27 czerwca 2013

Wyniki Wieprzowego Konkursu!

Witajcie Kochani :)!

Dzisiaj będzie więcej luzu, bo przygotowałem Wam już fotorelację konkursową ;P.
Zapraszam do oglądania i czytania :)!

Jak widzicie, zawodnicy już przygotowani ;).
Wszyscy uczestnicy wskakują do maszyny losującej z uśmiechami na ustach :).
Komora maszyny jest zapełniona i zamknięta.
Następuje zwolnienie ręki i i wprawienie nią w ruch maszyny losującej.
Przykrywka maszyny zostaje zdjęta.
Zwycięzca zostaje wylosowany z puli zawodników przez melonową rękę :).
Maszyna losująca z pomocą melonowej ręki wylosowała MARTĘ SOBOLEWSKĄ i mianuje ją do rangi zwycięzcy :D.

A teraz na poważnie (ta, Melon u Ciebie i na pooważnie!? Weź, bo chyba kopnę sobie w swój kalendarz...).

Serdecznie gratuluję Marcie wygranej w konkursie ;)!
Już zaraz wysyłam do Ciebie maila z grzeczną prośbą o podanie Twojego adresu do wysyłki nagrody :P.

Jeszcze chciałbym podziękować WSZYSTKIM uczestnikom tej zabawy, że w ogóle przeznaczyliście dla mnie choć cząstkę swojej uwagi. DZIĘKUJĘ :*!

POZDRAWIAM :)!

PS: Piszę to wszystko do Was z telefonu, gdyż chwilowo mojego laptopa trafił szlag, więc wybacznie mi za wszelkie niechciane błędy :).

25 czerwca 2013

"Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1" - Jarosław Grzędowicz

"Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1", czyli dobre fantasy, bo polskie fantasy...



OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Pan z wami! Jako i Ogród jego! Wstąpiwszy, porzućcie nadzieję. Oślepną monitory, ogłuchną komunikatory, zamilknie broń. Tu włada magia.
Vuko Drakkainen samotnie rusza na ratunek ekspedycji naukowej badającej człekopodobną cywilizację planety Midgaard. Pod żadnym pozorem nie może ingerować w rozwój nieznanej kultury. Trafia na zły czas. Planeta powiła go mgłą i śmiercią. Dalej jest tylko gorzej. Trwa wojna bogów. Giną śmiertelnicy. Odwieczne reguły zostały złamane..."

Nareszcie uporałem się z tą książką. Troszkę przydługo mi się z nią zeszło, no ale w końcu to ponad 500 stron tekstu... tak wiem, beznadziejne wytłumaczenie, jednak lepsze to niż nic ;D.
Dobra, bo znowu mój wstęp zdominuje całą recenzję ;). Więc już bez zbędnych pierdzieluchów zapraszam Was na recenzję znakomitej książki, jaką jest "Pan Lodowego Ogrodu" autorstwa Jarosława Grzędowicza...

Przyszłość. Człolwiek opanował już podróże kosmiczne, a technologia, którą rozwinął, przekroczyła nieosiągalną dotąd prędkość światła. W takich oto czasach rozgrywa się akcja recenzowanego przeze mnie utworu. Można by rzec czyste science-fiction, prawda? A właśnie, że nie! Kosmiczna podróż i cała ta zjawiskowa technologia w głównej mierze odnosi się tylko do pierwszych kilkunastu stron "Pana Lodowego...", a całą resztę 541-stronnicowej książki zajmuje fantastyka (szlachetni wojownicy, przepiękne niewiasty, przerażające monstra, epickie bitwy, wszechobecna magia), czyli coś co spory odsetek czytelników (w tym ja) lubi najbardziej.

No i jak zwykle zapędziłem się za daleko... Powróćmy do opisu fabuły ;).

Grupa naukowców z Ziemi zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach podczas badań na odległej od naszego Układu Słonecznego planecie Midgaard. Nie można nawiązać z nimi żadnego kontaktu. Na ich poszukiwania, tudzież ratunek, wyrusza główny bohater utworu - Vuko Drakkainen, który będzie musiał wykazać się nie lada odwagą, sprytem, wiedzą, jak i inteligencją aby odnaleźć zaginionych... żywych albo martwych...

Źródło zdjęcia autora: LINK
"Pan Lodowego Ogrodu" podzielony jest na 2 główne wątki. Pierwszy z nich dotyczy wyprawy Vuko do świata, jakim rządzi magia, a ten drugi opowiada nam historię młodego księcia - następcę Tygrysiego Tronu, przyszłego amitrajskiego władcę.
Oba te wątki w pierwszym tomie 4-częściowego cyklu nie są jakoś specjalnie powiązane (a w zasadzie chyba nic je nie wiąże, oczywiście nie biorąc pod uwagę miejsca akcji ;p), a ich treść opisuje zupełnie inną tematykę, jednak mimo to żadnemu z nich nie można odmówić doskonałości. Są po prostu cudowne. Nie doświadczyłem czegoś takiego, że jedna historia była lepsza od drugiej. Obie stały na równym, jakże fantastycznym poziomie.


Lecz zmartwiło mnie jedno... W części pierwszej "Pana Lodowego..." nie było ani słowa o tytułowej postaci, ani o chociażby o tytułowym ogrodzie. Podobno w drugim tomie będzie więcej (tzn. w ogóle będą) faktów dotyczących tego bohatera, a przynajmniej tak wywnioskowałem z niektórych recenzji innych blogerów.

Książka ta, jak zresztą większość utworów od wydawnictwa Fabryka Słów, posiada mnóstwo zjawiskowych ilustracji, wykonanych zręcznymi rękami niesamowitych w swoim fachu rysowników. Naprawdę. I nie to, że teraz chcę zareklamować tę oficynę czy coś, ale to (prawdopodobnie) tylko ona udostępnia niezliczoną ilość obrazków w swoich dziełach wydawniczych. Zresztą okładka pierwszego tomu "Pana Lodowego Ogrodu" już mówi sama za siebie... jest bajeczna ;P.

Co do wydania to niezmiernie cieszę się, że mam swój egzemplarz tej książki w oprawie zintegrowanej. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to jest to taka mieszanka oprawy miękkiej oraz twardej. Zintegrowana właśnie oscyluje gdzieś pomiędzy nimi. Zachowuje swoją giętkość przy jednoczesnej większej trwałości :). Normalnie cud techniki :D.

Podsumowania nadszedł czas... Jak możecie się domyślać teraz pora na polecanie ;). Pełną gębą mogę polecić Wam "Pana Lodowego Ogrodu"! Jest to niesamowity utwór dla każdego. I dla małego i dla dużego. Znajdziecie tutaj rozległe tereny magicznych krain, dzielnych wojowników, dzikie bestie łaknące rozlewu krwi oraz wiele, wiele innych postaci, zjawisk, czy zwierząt o jakich Wam się nie śniło. Bo właśnie tu Wasza wyobraźnia ma pełne pole do popisu. Jeszcze raz polecam i życzę miłej lektury :)!

Moja ocena: 5+/6

I w tym miejscu będę musiał Was niestety zostawić moi Drodzy. To już jest koniec... nie ma już nic... jesteście wolni... możecie iść i cierpliwie czekać na moją kolejną recenzję ;P. Ach, nie ma to jak dobra autoreklama :D.

"- Wojna to tryumf konieczności - odezwał się, spłukując krew. I myjąc metodycznie ręce.
- Bardzo często robisz nie to , co słuszne albo szlachetne, ale to, co trzeba..."

POZDRAWIAM!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jeśli jeszcze mógłbym coś dodać to chciałbym powiedzieć, że TUTAJ znaleźć możecie trailer filmowy książki "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca", której recenzji możecie się doszukiwać u mnie już w lipcu ;).

18 czerwca 2013

"Siedem minut po północy" - Patrick Ness (na podstawie pomysłu Siobhan Dowd) + krótka informacja


"Siedem minut po północy", czyli potężna dawka emocji zamknięta w małym woluminie...

*Na samym początku chciałbym serdecznie podziękować Ewie Książkówce za ten egzemplarz "Siedmiu minut...", gdyż (no muszę się pochwalić) wygrałem go w Jej konkursowym kuferku :). Także Wielce Ci dziękuję Ewciu :*!


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Odważna, pełna czarnego humoru, głęboko poruszająca opowieść o chłopcu, jego ciężko chorej matce i niezapowiedzianym, potwornym gościu. Jest siedem minut po północy, gdy trzynastoletni Conor budzi się i odkrywa, że za oknem jego sypialni czai się potwór. Jednak to nie tego potwora Conor się spodziewał – sądził, że odwiedzi go raczej ten z dręczącego go koszmaru, powtarzającego się niemal każdej nocy od dnia, kiedy matka chłopca rozpoczęła leczenie. Potwór z jego podwórka jest inny. Sędziwy. I dziki. I chce czegoś od Conora. Czegoś niebezpiecznego i przerażającego. Żąda prawdy..."

Po prostu nie wierzę w siebie... niekończąca się góra książek przede mną, a ja czytam i recenzuję tak wolno jak ostatnia pierdoła. Jednak obiecuję poprawę i ogłaszam wszem i wobec, iż zaprzestaję mieć cokolwiek wspólnego z niepotrzebnym pierdzeniem w stołek oraz wylegiwaniem się całe dnie. Na szczęście sprzyja mi zbliżający się wielkimi krokami okres wakacyjny, z czego (nie ukrywam) cieszę się niezmiernie ;).

No to obietnica złożona, a ja zapraszam Was na recenzję :D...

"Siedem minut po północy"... książka o tytule rodem z horroru... (cudowna) okładka i (przepiękne) ilustracje rodem z horroru... fabuła przyprawiająca o dreszcze rodem z horroru... jednak naprzeciw wszelkim domysłom to nie jest horror! A teraz zapytacie: Drogi Melonie! Co za pierdzieluchy nam wciskasz?
Otóż spróbuję troszkę dłużej odpowiedzieć na to pytanie w dalszej części tego posta :)...

"Nie zawsze musi istnieć jakiś dobry bohater. Tak jak i nie zawsze musi istnieć zły. Większość ludzi plasuje się gdzieś pośrodku..."

Wyobraźcie sobie noc. Ciemną, ponurą i... cichą. Śpicie sobie smacznie w swoim mięciutkim łóżeczku, gdy nagle budzicie się siedem minut po północy kompletnie przerażeni i cali zlani potem z koszmaru, który Wam się przyśnił. Próbując o nim zapomnieć spoglądacie przez okno w poszukiwaniu czegoś, na czym skupilibyście swoją uwagę i całkowicie puścilibyście w niepamięć senną imaginację. Lecz jak na nieszczęście za Waszym oknem budzi się wielki i mroczny potwór. Nagle zauważacie, że powoli zaczyna zmierzać w Waszym kierunku... i dokładnie w tym momencie wyłączcie swoją wyobraźnię. Nieźle co!? Powiało grozą...

A teraz wyobraźcie sobie, że wszystko to, co opisałem powyżej jest prawdą oraz ma swoje miejsce w świecie realnym... No i teraz dopiero zabawa nabiera tempa...
Główny bohater "Siedmiu minut po północy" - nastoletni Conor - przeżywa taką sytuację praktycznie co noc. Co noc budzi się zlękniony o 12:07. Co noc spogląda przez okno na pobliski cmentarzyk. Co noc jest świadkiem niekończących się narodzin potwora.

Lecz kim tak naprawdę jest ów potwór!? Dlaczego codziennie dręczy Conora!? I w końcu jaka symbolika kryje się w siedmiu minutach po północy!?

Uważam, że te pytania nie mogą pozostać bez odpowiedzi, dlatego też zalecam Wam złapanie się za tę książkę i poświęcenie jej przynajmniej jednego wieczoru na poznanie jej wszystkich tajemnic... niestety nie zawsze radosnych...

"- Opowieści są ważne - stwierdził potwór. - Czasami potrafią być nawet najważniejsze. Jeśli tylko niosą ze sobą prawdę..."

"Siedem minut po północy" nie jest taką zwyczajną pozycją książkową jakich wiele. Jest to utwór z głębokim przesłaniem, ukrytym pod płaszczem przerażającej historii pełnej dzikich potworów. Autor idealnie zrównoważył dosłowny przekaz z tym ukrytym, tworząc Arcydzieło przez duże "A".

A jeżeli jestem już przy autorze to powinienem wspomnieć o dwóch osobach. Pierwszą z nich jest Pan Patrick Ness, który ubrał w słowa opowieść, będącą pomysłem tej drugiej - znakomitej pisarki, Pani Siobhan Dowd. To właśnie ona pierwsza dostała olśnienia od Boga, żeby opisać bolesną historię pewnego nastolatka, zmagającego się z trudami swojego życia... Niestety okrutny los w postaci nowotworu przerwał jej plany na przyszłość, jednocześnie przerywając jej żywot... Sądzę jednak, że nie powinniśmy się tylko smucić. Radość także powinna wniknąć w nasze serca z powodu takiego, iż ktoś w ogóle podjął się tak trudnego zadania, jakim jest napisanie książki według czyjegoś pomysłu. Że znakomita idea na opowieść nie straciła swojej racji bytu, a urosła w siłę dzięki Patrickowi, któremu udało się dokończyć fantastyczne dzieło, zapoczątkowane przez Panią Siobhan.

"Niekiedy ludzie muszą najmocniej okłamywać właśnie samych siebie..."

Książka ta jest bardzo krótka, powiedziałbym, iż zbyt krótka, więc nawet największe marudy nie powinny się wynudzić :). Czytało się naprawdę szybciutko, kartka leciała za kartką, że nawet nie spostrzegłem kiedy przewertowałem ostatnią stronę.

Niestety mój egzemplarz "Siedmiu minut po północy" jest w wersji przed redakcją i korektą, zatem chcąc, nie chcąc nie dane mi było poznanie historii Conora zapisanej w obrazkach, których cudownie uzdolnionym autorem jest Jim Kay.
Jednakowoż obejrzałem sobie ich parę w internecie, są boskie :D! Poniżej zamieściłem kilka przykładowych ilustracji.


Przeogromne ukłony należą się autorowi za zakończenie, które było, mówiąc całkowicie szczerze, zaskakujące. Oczywiście było w jakimś stopniu przewidywalne, aczkolwiek musiałem przeczytać ostatnie zdania "Siedmiu minut..." kilka razy, żeby w końcu do mnie dotarło co się tak właściwie stało. Tak czy siak na moją twarz wskoczył niemały surprise i wielki zaciesz z wysokiego poziomu, na jakim stoi ten utwór :))).

Kończąc tę długo wyczekiwaną (chyba tylko przeze mnie) recenzję, pragnę polecić Wam "Siedem minut po północy" z całego melonowego serca. Jest to piękna oraz wzruszająca opowieść o naszych prawdziwych lękach, obok której nie można przejść obojętnie. Przyjemnie spędzony czas podczas czytania tego utworu gwarantowany! Inaczej zwrot pieniędzy, a co mi tam, szarpnę się, może nie zbankrutuję :P.

Moja ocena: 6-/6

"- Nie piszesz swojego życia słowami - rzekł potwór - Lecz działaniami. Nie jest ważne, co myślisz. Liczy się tylko to, co robisz..."

POZDRAWIAM!

PS: Jbc. przypominam o moim Wieprzowym Konkursie wszystkim tym, którzy jeszcze nie wzięli w nim udziału :).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Korzystając z okazji dojścia do głosu chciałbym tylko wspomnieć o pewnej smutnej sytuacji jaka ostatnio miała miejsce w moim najbliższym otoczeniu. A mianowicie w ostatni czwartek zmarł Przemek Filipczak, podopieczny fundacji "Zdążyć z pomocą", dla którego zbierane były pieniądze na wyjazd na leczenie do Stanów Zjednoczonych (tutaj opisałem o tej akcji trochę więcej). Los niestety pokrzyżował plany Przemka i w żaden sposób nie udało mu się pomóc...

Przemek zmarł w wieku 23 lat.

Chciałbym jeszcze serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do szerzenia pomocy Przemkowi Filipczakowi! Niezmiernie Wam dziękuję!

11 czerwca 2013

Wieprzowy Konkurs! - ZAKOŃCZONY

Witam Was serdecznie w ten "słoneczny" czerwcowy dzień :)!

Nie chcę się chwalić, ale ostatnimi czasy na moje półki przybyło parę wygranych książek, więc żeby jakoś ustabilizować tę zachwianą równowagę "brać/dawać" pragnę ogłosić na moim blogu taki mały konkursik :). Nie sądzę, iż ktokolwiek byłby niezadowolony z tego faktu, ale jeśli znajdzie się taki odmieniec to proszę niech zatrzaśnie swój ssąco-gryzący otwór gębowy na czas zabawy :P.

Co można wygrać!?
Jako, że niedawno podwoiła mi się ilość egzemplarzy pewnej książki to postanowiłem właśnie jedną z nich Wam podarować, a mianowicie jest to "Władca much" Williama Goldinga w przepięknej czerwonej okładce z prosiakiem na środku, normalnie szczyt piękna :D.

A więc niech rozpocznie się Wieprzowy Konkurs!
And may the odds be ever in your favour, tributes...
tzn. miałem na myśli bloggers :).

Banerek konkursowy :)


REGULAMIN:

* Organizatorem konkursu jest osoba prywatna, autor bloga "Melon dotcom".
* Konkurs trwa od 11 czerwca do 25 czerwca 2013 roku włącznie (do 23:59).
* Wyniki zostaną ogłoszone do pięciu dni po zakończeniu konkursu.
* Aby wziąć udział w konkursie należy zgłosić się w komentarzu, wpisując swój nick oraz podać swój adres mailowy!
* Konkurs przeznaczony jest dla osób posiadający adres korespondencyjny na terenie całej Polski, na który będzie można przesłać nagrodę.
* Zwycięzca zostanie wybrany drogą losowania.

1 los można zyskać za:

- zwykłe zgłoszenie się w komentarzu pod tym postem - warunek obowiązkowy!!! (przykład: "Zgłaszam się!")

- dodanie banerka konkursowego na swoich stronach/blogach (należy dodać adres strony internetowej, na której znajduje się banerek)

- dodanie bloga "Melon dotcom" do obserwowanych (panel "Czuję się obserwowany m.in. przez...")

- dodanie bloga "Melon dotcom" do kręgów Google+  (panel "Budujemy studnię")

- podanie prawidłowego tytułu książki w zakończonej już zabawie "Okładka - 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" (osoby, które podały jeden raz prawidłowy tytuł otrzymują jeden los, dwa razy podane tytuły - dwa losy itd.)

Bonusowe losy za zabawę "Okładka - 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" otrzymują:

Paulina Król - 3 losy
Miętowe Listki - 1 los
Flora - 1 los
Stranger T.me - 1 los
Marta Kusz - 1 los
czers twy chleb - 1 los
Patrycja Waniek - 1 los

Wszystkie poszczególne losy oczywiście się sumują :)!

* Organizator nie ponosi odpowiedzialności za zagubienie przesyłki przez Pocztę Polską.
* Nagrodą w konkursie jest jeden egzemplarz książki "Władca much"
* Zwycięzca jest zobowiązany w terminie 5 dni od ogłoszenia wyników do przesłania swoich danych adresowych na adres e-mail: mejus250@interia.pl

To tyle ode mnie, teraz czekam na Wasze zgłoszenia :).

POZDRAWIAM I ŻYCZĘ POWODZENIA!


PS: Jeśli o czymś zapomniałem to błagam Was o wybaczenie... jestem tylko Melonem :).

10 czerwca 2013

Go Go plus



Kierując się moim kolejnym już mottem życiowym: "Wszyscy mają Mambę, mam i ja", postanowiłem założyć swoje własne konto na Google+. Nie wiem w ogóle dlaczego ktoś zapoczątkował tę dziwną modę na wstawianie na swoich blogach panelu obserwatorów G+, czyli tak zwane kręgi (jak dla mnie nazwa z du*y, ale mówi się trudno i płynie się dalej). Przecież nigdzie nie ma oficjalnej decyzji o usunięciu zwykłego panelu obserwatorów, a jakieś, czyjeś domysły o niczym nie świadczą. A na pewno nie na 100%!



Jednak patrząc na to z drugiej strony to mogę się oczywiście mylić (no coś ty!?) i gdzieś taka informacja krąży po internecie... więc jakbyście byli tacy mili, moi Drodzy, to prosiłbym Was o ewentualne podanie mi adresu strony, na której znajduje się OFICJALNA DECYZJA DOTYCZĄCA USUNIĘCIA DOTYCHCZASOWYCH "OBSERWATORÓW".


A teraz czas na drugą część tego posta informacyjnego...
Moi Kochani Obserwatorzy! Czy bylibyście tak uprzejmi i zaobserwowali mnie w usłudze G+ (oczywiście cała reszta użytkowników bloggera również mile widziana, żeby nie było :D)? Zbudujmy razem studnię bez dna (chyba nie zawojuję świata ze swoimi zawołaniami ;p)! A ja już zaraz rozpoczynam rundkę po blogach i wejdę w Wasze kręgi społeczne. Czy chcecie, czy nie to i tak się wcisnę :P.

Z góry serdecznie dziękuję :*!

POZDRAWIAM!

PS: Gwiazdy na niebie i ziemi mówią mi, że prawdopodobnie w dniu jutrzejszym coś ciekawego wydarzy się na tym blogu :P. Competition czas zacząć :)!

03 czerwca 2013

"Czarny Wygon. Bisy" - Stefan Darda

"Czarny Wygon. Bisy", czyli powrót do przeklętego Roztocza...



OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Długo oczekiwane Bisy zawierają kontynuację losów dziennikarza Witolda Uchmanna i Adama Nawrota. W powieści pojawiają się także zupełnie nowi bohaterowie, którzy mimowolnie zostają uwikłani w historię Starzyzny, zawieszonej w czasie wioski dotkniętej upiorną klątwą. W ciągu kilku dni, w trakcie których rozgrywa się akcja, zagrożenie w większym stopniu niż w poprzednich tomach cyklu wkracza do realnego świata. Na scenie pojawia się też nowy gracz. Przy nim okrutny ksiądz Dobrowolski jest tylko niewiele znaczącym, słabym pionkiem..."


Oj jak długo tu recenzji nie było! Nie wiem dlaczego tak się stało, ale jakoś brakowało mi czasu i... czasu :). Jednak co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr i dzisiaj chciałbym przedstawić Wam moją kolejną recenzję, tym razem książki "Czarny Wygon. Bisy" autorstwa Stefana Dardy.

Czarny Wygon - jedna z moich najbardziej ubóstwianych serii książkowych, jakie kiedykolwiek miały swoją publikację. Pierwsze dwie części tego cyklu czytałem z zapartym tchem i wypiekami radości na twarzy.
W końcu nadeszła pora na (lody koral) część trzecią: Bisy. Powieść przez wielu wychwalana pod niebiosa, lecz czy przedostatnia odsłona tetralogii Czarnego Wygonu zaspokoiła mnie w pełni!? Nie za bardzo, ale o tym opowiem później...

Książkę rozpoczyna dość krótkie i tajemnicze opowiadanie zatytułowane "Słowo Czarnego", powolutku wprowadzające czytelnika w główną fabułę Bisów. Nie musi być ono obowiązkowo przeczytane, ale bez niego ominęlibyśmy parę istotnych faktów, więc... warto przeczytać ;).

Źródło zdjęcia autora: LINK

Właściwa akcja utworu po raz kolejny wyrzuca nas na rozległe tereny pięknego, ale równie mrocznego Roztocza. Mamy przyjemność poznać dużą liczbę nowych bohaterów oraz możemy śledzić dalsze losy Witolda Uchmanna i jego przyjaciela Adama Nawrota, niefortunnie uwikłanych w historię przeklętej wioski... Ale czy na pewno niefortunnie? A może cała ta afera była od początku zaplanowana? Jedno jest pewne - najbardziej przerażający jak dotąd zakonnik Dobrowolski okazuje się być jedynie słabym popychadłem wobec kogoś znacznie od niego potężniejszego, który totalnie zamiesza na Czarnym Wygonie...
Lecz kto tak naprawdę pociąga za sznurki!? Czy złe duchy przeszłości odeszły w niebyt!? I czy zagadkowa klątwa wreszcie zostanie zdjęta, a może zbierze jeszcze większe żniwo!?

Do poznania całej prawdy mogą Was jedynie doprowadzić "Bisy". To tylko w nich znajdziecie odpowiedzi na powyższe pytania... i dowiecie się co tak naprawdę oznacza życie po życiu...

"Skoro twój przyjaciel odszedł na zawsze, zapłacz nad jego mogiłą i trwaj w żałobie, bracie. A potem wstań i żyj tak, żeby był z ciebie dumny, filując stamtąd, z góry, na twoje poczynania..."

Czego nie mogę przeboleć w tej książce!? Za mało grozy, za dużo smętnych przemyśleń, które mnie po jakimś czasie po prosty nudziły (Melon, to dwie rzeczy, a nie jedna! Opanuj się niesłowny człowieku!). Według mnie Pan Stefan zamieścił w tym utworze zbyt wiele wewnętrznych rozterek bohatera. W sumie ta część w głównej mierze skupia się na bohaterze. Jak jedynka i dwójka stawiała szczególną uwagę na samej mrocznej historii, tak tutaj mamy małą zmianę... Teraz ciekawość mnie zżera co będzie w czwórce :P.

Ach te dedykacje :D. Wiem, jestem chwalipiętą ;P.





Jak na tę chwilę uważam recenzowaną przeze mnie pozycję za najsłabszą odsłonę cyklu. Nie wyczuwałem tego CZEGOŚ, co było obecne w poprzednich dwóch tomach (a w szczególności w "Starzyźnie" - części drugiej), w których się zakochałem :D. Jednakowoż nie można odmówić "Bisom" swoistej wyjątkowości :).

Jeśli mógłbym jeszcze coś wtrącić to chciałbym wspomnieć co nie co o wydaniu tejże książki.
Otóż mam parę zastrzeżeń... może wymienię je w punktach to będzie łatwiej:
* Brak skrzydełek O_o... No ludzie przecież skrzydełka to podstawa. Bez nich rogi mi się nadmiernie zaginają!
* Okładka śliska i mocno odbijająca światło (co już pewne zauważyliście na zdjęciach)
* Zbyt dużo nawalonego tekstu na tylnej okładce (to chyba też spostrzegliście ;p)

Ale również mam parę pochwał, żeby nie było, że zrzędzę jak stara baba, niemogąca dosięgnąć do owoców wiśni, bo nie ma drabiny (true story :D). Oto kilka z nich:
* Ilustracja na okładce jest boska, zresztą jak każda w tej serii
* "Chmurki" czy tam "mgła" na górze wybranych stron - cudowna, świetnie oddaje klimat książki ;p
* Idealna czcionka! Nie za duża, nie za mała, a w sam raz :)

Dobra, dość tego bajdurzenia... sądzę, że pora kończyć...

Podsumowując... powiem szczerze, że nie mogłem doczekać się, aż w końcu powrócę do niezwykłych przygód Witolda Uchmanna. Liczyłem na kolejną mocną dawkę strachu, wbijającego w kanapę, a otrzymałem jej minimalną cząstkę, jednak równie zachwycającą :).

Moja ocena: 5/6

A teraz nadszedł czas na apel do autora:

Drogi Panie Stefanie!
Błagam Pana o zjawiskowe i całkowicie przemyślane zakończenie mojej ulubionej serii: Czarny Wygon, które oszołomiłoby mnie jak prąd prosiaka w ubojni oraz wcisnęłoby mnie w fotel z siłą równej ciężarowi trzech, a nawet czterech zmutowanych słoni z podwójnymi trąbami. Po prostu nie chciałbym wykreślić Pana z mojej listy najlepszych pisarzy (a nie jest wcale taka długa, więc to coś znaczy ;P)... Nie no dobra, nie ośmieliłbym się nawet pomyśleć o takim wykreśleniu. Pierwsza Pana książka, którą miałem WIELKĄ przyjemność czytać, "Dom na Wyrębach" na zawsze zaklepała miejsce dla Pana w mojej alejce sław :).
Liczę na Pana i modlę się o Pańską wenę twórczą :D.



Podpisano
MELON

POZDRAWIAM!

PS: Wiem, że w powyższej recenzji jest więcej minusów niż plusów za przeczytaniem tej książki i zapewne dziwicie się z mojej oceny, która jest dosyć wysoka... a właściwie bardzo wysoka ;P. Aczkolwiek taka punktacja spowodowana jest moim silnym przywiązaniem do serii ;). Więc jeśli pragniecie pochłonąć ten utwór bez wcześniejszego poznania jego dwóch poprzedniczek (PROSZĘ WAS tylko tego nie róbcie, cykle są po to, żeby czytać je od początku do końca, a nie wybierać co poniektóre części), to odejmijcie sobie od piątki ten jeden symboliczny punkt (podpowiedź dla tumanów: 5-1=4 ;p). A jeżeli zetknęliście się już ze "Słoneczną doliną" i "Starzyzną" to wierzę, iż tak samo jak ja wielbicie Czarny Wygon :). I właśnie dlatego dla Was zostaje pełna piąteczka...

PS2: Piszę to wszystko do Was, wsłuchując się w odgłosy (ryki i wrzaski) wielu dziesięcioletnich kibi... pseudokibiców za oknem :D. Widzicie? Moje teksty powstają w bólach i rozpaczy. Poczujcie ten ból razem ze mną :P...
No to tyle, buźka Kochani Czytelnicy :*!

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com