28 marca 2013

"Życie Pi" - Yann Martel - recenzja

"Życie Pi", czyli jak tu przeżyć w małej łodzi na Wielkim Morzu... mając za kamrata tygrysa bengalskiego...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Szesnastoletni Hindus Piscine Molitor Patel, znany jako Pi, syn właściciela zoo, z własnego wyboru wyznawca trzech religii (hinduizmu, chrześcijaństwa i islamu), dryfuje jako rozbitek w szalupie ratunkowej po oceanie. Za towarzyszy podróży ma jedynie ocalałe z katastrofy morskiej zwierzęta: zebrę ze złamaną nogą, orangutana, hienę i potężnego tygrysa bengalskiego, nazwanego Richardem Parkerem. W prawdziwym życiu, na dodatek w sytuacji bez wyjścia, pokojowa koegzystencja całej piątki nie byłaby możliwa.
W zwariowanej baśni Martela wszystko może się wydarzyć: ktoś zostanie zjedzony, ktoś inny przetrwa 227 dni na morzu - dzięki własnej pomysłowości, silnej woli przetrwania, przyjaźni i wierze w Boga. Jest jeszcze druga wersja historii Patela - bardziej prawdopodobna i bardziej przerażająca. Na potwierdzenie żadnej z tych opowieści nie ma jednak dowodów...


A teraz zamykamy oczka... No dobra jeszcze nie, najpierw przeczytajcie... Wyobraźcie sobie, że jesteście w dość masywnej szalupie, a dookoła Was rozciągają się bezkresne połacie Oceanu Spokojnego. Powoli i delikatnie zaczynacie się bujać w takt błękitnych fal, które kołyszą Waszą łódkę raz w lewo, a raz w prawo... Do wizualizacji dodajcie jeszcze dźwięk. Szum wody idealnie by tu pasował...
...lecz potężny ryk tygrysa na środku morza już chyba nie... Nazwij mnie idiotą (Melon, idioto!), ale wątpię, żeby zwierzęta tego gatunku żyły sobie swawolnie w samym centrum Pacyfiku...

Jednakże w opowieści Pi taka samowolka miała miejsce. Ocalałe szesnastoletnie dziecko szczęśliwym trafem uszło z życiem z katastrofy morskiej, która pochłonęła wielu jego znajomych, przyjaciół, a także członków rodziny.
Ale co to za życie... na całkowitym odludziu z bandą dzikich bestii u boku, od których nie ma żadnej ucieczki... I ta ciągle przeważająca się szala przeznaczenia: śmierć z ręki drapieżnego stworzenia albo pewna śmierć poprzez utopienie się w ciemnym i zimnym oceanie... 

"Świat nie jest taki, jaki jest. Tylko taki, jakim go postrzegamy [...].
A postrzegając go, wnosimy do niego coś od siebie..."

Muszę powiedzieć, że podczas czytania tej książki nie raz, ani nie dwa przypominały mi się scenki z "Titanica". Ta cała rozpierducha blaszanej maszyny i wrzaski umierających pasażerów. Jeden po drugim... bul, bul... bul, bul... na dno. Ach... miód dla moich uszu...
No dobra, może nie bądźmy tacy masakrycznie okrutni, bo chcąc nie chcąc, zawsze jakieś zasady etyki istnieją ;D.

Źródło zdjęcia autora: LINK
Chciałbym także wspomnieć, iż cała książka nie składa się tylko i wyłącznie z ahoj marynarzu, odcumowujemy okręt i wio przed siebie (czyt. z nudnej opowiastki o biednym chłopcu pływającym w łodzi przez całe 400 stron), ale pierwsza połowa tego utworu opisuje większą część młodzieńczego życia tytułowego bohatera na twardym gruncie :).

Jako, że rodzina Pi zawodowo zajmowała się kierowaniem zoo, to dzięki temu możemy dowiedzieć się o milionach różnych ciekawych anegdotach, dotyczących wszelakich zwierząt. I tych żyjących na wolności i tych w dziczy.





Książka została przeze mnie wchłonięta praktycznie za jednym zamachem (oczywiście ja mam tak, że zawsze parę dni nie czytam, gdyż nie mam na to siły, a potem jak się zabiorę to dajta mi cosik do czytania, bo inocej rozpierdzielę ten cały system). Pomimo paru dłużyzn, jakie ta książka dla mnie przygotowała, nie pozwalała się od siebie odciągnąć... nawet całym zaprzęgiem głodnych husky'ch.

A więc zbierzmy wszystko do tej przysłowiowej kupy i podsumujmy...
"Życie Pi" polecam serdecznie tym, którzy nie mają choroby morskiej i uwielbiają dryfować godzinami na spokojnej, a niekiedy szaleńczo niebezpiecznej wodzie, a odradzam tym... Nikomu nie odradzam, wręcz przeciwnie, bo zachęcam. Czas poświęcony na tę lekturę to czas (na lepsze jutro - Melon, polityka to nie tutaj!) przyjemnie spędzony i wielce pozytywnie wspominany :3.

Korzystając z okazji powiem o paru zmianach, jakie zaszły w moich recenzjach(?)... Otóż punktacja się nieco zmieniła, a mianowicie uległa pewnemu zagęszczeniu. Z maksymalnej 10 przeszedłem na maksymalną 6, także oceny będą (jak sądzę) mi i mam nadzieję, że również Wam bliższe, gdyż można określić je mianem "szkolnych" :). To tyle...

Moja ocena: 5/6

"Wybierać zwątpienie jako filozofię życia to tak, jak wybierać bezruch jako sposób przemieszczania się w przestrzeni..."

POZDRAWIAM!

PS: Płyń ze mną kamracie płyń, poprzez wielkie wody, już czekają na nas tam wspaniałe przygody... a taki tam mój "wierszyk" na pożegnanie ;P.

32 komentarze:

  1. całkiem fajnie się zapowiada ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomimo zacnej recenzji, chyba na razie po tę księgę nie sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacnie dziękuję ;).
      Nie teraz to może kiedy indziej.

      Usuń
  3. Nie wiem dlaczego ale po obejrzeniu filmu strasznie się zraziłem do niego i za nic w świecie nie zmuszę się do przeczytania książki, choć czytam o niej same pozytywne recenzje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to całe szczęście, że ja zacząłem od książki :). A film sobie zostawię na deser.

      Usuń
  4. Ja nie miałam jeszcze przyjemności ani z filmem, ani z książką. Zacznę od papierowej wersji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj, a ja poczekam na recenzję ;D.

      Usuń
  5. Jakoś mnie do tej książki nie ciągnie. Mooooooże kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mooooże i masz rację :P. Jak nie chcesz to nie czytaj.

      Usuń
  6. A ja przemęczyłem chyba ze 100 stron i dałem sobie spokój. Na moje wytłumaczenie próbowałem to czytać na kompie. Niestety raczej nie mam chęci do niej wracać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Oj to nie ładnie tak brać się za jakąś książkę i ją odrzucać w połowie :D.

      Usuń
  7. Trochę mniej wulgaryzmów i będzie z Ciebie drugi Olbratowski. :P

    Jeżeli zaś mowa o książce - chętnie się z nią zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale "rozpierdzielić" to nie jest wulgaryzm :D... Chyba...
      No to zabieraj się prędko i czytaj :-).

      Usuń
  8. Choćbyś groził mi spaleniem mego zacnego dupska na stosie, to i tak nie przeczytam tej książki :D. W ogóle mnie nie kręcą takie historie. Orangutan na pokładzie?! :D. Jakiś czas temu zauważyłam, że pojawił się film na podstawie tej powieści i też to olałam. Jakieś takie zbyt przygodowe klimaty jak dla mnie :D. W każdym razie Twoja recka jak zwykle jest zajebista! A wierszyk w pytkę :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grożę Ci utopieniem w wrzącej smole ;P.
      No można ją podpiąć pod przygodówkę, ale przynajmniej ten film obejrzyj :D.

      Haha, dzięki :)!

      Usuń
  9. Zmiana w ocenach, zmiana logo - wow, szalejesz chłopie, szalejesz :D
    Co do książki, przeczytam. Z prostego powodu...tak, bo przyznałeś jej wysoką ocenę, to na pewno, ale moją główną motywacją jest...rekomendacja Stephena Kinga, he he :-D Wiem, to się staję trochę nudne, wszędzie wplatam nazwisko Kinga ;-)

    Hah, na jednym zdjęciu widać fragment książki - przeczytałem, styl mi odpowiada :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D. Szaleństwo w czystej postaci ;P.
      To King też ją polecał?! Dobrze wiedzieć ;).

      No patrz, czyli jednak przydają się te zdjęcia, bo przynajmniej można bardziej zachęcić :-].

      Usuń
  10. Ciekawa recenzja. Zachęciłeś mnie do sięgnięcia po tą książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :). Nawet nie wiesz, jak mnie duma rozpiera :P.

      Usuń
  11. Super nagłówek, Snowflake!

    Mam nadzieję, że się nie gniewasz za to przezwisko ;)

    Książka jest super, widzę, że zmieniłeś metodę oceniania :) I zacząłeś wiersze pisać... Oj, chyba wiosna idzie, Melon nam rozkwita! Jak zwykle błyskotliwa recenzja. A żeby jeszcze bardziej poprawić Ci humor, chodź do mnie na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem czy taki super, ale na pewno lepszy niż poprzedni :D.
      Nie no, coś Ty. Jest świetne :P.

      Dzięki, dzięki, a na konkurs już zawitałem ;).

      Usuń
    2. Snowflake... Bosko :-)

      Zgadzam się z Paulą, nagłówek świetny, chociaż tamten też nie był zły.

      Mam chorobą morską, ale pływać i siedzieć nad woda uwielbiam, jednak mimo zachęcającej recenzji, nie czuję bluesa do tej książki, chyba hormony mi w głowie mieszają :)

      Zmiana oceny, bardzo dobra. Szóstkowa punktacja jest dla mnie bardziej czytelna niż ta 1 do 10.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    3. No nie powiem, ale mi też się podoba Snowflake :P.
      Tak więc moje hormony Ci odpuszczają tę lekturę :).
      Dziękuję i również pozdrawiam :D!

      Usuń
  12. A ja słyszałam, że to tylko historia o łódce, tygrysie i jakimś chłopcu niezbyt warta przeczytania. Więc może przemyślę to jednak jeszcze raz... :) Jednak jeśli bym sięgneła, to raczej przez cały ten szum wokół niej, a nie dlatego, że bardzo bym chciała.

    Harry'ego czytasz? właśnie planuję uzupełnić swoje brakujące tomy i też zabrać się za serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co mówisz opisuje tylko połowa książki i to tylko tak ogólnikowo powiedziane ;D. Naprawdę polecam :)!

      Nawet nie wiesz jak się wzbraniałem od tej serii. Mówiłem sobie, że jak już obejrzałem film do kur** nędzy ;p po co mi książka...
      Ale ona jest ZAJEBISTA! Bierz się bierz, bo czyta się ją błyskawicznie i jak na chwilę odłożysz to ciągle myślisz co się wydarzy dalej - tak wciąga, true story :D.

      Usuń
  13. Uwaga! Zabrzmię dumnie: Oczarowała mnie ta książka. :P Nie wiem czy ty też miałeś podczas lektury "Życia Pi" takie wrażenie, ale ja po prostu przez tę powieść tak sobie spokojnie płynęłam.... :)
    Pozdrawiam!

    P.S.(Hah!Ależ nastrój nostalgiczny wprowadziłam. xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może w moim przypadku "spokojnie płynąłem" wywołałoby u wielu odruch wymiotny, ale z "jakoś przebrnąłem" się sprzeczać nie będę :).

      Co tak, u mnie wszystko znajdzie swoje miejsce... tylko nie poezja... No chyba, że w moim wykonaniu :P.

      Usuń
  14. Przez jakiś czas miałam chrapkę na tę książkę, ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać, bo jakoś tak mi trąci sentymentalizmem i tanią moralizatorką. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej przypomina mi ona coś jak "frapująco enigmatyczny styl zmuszający do autorefleksji i przemyślenia własnej bezsensownej egzystencji" a la Coelho czy Schmitt. Nie wiem, czy mam rację, ale tak czy inaczej na dłuższy czas będę raczej zniechęcona do tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałem na początku, ale naprawdę tego nie było tak wiele, jeśli oczywiście mogę powiedzieć, że w ogóle było ;). Nie jest źle, czytaj ;P.

      Usuń
  15. Czytałam a ponieważ uwielbiam powieści przygodowe książka jak najbardziej przypadła mi do gustu. Pochłonęłam ją w zastraszającym tempie i uważam, że była o wiele lepsza od filmu. :) Ach.. no i ta okładka - przyciąga wzrok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie jeszcze nie oglądałem filmu, jednak nadal przymierzam się do niego :P.
      Okładka jest cudowna! Ta filmowa jest 100 razy lepsza od oryginalnej ;).

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com