p

    Jak już poprzednio pisałam te Twoje melony są genialne :D

    Serdecznie pozdrawiam
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli końcówka Ci umknęła to znaczy, że oglądałaś tyle co nic ;P. Przecież w każdym filmie najważniejsza jest końcówka :D.

      Dziękuję i również pozdrawiam :*!

      Usuń
  10. Tak się na początku zastanowiłam, co tam robi w ogóle Harry Potter, ale potem przypomniało mi się, że ona grał w filmie o tym tytule...
    Filmu nie oglądałam, a książka najfantastyczniejsza też nie jest, czyli mogę odpuścić. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez bicia pozwalam Ci odpuścić sobie te pozycję ;P.

      Usuń
  11. W każdej kobiecie można odnaleźć jakieś pozytywne aspekty. Nawet w teściowej. Zgłębianie jednak "Kobitki w czerni" sobie podaruje. Nie moja bajka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no może teściowych do tego nie mieszajmy :P.
      Jak nie Twoja to nie naciskam ;).

      Usuń
  12. Szczerze mówiąc, nie podoba już mi się sam opis książki. Jakoś mało już tutaj horroru i grozy. A jedyne co przykuło moją uwagę to okładka, która dziwnie komponuje się z tytułem. No bo kobieta w czerni, a tu facet! No jak to tak można? :) A filmu nie znam, nie widziałam, nie wiedziałam nawet, że takowy istnieje. Człowiek uczy się całe życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzywdzisz przez to wydawcę ;P. Ale muszę się zgodzić, że grozy poskąpili... tzn. Susan poskąpiła ;D.

      A no tak! Dopiero to sobie uświadomiłem, że Harry jest zestawiony z Kobietą ;p. Sądzę, że graficy wydawnictwa Amber są idiotami... chociaż filmowa okładka jest podobna, więc źródło problemu musi być gdzieś dalej ;p.

      Usuń
  13. Już obejrzałam film, więc po książkę raczej nie sięgnę :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz, a swoją drogą i ja nie polecam :).
      Również pozdrawiam :)!

      Usuń
  14. A ja już trochę "wyrosłem" z horrorów, w których głównym orężem jest epatowanie przemocą i zwyrodnieniem :p Od pewnego czasu coraz mocniej przenoszę się na stronę klimatu i realizmu. Jeśli już takowe występują, krew i cała reszta obrzydliwości są bardzo mile widziane, choć niekonieczne do osiągnięcia pełnej czytelniczej satysfakcji :D Przyznaje, że chętnie kiedyś "Kobietę..." przeczytam :) Poza tym to Amber, książkę można więc zapewne kupić za kilka złotych :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No weź nawet takich rzeczy mi nie gadaj! Z żadnych horrorów się nie wyrasta ;D! Horrory zostawiają znamię na czytelniku przez całe życie ;).

      Ja kupiłem za 29 zł z groszami, ale gdzieś na przykład na allegro pójdą za dyszkę... najwyżej :P.

      Usuń
  15. No, muszę napisać, że skutecznie zachęciłeś mnie do sięgnięcia po tę książkę. Miałam pewne obawy czy nie będzie dla mnie zbyt mocna, ale chyba dam jej szansę. :)
    P.S. Twoje recenzje zawsze wywołują na mojej twarzy uśmiech. Oby tak dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja muszę powiedzieć, że się niezmiernie cieszę, iż kogoś zachęciła ta recenzja ;3.
      Oj tam, oj tam... mocna to może być dla pięciolatka z psychiatryka bez klamek :).

      PS: Dziękuję :*!

      Usuń
  16. Masz ciekawy sposób pisania recenzji- nie do podrobienia :) Co do książki to może kiedyś się skuszę- lubię czytać fabułę osadzoną w Anglii- gdy zmniejszy się lista innych lektur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :P! Ale muszę Cię poprawić... to nie są recenzje, tylko "recenzje". Ten cudzysłów taki mały, ale wiele znaczy :D.
      Nie namawiam zbytnio, ale również nie mogę odradzić :).

      Usuń
  17. ja osobiście po obejrzeniu filmu raczej się za nią nie wezmę... mam już tony książek do przeczytania i kg wciąż rosną....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jak film obejrzałaś to książki już czytać nie musisz... nie warto tracić czasu :P.

      Usuń
    2. ;)) trzeba znaleźć czas na inne pozycje;P

      Usuń
  18. Wspomniałeś o literówkach, to może wymień choć kilka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to miało być dogryzieniem (nawet delikatnym) to wyszło nieudolnie, bo literówki nie są od tego, żeby je zapamiętywać i wypisywać w recenzji, jednak jak jest napisane, że są to niestety są. Nikt normalny nie wymienia literówek z książki, no chyba że są jakieś aż nadto drastyczne...
      Ale z tej książki jak na tę chwilę pamiętam tylko jeden rodzaj literówki... parę razy wspominano o Pani jakiejś tam, a ona w ogóle nie brała udziału w akcji. Po prostu to był Pan, ale z niepotrzebnym "i" :).

      Usuń
  19. Kurzczę, widzę, że będę musiał czytać to jeszcze raz... Szkoda, że nie wymieniłeś żadnej z tych literówek, które miały być "szczytem wszystkiego", ale napisz przynajmniej, tytuł którego rozdziału został tak skopany prze tego fatalnego tłumacza. Ściskam i z góry posyłam wyrazy wdzięczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Ty, Drogi Anonimie, przeczytałeś moją odpowiedź na prawdopodobnie Twój komentarz u góry!? Nikt normalny nie wymienia literówek z książki, no chyba że są jakieś aż nadto drastyczne. A błąd w tytule dotyczył, wcześniej wspomnianej "Pani".

      Przykro mi, ale już nie pamiętam, bo najwyraźniej pamiętać nie było warto, na której dokładnie stronie owy fatalny tłumacz zamieścił błędny tytuł.

      Pozdrawiam i ściskam jeszcze mocniej!

      P.S.: "Szczyt wszystkiego" odnosił się nie tyle co do jakości, ale w głównej mierze do ilości.

      Usuń
    2. Dzięki za konkretną wskazówkę, było mi łatwiej znaleźć ten fatalny błąd. Odnoszę wrażenie, że tłumacz książki musi mieć jakieś perwersyjne skłonności, bo i w rozdziale zatytułowanym właśnie "PANI Jerome się boi", i w poprzednim, ów Jerome ma płeć męską, no a w życiu trzeba się na coś zdecydować, nieprawdaż? Przyszło mi nawet do głowy, że być może to nie on popełnił tę omyłkę? W każdym razie dziękuję i serdelecznie pozdrawiam. Anonim.

      Usuń
    3. A to już nie mnie oceniać kto poczuwa się transwestytą a kto nie. Jednak nie wiem kto miałby popełnić tę omyłkę Drogi Anonimie ;)!

      Również ślę najserdeleczniejsze pozdrowienia!

      Usuń
    4. Dokończyłem lektury "Kobiety" i mocno się zdziwiłem tym, że oprócz jednego wspomnianego błędu w tytule rozdziału "Pan Jerome się boi" nie znalazłem innych literówek, chociaż Twoim zdaniem błędów miało być sporo, tyle, że wykrzyknąłeś nawet, że to "szczyt wszystkiego". Co więcej, odniosłem wrażenie, że przekład jest naprawdę przyzwoity, a tłumacz zrobił ile mógł, żeby oddać nastrój tych bagiennych trzęsawisk i tego straszenia. Czytamy nawet, że "londyński smog" to londyński smog, a nie na przykład "londyński SMOK". Mimo wszystko ogarnął mnie pewien niepokój i zadzwoniłem do znajomej tłumaczki, żeby ją zapytać, kto właściwie odpowiada za literówki w drukowanych książkach. Pozwól, że nie przytoczę słów, jakimi odpowiedziała na moje pytanie, były zbyt niecenzuralne. Wynikało z nich wszakże, iż większość internetowych czytelników i recenzentów traktuje tłumaczy jako zwykłych "chłopców do bicia", a przecież wydawnictwa płacą za usuwanie literówek i innych podobnych błędów innym osobom. A jeśli chodzi o wyczyny różnych tłumaczy, to poleciła mi lekturę strony "Serwis tłumacza" (podobno wystarczy wystukać "Anna Staniewska, Maciej Słomczyński"), gdzie znajduje się bardzo ciekawy artykuł właśnie tej Pani Redaktor Anny Staniewskiej o przekładach Szekspira, napisany chyba trzydzieści lat temu, ale ponoć ciągle aktualny, jako że do tłumaczenia Szkspira zabrał się jakiś czas temu jeszcze jeden tłumacz, specjalista od opery i śpiewu, pan Piotr Kamiński. Ciekawe, co z tego wyniknie, może wreszcie dowiemy się, co właściwie napisał w swoich dramatach Autor "Snu nocy letniej"...
      Co rzekłszy, zabieram się do wystukania owego Serwisu i załączam jeszcze bardziej serdeleczne pozdroqwienia niż poprzednio.

      Usuń
  20. No ludzie, to już szczyt wszystkiego! Komu wierzyć?
    W omówieniu "Kobiety w czerni" na blogu Lubimy czytać recenzje-książek-nikoli.blogspot.com znalazłem opinię: "Jeżeli chodzi o stronę techniczną, to brak literówek, błędów stylistycznych, ortograficznych i składniowych ułatwia czytanie." Nie jest to całkowicie zgodne z prawdą, bo oprócz owej "Pani Jerome" (zamiast Pana) jest jeszcze powtórzenie wyrazu na s. 13 ("...rzeki rzeki.") W każdym razie rzecz wydała mi się intrygująca i postanowiłem przeprowadzić małe śledztwo. Okazało się, że jako pierwszy, bo już 29 lutego 2012 wykrzyknął coś tam na temat owych błędów niejaki tommy knocker w blogu Samotnia. Miejsce pełne książek, wpis na Melon dot.com pojawił się 10 lipca 2913 roku, zaś cytowana wyżej opinia dopiero 31 lipca 2013 roku. Tak więc obaj piszący wcześniej Panowie nie mogli jej przeczytać, a za to jeden z nich puścił dalej plotkę zasłyszaną czy wyczytaną u drugiego, jak podejrzewam, wcale nie czytając rzeczonej książki... Gdyby jeszcze pomówił wydawcę, że zatytułował książkę "Kobita w czarnym", byłby to już istny kubeł pomyj. No ludzie,...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miau. Nie rozumiem aż tak wielkiego zbulwersowania, ale ok działamy...
      Powiem w skrócie, bo już była kiedyś rozmowa (prawdopodobnie z Panem) na ten temat:
      a) książka została przeze mnie przeczytana, wypraszam sobie, bo atak (pomimo, że ukryty) był prosto na mnie, dziękuję
      b) nie znam ani bloga Samotnia, ani użytkownika tommy knocker, ani nawet opinii innych użytkowników serwisu Lubimy Czytać na temat "Kobiety w czerni"
      c) owszem pomówiłbym dla sławy, pieniędzy i wielkiej kariery
      d) *10 lipca 2013 roku, bo jeszcze ktoś mnie posądzi o czarną magię
      e) *blog nosi nazwę "Melon dotcom", po co dwa doty... o a tu nawet trzy :)

      Pozdrawiam Panie Sherlocku, gratuluję nieudanego śledztwa :)

      Usuń
  21. Kici kici. Jak mówią Peruwiańczycy, uderz w dynię, a melon się odezwie, może nawet Melon udyniony jak sam wielki Kaligula.
    Trwało trochę, ponieważ postanowiłem pogłębić śledztwo (dzięki za niezasłużony komplement, ono jest zakrojone na skromniejszą miarę doktora Watsona, na więcej nie zasługuje) i skontaktować się z tłumaczem omawianej książki, co mi się wprawdzie udało, ale tylko częściowo, bo przez znajomą. W każdym razie człowiek ten poinformował ją, że znalazł w swoim komputerze plik z kompletnym tłumaczeniem książki i datą 27 października 2010 (oznacza to, że od tamtej pory nikt w nim nic nie zmieniał), najpewniej ten złożony w wydawnictwie, i stwierdził, że nie tam wytkniętych literówek, natomiast mogą być jakieś inne. Na wieść o tym, że popełnił fabularny błąd polegający na niezrozumieniu tekstu uśmiechnął się i poprosił, żeby przekazać autorowi tej opinii bardzo, ale to bardzo fabularne pozdrowienia.
    I na tym można by zakończyć sprawę, gdyby nie jedna okoliczność. Otóż zabrakło mi ze strony właściciela blogu, który tak brzydko ochlapał błotem poważne wydawnictwo z jego redaktorami i korektorami, czepiając się też tłumacza, jednego krótkiego a ładnego słowa PRZEPRASZAM.
    Dołączam się do wspomnianych wyżej fabularnych pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com