28 maja 2013

Okładka - zakończenie zabawy

Najdrożsi :)!

Zabawa, w którą mieliśmy okazję się bawić przez ostatnie 5 dni dobiegła końca. Jak już wiele osób zgadło, pindowata cizia z pantoletami w panterkę reprezentowała okładkę najnowszej książki "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca", której autorką jest Pani Jessica Brody ;).

Serdecznie dziękuję WSZYSTKIM tym, którzy podali jakąkolwiek odpowiedź, jednak odpowiednio nagrodzone zostaną osoby, które podały właściwy tytuł.

A co do czegoś, gdzieś tam, jakoś tego (wiecie o co chodzi ;p) to więcej informacji pojawi się już zaraz na początku czerwca :).

Poniżej znajdziecie okładkę książki "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" w całej swej okazałości... Jak dla mnie trochę zbyt jaskrawa i za bardzo podobna do okładek czasopism dla pań... tudzież panów... zależy kto ma jaką wyobraźnię :D.


Zatem...
POZDRAWIAM :D!

26 maja 2013

Okładka - fragment nr 4

Uwaga, uwaga!
Moi Drodzy to już ostatnia okładka z podpowiedziami w tej zabawie :)!

Jeśli ktoś jak dotąd nie popisał się znajomością poniższej okładki to ma jeszcze szansę to zrobić do dzisiaj (tj. 27 maja) do 23:59 :D. Zegar tyka a czas umyka...

Nie wiesz o co chodzi w tej zabawie!?
Zajrzyj tutaj!


Jaki tytuł nosi książka, której fragment okładki możecie zobaczyć powyżej?

PODPOWIEDŹ: Książka będzie miała swoją premierę już w lipcu tego roku dzięki wydawnictwu Fabryka Słów.

PS: Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to propozycji tytułów można podawać ile tylko dusza zapragnie :). Więc można strzelać do woli :P.

24 maja 2013

Okładka - fragment nr 3

Kolejne podpowiedzi już się doczepiają do panienki w panterkowych pantoletach :).

Jeśli jeszcze nie wiesz o co chodzi w tej zabawie to zajrzyj tutaj!


Jaki tytuł nosi książka, której fragment okładki możecie zobaczyć powyżej?

PODPOWIEDŹ: Książka będzie miała swoją premierę już w lipcu tego roku dzięki wydawnictwu Fabryka Słów.

PS: Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to propozycji tytułów można podawać ile tylko dusza zapragnie :). Więc można strzelać do woli :P.

23 maja 2013

22 maja 2013

Okładka - fragment nr 1


Witam Was ponownie moi Drodzy :)!

Blogspot opanował szał pięknej pańci na słonecznym tle... Nie będę gorszy i ja też coś ogłaszam :).

Dzisiaj wyskakuję z dość nietypowym postem, gdyż niecodziennie można znaleźć na moim blogu obrazek z piękną, lecz jednocześnie pindziowatą cizią z panterkowymi pantoletami i ze szmatą w ręce, kucającą obok wiadra (nazwijmy rzeczy po imieniu :D). Aczkolwiek, żeby zapobiec wszelkim zdziwieniom i podnieceniom O_o wyjaśniam o co w tym wszystkim chodzi...

Kliknij, aby powiększyć
Codziennie, przez pięć kolejnych dni (do poniedziałku włącznie) będę zamieszczał tutaj fragmenty większej okładki książkowej. Waszym zadaniem będzie (ja nie zmuszam, zapraszam tylko chętnych) odgadnięcie tytułu utworu, którego fragmenty okładek macie przyjemność oglądać.

Jeśli wszystko pójdzie prawidłowo bez żadnych problemów to możliwe, że na tym blogu będzie mała... niespodzianka już wkrótce :). Ale już więcej nic nie powiem, żeby nie zapeszyć. Jednakże niczego jak na razie nie mogę obiecać :P.

Dodam, że każda osoba, która zamieści prawidłową odpowiedź w komentarzach w tych dniach nie będzie poszkodowana, możliwe, iż dużo zyska, więc sądzę, że warto zgadywać :).




Pytanie brzmi...
Jaki tytuł nosi książka, której fragment okładki możecie zobaczyć powyżej?

PODPOWIEDŹ: Książka będzie miała swoją premierę już w lipcu tego roku dzięki wydawnictwu Fabryka Słów.

Mam nadzieję, że podpowiedź nieco pomogła :P. To tyle...

POZDRAWIAM!

PS: Jeżeli wyjaśniłem coś niejasno (a na pewno tak jest) to proszę, pytajcie w komentarzach :D!

21 maja 2013

"Michael Vey. Więzień celi 25" - Richard Paul Evans

"Michael Vey. Więzień celi 25", czyli elektryzująco dobry początek znakomitej serii...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Jestem MICHAEL VEY.
Jestem więźniem samego siebie. To moja historia. Może trochę dziwna, lecz moja.

Mam 14 lat i jestem zwyczajnym nastolatkiem jakich wielu. Jak ty i twoi rówieśnicy. Czasem zwracam na siebie uwagę przez moją chorobę - zespół Tourette'a - spokojnie, da się z tym żyć!

Mam w sobie coś jeszcze - prąd elektryczny. Nie wszystcy o tym wiedzą. To czyni mnie wyjątkowym. Z tego właśnie powodu ktoś stara się mnie złapać..."


Składam autorowi tej książki najszczersze przeprosiny! Powód jest prosty... Nie wierzyłem, iż ten utwór, zdawałoby się, że przeznaczony wyłącznie dla małych dzieciaczków może mi się spodobać i to aż do takiego stopnia! Tak więc, Drogi Panie Richardzie, proszę wybacz mi :)!

Jak widać warto było przełamać pierwsze lody i sądzę, że mój poświęcony na nią czas nie jest w żaden sposób zmarnowany... ale, żeby nie było samych pochwał już na starcie to zapraszam do dalszej części recenzji ;).

"(...)czasami nie ma znaczenia, co chciałeś zrobić, tylko co zrobiłeś..."

Tytułowy Michael Vey jest typowym amerykańskim nastolatkiem... sex, drugs & Rihanna... nie no żartuję :P. Jest typowym amerykańskim nastolatkiem, który jednak w pewien sposób różni się od swoich rówieśników. A mianowicie tym, iż cierpi na zespół Touretta'a... U wielu (Polaków) przejawia się on niespodziewanym wykrzykiwaniem niecenzuralnych słów typu "ku*wa", czy "pi*da", co, nie okłamujmy się, jest niezręczne w wielu sytuacjach... a w zasadzie wszędzie, gdziekolwiek i kiedykolwiek... Lecz wbrew wszelkim przekonaniom Tourett to nie tylko i wyłącznie tiki werbalne, ale również ruchowe. Przykładowo zbyt częste mruganie powiekami, czy niekontrolowane ruchy rękami lub głową.

Jednak największym problemem Michaela nie jest żadna choroba, o nie... Największą przeszkodą jest jego zdolność do wytwarzania energii elektrycznej... to właśnie przez nią główny bohater wpada w tarapaty i staje się Bogu ducha winną ofiarą okrutnej organizacji...

Lecz dlaczego i skąd Michael Vey otrzymał takie nadnaturalne moce!? Czym zajmuje się tajna organizacja, która poluje na niego i jego bliskich!? I wreszcie co zawiera w sobie tytułowa cela nr 25!?

Jeżeli chcecie (a przyjmijmy, że tak jest) poznać historię niezwykłego chłopca, obarczonego ciężkim brzemieniem oraz chcecie odnaleźć odpowiedzi na powyższe pytania to jedynym wyjściem jest przeczytanie tejże książki... świetnej książki...

"Wypadki są ceną cywilizacji. Krew to oliwa postępu społecznego..."

Źródło zdjęcia autora: LINK


Pan Evans wrzucił do fabuły zespół Tourett'a nie bez powodu. Chciał pokazać światu, że życie z tą chorobą nie jest niczym złym i nie należy odgradzać się od społeczeństwa właśnie przez nią. Sam autor i jego jedno z dzieci nawet cierpi na ten zespół, więc dzięki tej książce możemy się dowiedzieć jak to wszystko wygląda od kuchni, w praktyce.

Muszę powiedzieć, że i ja dowiedziałem się o wielu ciekawych informacjach, dotyczących tej dolegliwości, która przedtem była dla mnie czarną magią przekleństw oraz nadpobudliwości...





Co do czytania to czytało mi się cudownie... Łapczywie pochłaniałem kolejne rozdziały, aby zaraz dojść do końca utworu, będącego dopiero pierwszą częścią większej całości. Tak, "Michael Vey" jest serią, która podobno składać się będzie aż z siedmiu części (tak jak Harry Potter... PRZYPADEK :D!?). Jak można się domyślić z niecierpliwością będę czekał na premiery kolejnych tomów, żeby powrócić to zjawiskowego świata wykreowanego przez Richarda Paula Evansa.

"Jeżeli powoduje nami miłość, możemy czasem zboczyć z kursu, ale nigdy się nie pogubimy..."

"Michael Vey. Więzień celi 25" jest książką przygodową z rozbudowanym wątkiem miłości syna do matki (nawet nie narzekałem na ten wątek... kolejny PRZYPADEK ;P!?), skierowaną w głównej mierze do młodszego pokolenia, która (jak to napisał wydawca) rozkochała w sobie tysiące amerykańskich nastolatków oraz ich rodziców i nauczycieli...

Jednakże polecam ją z całego melonowego serca wszystkim! Dzieciom, starcom, płci pięknej, płci brzydszej, dresom, tapeciarom, księżom, zakonnicom, lekarzom, jubilerom, piekarzom, murarzom, bloggerom, hejterom książkowym i całej reszcie naszego sfiksowanego społeczeństwa :).
Jeśli macie wolny wieczór i szukacie czegoś lekkiego, a zarazem z przejmującą fabułą to ta książka jest dla Was przeznaczona jak brudny dywan dla roztoczy, czy czekolada dla Melon. Obowiązkowa lektura jak nic :P.

Kończąc, mam nadzieję, iż zadowoli Was...
Moja ocena: 5+/6


"Gdy przypominam sobie o wszystkich trudnościach w moim życiu, myślę o tobie i czuję się szczęściarą. Nie mogłabym być z ciebie bardziej dumna. I wiem, że ojciec byłby równie dumny.
Wróciłem się i przytuliłem ją.
- Kocham cię, mamo.
Jej oczy zwilgotniały.
- Kocham cię coraz bardziej każdego dnia. Nigdy o tym nie zapominaj..."

POZDRAWIAM :D!

15 maja 2013

"Siedlisko" - Robert Cichowlas i Kazimierz Kyrcz Jr.

"Siedlisko", czyli wstrząsająca historia spokojnego jeziora...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Dawid jest aktorem wychowującym samotnie dwójkę dzieci. Na pierwszy rzut oka całkiem dobrze mu się powodzi. Jest popularny, ma piękny dom i niezły samochód. Sielanka jednak nie trwa zbyt długo...
Pewnego dnia jego posiadłość okazuje się siedliskiem złowrogich zjaw, a pobliskie jezioro piekielną otchłanią, skrywającą mroczną tajemnicę. Rodzina aktora znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie. Tymczasem korowód duchów zacieśnia się wokół Dawida, wirując w coraz szybszym danse macabre..."

Czekałem na tę książkę już od roku. Gdy zobaczyłem jej cudowną wręcz okładkę, oniemiałem, ogłupiałem, osłupiałem i zrobiłem wiele innych dramatycznych czynności na "o"...
Powiedziałem sobie, że nie spocznę, póki nie będę szczęśliwym posiadaczem przynajmniej jednego egzemplarza "Siedliska".
Marzenia jak widać się spełniają i dokładnie za 11 zł kupiłem tę książkę na Dedalusie (dedalus.pl), dzięki czemu mogę ją teraz podziwiać, stojącą wśród mojej reszty książek.

Lecz nurtuje mnie jedno... Czy warto było czekać na nią tak długo? Czy zaspokoiła moją żądzę przerażająco dobrej literatury grozy!?

Zapraszam do recenzji...

Główny bohater tego utworu - Dawid Przywłocki jest samotnie wychowującym dwójkę dzieci ojcem jak również aktorem, którym pragnie rozpocząć swoje trzydziestoparoletnie życie na nowo... Nowe miejsce zamieszkania, nowi sąsiedzi, nowe przygody... nowe problemy...
Wraz ze swoją córcią Moniką i synkiem Krystianem osiedla się w pięknej posiadłości nad brzegiem jeziora obok Krakowa. Wydaje im się, iż już mają za sobą swój najgorszy okres w życiu, a teraz czeka ich tylko samo szczęście... Szoda tylko, że to dopiero początek makabry...

Malowniczą okolicę zaczynają nawiedzać zjawy, wizje przeszłości przedostają się do teraźniejszości, a nierozwiązana zagadka zbiera krwawe żniwo...

Ale co jest przyczyną tych specyficznych wydarzeń i gdzie one mają swoje źródło!? Co ma z tym wszystkim wspólnego rozwijający swoją karierę w zawodzie aktor!? I wreszcie gdzie znajduje się tytułowe siedlisko, kryjące w sobie nasze najgorsze lęki!?

Jedyną prawidłową drogą, aby odnaleźć odpowiedzi na powyższe pytania, jest zabranie się za tę pozycję. Większość z nich znajduje się w mrocznych i tajemniczych głębinach zalewu...

"Noc to potęgująca lęki wiedźma..."

Zacznę może od tego, iż dosłownie na samym starcie zostajemy wrzuceni na głęboką wodę nazbyt pospolitego języka. Jest tutaj mnóstwo porównań, epitetów, metafor i wiele innych środków artystycznych (w tym przekleństw ;D) godnych wiejskiej chłopki, stojącej przy studni z zawszonym psem. A żeby tak rzucić przykładami to może podam: "(...)trafiła mi się jak jajko bezpłodnej kurze", "Jak mawiają Francuzi, komu stoi to do buzi", czy chociażby "(...)chrzanicie się z nim jak kulawy z tańcem". Czytając to, czułem się jakby opowiadał mi to jakiś kuzyn z Koziej Wólki (serdecznie przepraszam Kozią Wólkę, ale potrzebny mi był przykład ;p), nie do końca rozgarnięty i chichrający się z dowcipów, które już XX lat temu wyszły z kanonu zajebistości O_o... Wiecie o co mi chodzi. Zapewne każdy z Was miał do czynienia z takim kuzynem :D.
Aczkolwiek jeśli już uda Wam się przebrnąć przez parę rozdziałów to uwierzcie mi - można się do tego języka przyzwyczaić ;P.

"Wyrzeczenie się samego siebie jest najtrudniejszym wyzwaniem..."

Źródło zdjęcia autorów: LINK
"Siedlisko" czytało mi się zadziwiająco szybko. Jak się zawziąłem to parę godzinek, pach, pach i po prawie 450 stronach.

Muszę też wspomnieć o wydaniu tego utworu, które jest zjawiskowe i cudowne w najlepszym tych słów znaczeniu... Nie wiem czy kiedykolwiek miałem w rękach ciekawszy wolumin. Tutaj można znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie: przepiękną okładkę, fantastyczne ilustracje upiększające każdy rozdział, moje ukochane skrzydełka, idealną czcionkę i jako bonus dostajemy zakładkę (widoczną na pierwszym zdjęciu) z motywem okładkowym. Żyć - nie umierać, czytać - nie prymitywnieć :).
Jednak wszystko to jedynie dzięki wydawnictwu Grasshopper, które wzbogacało swoje "dzieci" w takie dodatki...

Może powtórzę - WZBOGACAŁO... Tak, wydawnictwo Grasshopper już od paru lat nie istnieje na rynku, przez co osobiście ubolewam. Ale zapewne powodem bankructwa okazała się być niska sprzedaż produktów (w tym wypadku książek)... No nic... pozostaje mi jedynie odosobnienie w ciemnym i obskurnym kącie wszechogarniającego smutku i żalu ;P.

Dobra, dobra... Dam se spokój. Przecież nie tylko jedną oficyną żyje czytelnik :D.

"Ziemia jest jak kudłaty pies, a my przypominamy pchły żyjące w jej sierści. Kiedy pies otrząsa się, pchły wpadają w panikę, a niektóre giną..."

Sądzę, że już wystarczająco zlasowałem Wasze mózgi tą recenzją i pora by się zbierać...
Tak więc kończąc...

Powieść naszych dwóch polskich pisarzy pt.: "Siedlisko" uważam za całkiem przyjemną i niekiedy mrożącą krew w żyłach lekturkę na odstresowanie się po ciężkiej harówie w (domyślam się) znienawidzonej przez Was robocie/szkole. Jest to prosta i dość schematyczna historia o duchach, jednak, żeby nie było, nadal wywołująca niewielki zachwyt u czytelnika ;).

Jednak powiem jednogłośnie - liczyłem na więcej :P.
Moja ocena: 4+/6

"(...)Jego oblicze nagle zmieniło się w połać spalonego mięsa, z której przebijały ciemne dziury wypalonych oczu i dwa rzędy brązowych zębów. W ślad za tą metamorfozą do moich do moich nozdrzy dotarł porażający smród spalenizny. Odsunąłem się mimowolnie, ale pogorzelec ruszył w moją stronę rozpościerając długie niczym żerdzie ramiona..."

POZDRAWIAM!

PS: Żeby nie dochodziło do niepotrzebnych awantur, teraz uzasadniam swoją ocenę...
Książka dostała ode mnie dodatkowe punkty dzięki fantastycznej oprawie graficznej i wydaniu. A poza tym 4+ lepiej brzmi niż 3+ ;).

PS2: Jbc. scena w jeziorze nie była taka ekscytująca, jak praktycznie każdy, kto to przeczytał, się nią tak podniecał :P.

09 maja 2013

"Ksiądz 3D" - film

"Ksiądz 3D", czyli doskonały zabójca w starciu z wampirami...


OPIS :
(pochodzi z serwisu Filmweb)

"W post-apokaliptycznym świecie dzika wojna pomiędzy człowiekiem, a wampirem trwa od stuleci. Ksiądz-wojownik otrzymuje informację o najnowszych atakach. Tym razem skierowane są bezpośrednio w niego - horda bezlitosnych wampirów uprowadza bowiem jego siostrzenicę. By ją uratować musi zerwać śluby pokoju i zapolować na grupę potworów nim będzie za późno. Ta oparta na uznanym komiksie, wypełniona krwiożerczą akcją krucjata, zabiera widza na polowanie na nowy gatunek morderców..."


Dosyć długo na moim blogu nie było recenzji żadnego filmu, a że obejrzałem ostatnio parę produkcji to postanowiłem coś machnąć :).
Dzisiaj na celownik bierzemy film wykonany techniką 3D w reżyserii Scott'a Stewart'a pt. "Ksiądz".

Na początek miałbym takie jedno małe pytanko...
Czy podobał Wam się przykładowo taki film jak "Ghost Rider" albo "X-Men"? Bo jeśli tak to z pewnością pokochacie "Księdza" O_o. Jest to, podobnie jak wyżej wymienione produkcje, film oparty na komiksowym pierwowzorze. A jak powszechnie wiadomo w tego typu komiksach występuje: jakiś superbohater (bądź bohaterka) obdarzony niezwykłą mocą, który musi ocalić świat od zagłady, spowodowanej przez złe karykatury/bestie/osoby/zombie/istoty pozaziemskie (niepotrzebne skreślić).


Tutaj mamy do czynienia z dobrymi, ale i morderczymi księżmi (ludzie, dlaczego Polacy nie mogli przetłumaczyć słowa "Priest" - oryginalny tytuł filmu - na chociażby zakonnik, czy kapłan... Ksiądz tu w ogóle nie pasuje), walczącymi z równie morderczymi i obrzydliwie paskudnymi wampirami...

Jednak spróbuję Was trochę głębiej wciągnąć w fabułę...

Od wielu wieków wampiry toczyły bardzo zażartą walkę z rasą ludzką. Mordowali się do upadłego, rozrywając ciała swoich przeciwników na małe, ociekające lepką krwią, kawałeczki. Lecz nareszcie w czasach, gdy nazbyt dominujący Kościół sprawował władzę absolutną na całym świecie, do ostatecznej bitwy z wampirami powołano zakon Księży, który miałby położyć kres niekończącej się krwawej wojnie.
No i stało się tak, jak byś powinno - wyszkoleni na zabójczych assassinów Księża wysadzili większość wampirzych gniazd, a resztę krwiożerczych bestii zamknięto w specjalnych zakładach, nazywanych rezerwatami.


Odtąd niepotrzebny już zakon został zawieszony, a złowrogie wampiry zostały stłumione... ale czy na pewno!?

Aby poznać ciąg dalszy tej historii będziecie musieli obejrzeć "Księdza". Inaczej ani rusz (ja nie będę spoilerował ;p)...

A teraz proste pytanie...
Czy ten film mi się podobał? Odpowiedź brzmi - poniekąd.
Oczywiście było w nim to co lubię, czyli dużo efektów specjalnych, dużo mordobicia, dużo ogólnej rozpierduchy, ale jednak czegoś mi zabrakło. Nie odczuwałem całkowitego zaspokojenia podczas seansu, a powiem szczerze, że liczyłem na to.

Podsumowując, produkcję "Ksiądz" uważam za dobry film, idealny na nudny wieczór, lecz nie radzę pokładać na tej ekranizacji wielkich nadziei, gdyż nie chciałbym abyście się rozczarowali. Po prostu siąść, włączyć, pooglądać sobie śliczne stworzonka z bezpiecznego miejsca na kanapie i jakoś dobrnąć do końca ;).

Mam nadzieję, iż usatysfakcjonuje Was...
Moja ocena: 4+/6


POZDRAWIAM!

07 maja 2013

"Pokój Naomi" - Jonathan Aycliffe

"Pokój Naomi", czyli mroczna tajemnica pewnego poddasza...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Naomi odeszła... Czyj więc szept słyszy Charles każdej nocy? Jak to możliwe, że widzi córkę na dziwnych starych fotografiach? Na każdym zdjęciu Naomi jest z dwiema dziewczynkami. I na każdym zdjęciu mężczyzna w czerni obserwuje bawiące się dzieci. Balansując na granicy pomiędzy rzeczywistością a szaleństwem, Charles uświadamia sobie, że musi poznać prawdę o śmierci Naomi, zanim on i jego żona podzielą jej los..."


Jakim zdaniem mógłbym tu zacząć... A może tak:
Już dawno nie czytałem czegoś takiego.
Tak, to jest idealne zdanie, które całkowicie odnosi się do moich odczuć po przeczytaniu "Pokoju Naomi".
Było w tym utworze wszystko, a w zasadzie prawie wszystko (jak wiadomo ideałów nie ma), co Melony lubią najbardziej. Było przerażająco, krótko i rzeczowo. Cała treść obyła się bez zbędnych opisówek. 190 stron czystej akcji...

"Pokój Naomi" opowiada makabryczną historię pewnej trzyosobowej rodziny, złożonej z mamy, taty... i ich 4-letniej córeczce Naomi.
Typowy schemat horroru!? Połączenie grozy z niewinnością. No bo zastanówmy się kto jest najbardziej przerażającą, mroczną i złowieszczą postacią w horrorach!? Oczywiście małe, niewinne dzieciaczki... A w szczególności dziewczynki (i teraz proszę Panie Feministki o zabranie głosu)...

"(...)niewinność jest jak zaufanie: raz straconej, nie można już przywrócić..."

Tutaj autor posłużył się podobnym zabiegiem, wprowadzając do akcji niewielkiego szkraba...
Kontynuując poprzednią myśl, rodzinka ta osiedla się w uroczym domku z pięknym ogródkiem, pragnąc ustatkować się i ułożyć sobie przyszłe życie. Jednak problem zaczyna się wtedy, gdy mała Naomi gubi się swojemu ojcu - Charles'owi w tłumie ludzi podczas zakupów...
Dziewczynka odnajduje się po kilku dniach nieustających poszukiwań, lecz coś jest z nią nie tak... a mianowicie, odnalezione zostaje zmasakrowane ciało Naomi bez jej niektórych kończyn...

Źródło zdjęcia autora: LINK



Lecz kto dopuścił się morderstwa na biednym dziecku!? I czy to zabójstwo ma jakikolwiek związek z hałasami na poddaszu nowego domu Charles'a oraz jego rodziny!? I w końcu co skrywa tajemniczy pokój Naomi!?


Jak zwykle odsyłam Was do lektury, bo tylko tam możecie znaleźć odpowiedzi na te, ale i na wiele innych pytań, które zapewne już teraz rodzą się w Waszym głowach...
"Pokój Naomi" jest utworem naprawdę krótkim (jak już czytaliście ma niecałe 200 stron), dzięki czemu można go przeczytać w jeden króciutki wieczór, co jest dla mnie wielką zaletą. Akcja toczyła się błyskawicznie bez jakichkolwiek zakłóceń w formie długich opisów :).

"Tylko człowiek odważny, człowiek, którego jestestwo zostało zahartowane przez cierpienie, mógł zdobyć prawdziwą mądrość i od niej sięgnąć po idealną wiedzę..."

Poziom strachu był dość wysoki jak na początek lat 90., w których Pan Jonathan napisał tę powieść, a do aktualnych czasów spadł jedynie o parę punktów w dół, więc nie musicie się martwić, że książka ta wynudzi Was na śmierć swoją beznadziejnością i utopi w oceanie głupoty, bo tak na pewno nie będzie ;)! Zadowolenie gwarantowane, inaczej zwrot pienię... nie, może pieniędzy Wam dawać nie będę, ale w razie co bez żadnych skrupułów będzie mogli złożyć na mnie donos na kolegium :). Już widzę jak Wam ślinka cieknie, żeby mnie udupić :D.

"Strach przed nieznanym jest najgorszy ze wszystkich lęków..."

Kończąc tę "recenzję", chciałbym Wam bardzo mocno polecić "Pokój Naomi", gdyż jest to książka nad wyraz fascynująca oraz wciągająca jak odpływ kanalizacyjny, przez co z trudnością będziecie mogli się od niej oderwać.

Moja ocena: 6-/6
No proszę, szósteczka jak się patrzy :).

"(...)Myślałem, że tu jestem bezpieczny.
- Tatusiu. - Jej głos za mną, przy drzwiach. - Tatusiu.
Nie odwrócę się, nie spojrzę na nią.
- Tatusiu, dlaczego na mnie nie patrzysz? Chcę cię zobaczyć, tatusiu.
To wydaje się takie proste, prawda? Wystarczy się odwrócić.
Czymkolwiek jest, wciąż jest moją córką. Prawda? Tak. Ale co zobaczę, jeśli się odwrócę, co będzie stało przy drzwiach?
- Wróciłam, tato..."

POZDRAWIAM!

06 maja 2013

Trawienie Melonowych Myśli.... "Nazewnictwo bloga"




Miała być kolejna recenzja, ale jakimś dziwnym sposobem jeszcze jej nie napisałem i dlatego chcąc, czy nie chcąc musicie się trudzić, czytając moje Melonowe Myśli :D.

Jednak może przejdźmy do rzeczy...





Tematem przewodnim dzisiejszego trawienia będzie "Nazewnictwo bloga".

Jakieś x miesięcy temu szanowny Pan Melon zapragnął stworzyć swojego pierwszego bloga książkowego, na którym systematycznie dodawałby poszczególne recenzje przeczytanych przez siebie utworów... Pragnienie weszło powoli w rzeczywistość i nowy użytkownik zawitał na blogspocie... ze swoją przedziwną nazwą bloga: "Melon dotcom".
Lecz dlaczego akurat taka nazwa, zapytacie... Odpowiedź jest prosta i klarowna... Po prostu nie wiem :). Pierwsze co mi podczas wymyślania tytułu przyszło do głowy to to, żeby było w nim zawarte słowo "melon", a "dotcom" jakoś samo później doszło nawet nie mam bladego pojęcia w jaki sposób ;p. No, ale była to chyba moja pierwsza myśl, jaka chamsko wepchała się przed wszystkie inne w kolejce, przez co została wybrana na liderkę i zaczęła dominować nad uległą resztą (nie wiem jak Wy, ale ja nadal nie rozumiem swojego ostatniego zdania ;P).
No i tak to było ze mną...

A teraz pytanie do Was:
Czym Wy się kierowaliście podczas wymyślania nazwy dla swojego bloga i czy ma ona jakiś głębszy sens!?

POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO TRAWIENIA W KOMENTARZACH :)!

02 maja 2013

"Rogi" - Joe Hill

"Rogi", czyli kryminalna zagadka ukryta pod płaszczem piekielnej powieści...



OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Pewnego ranka Ignatius Perrish budzi się kompletnie skacowany. Czuje, że w nocy mógł narobić głupstw, ale nic nie pamięta. Patrząc w lustro, z przerażeniem widzi, że wyrosły mu rogi. Zauważa też inną prawidłowość: wszyscy zaczynają mówić mu, co myślą. Bez ogródek, tak jakby nie mogli się powstrzymać. A on sam dotykając innego człowieka, poznaje jego myśli, wspomnienia, całą przeszłość. Rok wcześniej dziewczyna Perrisha została brutalnie zamordowana, co doprowadziło go na skraj załamania nerwowego i spowodowało problemy z alkoholem. Czy nowe zdolności pomogą Igowi wrócić do równowagi i odkryć, kto zabił jego ukochaną..."


Recenzja miała być wczoraj, piszę ją dzisiaj, a Wy czytacie ją, jak sądzę, jutro bądź jeszcze później... Normalnie zaginam czasoprzestrzeń :).

Powiem szczerze, że nie mogłem się doczekać aż w końcu zasmakuję w twórczości syna mojego "ulubienego" pisarza, czyli syna Stephena Kinga (tak, Joe jest jego synem... ale zdziwko, co ;P). Zasmakowałem i już poniekąd wiem z czym się je jego książki (Co ja z tym żarciem!? Tu smakuję, tam jem, Melon ty wieprzu nienażarty).
Jednak, żeby uniknąć wszelkich nieprzyjemności od razu na początku wspomnę, iż Joe zarobił u mnie parę punktów już na starcie, nawet jeszcze przed przeczytanie pierwszego zdania w "Rogach". Po prostu myślałem, że w rodzinie Kingów talent pisarski jest dziedziczny i spodziewałem się powieści na miarę samego Mistrza, lecz czy otrzymałem to, na co liczyłem!?

Wyobraźcie sobie, iż pewnego ranka wstajecie grzecznie z łóżka z kacem wielkim jak stąd do Glasgow. Wszystkie wydarzenia z poprzedniego dnia zlepiają Wam się w jedną bryłę, przez co kompletnie nic nie możecie sobie przypomnieć. Lecz nie to jest najgorsze... Spoglądając w lustro, zauważacie niecodzienną i dość nietypową sytuację, a mianowicie, mówiąc bez ogródek, wyrosły Wam rogi. Twarde i masywne jak kości przepełnione wapniem z Danonków (Poprzednie zdanie zawiera lokowanie produktu!)...

"Ludzie wybaczają. Demony - nie..."

Z takim problemem boryka się główny bohater "Rogów" - Ignatius Perrish (dla przyjaciół, czyli poniekąd dla mnie, Ig), jednak jakby tego było mało to każda napotkana przez niego osoba zaczyna mu mówić wszystko, co jej ślina na język przyniesie. A gdy dotknie którąkolwiek z nich, jego oczom ukazują się wizje, przedstawiające ich całą (niekiedy okrutną) przeszłość...
Tak sobie teraz myślę i nie wiem, czy można uznać te zdolności za pozytywne, czy wręcz przeciwnie...

Źródło zdjęcia autora: LINK
Jednakże nasuwa się jedno pytanie... Od kogo i dlaczego Ig dostał takie moce!?
Może po to aby odnaleźć zabójcę swojej ukochanej Merrin, która została bestialsko zamordowana!?
A może tylko po to, żeby ukarać go za poniesione czyny... lecz do czego się dopuścił, żeby tak cierpiał!?

Odpowiedzi szukajcie w książce. Są tam głęboko ukryte w czeluściach piekielnej i przejmującej historii...

"Ludzie ze strachu podejmują głupie decyzje..."








Jak już wspominałem, "Rogi", tak samo jak ich autor, dostały ode mnie pewną kartę zaufania i przyznam, że... nie wykorzystały jej w pełni.
Utwór ten czytało mi się naprawdę dobrze, jednak "naprawdę dobrze" nie znaczy "znakomicie". Dla mnie największym problemem Hilla jest, zapewne odziedziczony po tatuśku, problem do długich opisówek. Nie to, że narzekam, bo jak wiadomo każda książka składa się z opisów, ale nieco ciężej było mi się przedzierać przez coraz to kolejne strony powieści niż w innych książkach.

Sądzę, że powieść tą można leciutko doczepić pod kategorię "kryminał". Znaleźć tu możemy dochodzenie typu "Kto zabił?", lecz... rozwiązanie jest dosyć proste i praktycznie podane na tacy, no ale zawsze coś ;).
Nie obyło się tu także bez wprowadzenia postaci, żywo zerżniętych z fantastyki. Przykładowo do akcji Joe wprowadził czerwonego diabła z widłami O_o. Wieś tańczy, wieś śpiewa...
Aczkolwiek udało mu się załagodzić tę dziwną sytuację, dodając liczne sceny kingowskie (a może powinienem powiedzieć hillowskie), czyli takie, w których dominują: ból, strach, okrucieństwo i obrzydlistwo...

Tak więc na zakończenie tejże "recenzji" pragnę podsumować moje przemyślenia...
"Rogi" są całkiem interesującą i ciekawą pozycją, podchodzącą zarówno pod kryminał jak i czystą fantastykę, ale nie należy pokładać w niej jakiś większych nadziei. Powiem prosto z mostu, że jednak czytałem lepsze książki ;D.


Moja ocena: 5=/6
Piątka na szynach, bo czwóreczka z plusem to troszkę za mało ;).

"Najlepszym sposobem na wyrównanie z kimś rachunków jest zobaczyć go w lusterku wstecznym, jadąc ku czemuś lepszemu..."

POZDRAWIAM!

PS: Na koniec miałbym jeszcze takie pytanie w głównej mierze do kobitek, lecz jeśli jakiś facet chce odpowiedzieć to nie zniechęcam :D.
Drogie Panie! Który Joe podoba Wam się bardziej? Czy ten z tylnej okładki ogolony i gładki jak pupcia niemowlaka, czy ten na ostatnim (czwartym) zdjęciu z bródką i wąsami? Pytam z czystej ciekawości :P.

01 maja 2013

Melonowy Stos(ik) - 2

Hej :)!

Jak na razie nie chcę Wam zawracać zbytnio tyłka, więc wstawiam tylko kolejny (już drugi) Melonowy Stos(ik), ale możliwe, że jeszcze dzisiaj wrzucę recenzję "Rogów" Hilla :P.

Tak więc poniżej możecie spoglądnąć na to "cudo" ;).


Zacznę wyliczać od dołu...

"Pokój Naomi" - Jonathan Aycliffe
Książka zakupiona w księgarni Dedalus (dedalus.pl) za 7 złociszy. Można tam znaleźć naprawdę ciekawe pozycje i to za grosze! I tu chciałbym serdecznie podziękować Piotrkowi za podrzucenie mi linka do stronki :).

"Siedlisko" - Robert Cichowlas & Kazimierz Kyrcz Jr.
Jak wyżej książka kupiona w Dedalusie, ale za 11 zł.

"Christine" - Stephen King
Może pamiętacie, bo "Christine" została mi jeszcze z poprzedniego stosiku, ale trochę odrzucała mnie od siebie swoją grubością :). Mam nadzieję, że wreszcie się za nią zabiorę.
Jbc. książka (wydanie kieszonkowe) z Biedronki za 12 zł.

"Ręka Mistrza" - Stephen King
"Rękę..." też kupiłem w Biedronce za 12 zł i CHYBA nawet jest jeszcze dostępna, więc jak chcecie to jeszcze zdążycie ;P.


I jak na razie to by było na tyle. Jednakże ja nadal czekam na swoje dwie nagrody książkowe. A mianowicie: "Michael Vey Więzień celi 25" i "Czarny Wygon Bisy" z podpisem autora ;3!

Ok, stosik zrobiony to nie pozostaje mi nic innego jak tylko Was pozdrowić i lecę grać w Eurobiznes :P...

POZDRAWIAM :D!

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com