29 marca 2013

Prawie jak wiosna...

Prawie robi wielką różnicę...


Moi Drodzy pomijając to, że...
  • na dworze temperatura uciekła daleko w dół od zera
  • Słońce poszło na kawkę do innej galaktyki
  • śnieg ulewa się ludziom z ry**
  • Wiosna poszła w tango z Marzanną
  • kaloryfery dymią się z gorąca
  • bałwany grają nam na... nosie :)
  • przebiśniegi zaginęły w akcji
  • na ulicach namnożyły się ogromne dziury od zamarzającej i rozmrażającej się wody
  • nasze buty wołają o pomstę do nieba, bo rzygają już tą solą
  • w Lany Poniedziałek pozabijamy się soplami
  • KUŹWA CHCĘ JUŻ WIOSNĘ!!!

...chciałbym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia z okazji zbliżających się już wielkimi krokami Świąt Wielkiej Nocy!

Trzymajcie się ciepło i odliczajcie ze mną głośno (mam nadzieję) ostatnie dni panującej jeszcze Zimy (tej ******** ***** *********** ******* idiotki ;p)!
Zaczynamy: 365... :D

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A tak przy okazji informuję/przypominam (niepotrzebne skreślić) o konkursie u Pauliny, który możecie znaleźć pod tym linkiem.


I to tyle...

POZDRAWIAM!

28 marca 2013

"Życie Pi" - Yann Martel - recenzja

"Życie Pi", czyli jak tu przeżyć w małej łodzi na Wielkim Morzu... mając za kamrata tygrysa bengalskiego...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Szesnastoletni Hindus Piscine Molitor Patel, znany jako Pi, syn właściciela zoo, z własnego wyboru wyznawca trzech religii (hinduizmu, chrześcijaństwa i islamu), dryfuje jako rozbitek w szalupie ratunkowej po oceanie. Za towarzyszy podróży ma jedynie ocalałe z katastrofy morskiej zwierzęta: zebrę ze złamaną nogą, orangutana, hienę i potężnego tygrysa bengalskiego, nazwanego Richardem Parkerem. W prawdziwym życiu, na dodatek w sytuacji bez wyjścia, pokojowa koegzystencja całej piątki nie byłaby możliwa.
W zwariowanej baśni Martela wszystko może się wydarzyć: ktoś zostanie zjedzony, ktoś inny przetrwa 227 dni na morzu - dzięki własnej pomysłowości, silnej woli przetrwania, przyjaźni i wierze w Boga. Jest jeszcze druga wersja historii Patela - bardziej prawdopodobna i bardziej przerażająca. Na potwierdzenie żadnej z tych opowieści nie ma jednak dowodów...


A teraz zamykamy oczka... No dobra jeszcze nie, najpierw przeczytajcie... Wyobraźcie sobie, że jesteście w dość masywnej szalupie, a dookoła Was rozciągają się bezkresne połacie Oceanu Spokojnego. Powoli i delikatnie zaczynacie się bujać w takt błękitnych fal, które kołyszą Waszą łódkę raz w lewo, a raz w prawo... Do wizualizacji dodajcie jeszcze dźwięk. Szum wody idealnie by tu pasował...
...lecz potężny ryk tygrysa na środku morza już chyba nie... Nazwij mnie idiotą (Melon, idioto!), ale wątpię, żeby zwierzęta tego gatunku żyły sobie swawolnie w samym centrum Pacyfiku...

Jednakże w opowieści Pi taka samowolka miała miejsce. Ocalałe szesnastoletnie dziecko szczęśliwym trafem uszło z życiem z katastrofy morskiej, która pochłonęła wielu jego znajomych, przyjaciół, a także członków rodziny.
Ale co to za życie... na całkowitym odludziu z bandą dzikich bestii u boku, od których nie ma żadnej ucieczki... I ta ciągle przeważająca się szala przeznaczenia: śmierć z ręki drapieżnego stworzenia albo pewna śmierć poprzez utopienie się w ciemnym i zimnym oceanie... 

"Świat nie jest taki, jaki jest. Tylko taki, jakim go postrzegamy [...].
A postrzegając go, wnosimy do niego coś od siebie..."

Muszę powiedzieć, że podczas czytania tej książki nie raz, ani nie dwa przypominały mi się scenki z "Titanica". Ta cała rozpierducha blaszanej maszyny i wrzaski umierających pasażerów. Jeden po drugim... bul, bul... bul, bul... na dno. Ach... miód dla moich uszu...
No dobra, może nie bądźmy tacy masakrycznie okrutni, bo chcąc nie chcąc, zawsze jakieś zasady etyki istnieją ;D.

Źródło zdjęcia autora: LINK
Chciałbym także wspomnieć, iż cała książka nie składa się tylko i wyłącznie z ahoj marynarzu, odcumowujemy okręt i wio przed siebie (czyt. z nudnej opowiastki o biednym chłopcu pływającym w łodzi przez całe 400 stron), ale pierwsza połowa tego utworu opisuje większą część młodzieńczego życia tytułowego bohatera na twardym gruncie :).

Jako, że rodzina Pi zawodowo zajmowała się kierowaniem zoo, to dzięki temu możemy dowiedzieć się o milionach różnych ciekawych anegdotach, dotyczących wszelakich zwierząt. I tych żyjących na wolności i tych w dziczy.





Książka została przeze mnie wchłonięta praktycznie za jednym zamachem (oczywiście ja mam tak, że zawsze parę dni nie czytam, gdyż nie mam na to siły, a potem jak się zabiorę to dajta mi cosik do czytania, bo inocej rozpierdzielę ten cały system). Pomimo paru dłużyzn, jakie ta książka dla mnie przygotowała, nie pozwalała się od siebie odciągnąć... nawet całym zaprzęgiem głodnych husky'ch.

A więc zbierzmy wszystko do tej przysłowiowej kupy i podsumujmy...
"Życie Pi" polecam serdecznie tym, którzy nie mają choroby morskiej i uwielbiają dryfować godzinami na spokojnej, a niekiedy szaleńczo niebezpiecznej wodzie, a odradzam tym... Nikomu nie odradzam, wręcz przeciwnie, bo zachęcam. Czas poświęcony na tę lekturę to czas (na lepsze jutro - Melon, polityka to nie tutaj!) przyjemnie spędzony i wielce pozytywnie wspominany :3.

Korzystając z okazji powiem o paru zmianach, jakie zaszły w moich recenzjach(?)... Otóż punktacja się nieco zmieniła, a mianowicie uległa pewnemu zagęszczeniu. Z maksymalnej 10 przeszedłem na maksymalną 6, także oceny będą (jak sądzę) mi i mam nadzieję, że również Wam bliższe, gdyż można określić je mianem "szkolnych" :). To tyle...

Moja ocena: 5/6

"Wybierać zwątpienie jako filozofię życia to tak, jak wybierać bezruch jako sposób przemieszczania się w przestrzeni..."

POZDRAWIAM!

PS: Płyń ze mną kamracie płyń, poprzez wielkie wody, już czekają na nas tam wspaniałe przygody... a taki tam mój "wierszyk" na pożegnanie ;P.

25 marca 2013

"Michael Vey Więzień celi 25" - info


Hej!

Będzie to kolejny post czysto informacyjny, więc zapraszam na (?)dużą(?) dawkę nowych wiadomości :).

Dzisiaj ujrzał światło dzienne book trailer książki, zatytułowanej "Michael Vey Więzień celi 25" pewnego (podobno) bestsellerowego autora - Richarda Paula Evansa na facebook'u (czyt. fanpage'u tego utworu).

Ów trailer możecie obejrzeć poniżej ;P...



POZDRAWIAM!

PS: No i jak zwykle Melon o czymś zapomniał ;D... Mam pytanie, czy znacie tego pisarza (bliska znajomość też się liczy... Bosz, Melon :P...) i czy czytaliście chociażby jedną jego książkę :3?!

21 marca 2013

"Maska" - Dean Koontz - recenzja

"Maska", czyli czyja osobowość zamieszkała w ciele szesnastoletniej Jane...



OPIS :
(pochodzi z okładki)

Carol i Tracy są ludźmi sukcesu: ona jest cenionym specjalistą w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, on robi karierę na uczelni i jako pisarz. Do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka, a ponieważ Carol jest bezpłodna, decydują się na adopcję. Od tej chwili ich życie staje się pasmem pozornie przypadkowych katastrof i przedziwnych, a zarazem niewytłumaczalnych zdarzeń. któregoś dnia Carol potrąca samochodem młodziutką dziewczynę, która dosłownie wchodzi jej pod maskę, jakby znajdowała się w transie. Nastolatka, nazwana przez szpital Jane Doe, nie odnosi żadnych obrażeń. Okazuje się, że nie wie, kim jest, ani nie pamięta niczego ze swojej przeszłości. Małżonkowie są zauroczeni prześliczną blond dziewczynką i za zgodą władz zabierają ją pod swoją opiekę. Wkrótce poznają przerażającą prawdę. Kim w rzeczywistości okaże się Jane?

Jakbym mógł opisać "Maskę" w jednym zdaniu?!
Hmm... Na pewno znajdzie się w nim słowo "krótka". Będzie też "dobra, lecz nie znakomita", jak również "chwilami wciągająca". Ale sądzę też, że musiałbym napisać "zdupcona i bez zakończenia", jednak o tym potem...

Autor przedstawia nam historię pewnego małżeństwa, które niestety nie może mieć swoich własnych dzieci. Jak się wydaje, jedynym wyjściem z tej sytuacji byłaby adopcja (bądź kidnapping, ale ustalmy, że to małżeństwo żyje zgodnie z prawem)...
Jednakże nadchodzi taki dzień, w którym Carol (główna bohaterka) potrąca na ulicy pewną nieznajomą dziewczynę - Jane. O dziwo ów kobitka nie doznała żadnych obrażeń, nie licząc paru siniaków, lecz nęka ją osobliwa przypadłość - amnezja. Nie pamięta niczego ze swojej przeszłości. Nie wie kim jest, a co gorsza... nie wie kim była...

Źródło zdjęcia autora: LINK
W końcu, po wielu trudach, Carol i jej mąż Paul decydują się na przygarnięcie bezbronnej dziewczynki, dla której los nie był przychylny... Jeszcze wtedy nie wiedzieli, jak okrutną bestię wzięli pod swoją opiekę...

Lecz kim tak naprawdę jest Jane?!
I czyją osobowość gości w swoim młodzieńczym ciele?!

Oczywiście, że Wam nie powiem ;). Jedynie co mogę zrobić to odesłać Was do "Maski", żebyście poznali prawdę... niezależnie jak niebezpieczna by ona była...

"Jeśli myślisz, że odchodzisz od zmysłów, musisz być całkowicie normalny, gdyż szaleniec nie ma takich wątpliwości..."


Muszę powiedzieć, że tę książkę czyta się baaardzo szybko, ale to nie oznacza, że wciąga... Nie chcę powiedzieć, że była nudna, bo taka nie była, ale nie wyczuwałem takiego kleju, dzięki któremu nie można by się od niej oderwać...

Co do zakończenia to było... Zaraz, Melon, przecież w ogóle go nie było.
Końcówka to po prostu jedna WIELKA klapa. Akcja się powolutku rozkręcała, potem w dziwnym momencie nagle spowolniła i całkowicie się zamknęła, jednocześnie zostawiając mnie z olbrzymim (jak ucho słonia) znakiem zapytania, regularnie kiwającym się nad moją głową ???

Uważam, że to idealny moment na podsumowanie "Maski", której wystawiam 8/10 punktów. Chociaż wciąż  to chyba za dużo...

Polecam ją serdecznie tym, którzy poszukują książki niewymagającej od czytelnika większego myślenia, a żeby tylko przeczytać i zapomnieć. Sądzę, iż w tym utworze nie było nic ciekawego do zapamiętania, więc Wasz wybór...

Tracić na Koontz'a czas, czy nie tracić... oto jest pytanie...

"[...]reinkarnacja, odrodzenie w nowym ciele, to rzecz oszałamiająca, zbyt wstrząsająca, by ją przyjąć, o wiele trudniejsza do zaakceptowania niż istnienie poltergeistów..."

POZDRAWIAM!

16 marca 2013

"Nowe przygody Mikołajka" - René Goscinny - recenzja

"Nowe przygody Mikołajka", czyli jak doprowadzić do śmiechu zarówno dzieci, jak i dorosłych...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"W gronie przyjaciół Mikołajka zawsze jest wesoło. Alcest ciągle je, Gotfryd daje kolegom swoje zabawki, żeby je do końca popsuli, a Euzebiusz lubi się bić, ale tylko z przyjaciółmi, bo jest bardzo nieśmiały.
"Nowe przygody Mikołajka" podbijają serca najmłodszych czytelników, a starszych przenoszą w czasy, kiedy sami byli mali..."


Nawet już nie zliczę ile razy czytałem tę książkę w ciągu mojego życia. Uwierzcie mi na słowo, jest to naprawdę ogromna liczba.

Utwór ten składa się z 80 różnych historyjek podzielonych na dziesięć rozdziałów. Każda z opowieści przyozdobiona jest masą mistrzowskich rysunków, których autorem jest Jean-Jacques Sempé - bliski przyjaciel Goscinnego.

Źródło zdjęcia autora: LINK
Tytułowy bohater wraz ze swoją grupką przyjaciół przeżywa wiele ciekawych przygód, kończących się zawsze zabawną sytuacją.
Ale, żeby nie było, że Mikołajek to taki aniołek i grzeczny synuś mamusi. Niekiedy potrafił dopiąć swego szukając pomocy w szantażu...

"(...) zacząłem płakać, krzyczeć i kopać, gdzie popadnie. Powiedziałem, że nikt mnie nie kocha, że wszystkim pozabijam, a potem sam się zabiję, i tata zapytał, czy chcę dostać klapsa..."

...chociaż okazywała się to być często zła taktyka ;P.



Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie bardzo prostym językiem, dzięki czemu pozycja ta świetnie nadaje się dla dzieci, które rozwijają swoją umiejętność czytania.

"Nowe przygody Mikołajka" cieszą się bardzo pozytywnym odbiorem tak samo u dzieci jak i u dorosłych. Tej książki nie spuścisz w toalecie w połowie czytania ze względu na nudną fabułę. Będzie wręcz przeciwnie. Ona Cię przyciągnie do takiego stopnia, że za nic w świecie jej nie zamkniesz, aż do przeczytania ostatniego zdania.

Potężna dawka humoru i szeroki uśmiech gwarantowany :D! Mimo, że autorem tej książki nie jest Stephen King i jej treść nie jest przepełniona litrami krwi to pokochałem tę książkę od pierwszego wejrzenia ;P! Oczywiście moja ocena to 10/10 punktów.

Polecam serdecznie przygody Mikołajka tak samo małym i dużym czytelnikom. Jedni się z nim po raz pierwszy zaprzyjaźnią, a drudzy przypomną sobie jak to przyjemnie było mieć takiego kumpla jak on :).




POZDRAWIAM!

PS: Kto wie jak nazywa się kotek na powyższym zdjęciu ten dostaje ode mnie buziaka :D!

12 marca 2013

"Opętani" - Chuck Palahniuk - recenzja

"Opętani", czyli cała obrzydliwa prawda o człowieku...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Kto nie uległby pokusie sławy i bogactwa? Świadomi, że nic nie hipnotyzuje i nie pociąga tak bardzo, jak to, co chore i odrażające, bohaterowie tej opowieści, uczestnicy warsztatów literackich, opowiadają historie zrodzone z najgorszych lęków, najbardziej przerażających koszmarów, rzeczy tak makabrycznych i wstrętnych, że trudno je sobie wyobrazić. Mijają dni i upiorna rzeczywistość ustronia pisarzy usuwa w cień literacką fikcję - władzę w opuszczonym teatrze przejmują duchy i sabotażyści...


Po przeczytaniu zachęcającej recenzji tej książki u pewnego blogera (luckyluke :D) i po pierwszym rzucie oka na jej okładkę... odebrało mi mowę.
Zapowiadało się na naprawdę mocny horror z trzęsącym się ze strachu dupskiem... lecz czy otrzymałem to, czego oczekiwałem?!

Już od pierwszych stron wprowadzamy się razem na naszymi bohaterami do opustoszałego teatru, gdzie na okres 3 miesięcy całkowicie odcinamy się od świata zewnętrznego w celu stworzenia swojego własnego opowiadania. Podobna rzecz działa się w rzeczywistości... a było to...

Villa Diodati (kliknij = powiększ)
Źródło: LINK
...dokładnie w 1816 roku w Villi Diodati (nad Jeziorem Genewskim) odbyło się spotkanie towarzyskie różnych osobistości. Jednymi z nich byli m.in. Mary Shelley i właściciel tej posiadłości - lord Byron. Legenda głosi (a teraz wprowadźcie się w stan niepokoju i grozy), że ówcześni domownicy i ich goście opowiadali sobie przerażające historie, mrożące krew w żyłach. Ooo taaak ;P.

Nikt całkowicie nie wie, co działo się za drzwiami tej willi, lecz wynikiem tego spotkania była chociażby powieść napisana przez wyżej wymienioną Mary... Powieść uznana za pierwszą tego typu książkę, zapowiadającą nowy gatunek - science fiction. Jej tytuł nosił nazwę "Frankenstein" (i teraz wyobraźcie sobie do czego tam mogło dojść, żeby skromniutka Pani Shelley mogła wymyślić Franka... tylko proszę bez świństw :D)...

"Wojna. Głód. Zaraza. Dzięki nim na skróty dochodzimy do oświecenia..."

Chuck Palahniuk w swoim utworze nawiązuje do tego wydarzenia umieszczając je jakieś (pi razy drzwi dębowe) 200 lat później. Schemat ten sam - parę osób zamyka się na czas nieokreślony w jakimś powalonym miejscu i straszy się nawzajem, żeby tylko napisać jakąś mroczną opowieść...

Źródło zdjęcia autora: LINK
Wszystko mogłoby się zakończyć pozytywnie dla każdego uczestnika, gdyby nie to, że... (nie będę owijać w bawełnę) byli ludźmi... A jak wiadomo człowiek to najgorsza bestia jaka może istnieć na tym świecie...

"Uwielbiamy tragedie. Kochamy konflikty. Potrzebujemy diabła, bo w przeciwnym razie sami go stworzymy..."

Bohaterów mamy zróżnicowanych tak, że każdy znajdzie coś dla siebie... NIE! Nie ma tak dobrze... Tutaj z żadną postacią nie możemy się zaprzyjaźnić. Tutaj każdy jest okropnym wrzodem na zatrutej dupie losu.
Stopniowo możemy poznać każdego z nich z ich najgorszej strony... Zło, zło i jeszcze raz ZŁO!

Na koniec dodam, iż już od samego początku "Opętanych" może nas odrzucać od tej książki jej wewnętrzna obrzydliwość... więc jeśli smakował Ci dzisiejszy obiad i masz zamiar przetrzymać go jeszcze przez jakiś czas w swoim organizmie nie zabieraj się za tę pozycję...

Mimo, że książka była świetna to jednak nie zasługuje u mnie na pełną punktację... niestety muszę odjąć ten jeden symboliczny punkt, ze względu na jej, w pewnym stopniu, zagmatwaną treść... Także stawiam 9/10 punktów.

Polecam serdecznie tym osobom, które pałają miłością do tego rodzaju makabrycznych utworów... będzie śmierć, ból i cierpienie... którego człowiek jest zarówno stwórcą, jak i ofiarą...

"Narodziny są jak wejście do budynku. Zamykasz się w gmachu bez okien, przez które mógłbyś wyjrzeć. A kiedy spędzisz w środku dosyć czasu, zapominasz, jak było na zewnątrz. Bez lustra zapominasz, jak wygląda twoja własna twarz..."

POZDRAWIAM!

08 marca 2013

DZIEŃ KOBIET


SERDECZNIE WITAM WSZYSTKIE KOBITKI!
A Panów po prostu witam :).


Jak wiadomo dzisiaj jest?!
Tak! Dzisiaj jest piątek :D... ale jakie święto?!
Dokładnie! Dzień Kobiet!

Tak więc z tej okazji pozwolę sobie złożyć najserdeczniejsze życzenie wszystkim Paniom oraz pragnę opublikować mój autorski wiersz (o Melon znów odwala chałturę ;p) właśnie im skierowany!

Dziś Kobitki nasze ukochane święto swoje mają
I z zapałem wszystkie chłopy życzenia Wam składają.

Zdrowia, szczęścia, pomyślności, to chyba za mało,
Więc ja WIELKIEJ Wam miłości życzę bardzo śmiało!

Loffciam, loffciam Was niezmiernie, ponad swoje życie.
Za nic w świecie nie przestanę, myślę, że mi uwierzycie.

Niech Wam gwiazdki swe piosenki do poduchy śpiewają,
A Wasi mężczyźni z całego serca Was mocno kochają!

Tulipanów, fiołków, róż...
Koniec życzeń. Spadam już :)!

POZDRAWIAM ;D!

07 marca 2013

"Doctor Sleep" by Stephen King


Post typowo informacyjny...

Już o "Doctor Sleep" można było usłyszeć stosunkowo niedawno (jbc. jest to kolejna, jeszcze niewydana powieść Kinga ;3), ale dopiero dzisiaj znalazłem w niezbadanych połaciach internetu zaprojektowaną do niej okładkę (oczywiście w wersji amerykańskiej), którą zobaczyć możecie poniżej...

Żródło: http://www.stephenking.com/promo/doctor_sleep/
Mój zachwyt, jak się domyślacie, nie ma końca ;D!

Jeszcze może dopowiem, że ww. książka to "The long awaited sequel to THE SHINING", czyli długo wyczekiwana kontynuacja "Lśnienia"... O_o
Jezusieńku, Stephen... kocham Cię ;P!

Mam nadzieję, że polscy wydawcy nie spieprzą jej tłumaczenia, jak i stworzenia nowej (równie ślycznej) okładki :)!

POZDRAWIAM!

PS:
Planowany termin wydania w Ameryce - 24 września 2013r.
Planowany termin wydania w Polsce - ???

06 marca 2013

"Wspólnik" - John Grisham - recenzja

"Wspólnik", czyli jak spieprzyć ze skradzionymi 90 bańkami na koncie...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Sfingował własną śmierć i zniknął z 90 milionami z konta swojej firmy prawniczej. Patrick Lanigan, błyskotliwy, znakomity adwokat, dokonał mistrzowskiego przekrętu, którego nie wybaczą mu jego wspólnicy. Po latach dopadną go.
Będą torturowali, zanim postawią przed sądem: oni, żona i wymiar sprawiedliwości - wszyscy chcą głowy Patricka... za wszelką cenę. Ale Lanigan przewidział wszystko. Lub prawie wszystko...


Pierwszą książką autorstwa Grisham'a, jaką miałem zaszczyt czytać, był właśnie "Wspólnik". Mimo, że zajęła mi sporo czasu to nie żałuję, że po nią sięgnąłem.

Co byście powiedzieli na podwinięcie grubej kasy z banku i wyjechanie na drugi koniec świata ze zmienionym nazwiskiem?!
Są pieniądze, jest wolność i nie ma ścigającej Was policji... Niekończąca się idylla?! Nie...
Wreszcie nadejdzie taki czas, w którym podwinie Wam się nóżka i nim się obejrzycie, będziecie już siedzieć w przyciasnej i obskurnej celi... Skazani na gnębiące spojrzenia Waszych bliskich i całej reszty społeczeństwa...

Z głównym bohaterem, wyżej wymienionej książki, było podobnie... tylko, że on po złapaniu zamiast siedzieć sobie grzecznie w kiciu został poddany okrutnym i straszliwym torturom... zarówno ze strony swojej żony, jak i wspólników...

Nie mogę powiedzieć, że książka mnie wynudziła, ale też nie mogę stwierdzić, iż jakoś specjalnie mnie oczarowała... Po prostu była to opowieść o problemach z prawem napisana prawniczym językiem przez byłego prawnika Pana John'a... jednym zdaniem? Po lekturze "Wspólnika" nie potrzebuję lekcji WOS-u przez najbliższe dwa tygodnie :).

Źródło zdjęcia autora: LINK
To było moje pierwsze zetknięcie się z tematyką thrillera prawniczego i zapewne nie ostatnie.
Jednak dlaczego ten utwór można podpiąć pod kategorię thriller?!
Odpowiedź jest bardzo prosta... Jak wcześniej mogliście przeczytać powrót Patricka Lanigana przyniesie ze sobą serię morderczych tortur, których kres może oznaczać śmierć bohatera...
Niejednokrotnie podczas czytania odczuwałem jego ból... Ból cierpiącego człowieka...

Lecz czy Patrick skradł 90 milionów dla własnej przyjemności posiadania tak wielkiego majątku, czy ta sprawa miała w sobie tajemnicze drugie dno?!
I czy Patrick zdołał udobruchać swoich wspólników?!


Zajrzyjcie do książki... tam odpowiedzi już na Was czekają...

Polecam serdecznie "Wspólnika" osobom, które już miały do czynienia z tym autorem, bądź wiedzą z czym literaturę prawniczą się je... Jednakże, jeśli to będzie Twój "pierwszy raz" z nią i ciekawi Cię historia prawdziwej nieuczciwości człowieka... również zachęcam do przeczytania!

Moja ocena to 8,5/10 punktów.

POZDRAWIAM!

PS: Nienawidzę Evy! Może i nie była taka zła, ale ja jej nie trawię... wredna i zakłamana suka ;P!

03 marca 2013

"Zielona mila" - Stephen King - recenzja

"Zielona mila", czyli jak można zabić za niewinność...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Wśród przebywających w więzieniu Cold Mountain skazańców znajduje się nieobliczalny, niezwykle agresywny młodociany zabójca William Wharton; jest Eduard Delacroix, niepozorny Francuz z Luizjany, który zgwałcił i zabił młodą dziewczynę; dla zatarcia śladów spalił kolejnych sześć osób. Jest wreszcie skazany za brutalny mord na dwóch małych dziewczynkach John Coffey, zagadkowy olbrzym o wiecznie załzawionych oczach, obdarzony niezwykłą mocą. Co łączy tych ludzi? Tę zagadkę usiłuje rozwiązać główny klawisz Paul Edgecombe, wierzący w niewinność Coffeya...


Wyżej wymieniona książka dość długo leżała u mnie na półce nietknięta, gdyż nie byłem zbyt pozytywnie do niej nastawiony. Dlaczego?! Jak sądzę dlatego, że jej fabuła (delikatnie przedstawiona w opisie) była trochę nudnawa...
Czy to dobrze, że odstawiałem ją na tzw. "na później"? Otóż odpowiedź brzmi NIE!
Wielce żałuję, że nie zabrałem się za "Zieloną milę" dużo, dużo wcześniej...

Praktycznie cała akcja utworu rozgrywa się w jednym i tym samym miejscu... w więzieniu Cold Mountain. Taki zabieg bardzo mi przypasował, bowiem nie przepadam za książkami, w których wydarzenia porozrzucane są po niezliczonej liczbie lokacji.

Co zrobilibyście, gdybyście na porannym spacerku po lesie spotkali wielkiego i umięśnionego faceta... trzymającego w swoich dłoniach, wielkich jak łopaty, lekkie... martwe... i niewinne dziewczynki?!

Źródło zdjęcia autora: LINK

Oczywistą oczywistością jest to, że czym prędzej wezwalibyście odpowiednie służby by złapali i zamknęli sukinsyna w celi na 4 spusty... Później zapewne chcielibyście aby ów facet zasiadł na krzesełku elektrycznym, pieprznął go morderczy prąd i poszedł w pizdu... no bo przecież musi ponieść karę za popełnione czyny, prawda?!

Lecz czy można oceniać książkę po okładce?
Czy można oskarżać kogoś nie mając żadnych dowodów?
I wreszcie czy można zabić za niewinność?





Chcecie wiedzieć?!
Domyślam się, że tak... więc bierzta się za "Zieloną milę" i szukajta odpowiedzi :).

Jak wiadomo (a przynajmniej mi wiadomo) najciekawszymi książkami są nie te, które JEDYNIE opisują niezwykłe historie, niezwykłych bohaterów w niezwykłym świecie niezwykłej fantazji, lecz te, które wzbudzają w czytelniku emocje... Aktualnie recenzowana przeze mnie książka te emocje posiada i to nawet w ogromnej ilości...

Nie chcę, żebyście myśleli, że wywalam tutaj puste słowa... Muszę powiedzieć, że w pewnych momentach  tego utworu oczy mi się zeszkliły, co często, a w zasadzie nigdy, się nie zdarza (nie licząc oczywiście moich zełzawionych oczu od ciągłego ziewania nad nudną książką :D)...

"Zielona mila" w formie książkowej, jak i jej ekranizacja stały się kultowymi arcydziełami dla milionów osób nie bez powodu... Smutna historia więźniów skazanych na okrutną śmierć łapie za serce nawet najtwardszego twardziela (czyt. mnie :DDD)...

No i teraz pora na zgadywanki...
Jaką Melon może postawić ocenę "Zielonej mili"?!
Tylko może najpierw uwzględnię to, iż  nie jestem godzien TEGO DZIEŁA oceniać, no ale...

... całe 10/10 punktów się należy niezaprzeczalnie. Panie King'u, serdecznie gratuluję za kolejną pełną punktację Pańskiego utworu przez niejakiego Melonika :).

Polecam Wam nie tylko ze względu na występujące tutaj skrajne emocje wzruszenia, lecz także polecam serdecznie tę książkę osobom, które poszukują delikatnego dreszczyku i fascynujących odczuć niewyobrażalnie dobrego utworu!

"Boże mój, zielona mila jest taka długa..."

POZDRAWIAM!

02 marca 2013

"Osobliwy dom Pani Peregrine" - Ransom Riggs - recenzja

"Osobliwy dom Pani Peregrine", czyli jak dzięki zdjęciom stworzyć fascynującą opowieść...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Życie Jacoba nie zapowiadało się ekscytująco. Pogodził się z myślą, że nigdy nie zostanie odkrywcą i nigdy nie będzie miał wielu przyjaciół. Ważne miejsce w jego życiu zajmował dziadek. To on najbardziej mu imponował i to on opowiadał mu najlepsze historie na dobranoc o pogodnym sierocińcu na walijskiej wysepce, ukrytym przed złem, wojną i potworami... Aż pewnego dnia dziadek Portman umarł w niejasnych okolicznościach. I wtedy wszystko się zaczęło...

Książkę zauważyłem kiedyś na paru blogach i jej okładka mnie tak przyciągnęła, że nie mogłem jej nie kupić...
Na szczęście parę innych osób mnie z tego wyręczyło i dokładnie 24 grudnia znalazłem jeden egzemplarz tej powieści pod moją choinką. Czyż to nie cudowne ;D?
No, ale ja tu pierdu, pierdu o świętach, a recenzja sama się nie napisze...

Czy mieliście w swoim (zapewne cudownym) dzieciństwie takiego ulubionego "opowiadacza" bajek, który z pomocą własnej wyobraźni opowiadał Wam różne i przedziwne historie do poduszki?!

Jacob - główny bohater utworu - miał taką osobę. Był nią jego dziadek, który dzięki swoim opowieściom zaszczepił w nim ogromną ciekawość i chęć dalszego odkrywania świata... Można powiedzieć, że był kochającym dziadziusiem, opiekunem, jak i przewodnikiem życiowym chłopca...

Źródło zdjęcia autora: LINK
Kłopoty jednak zaczynają się, gdy Jacob znajduje go zamordowanego przez nieznaną siłę... nieznanego potwora...

To co kiedyś było zwyczajną opowiastką na dobranoc, staje się autentycznym faktem... To co kiedyś było fikcją, teraz staje się prawdą... Upiory przeszłości wychodzą na światło dzienne, ukazując swoje krwiożercze oblicze.

Chłopiec będzie musiał stanąć z nimi do walki twarzą w twarz... Bój będzie toczył się o wielką stawkę, jaką jest... życie.

Lecz czy uda mu się odkryć prawdę?!
Czy Jacob podoła tak wielkiemu wyzwaniu?!


Teraz Wam nie powiem... odpowiedzi szukajcie w "Osobliwym domu Pani Peregrine"...

Książka BARDZO MI SIĘ SPODOBAŁA! Po jej zakończeniu, wiedziałem, że zajmie ona godziwe miejsce w moim spisie utworów ulubionych. Zasługuje na to jak rzadko która pozycja.

Było w niej wszystko, czego (?)skromny(?) Melon może oczekiwać od książki...
Groza - była...
Wzruszenie - było...
Miłość - była (spokojnie, ale nie dominowała nad treścią utworu ;P)...
Urozmaicenia - były (w postaci przepięknych i niekiedy przedziwnych zdjęć <3)...
Świetna okładka - była...

Czegóż można chcieć więcej, a przynajmniej czego ja mogę chcieć więcej... Odpowiedź brzmi - niczego...

Po lekturze "Osobliwego domu Pani Peregrine" czułem się wewnętrznie zaspokojony, a jednocześnie oszołomiony jej fascynującym urokiem... Po prostu jedno, podsumowujące słowo wystarczy - POLECAM!

Ostateczna ocena jest jedynie czystą formalnością... Oczywiście wystawiam książeczce 10/10 punktów.

Jeżeli nie czytaliście to natychmiast zabierajcie się za to cudo, a jeśli już mieliście szansę czytać "Osobliwy dom..." to... mam wielką nadzieję, że podzielacie mój zachwyt tą pozycją ;).

"Zawsze wiedziałem, że niebo jest pełne tajemnic, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak dużo ich skrywa Ziemia..."

POZDRAWIAM!

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com