21 maja 2013

"Michael Vey. Więzień celi 25" - Richard Paul Evans

"Michael Vey. Więzień celi 25", czyli elektryzująco dobry początek znakomitej serii...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Jestem MICHAEL VEY.
Jestem więźniem samego siebie. To moja historia. Może trochę dziwna, lecz moja.

Mam 14 lat i jestem zwyczajnym nastolatkiem jakich wielu. Jak ty i twoi rówieśnicy. Czasem zwracam na siebie uwagę przez moją chorobę - zespół Tourette'a - spokojnie, da się z tym żyć!

Mam w sobie coś jeszcze - prąd elektryczny. Nie wszystcy o tym wiedzą. To czyni mnie wyjątkowym. Z tego właśnie powodu ktoś stara się mnie złapać..."


Składam autorowi tej książki najszczersze przeprosiny! Powód jest prosty... Nie wierzyłem, iż ten utwór, zdawałoby się, że przeznaczony wyłącznie dla małych dzieciaczków może mi się spodobać i to aż do takiego stopnia! Tak więc, Drogi Panie Richardzie, proszę wybacz mi :)!

Jak widać warto było przełamać pierwsze lody i sądzę, że mój poświęcony na nią czas nie jest w żaden sposób zmarnowany... ale, żeby nie było samych pochwał już na starcie to zapraszam do dalszej części recenzji ;).

"(...)czasami nie ma znaczenia, co chciałeś zrobić, tylko co zrobiłeś..."

Tytułowy Michael Vey jest typowym amerykańskim nastolatkiem... sex, drugs & Rihanna... nie no żartuję :P. Jest typowym amerykańskim nastolatkiem, który jednak w pewien sposób różni się od swoich rówieśników. A mianowicie tym, iż cierpi na zespół Touretta'a... U wielu (Polaków) przejawia się on niespodziewanym wykrzykiwaniem niecenzuralnych słów typu "ku*wa", czy "pi*da", co, nie okłamujmy się, jest niezręczne w wielu sytuacjach... a w zasadzie wszędzie, gdziekolwiek i kiedykolwiek... Lecz wbrew wszelkim przekonaniom Tourett to nie tylko i wyłącznie tiki werbalne, ale również ruchowe. Przykładowo zbyt częste mruganie powiekami, czy niekontrolowane ruchy rękami lub głową.

Jednak największym problemem Michaela nie jest żadna choroba, o nie... Największą przeszkodą jest jego zdolność do wytwarzania energii elektrycznej... to właśnie przez nią główny bohater wpada w tarapaty i staje się Bogu ducha winną ofiarą okrutnej organizacji...

Lecz dlaczego i skąd Michael Vey otrzymał takie nadnaturalne moce!? Czym zajmuje się tajna organizacja, która poluje na niego i jego bliskich!? I wreszcie co zawiera w sobie tytułowa cela nr 25!?

Jeżeli chcecie (a przyjmijmy, że tak jest) poznać historię niezwykłego chłopca, obarczonego ciężkim brzemieniem oraz chcecie odnaleźć odpowiedzi na powyższe pytania to jedynym wyjściem jest przeczytanie tejże książki... świetnej książki...

"Wypadki są ceną cywilizacji. Krew to oliwa postępu społecznego..."

Źródło zdjęcia autora: LINK


Pan Evans wrzucił do fabuły zespół Tourett'a nie bez powodu. Chciał pokazać światu, że życie z tą chorobą nie jest niczym złym i nie należy odgradzać się od społeczeństwa właśnie przez nią. Sam autor i jego jedno z dzieci nawet cierpi na ten zespół, więc dzięki tej książce możemy się dowiedzieć jak to wszystko wygląda od kuchni, w praktyce.

Muszę powiedzieć, że i ja dowiedziałem się o wielu ciekawych informacjach, dotyczących tej dolegliwości, która przedtem była dla mnie czarną magią przekleństw oraz nadpobudliwości...





Co do czytania to czytało mi się cudownie... Łapczywie pochłaniałem kolejne rozdziały, aby zaraz dojść do końca utworu, będącego dopiero pierwszą częścią większej całości. Tak, "Michael Vey" jest serią, która podobno składać się będzie aż z siedmiu części (tak jak Harry Potter... PRZYPADEK :D!?). Jak można się domyślić z niecierpliwością będę czekał na premiery kolejnych tomów, żeby powrócić to zjawiskowego świata wykreowanego przez Richarda Paula Evansa.

"Jeżeli powoduje nami miłość, możemy czasem zboczyć z kursu, ale nigdy się nie pogubimy..."

"Michael Vey. Więzień celi 25" jest książką przygodową z rozbudowanym wątkiem miłości syna do matki (nawet nie narzekałem na ten wątek... kolejny PRZYPADEK ;P!?), skierowaną w głównej mierze do młodszego pokolenia, która (jak to napisał wydawca) rozkochała w sobie tysiące amerykańskich nastolatków oraz ich rodziców i nauczycieli...

Jednakże polecam ją z całego melonowego serca wszystkim! Dzieciom, starcom, płci pięknej, płci brzydszej, dresom, tapeciarom, księżom, zakonnicom, lekarzom, jubilerom, piekarzom, murarzom, bloggerom, hejterom książkowym i całej reszcie naszego sfiksowanego społeczeństwa :).
Jeśli macie wolny wieczór i szukacie czegoś lekkiego, a zarazem z przejmującą fabułą to ta książka jest dla Was przeznaczona jak brudny dywan dla roztoczy, czy czekolada dla Melon. Obowiązkowa lektura jak nic :P.

Kończąc, mam nadzieję, iż zadowoli Was...
Moja ocena: 5+/6


"Gdy przypominam sobie o wszystkich trudnościach w moim życiu, myślę o tobie i czuję się szczęściarą. Nie mogłabym być z ciebie bardziej dumna. I wiem, że ojciec byłby równie dumny.
Wróciłem się i przytuliłem ją.
- Kocham cię, mamo.
Jej oczy zwilgotniały.
- Kocham cię coraz bardziej każdego dnia. Nigdy o tym nie zapominaj..."

POZDRAWIAM :D!

27 komentarzy:

  1. O nie nie, na tą książkę raczej mnie nie namówisz :) Nie dam się wkręcić w kolejną serię, bo znając życie po pierwszej części czuł bym się jak narkoman na głodzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, jak chcesz... w sumie ja już czuję głód... Gdzie jest mój dealer ja się pytam :D!?

      Usuń
  2. Czekałam na Twoja recenzję tej książki, zainteresowała mnie ona już od czasu tych wszystkich zapowiedzi o niej. Niedawno nawet w Matrasie książkę miałam w ręce, jednak odłożyłam i wzięłam inną. Mam nadzieję, że ta druga nie okaże się błędem, bo będę żałować...
    Co do recenzji to jak zwykle zabawna, do tego zawsze dodajesz świetne cytaty:)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak tak można brać i odkładać na bok. Normalnie jakbyś w schronisku potrzymała na chwilę jedno psiaka, żeby zaraz wziąć drugiego, krzywdząc przy tym tego pierwszego :D. Wstydź się, wstydź ;P.
      Ojejku, dziękuję :*! Naprawdę :)!

      Usuń
    2. To porównanie było okrutne, chcesz złamać mi serce... :( :P

      Nie ma za co. :)

      Usuń
  3. Bardzo dobrze, że coraz wiecej autorów w swoich powieściach zajmuje się poważnymi tematami. Tourette, choroba dwubiegunowa, czy z innej mańki - stalking, to tematy rzadko poruszane, a potrzebne. Uświadamianie powinno również zawierać się w zakresie obowiązków pisarzy :) Ale tej książki nie przeczytam. Oglądałam jakiś czas temu wywiad z autorem na youtube (bardzo charyzmatyczny gość) i uważam, że to na pewno świetna książka... ale nie dla mnie. Ale znów kolejna, entuzjastyczna, świetna recenzja ;) Pozdrawiam Cię Snowflake.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tutaj ten poważny temat został elegancko wplątany w mniej poważny - czysto przygodowy :).

      Ok, ja nie zmuszam do niczego :P.

      Dziękuję przeserdecznie :*!
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Nareszcie, mam swój egzemplarz i jak na złość nie mam czasu się za niego zabrać. Muszę najpierw przeczytać książki od wydawnictw ale potem obiecuje Michael będzie mój. Nadmienie też że Twoja recenzja nie pomaga mi przeboleć że historia elektrycznego chłopca nie jest w moim umyśle :)

    Serdecznie pozdrawiam
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz :D!? Zabieraj się za Vey'a i to migusiem, bo TAKA książka nie może za długo czekać :P. Jestem przekonany w stu procentach, że Ci się to spodoba ;)! Inaczej możesz mi wydłubać oczy łyżką do butów :).

      Również ślę pozdrowienia :*!

      Usuń
  5. Ten autor kojarzył mi się z czytadłami o uczuciach, a tu zupełnie inna tematyka. Mimo Twojej zachęcającej recenzji, książki raczej nie przeczytam, zostanę już przy moim uwielbieniu do Harry'ego Pottera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo właśnie on pisał o uczuciach :D. Ale tutaj też wtrącił wątek miłości syncia do mamusi :P.

      Ok, jak chcesz :).

      Usuń
  6. Pewnie w przyszłości przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja trzymam kciuki, żebyś przeczytała :).

      Usuń
  7. Richard na pewno Ci przebaczył - wierzę w to. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Bogu :D! Normalnie kamień z serca :P.

      Usuń
  8. Ulala - tak zachwalasz, więc trzeba będzie tego "Michaela..." przeczytać. :) Fantastyczno- przygodowych opowieści nigdy dość. A do tego jeszcze opowieści z jakimś przesłaniem, poruszających poważny temat ( w przypadku książki Evansa zespołu Touretta ), z których można się czegoś dowiedzieć - tym bardziej. :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzeba, trzeba :P. Naprawdę lekturka bardzo ciekawa i jestem przekonany, że Tobie również wpadnie w gusta :).
      Pozdrawiam :*!

      Usuń
  9. O, a przy okazji zapowiedzi napisałeś mi, że nie kupisz, nie przeczytasz. A jednak! :) W dodatku to dobry kąsek, no proszę :) Cały czas zostaje więc w moich planach, choć do powieści młodzieżowych, zwłaszcza gdy mają mieć tyle tomów, jakoś szczególnie się nie garnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo ja wygrałem tę książeczkę, więc grzechem byłoby jej nie przeczytać ;P.

      Usuń
  10. Dziwne połączenie choroby i zdolności, chociaż, jak widać, ze wszystkiego można stworzyć coś ciekawego :) Lekka książka by mi się przydała, bo przez nic nie moge sie przebić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Evansowi udało się stworzyć coś ciekawego ;).
      No to dawaj i łap się za Michaela :D.

      Usuń
  11. Chyba żartujesz! Dres i tapeta nawet na książkę nie spojrzą! xD
    Ja natomiast chętnie ją przeczytam. Już wcześniej miałam co do niej dobre przeczucia, a Twoja recenzja tylko potwierdziła oczekiwania. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie spojrzą, jak spojrzą... a "1000 porad jak nawalić na siebie tonę tynku" to gips :D? Albo "Dres i ja, czyli jak być dobrym J.P." też coś znaczy :P.
      Cieszę się niezmiernie i życzę przyjemnej lektury :).

      Usuń
    2. Istnieją takie poradniki? xD
      Nawet jeśli to i tak gdzie nie pójdziesz to napotkasz źródło, które Ci powie jak być tru tapetą/dresem.

      Usuń
    3. No oczywiście, że istnieją... dobra, kogo ja oszukuję ;P.

      Usuń
  12. Widziałam książkę ostatnio w bibliotece. Nie wiem czy mam ochotę czytać jeszcze cos tego autora, kojarzy mi się głównie z romantycznymi czytadłami i mimo twojej pozytywnej opini nadal się waham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, on pisze romansidła, ale jednak udało mu się napisać coś ciekawego i skierowanego do młodzieży, a nie niewyżytych seksualnie kobiet w wieku postprodukcyjnym :D.

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com