14 lipca 2013

"Christine" - Stephen King

"Christine", czyli jak wielkie zło może tkwić w całkiem zwyczajnym samochodzie...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że ona musi należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Bo Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć playmouth fury rocznik 1958, samochód widmo..."

Na początku chciałbym wspomnieć (jakby ktoś jeszcze nie wiedział), że w tym roku przypada 30 rocznica od napisania "Christine" oraz "Smętarza dla zwierzaków" przez Stephena Kinga. Tak, to było dokładnie w 1983. Więc z szacunku dla książki jak i samego autora pragnąłbym zaśpiewać dla nich "Sto lat" :).

Sto lat! Sto lat! Niech żyje Stefan z Krystynką nam!
Sto lat! Sto lat! Niech żyje Stefan z Krystynką nam!
Jeszcze raz, jeszcze raz, niech Stefan z Krystynką żyją nam!
Niech żyją nam :D!

Dobra, to wątpliwą część artystyczną mamy już za sobą i dlatego nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić Was na (nie)fantastyczną recenzję fantastycznego utworu "Christine" autorstwa jeszcze fantastyczniejszego Stephena Kinga ;3!

Arnie Cunningham, główny bohater książki, jest typową pierdołą społeczną jakich wiele (o patrzcie Państwo, odezwała się chodząca światłość doskonałości ;p). Kujońskie okulary (sklejone taśmą), pryszczy na twarzy więcej niż mrówków w mrówkowisku, brak przyjaciół, a przynajmniej nieliczna ich ilość, wstydliwość, zamknięcie się w sobie, nadopiekuńczy rodzice - to wszystko charakteryzuje tę (odrębną) część społeczeństwa. Nasz bohater idealnie się do niej zalicza, jednak wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia wraz ze swoim (jedynym) przyjacielem Dennisem, zauważa na poboczu Christine, od razu się w niej zakochując. Odtąd dla Arniego nic nie będzie takie same, całe jego życie odwróci się do góry nogami. Niestety, wbrew wszelkim domysłom, Christine nie jest ani pierwszą lepszą panią spod latarni, ani najładniejszą pięknością, jaką widział świat... Christine to samochód. Plymouth fury z 1958 roku. Samochód, który pod swoją maską skrywa niewyobrażalne zło, zdolne do krwawego mordu... wszystkiego, co mu wpadnie pod koła...

Źródło zdjęcia autora: LINK

Awesome! Po prostu AWESOME!
Nie znam lepszego "niepolszczyźniańskiego" słowa, trafniej opisującego ten utwór! Ale pewnej rzeczy nie mogę sobie wybaczyć... Chodzi mi oczywiście o to, że tak długo odkładałem tę pozycję na tzw. "jutro". Powód był banalny... najbardziej przerażała mnie grubość tejże książki, a jako, że posiadam kieszonkowe wydanie "Christine" (zakupione w Biedronce za bodajże 12 zł) to jej "obszerność" nabrała jeszcze większych centymetrów ;P. Aczkolwiek w końcu przełamałem się, przeczytałem i doznałem mega pozytywnego szoku czytelniczego!
Wiele recenzentów może powiedzieć Wam, iż ten utwór "jest wspaniały", czy "autor naprawdę nieźle się spisał"... Ja natomiast mówię Wam, że Krystynka to CUD SAM W SOBIE! Akcja została ubrana w słowa w mistrzowski sposób, że czytając to, dosłownie czujemy się jakbyśmy tam byli... jakbyśmy na własne uszy słyszeli warkot silnika śmiercionośnego auta...

"Chyba właśnie po tym można poznać ludzi naprawdę samotnych. Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone "zawsze"..."

Muszę powiedzieć, że nie za bardzo wierzyłem w to, iż samochód będzie w stanie przerazić mnie w jakikolwiek sposób. Owszem, duchy, potwory, zombie potrafią wystraszyć, ale żeby auto!? Zwykły zlepek polakierowanej blachy!? I teraz mówię, że myliłem się... Christine zrobiła ze mnie siusiumajtka (nieeee tak tylko paplę głupoty... nie zapominajcie, że jestem macho... ta ;p...) równie dobrze jak to robiła cała reszta kingowskich straszydeł. Samochody w niczym od nich nie odstają, biorąc pod uwagę poziom przerażenia... Wszystkie wzbudzają we mnie lęk, spędzający sen z powiek...

"(...)Kropla drąży kamień, lecz potrzebuje na to setek lat, a ludzie żyją krócej..."

Jak możecie się domyślić Pan Stephen nie szczędził tutaj czytelnikowi opisów... Zgadza się, "Christine" jest nimi przepełniona, jednak według mnie to właśnie ów lanie wody jest w Kingu najpiękniejsze. To dzięki niemu zasługuje na swoje królewskie nazwisko ;D. Lecz jeśli jesteś czytelnikiem, który jak dotąd jakimś dziwnym sposobem nie zaznajomił się z wybitną twórczością Stephena Kinga to na początek Waszej (mam nadzieję udanej) znajomości poleciłbym Ci coś krótszego. Myślę, że ten utwór nie jest dobrym kąskiem na "pierwszą randkę" z Królem ;).

"Chyba w tej samej chwili zrozumiałem, co jest najbardziej przerażające w procesie dorastania. Będąc dziećmi, uczymy się żyć, a będąc dorosłymi, uczymy się umierać..."

Co się tyczy zakończenia to tylko i wyłącznie to, iż jest cudowne! Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji, co było naprawdę miłą niespodzianką. Przez ponad 600 stron Krystynka narozrabiała niemało, lecz to właśnie pod koniec pokazała swoje prawdziwe ząbki. Jednakże całą mroczną tajemnicę tegoż pojazdu zostawiam Wam do samodzielnego odkrycia w książce... jeszcze trochę, a wylałbym z siebie cały strumień spoilerów ;P.

"Kończ waść wstydu oszczędź..."
Podsumowując pragnę z całego serca polecić Wam "Christine" jako niesamowitą lekturę na jakąkolwiek porę dnia. Niezależnie również w jakim miejscu sięgniecie po Kinga. Ważne, że King i tak za każdym razem odwali fantastyczną robotę z Waszą wyobraźnią, zabierając Was w świat pełen niewiarygodnych historii, w którym każda z nich dopięta jest na ostatni guzik. Nie ma mowy o żadnych niedoróbkach. Stephen King to klasa sama w sobie, a ta książka jest tego idealnym przykładem!


"(...)Naszym największym wrogiem jest miłość. - Skinął poważnie głową. - Tak. Poeci kłamią, czasem nieświadomie, a czasem z całą premedytacją. Miłość jest jak morderca. Wcale nie jest ślepa. To kanibal o wyjątkowo ostrym wzroku. Przypomina wiecznie głodnego robaka.
- A co jada? - zapytałem(...).
- Przyjaźń - oświadczył LeBay. - Pożera przyjaźń..."

POZDRAWIAM!

PS: Wiem, że powyższa recenzja (można powiedzieć) wychwala pod niebiosa Stephena Kinga, jednak to nie z mojej winy... Moje dłonie same jakoś tak skakały po klawiaturze ;P.

PS2: Prawdopodobnie moją kolejną zrecenzowaną książką będzie światowy bestseller "World War Z" (kupa zombich, zombich kupa w formie reportażu), więc już teraz chciałbym Was z góry zaprosić na najbliższą recenzję ;)!

PS3: Matko, już w druga w nocy... Melon, pora spać, żeby za parę godzin wstać ;D!

49 komentarzy:

  1. nie wiedziałeś czy samochód będzie w stanie Cię przerazić?! :) no proszę Cię Melonie cholerka! owszem! może! :) ja co dziennie chodzę przerażona, gdyż pracuję w hurtowni z częściami... :P nawet nie wiesz ile takie małe autko w sobie kryje! :P

    i kurcze, narobiłeś mi chęci zachwycając się Krysią... ale mam obawy! To King! odpoczywam ostatnio od niego :) i nie chcę za szybko do niego wracać, żeby przypadkiem nie krytykować bez potrzeby następnego jego dzieła :D ale może kiedyś... jak już zatęsknię... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No człowiek uczy się na błędach i już wiem, że może :D.
      Naprawdę? O matko, to Ty tam masz Kinga na co dzień ;P. Aż oszaleć można ;).

      Nie ma się co spieszyć. Jak tylko nadarzy się okazja to przeczytasz i gwarantuję, że Ci się spodoba ;)!

      Usuń
    2. a żebyś wiedział, że można zwariować :P i wybacz Melonie! :) chłosta mi się należy... ;) ale już nadrobiłam :) i swoje recenzje i meila ;)

      Usuń
    3. Nawet chłosta to za mało :P!

      Usuń
  2. Wow aż 6 melonów! O_O Ale, że z panem Królem na randce jeszcze nie byłam, więc na początek zacznijmy może od krótkiego spaceru, bo "Wielki marsz" czeka i czeka...

    Myślę, że jeszcze bardziej przeraził by Cię ten samochód (lub którykolwiek) gdybym ja go prowadziła :D Wierz mi nie chciał byś mnie jako szofera (może sprostuję: nie mam prawka, nie chodzę na kurs, uczę się jeździć na bocznych drogach doprowadzając mojego "instruktora" do depresji :D )

    No ładnie Melonie, po nocach piszesz recenzje, w dzień śpisz, to kiedy Ty te książki czytasz? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to na co czekasz? Migusiem zabieraj się za "Wielki marsz", bo właśnie nie wiem czy opłaca mi się go teraz wypożyczać, czy odłożyć to na później. Czytaj i recenzuj ;P.

      Hahaha, nie skądże... nie przeraziłbym się w ogóle... po prostu zamknąłbym się w chałupie aż zabraliby Ci prawko :D. Nie no żartuję... jestem okrutny ;p. Na pewno będzie z Ciebie fantastyczny kierowca ;3.

      Mama mi czyta do poduszki :D. A jak już się zmęczy to sam (niechętnie) się za nie zabieram :P... to oczywiście był żart... żebyś przypadkiem nie wzięła mnie za małe niedorozwinięte dziecko :D.

      Usuń
  3. Ha, też mam obawy czy ta książka spełni moje oczekiwania ze względu na straszak w postaci samochodu. Ale skoro nawet auto może u Kinga przerażać to nie szukam wymówek tylko szukam własnego egzemplarza "Christine".

    P.S. Nie lubisz opasłych książek? Moim zdaniem takie są najlepsze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj, bo naprawdę warto ;).

      PS: No lubię, ale zawsze najtrudniej jest mi je zacząć :P.

      Usuń
    2. Coś w tym jest, czasami trudno zacząć jak książka ma kilkaset stron, ale później nie można się oderwać :)

      Usuń
    3. Dokładnie, a od "Christine" tak łatwo odciągnąć się nie można :P.

      Usuń
  4. Już od dawna mam w planach książki tego autora. Może w pierwszej kolejności sięgnę po tę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w pierwszej kolejności nie radzę, ale tak za drugim razem to czemu nie :P?

      Usuń
  5. Ehh ten King, kusi ale nigdy nie mam okazji przeczytać :/ Melon może sprezentujesz mi jakiś egzemplarz Kinga ^^ haha dobra żarcik :). Widzę że czytasz World War Z dawno kupiłam, ale na razie stoi na półce i się kurzy, może zachęcisz mnie do następnej lektury :)

    Serdecznie pozdrawiam
    Ola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z miłą chęcią sprezentowałbym Ci jakąś książkę Kinga, ale tylko wtedy jakbym ich nie strzegł jak lwica młode :D. To chyba najlepiej strzeżona rzecz w moim pokoju... książki Kinga :).

      Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić, bo książka naprawdę ciekawa ;3!

      Również pozdrawiam :*!

      Usuń
  6. No, Kinga znam, więc wiedziałem czego się spodziewać po recenzji. Nie ukrywam, że z większą niecierpliwością czekam na reckę "Worl War Z", chociaż książka Stefana też zacna ;) I pochwalę Cię za cytaty, jeśli mogę, bo wybrałeś bardzo dobre i zachęcające. Takie wprost zawierające w sobie całą esencję Kingowej prozy ;) Good job Melonie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażasz mnie... Ty znasz mnie na wylot i już wiedziałeś co wystawię "Christine" O_o. Nie to, że tego, ale jednak coś jest nie tak ;D.

      "World War Z" już niedługo się pojawi :P. Powiem, że recenzja tej książki też będzie pozytywna :D.

      Dzięki :)! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ktokolwiek spoglądnął na cytaty :P.

      Usuń
  7. Rzeczywiście późna pora, ale chyba idealna na pisanie recenzji książki grozy... Co do książki, sam pomysł z samochodem jako ikoną złą jakoś dziwnie mi się kojarzy, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak sam napisałeś to nie jest dobra powieść dla kogoś, kto nie czytałam jeszcze Kinga, więc odpuszczę. Mam nadzieję, że kiedyś zabiorę się za jego twórczość.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano w sumie :D. Zapomniałem o tym ;).

      Wybaczam, ale to nie znaczy, że możesz odpuścić sobie całego Kinga :D.

      Również pozdrawiam :)!

      Usuń
  8. Na pierwszej randce z Królem przejdę "Zieloną milę", która od dawna wyje z półki żeby ją przeczytać. Z Krystynką zaznajomię się później, podobnie jak z "Wielkim marszem", "Cmętarzem zwieżąt" i kilkoma innymi jego powieściami grozy. Tylko najpierw muszę je upolować...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, niezły wybór ;)!
      Ale nieładnie tak męczyć książki :)! Jak już zaczynają wyć to wiedz, że coś się dzieje :D!.

      Usuń
  9. Pysznym melonków pełno, sto lat niech żyje nam:) Książka brzmi świetnie!!! Nęcisz mnie i zachęcasz do Pana Kinga, ale bez sensu się temu opierać, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, że tak :P! Więc nie ma to tamto i trzeba brać się za Kinga :)!

      Usuń
    2. A mogę tamto to? Zawsze to na opak :P
      Mam całą półkę Kinga w domu, a przeczytałam tylko "Smetarz dla zwierzaków" i "Lśnienie".
      Ma-sa-kra.

      Usuń
    3. Jak Ci tak pasuje to czemu nie :P.
      Naprawdę *_*? Podaj mi tylko swój adres, a Twoja półka będzie od zaraz pozbawiona Kingów :D.
      No, ale wiesz? Masakra to ZDECYDOWANIE na mało ;p! Albo zabierasz się natychmiast za jakąś książkę Kinga, ablo już wybieram się kopać Twój grób ;D.

      To wszystko oczywiście w żartach... nie bierz mnie za psychopatycznego zabójcę, którym (nie) jestem :).

      Usuń
    4. Jesteś, to szykuj łopatę i dobre miejsce, bo teraz mam inne lektury w planach.:D Uprzedzam, wezmę do samoobrony swoją łopatę, chyba mam gdzieś w schowku na działce :P

      Usuń
    5. Haha :D.
      Eeee tam... jak w schowku na działce to się nie boję... długo byś musiała po nią jechać :P.

      Usuń
  10. Widzę, że też jesteś kingomaniaczką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jbc. to kingomaniakiem ("Melon" jest w rodzaju męskim), ale tak :).

      Usuń
  11. Uwielbiam amerykańskie krążowniki szos oraz twórczość Stephena Kinga, więc to zdecydowanie dla mnie książka. W dodatku wystawiłeś jej ocenę 6/6, więc coś musi być na rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, uwierz mi, że jest pełno tych rzeczy ;).
      Polecam serdecznie :)!

      Usuń
  12. O, nareszcie przeczytałeś "Christine";) Moim zdaniem to jedna z lepszych książek Kinga. Oczywiście, jest kilka niedoróbek (szczególnie ograniczenie tego kingowego gawędziarstwa, za którym wprost przepadam), ale jak już się człowiek porządnie zatopi w historii Dennisa i Arnie'ego to rzadko to zauważa:)
    Więc ze swojej strony książkę również szczerze polecam, choć po Twojej maksymalnie entyzjastycznej recce żadne dodatkowe zachęty dla innych czytelników nie są już potrzebne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie ;3!
      Nie no wiesz, czasem nawet maksymalnie entuzjastyczna recenzja to za mało, żeby zachęcić :D. Ale cieszę się niezmiernie, że Tobie też "Christine" przypadła do gustu ;P!

      Usuń
  13. Wg mnie takie "normalne" przedmioty mogą być jeszcze bardziej przerażające niż zombi, strzygi i inne wampirołaki. Christine oglądałam kiedyś, nie czytałam. W ogóle King jest dla mnie za dobry - za bardzo się boję! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cytat o dorastaniu - so true!!

      Usuń
    2. "Za dobry" :P? King jest w sam raz dla każdego. A ta odrobinka strachu nie zaszkodzi nikomu ;3.

      Usuń
    3. Ładna mi odrobinka! ;):)))

      Usuń
  14. A ja dalej nie sięgnęłam po książki tego autora... Kiedy ja to w końcu nadrobię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia :P. Trzeba to nadrobić jak najszybciej ;p.

      Usuń
  15. 6 melonów to za mało dla tej książki! Protestuję!
    To jedna z moich pierwszych przeczytanych książek ładnych parę lat temu (choć recenzja u mnie w sumie dość niedawno...) i do tej pory jedna z ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytanych książek Kinga* oczywiście

      Usuń
    2. Sorki, ale więcej melonów ten blog by nie pomieścił... gdzie nie spojrzysz tam jakiś melon :P.
      "Christine" jest ZAJEBISTA w każdym calu :D.

      Usuń
  16. Brzmi całkiem fajnie. Jednak jak ostatnio ogłaszam wszem i wobec jestem w trakcie czytania Rage (jak zacząć czytać to od początku) i nie mam w najbliższych planach Christine. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, przyjąłem :P. Cieszę się niezmiernie ;3!
      "Rage" jeszcze niestety na mnie musi trochę poczekać, bo... "Gra o tron" przecież sama się nie przeczyta :D.

      Usuń
  17. O jeju jejucku! Jedna z moich "naj" książek Kinga u Melona! I też mu się spodobała! Szczęśliwa dziś pójdę spać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, mam nadzieję, że miałaś dobre sny :P.

      Usuń
  18. ja zaczęłam moja przygodę z Kingiem...Wielki Marsz to według mnie na razie najlepsza jego książka którą czytałam...Christine przede mną, choć widziałam film....na koniec stwierdzę tylko iż coraz bardziej lubię Twoje posty...spodziewaj się mnie częściej;PP pozdrawiam;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie już miałem czytać "Wielki marsz", ale kiedyś jak po nią szedłem, żeby ją wypożyczyć w jednej z filli bibliotecznych, to okazało się, że panie bibliotekarki urządziły sobie urlop :P. No i jak tu się nie wku*wić :D?

      Dziękuję, bardzo mi miło :)!
      Również pozdrawiam!

      Usuń
    2. fakt z wypożyczaniem w bibliotekach jest problem;PPP ale książkę bardzo bardzo polecam i jak przeczytasz to czekam na posta...ja już go pisałam i choć minął miesiąc od lektury to nadal robi na mnie ogromne wrażenie!

      Usuń
    3. Spróbuję ją w najbliższym czasie dorwać :).
      Ja mam tak samo z "Misery" czy "Dolores Claiborne"... tyle czasu minęło, a nadal je kocham z całego serca ;p.

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com