28 lutego 2013

"Nawiedzony" - Shirley Jackson - recenzja

"Nawiedzony", czyli weź tu człowieku nie oszalej w opętanej chałupie...


OPIS :
(pochodzi z serwisu LubimyCzytać)

Do starego i zapuszczonego, a także owianego złą sławą dworu przybywają cztery osoby: doktor Montague - znawca okultyzmu, jego śliczna asystentka, Eleanor - dziewczyna dobrze zaznajomiona ze zjawiskami psychokinetycznymi, Luke - przyszły spadkobierca Domu na Wzgórzu. Z początku wydaje się, że będą mieć do czynienia jedynie z niewytłumaczalnymi odgłosami i zamykającymi się samoistnie drzwiami. Okazuje się jednak, że Dom na Wzgórzu cały czas gromadzi siły, by wybrać spośród śmiałków swoją ofiarę.


Rozpoczęcie od cytatu chyba nie byłoby takie złe...

"Dom na Wzgórzu, choć nienormalny, opierał się samotnie o swoje pagórki i tulił ciemność w swym wnętrzu. Stał tak już osiemdziesiąt lat i zapewne stać tak będzie następne osiem dziesięcioleci. W środku ściany wznosiły się pionowo do góry, cegły przylegały równo jedna do drugiej, podłogi były w całkiem niezłym stanie, a drzwi - dobrze zamknięte. Pomiędzy drewnem a kamieniami Domu na Wzgórzu zalegała głucha cisza, a to, co po nim chodziło, chodziło samotnie..."

Nic dodać, nic ująć...
Albo coś dodam...


Mimo, że klasyka... to szału nie ma.
W zasadzie wszystko o fabule zostało opowiedziane już w opisie... grupka odważnych ludzi, chcąca porobić badania w Nawiedzonym Domu... Niby nic, przecież każdy lubi odczuwać tę drobną nutkę strachu...
W utworze Pani Jackson drobne, wcale nie okazuje się być takie drobne... Ostra zabawa rozpoczyna praktycznie od przekroczenia progu masywnych drzwi wejściowych Domu na Wzgórzu...

Recenzja "nieco" opóźniona (leżała sobie cichutko wśród kilku innych recenzji z dopiskiem "Wersja robocza"), ale to jednak zawsze recenzja ;).

Do zabrania się po "Nawiedzonego" zachęcił mnie cytat, który mogliście przeczytać powyżej. Nie oszukujmy się, ale jest on arcydziełem, godnym nagrody Nobla (może się mylę?!). Szkoda tylko, że jego wysoki poziom nie odzwierciedla całokształtu utworu.

Akcja rozkręcała się stopniowo, by potem zwolnić przez przydługie opisy rozterek psychologicznych kobiety imieniem Eleanor... Nie to, że książka była zła, bo taka broń Boże nie była, lecz jakbym mógł to skróciłbym parę jej scenek.

I teraz mam taki dylemat... Czy "Nawiedzonego" mogę podczepić pod kategorię "HORROR"?
Owszem można tutaj znaleźć dość dużo sytuacji typowych dla horroru, ale jest jedno "ale"... Było ich zdecydowanie za mało. Liczyłem na przerażającą opowieść, która wbije mnie z wrażenia fotel i po lekturze, której będę oszołomiony jak wieprz przed świniobiciem (serdecznie przepraszam miłośników zwierząt... co poradzić takie życie ;P), a otrzymałem mocno psychologiczny utwór z doklejonym na słaby klej strachem...

Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło...
Zakończenie było dla mnie miłym zwieńczeniem całej treści. Było ono dla mnie tak dziwne, że aż normalne... Chyba jestem kolejną ofiarą Domu na Wzgórzu... sweet :).

Książkę "Nawiedzony" polecam serdecznie tym, którzy nie oczekują od niej mocnych wrażeń, i których lekkie odczucie grozy w zupełności zaspokoi, jak również polecam chociażby ze względu na to, iż jest to utwór kultowy, więc każdy powinien się z nim zapoznać ;P.
Jeżeli szukasz powieści o morderczych zombie bądź o mięsożernych UFO'kach, gdzie krew dosłownie spływa z kartek potokami... Zły wybór. Polecam coś z Edwarda Lee :D.

Mimo, że teraz, bym nieznacznie obniżył punktację, to jednak zostanę przy pierwotnej ocenie (którą wystawiłem od razu po skończeniu "Nawiedzonego"), jaką była 10/10 punktów.

Co złego to na pewno (nie) ja.
POZDRAWIAM :)!

27 lutego 2013

Melonowy Stos(ik) - 1


Witam ponownie!
Mam zaszczyt przedstawić Państwu mój pierwszy stosik na blogu...

Na początku może zaznaczę, iż złamię parę zasad typowych stosików (łamanie zasad to moje powołanie)...

Moje Stosy nie będą wrzucane na bloga regularnie co miesiąc... Po prostu jak zbierze mi się kilka książek, które mam zamiar przeczytać to coś tam podrzucę, ale żeby to robić cyklicznie to nie...

Wszystko jasne?!
A więc zapraszam ;).


Będę wymieniał po kolei od dołu...

"Opętani" - Chuck Palahniuk...
książka z biblioteki (do zabrania się po tę pozycję strasznie zachęcił mnie luckyluke swoją recenzją ;P... liczę na świetną i makabryczną lekturę ;D)

"Życie Pi" - Yann Martel...
książka kupiona w Empiku :)

"Gabinet figur woskowych" - zbiór opowiadań...
książka znaleziona w mojej domowej biblioteczce

"Okamgnienie" - Stanisław Lem...
książka pochodzi z wymiany (rocznik 2000, ale jest zupełnie jak nowa ;p)

"Maska" - Dean Koontz...
książka (wydanie kieszonkowe) kupiona w Tesco

"Christine" - Stephen King...
książka (wydanie kieszonkowe) kupiona w Biedronce


Czytaliście coś może z powyższych pozycji?! Warto, czy nie warto :)?!

Dziękuję za poświęcone mi kilka minut ;D!

POZDRAWIAM!

26 lutego 2013

"Zły wpływ" - Ramsey Campbell - recenzja

"Zły wpływ", czyli jak niektórzy potrafią być okrutni... nawet po śmierci...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Głowa rodu, Queenie, umiera i zostaje pochowana razem z medalikiem, w którym znajduje się kosmyk włosów jej ośmioletniej wnuczki, Rowan. Wkrótce potem Rowan poznaje nową przyjaciółkę, dziwnie staromodną Vicky. Pod jej wpływem dziewczynka zaczyna buntować się przeciwko własnej rodzinie; nagle staje się zimna, zarozumiała i zamknięta w sobie. Jedynie jej matka, Alison, domyśla się przerażającej prawdy - Queenie spełniła swoją przepowiednię i w ciele Rowan powróciła do świata żywych. Ale czy ktoś uwierzy matce? A nawet jeśli, to czy będą w stanie uwolnić dziewczynkę spod złego wpływu, jaki Queenie zza grobu wywiera na jej duszę i ciało...


Sądzę, że tego mi było trzeba...
Po dość ciężkiej (w pozytywnym znaczeniu) lekturze "Tego" potrzebowałem czegoś lekkiego, co wchłonąłbym w krótkim czasie. Jak się okazało "Zły wpływ" nie był taki zły i idealnie dopasował się do moich potrzeb.

Z Campbell'em spotkałem się po raz pierwszy podczas czytania jego opowiadania "Tuż za tobą" (w "15 bliznach"), które oceniłem pełną dziesiątką, więc jak można się domyślić liczyłem na "Zły wpływ", mimo większości negatywnych opinii w internecie...

W książce tej autor posłużył się prostym schematem... Po co się wysilać na olbrzymiego i bezgłowego potwora z ośmioma mackami zamiast rąk, skoro można równie dobrze przestraszyć czytelnika zwyczajnym, bezbronnym i niewinnym dzieckiem.
Owszem proste... ale jednak nigdy nie przestanie przerażać...

Źródło zdjęcia autora: LINK
Główną bohaterką opowiadania jest ośmioletnia Rowan... "Ukochana" dziewczynka jej ciotecznej babki Queenie.

Queenie była typowo mściwą osobą o wku*wiającym charakterze (nie raz ani nie dwa chciałem jej przyrżnąć z pantofla w ten przestarzały, głupi czerep)...
Potrafiła po trupach dążyć do swojego upragnionego celu... Bycia wiecznie żywą...

Lecz czy owa starucha dopnie swego i już nigdy nie opuści tego świata?!
Czy biedna Rowan zniesie stałą obecność, nękającej jej babki?!
Czy zły wpływ odciśnie swoje piętno na Bogu ducha winnym dziecku?!
I czy będzie rozpierducha na całego?!

Niestety nie mogę tego wyjawić (jeżeli chodzi o ostatnie to... oj dobra, też nie pisnę ani słowa ;P)... Zainteresowanych zachęcam do przejrzenia "Złego wpływu"... Odpowiedzi na powyższe pytania już tam na Was czekają, gorące jak świeże bułeczki ;D.

Muszę także dodać, iż nie znajdziecie w tym utworze scen wyjętych prosto spod noża chorego na mózg, psychopatycznego rzeźnika... Tutaj horror to nie miliony litrów krwi, lejącej się z jednego kąta na drugi, ale prosto skonstruowana opowieść o duchach...

Książkę czyta się naprawdę szybko. Brak w niej jakichkolwiek dłużyzn, przez co akcja utworu rozkręca się bez niepotrzebnych spowolnień. Po prostu prujesz do przodu ;P.

Jeżeli poszukujesz książki na dobre parę godzin, która przytrzyma Cię aż do końca, sięgnij po "Zły wpływ", ale jeśli wolisz utwory, w których dominują długie opisy, i w których oczekujesz filozoficznych rozważań o byle psim (za przeproszeniem) gównie, nawet tego nie dotykaj! Weź się za lektury szkolne ;).

Moją podsumowującą oceną niech będzie 9/10 punktów. Serdecznie zapraszam do czytania! Przyjemnie spędzony czas zagwarantowany :).

"Nie musisz umierać, chyba że tego chcesz..."

POZDRAWIAM!

24 lutego 2013

Perypetie Kota Flapa - pisarski debiut Melona cz.7 (bonusowa)


Od poprzedniej, opublikowanej części przygód Flapa minął cały tydzień...
Mieliście więc czas na psychiczne przygotowanie się na to, co nastąpi już za chwilę...
Wspomnę, iż bonusową część Perypetii napisałem dzień wcześniej w niecałą godzinkę. Próbowałem jak najlepiej odwzorować styl pisania debiutującego niegdyś Melona ;) (bez obaw, nie będzie tutaj żadnych błędów ortograficznych... chyba).
Czy wyszło dobrze, czy źle?!
Sami to oceńcie...

Fabuła została wymyślona na poczekaniu i nie doszukujcie się w niej jakiegoś ukrytego dna. Jest tak jak być powinno.

Dodam, że rękopisów niestety nie będzie i , że... jestem potworem...


Roździał 7
("bonus z przyszłości")
"Kot Flap robi laurkę"

Dziś Kot Flap wrócił razem z mamą z przedszkola bardzo późno. Na dworze było już strasznie ciemno, co sprawiło, że Flap czuł się tego dnia bardzo przygnębiony.
Kiedy weszli do domu i zdjęli: buty, kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki, Kot Flap czym prędzej pobiegł do swojego pokoju, żeby narysować laurkę dla babci, gdyż dzisiaj było jej święto - Dzień Babci. Podszedł do swojego biurka i zapalił sobie swoją czerwoną lampkę. Sięgnął jeszcze po kolorową kartkę z szuflady i złapał w łapkę ołówek. W tym samym czasie mama starannie zamknęła drzwi wejściowe. Była sama z synem w domu, ponieważ jej mąż przebywał aktualnie w pracy, więc nie chciała odwiedzin nieproszonych gości.

Flap zaczął swoją laurkę od narysowania uśmiechniętej twarzy babci. Potem naszkicował jej resztę ciała. Na laurce Flapa babcia była ubrana w czerwony fartuszek i zielone papucie. Flap bardzo lubił te kapcie. Uważał, że przypominają małe, zielone żabki, które kiedyś widział w zoo. Po skończeniu rysunku, Kot Flap postanowił napisać rymowany wiersz na odwrocie kartki. Babcia uwielbiała wiersze Flapka. Zawsze, gdy je czytała, śmiała się radośnie.

"Babuniu moja ukochana, przesyłam Tobie buziaki z rana..." - tak zaczynał się jego wiersz. Chciał go kontynuować, lecz przeszkodziło mu migające światło lampki. Flap lekko uderzył w lampkę i przywrócił wcześniejszy spokój światła, ale nie na długo. Dosłownie po paru sekundach żółte światło migotało bez końca. Pomimo prób naprawienia lampki, uderzając w nią z coraz większą siłą, Flap chciał spróbować dokręcić żarówkę w lampce, żeby przerwać przyprawiające o bóle głowy migotanie. Chwycił za szklaną żarówkę i powoli dokręcał aż do oporu...

Następne wydarzenia rozegrały się w mgnieniu oka.
Na początku była iskra... iskra, która przeobraziła się w potężny ładunek elektryczny. Ten natomiast przeskoczył ze szklanej żarówki na puchatą łapę Flapa i powędrował przez jego całe ciało, przy okazji porażając je niemiłosiernie. Kot Flap zaczął się telepać, jakby go obdzierali ze skóry. Poczuł tak jakby ktoś wbijał mu w ciało miliony małych igiełek... lecz to nie były igiełki. Było to czymś o wiele gorszym... a mianowicie czystym prądem elektrycznym, podgrzewającym wszystko na co się natknie do drastycznie wysokich temperatur... wystarczających do spalenia pokrytego kruczoczarną sierścią kotka...

W krzyku agonii spłonął najpierw Flap... a całą resztę domu, jak i jego domowników ogień pozostawił sobie na deser.
Paliło się wszystko, od dywanu po drzwi i meble.

Mama Flapa usłyszała przeraźliwy krzyk syna i jak najszybciej pobiegła w stronę jego pokoju. Widok zmroził jej krew w żyłach.
To, co kiedyś było pokojem syna, teraz przypominało jedną wielką kulę ognia, a to, co kiedyś było jej ukochanym Flapkiem... spłonęło do cna.

Nie myśląc o niczym zabrała ze sobą telefon i próbując wykręcić numer straży pożarnej, ciągnęła za starannie zamknięte frontowe drzwi. Zapomniała, że zatrzasnęła je na wszystkie dostępne tam zamki. Otwieranie ich wszystkich zajęłoby jej całe godziny, więc postanowiła przebiec korytarzem do kuchni i wyskoczyć przez okno na dwór... Marzenie ściętej głowy.
Korytarz w błyskawicznym tempie zajął się krwistoczerwonymi płomieniami, zagradzającymi przejście. Płomieniami, które okrutnie zabiły...
Odegnała od siebie te nieprzyjemne myśli i w pośpiechu zdążyła otworzyć tylko dwa zamki w drzwiach. Na resztę nie było już czasu.
Ogień dosięgnął jej swoją żarzącą się łapą... spłonęła równie szybko, jak jej synek.
Telefon, na wyświetlaczu którego znajdował się nie do końca wykręcony numer straży pożarnej, stopił się w gorącej fali żaru...

Parę godzin później...

Zaraz po telefonie alarmowym sąsiadki rodziny Flapa strażacy przyjechali i w błyskawicznie udało im się ujarzmić ogień...
W miejscu wcześniej stojącego tu domu Flapka, leżały teraz popioły. Czarne jak język szatana popioły... lecz wśród nich było coś, co nie zajęło się ogniem w ogóle. Leżało w stercie nikomu niepotrzebnych już śmieci całkiem nietknięte.
Była to mała i kolorowa kartka, na której starannie napisana treść, delikatną łapką, głosiła...
"Babuniu moja ukochana,
przesyłam Tobie buziaki z rana...".


Mateusz Śnieżek
Puławy
2013 r.

Koniec

22 lutego 2013

Liebster Blog (2)...



Nie cały miesiąc temu dostałem 3 nominacje do powszechnie znanej zabawy blogowej o jakże intrygującym tytule "Liebster Blog"...
Sytuacja powtórzyła się ponownie dnia wczorajszego, z różnicą taką, iż to była 1 nominacja :).

Mimo, że bawiłem się w to dość niedawno to nie mogłem nie odpowiedzieć na tak ciekawe pytania, zadane przez małą wilczycę.
Serdecznie dziękuję za nominację ;)!

1) Twoje trzy najgorsze wady, które irytują Ciebie i innych to...?

Tylko trzy?! Co tak mało ;)?
Ok, niech będą trzy, a więc...
1 - spóźnialstwo... wszędzie gdzie się da, tam nie dotrę na porę... normalka
2 - upartość... jestem po prostu upartą cholerą... przynajmniej nie jestem uległy :)
3 - tu mogę wpierdzielić fakt, który już ujrzał światło dzienne... zamykam porcelanowe paszcze, if you know what i mean ;D

2) Uprawiasz jakieś sporty zimowe?

Jeżeli sportem można nazwać obijanie się i leniuchowanie to tak... Uprawiam całą gamę sportów zimowych!

3) Co byś zrobiła/zrobił gdyby członek Twojej rodziny został ugryziony przez zombie?

Hmm...
Zabić sekatorem nie wypada (to przecież rodzina)...
Urżnąć łeb nożem do sera nie wypada (nóż do sera jest, jak sama nazwa wskazuje, do sera)...
Utopić w rzece nie wypada (ochrona środowiska, ekologia, te sprawy)...
Zastrzelić gnoja nie wypada (w dzisiejszych czasach naboje nie są takie tanie)...
Zrzucić z wieżowca nie wypada (na dach trzeba dojechać... najlepiej windą... winda ciągnie prund... prund kosztuje no i dupa)...

Kuźwa to nie, tamto nie... a więc dać się ugryźć i szlus, po problemie...

4) Masz jakieś nałogi, czy preferujesz zdrowy tryb życia?

Piję, palę, wciągam, ale preferuję zdrowy tryb życia.
Nie, żartuję... z nałogów to tylko słodycze... i blogspot ;).

5) Co wyprowadza Cię z równowagi do tego stopnia, że masz ochotę zagryźć najbliższe otoczenie?

A czy zawsze musi być jakiś powód?!
No ale tak najczęściej chce mi się zagryźć najbliższe otoczenie, gdy mój poziom cukru we krwi jest odrobinę poniżej maximum... oraz gdy mają inne niż ja zdanie (oni oczywiście mają błędne... no hello ;P!).

6) Jak sobie mnie wyobrażasz? z wyglądu :D

Niski (ale nie za dużo) wzrost...
Rudy (ale taki farbowany, a nie naturalny) kolor włosów...
Dłonie wypielęgnowane, smukłe palce...
Niebieskie (wpadające w zieleń i szarość) oczy...
Sylwetka osa, ale nie taka chuda jak kij :)...
i chyba tyle... (Pod koniec pokaż zdjęcie ;D)

7) Gdybyś się obudziła/-ił w środku nocy i zobaczyłabyś/-czyłbyś, że duch siedzi na Twoim łóżku, to jaka by była Twoja reakcja?

Jaka by była moja erekcja?! Tzn. EJ, CHODZIŁO MI O REAKCJĘ... zboczuchy ;).

Zapewne na początku (mówimy o reakcji) bym się wzdrygnął, a później w najlepszym wypadku bym zapadł w śpiączkę, bądź w śmierć kliniczną.

8) W jaki sposób za pomocą gestów byś przekazała/-zał znajomemu, że ma wielką dziurę w spodniach (na tyłku)...Liczą się tylko gesty. :)

Tak normalnie to bym mu o tym powiedział, ale jak mamy się bawić w niemowy to wskazałbym na jego tyłek, a niespodziankę on sam by już zauważył...

9) Czy zdarza Ci się płakać podczas oglądania filmu, lub czytania książki?

Ja w ogóle w trakcie takich sytuacji nie płaczę (No Meloniku, bawimy się w macho ;P), ale takie ciarki i gęsia skórka mnie przechodzi...

10) W lesie podchodzi do Ciebie jelonek...co robisz? uciekasz, czy go głaszczesz? I dlaczego to robisz? :)

Na pewno go nie głaszczę... mimo, że już mam wściekliznę to i tak boję się samego ugryzienia ;D...
Czyli wychodzi na to, że spierdzielam przed zwierzątkiem, które zapewne spieprzałoby ode mnie (przecież ono też się może bać wścieklizny, ale tutaj akurat to mojej).


Zakończenia nadszedł czas moi mili.

Nie będę się już wysilał na jakieś filozoficzne podsumowanie, więc będzie jak zwykle...

POZDRAWIAM ;3!

20 lutego 2013

"To" - Stephen King - recenzja

"To", czyli kto, lub co zalęgło się pod miastem...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

Derry w stanie Maine, miejsce ledwie widoczne na mapie. Dochodzi tu do wyjątkowej eskalacji zbrodni, okrutnych morderstw, gwałtów i tajemniczych wypadków. W kanałach miasteczka zalęgło się To. Bliżej nieokreślone, przybiera najróżniejsze postacie - klauna, ogromnego ptaszyska, głosu w rurach. Poluje na dzieci. Tylko dzieci potrafią To dostrzec. I dlatego właśnie one stają do walki z potworem. Mija dwadzieścia kilka lat i To powraca. Dzieci są już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę, lojalność i odwagę, by skutecznie stawić mu czoła.


Nareszcie... 3 tygodnie z ponad 1000 stron, malutką czcionką i moim zapałem... zabijcie mnie, jak można przez tyle czasu czytać jedną książkę...

...lecz kolebie mi się w głowie jedno pytanie... Czy było warto?!
Otóż sądzę, że było chociażby z tego powodu, że autorem jest King; że jest to wszechobecnie wychwalana książka; i że rzeczywiście jest świetnym utworem.

Jak już mogliście przeczytać, w Derry zalęgło się To... Jednak najciekawsze jest w tym to, że przez większość książki nie mamy pojęcia, czym jest właściwie tytułowe "To".

Książka jest napisana dość prostym językiem, można nawet powiedzieć, że typowo "kingowskim" (chociaż prosty i kingowski nie łączą się ze sobą w żaden sposób ;D).
Jeżeli nie czytałeś wcześniej nic z pisarskiego dorobku Króla to nie zaczynaj z nim swojej znajomości od tej pozycji. Możesz się tutaj nieźle wynudzić. Ale jeśli miałeś już z nim styczność i pragniesz poznać go bardziej poprzez tę lekturę, wielce polecam!

Fabuła jest znakomicie skonstruowana, a każdy fragment całkowicie przemyślany... jak to u Stephen'a ;).

Już od samego początku czujemy się nieswojo poprzez powoli zagnieżdżający się w naszych umysłach strach. King jest zdolny to wszystkiego, byleby utrzymać czytelnika w napięciu... Tutaj na samym wstępie posłużył się morderstwem...
Niby nic, w końcu to literatura grozy... lecz nie wiem czy takie normalne jest zabójstwo bezbronnego, sześcioletniego chłopca przez To, w postaci "wesołego" i "przemiłego" clowna Pennywise'a... Ku*wa, to normalne nie jest ;P.

Źródło zdjęcia autora: LINK
Z pewnych źródeł (uua, archiwum X) wiem, że parę osób po przeczytaniu tej książki panicznie boi się wszelkiej maści clown'ów. Czy to cyrkowych, czy tego z McDonalda... Ja natomiast muszę być jak zwykle odmienny, więc bardziej ich polubiłem... Jednak to prawda, że zło przyciąga o_O...

Bohaterowie są zaprojektowani w każdym, nawet najmniejszym, calu, a ich dialogi pasują do ich charakterów jak ulał. Dzieci zachowują się i mówią jak dzieci, a dorośli jak dorośli. Nie ma żadnych wybryków, w których to paroletnie bachory rozmyślają na temat filozoficznych aspektów przemijania (tzn. coś tam takiego było, ale w minimalnym stopniu i adekwatne do wieku postaci).


Strasznie podobał mi się (oczywiście, jeżeli takie cuś istnieje ;P) schemat ułożenia tej treści. Z kolejnymi rozdziałami (dziwnie się czuję pisząc "rozdział", a nie "roździał"... Flap nigdy nie zniknie z mojej głowy :D) poznajemy "od środka" każdego bohatera. Jego przeszłość i wszelkie sytuacje z nim związane... Nie obyło się także sytuacji spotkania Tego... i nie tylko w ciele zabawnego clown'a.

Mógłbym tak pisać i pisać, co raz bardziej zachęcając Was do przeczytania tej pozycji, lecz nie ma sensu. Jeżeli dotarliście do tego momentu to jesteście już wystarczająco zachęceni... Oby... ;D

Jednym zdaniem mogę powiedzieć, że "To" jest chwytającą za serce, zarówno ze wzruszenia jak i z przerażenia (oczywiście wiadomo, że więcej jest tego drugiego), książką, obok której nie powinno się przejść obojętnie...

Jak zwykle nie zabrakło u Kinga w "Tym" odniesienia do Polaków...

"- Czy katolicy rzeczywiście idą do piekła, jeżeli jedzą mięso w piątki? - spytał zafascynowany Eddie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że jeszcze dwa pokolenia temu jego przodkowie byli praktykującymi polskimi katolikami i zjedzenie mięsa w piątek byłoby dla nich tym samym, czym wyjście nago na ulicę..."

Na koniec ocenię "To" na 10/10 punktów, bo zasługuje na to jak rzadko, która książka... A spróbujcie mieć tylko jakieś "ale" ;)...
Tak więc POLECAM i dopisuję kolejną dziesiątkę do kolekcji dziesiątek utworów Kinga. A teraz spadam :].

"...tam na dole wszystko unosi się w powietrzu, tam na dole wszyscy pływamy..."

POZDRAWIAM!

18 lutego 2013

Paczuszka konkursowa ;3!


Chciałbym poinformować Was, iż dzisiaj, w porze pośniadaniowej, rozdzwonił się u mnie w mieszkaniu donośny dźwięk domofonu... Ale emocje...
Gdyby tego było mało to na dodatek niespodziewanym gościem, który włączył ów melodyczny sygnał, okazał się być listonosz z listem poleconym pod pachą. Nawet nie wiecie jak wielki uśmiech zagościł na moich ustach, gdy wcześniej wspomniana paczuszka była podpisana na moje nazwisko. I nie macie pojęcia jak jeszcze większy zaciesz wtargnął na moją twarz, gdy ta przesyłka zawierała w sobie nagrodę niespodziankę, wygraną przeze mnie w konkursie u Natuli ;3.

Adresy usunięte z przyczyn czysto oczywistych... Nigdy nie wiadomo, czy psychopatyczni zboczeńcy nie uznają ujawnionego adresu za zaproszenie ;).

A takie oto cuda znajdowały się wewnątrz :D...


Książka "Zły wpływ" (piękna pocztówka z wyznaniami miłosnymi... no dobra bez wyznań, nie ma tak dobrze Melonie ;D i... żeeeeeelkiiiiiiii... aaaaach :P)!

Natula, jeśli to czytasz to zapewniam Cię, że po pierwszych wrażeniach z obcowaniem z tą książką, ona wpadła w moje gusta i wątpię, żeby kiedykolwiek z nich wypadła, także bez obaw. Nie wepchnę jej pod nogę stołu, broń Boże :3!


SERDECZNIE DZIĘKUJĘ za przesyłkę i lecę (jeść żelki) czytać <3!

POZDRAWIAM!

17 lutego 2013

Perypetie Kota Flapa - pisarski debiut Melona cz.6


Z przykrością i z wielkim bólem serca ogłaszam, iż poniższy roździał "Perypetii Kota Flapa" jest już ostatnią częścią przygód tego kotka, stworzonych w odległej przeszłości przez niejakiego Melona.

Moi Drodzy!
Serdecznie zapraszam!

Życzę przyjemnie spędzonych parunastu sekund podczas lektury :)!


Roździał 6
"Kot Flap bawi się"

Dziś Flap poszedł do sklepu kupić sobie zabawki. Kupił samochód do składania, zieloną piłkę i klocki Lego*. Wrócił do domu o godz. 12:20. W domu rozpakował swoje zabawki i zaczoł** się bawić. Flap tak się zabawił, że nie widział jak mama z tatą wchodzą do jego pokoju i patrzą się jak Flap się bawi***.

Koniec

* - audycja zawierała lokowanie produktu ;)
** - ...litości...
*** - tutaj zakończenie miało być takie wzruszające i powinno łapać za serce (jak widać każdy roździał wyrażał różne emocje poprzez wszelakie czynności... była uległość (cz.1), posłuszeństwo (cz.2), zapominalstwo (cz.3), miłość (cz.4) i punktualność (cz.5)... no i oczywiście, obecne tutaj, wzruszenie ;3, więc nie zgodzę się, że przygody Flapa były nudną bajką. One miały jakiś morał... aaa... i zatkao kakało ;p).

Pokazuję Wam już ostatnie rękopisy (czyt. ostatnie kulfony dzieciaka o nadzwyczaj wysokim ilorazie inteligencji, który stworzył serię króciutkich historyjek o losach przemiłego kociaka :D)...


Nie mam pojęcia dlaczego to ostatnie zdjęcie jest takie ciemne... Może od tego nie umrzecie :).

POZDRAWIAM!

PS: Nie wiem kiedy dodam bonusowy roździał "Perypetii Kota Flapa", ale spodziewajcie się tego w tym tygodniu :D.

16 lutego 2013

"Pokój śmierci" - film - recenzja


"Pokój śmierci", czyli czy można obchodzić prezydenckie zakazy...



OPIS :
(pochodzi z serwisu Filmweb)

Obce sobie osoby zostają zamknięte w pustym, wyciszonym pokoju. Są przekonane, że uczestniczą w prostym badaniu psychologicznym. Robią to tylko z jednego powodu - dla kasy. Gdy zamkną się za nimi drzwi, okaże się, że to, co miało być prostym sposobem na zarobienie kilkuset dolarów, jest tak naprawdę najtrudniejszą próbą w ich życiu. Powoli dociera do nich, że stali się uczestnikami okrutnego i perwersyjnego eksperymentu rządowego. Nie wiedzą jednak jeszcze, że nie wszyscy wyjdą z niego żywi...

"Pokój śmierci" opowiada o tajnym projekcie Stanów Zjednoczonych, wykorzystywanym przez CIA o nazwie MK-Ultra. Organizacja ta ma na celu zbadanie psychologicznych zachować ludzi...


Nie czytając wcześniej żadnej (najczęściej negatywnej) recenzji sięgnąłem po ten film z nadzieją na przyjemny seans. I powiem szczerze był to mile spędzony czas :).

Co byście powiedzieli na mały eksperyment?! Wy zostaniecie zamknięci na jakieś parę godzin z grupką innych osób w białym jak śnieg pokoju z przywierconymi do podłogi metalowymi krzesłami i stołem...
Oczywiście dostaniecie za to sowitą nagrodę, w wysokości 250 dolców...
Na pierwszy rzut oka wszystko pięknie, ładnie. Nawet ja bym się tam zapisał...

Lecz jest jedno małe "ale"... Dostaniecie pytania, na które będziecie musieli odpowiedzieć (no bardzo dziwne, Melon... pytania, na które trzeba odpowiedzieć... no co ty?!)... Ten, którego odpowiedź będzie najbardziej odbiegała od prawidłowej, musi zostać wyeliminowany... lajf is brutal, ku*wa!

W takim samym eksperymencie bierze udział 4-osobowa grupka, składająca się z jednej blondynki, owłosionego faceta w czapce, murzyna... dobra Afroamerykanina i jednego całkiem normalnego gościa...
Całemu zdarzeniu zza kuloodpornej szyby przygląda się młoda pani naukowiec, zaproszona do ośrodka rządowego na (jak się najpierw domyślała) specyficzną rozmowę kwalifikacyjną, która ma być testem jej umiejętności... jak i charakteru...

Jednak po co komu ten eksperyment i czym tak naprawdę się zajmuje tajna organizacja MK-Ultra?!
Nie mogę powiedzieć... musicie sami obejrzeć "Pokój śmierci"...

A teraz pora na moje wyznania...

SPOILERY!!!

Szczerze, to ja nienawidzę tej pani profesor, że tak perfidnie zatrzasnęła drzwi przed czarnym... Zresztą w ogóle jej nienawidzę... Samym swoim wyglądem mnie drażni... Tylko jej przypieprzyć czymś bez skrupułów... Na to zasługuje pinda zasrana...
Ok, już wyładowałem swoje emocje, więc mogę dokończyć recenzję ;].

KONIEC SPOILERÓW!!!


Zakończenia nadszedł czas...
Film "Pokój śmierci" zasługuje u mnie na całe 6/10 punktów. Mogłoby być więcej, ale zakończenie pozostawiło mnie z wieloma pytaniami, na które odpowiedzi zapewne się nie doczekam...
Lecz polecam ten film, jeśli macie półtorej godzinki wolnego czasu i chcecie obejrzeć coś ciekawego, niekoniecznie ambitnego ;D.

POZDRAWIAM!

15 lutego 2013

Perypetie Kota Flapa - pisarski debiut Melona cz.5


Witam!

Zapraszam na piąty roździał Perypetii Kota Flapa!
Usiądźcie wygodnie w fotelu, tudzież na innych miejscach przeznaczonych do siedzenia i rozkoszujcie się przygodami wesołego Flapka... póki jeszcze macie szansę ;(...



Roździał 5
"Kot Flap idzie do przedszkola"

Dzisiaj Kot Flap wstał o 7:00 bo idzie do przedszkola. Flap bardzo bał się pójść do przedszkola ale musiał to zrobić. Więc szybko się umył i przebrał. Spakował: książki, kredki, flamastry, bułkę i mleko. Flap nie chciał się spóźnić, i dlatego szybko ubrał: buty, szalik, kurtkę, czapkę i rękawiczki. Flap poszedł do przedszkola.

Koniec


Wiem, że w tym roździale (podobnie jak w poprzednim) akcja trochę zwolniła tempa, ale powoli zbliżamy się do nieuniknionego końca przygód, ukochanego przez miliony (tak, kłam gościu więcej, a zajedziesz daleko) kotka... Nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać...

Rękopisy...




POZDRAWIAM!

PS: Jakby jeszcze ktoś nie wiedział to OFICJALNIE OGŁASZAM, iż dobudowuję do poprzednich części ostatni "roździał"... To będzie taki BONUS z przyszłości. Nie chcę już więcej zdradzać, więc... na razie ;).

14 lutego 2013

"Oszukać przeznaczenie 2" - film - recenzja



"Oszukać przeznaczenie 2", czyli śmierć nigdy nie odpuszcza...


OPIS :
(pochodzi z serwisu Filmweb)

19-letnia Kimberly Corman wybiera się z przyjaciółmi na wycieczkę. Przed wyjazdem doświadcza wizji, w której ona i jej przyjaciele giną w poważnym karambolu samochodowym. Za namową Kimberly młodzi ludzie decydują się odwołać swoją podróż. Kilka godzin później dowiadują się, że cudem uniknęli śmierci. Niestety, ich radość nie trwa długo. Niebawem uczestnicy feralnej wycieczki zaczynają ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach...



Można powiedzieć, że drugą część znanej już serii "Final destination" jest kontynuacją jedynki, aczkolwiek nie trzeba zaczynać oglądać od początku. Części (według mnie) są ze sobą luźno powiązane, więc jeżeli chcesz po kolei, proszę bardzo, a jeśli od końca, Twoja wola Panie...

Ja, żeby uniknąć wszelkich nieprzyjemności zacząłem chronologicznie ;).

W "Oszukać przeznaczenie 2" jest identyczna sytuacja, co poprzednio...
Grupka ludzi, wizja, padaczka wizjonera ;p, "O matko uciekajcie, bo zginiemy", śmierć paru osób, paniczny strach i próba ucieczki przed śmiercią, dupa blada z ucieczki, kolejne fale śmierci, HAPPY END z dodaniem śmierci do smaku...

Nie to, że film był nudny, ale był w pewnym stopniu przewidywalny...

Nie ukrywam, ale dla mnie najciekawszymi momentami w filmie było udupianie wszystkich ocalałych w pieprznięty sposób... SWEET...



Muszę też pochwalić (nie, że ciągle zrównuję z ziemią tę produkcję ;D) "Oszukać przeznaczenie 2" za świetne ujęcia podczas początkowego karambolu. Naprawdę te zdjęcia były okropne (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).





SPOILERY!!!

Jakby kogoś to obchodziło to jak na ten czas (czyt. po obejrzeniu 3 pierwszych części) moją ulubioną śmiercią (co? Melon, nie spodziewałem się tego po Tobie... ;p) była śmierć właśnie z dwójki. Ta dziewczyna Kat Jennings (Keegan Connor Tracy) jak przypieprzyła w... (co to w ogóle jest? No dobra, przyjmijmy, że w...) białą dzidę z dziurą w środku to się porządnie zlękłem...
Było tak miło, spokojnie... Straż pożarna w pobliżu, normalnie raj!
No i poszłooo... się je*** ;D.

KONIEC SPOILERÓW!!!


Niestety przychodzi kiedyś taki czas, w którym trzeba skończyć...
Mój już nadszedł, ale na odchodnym podsumuję :).

Film "Oszukać przeznaczenie 2" oceniam na 7,5/10 punktów (podkreślam, że jest to moja, subiektywna ocena... gdyby były jakieś wąty ;p).

Polecam serdecznie ten film osobom, które mogą poświęcić swój cenny czas na coś lekkiego i przyjemnego, bez niepotrzebnego myślenia ;3.

No więc ja teraz lecę szukać części 4 (podobno najgorszej... SUPEEER, nareszcie coś dla mnie :D)...

POZDRAWIAM!

PS: Jakby ktoś nie zauważył ten 15-letni chłopak, który potem umrze, w pewnej scenie czytał "Bag of bones" Kinga!
Nie wiem w czym to Wam jest potrzebne, ale mi się milej zrobiło, widząc coś znajomego na ekranie ;D.

13 lutego 2013

Perypetie Kota Flapa - pisarski debiut Melona cz.4


Motto na dzisiejszy roździał przygód Flapa?!

Nie zapominajmy o naszych babciach ;D!

Zapraszam do lektury czwartej już części Perypetii Kota Flapa!
Lecz najpierw chyba powinienem Was troszkę rozczulić, byście byli bardziej podatni na wewnętrzny urok Flapka ;3.



Jbc. to nie jest Flap... ale to nie zmienia faktu, że i tak ten kot jest CUDOWNY ;D.



Roździał 4
"Kot Flap idzie do babci"

Dziś Kot Flap wstał bardzo późno i nie było nikoko w domu. Flap zapomniał, że mama powiedziała, że nikogo* nie będzie w domu. Ale Flap od razu sobie to przypomniał. Flap zapomniał**, że o 12:00 miał być u babci, a była godzina 11:00. Flap szybko umył się i przebrał. Flap miał już wychodzić, a tu nagle*** babci dzwoniła. Flap powiedział babci, że już idzie.

Koniec


* - Widzicie, jak się szybko uczę? W ciągu jednego zdania nauczyłem się poprawnie pisać "nikoko"... tzn. "nikogo" ;p
** - ledwo sobie przypomniał, a już zapomina... ach sklerozo
*** - po raz pierwszy w 4 roździale wprowadziłem dynamiczną akcję


Kolejne rękopisy powierzam Wam do wglądu ;).



Pozdrawiam i polecam się na przyszłość ;)!

12 lutego 2013

"Oszukać przeznaczenie" - film - recenzja


Tak... zrobiłem to...
Z własnej, nieprzymuszonej woli sięgnąłem po płytkę i odpaliłem ją na DVD (wow, mam diwidi... uuu)... Płytka zawierała film. Tym filmem był (podobno) horror...

Ja i horror na ekranie? Tak, tak zesraj się, a nie daj się... Powodzenia życzę...

Jednak dziwi mnie jedno, obejrzałem pierwszą część "Oszukać..." i w ogóle ani powieka mi nie drgnęła ze strachu... ale ze śmiechu to już tak ;). Nie powiem nie, lecz jest to w jakiś sposób osobliwe...

(Dobra, Melon koniec ze zbędnym pieprzeniem... przejdź to rzeczy!)


OPIS :
(pochodzi z serwisu Filmweb)

Mieliście kiedyś przeczucie, które się sprawdziło? Wybierający się na wycieczkę szkolną Alex miał. Tuż przed odlotem jego samolotu do Paryża Alex (Devon Sawa) widzi oczami duszy, jak maszyna wybucha niedługo po starcie. Przerażony chłopak z marnym skutkiem próbuje ostrzec pasażerów przed grożącym im niebezpieczeństwem. Za wywołane zamieszanie zostaje wraz z kilkorgiem kolegów usunięty z samolotu - na szczęście, gdyż dzięki temu unikają oni śmierci. Szczęście z ocalenia życia nie trwa jednak długo. Bo czy rzeczywiście można uciec od swojego losu? Kiedy niedoszłe ofiary powietrznej katastrofy zaczynają ginąć w nieszczęśliwych wypadkach, wszystko wskazuje na to, że śmierć była im pisana i nie da się oszukać przeznaczenia...


Początek filmu mnie nieźle wkurzył... Co chwilę czułem, jakby kazano mi się bać. Te dźwięki, poruszające się przedmioty, ple, ple, ple... Nudy z budy.

Cała ta idea, pomysł na śmierć, której nie da się oszukać ani przed nią uciec był intrygujący. Jak na tamte czasy (rok 2000) był czymś nowym. Szczerze powiem, że z OGROMNĄ chęcią przeczytałbym książkę o podobnej tematyce.

Jeżeli znacie jakieś moglibyście mi podać w komentarzach :)?

Według mnie (czyt. szanownego Melona) film ten zawierał masę różnych błędów logicznych (mam nadzieję, że istnieje takie coś jak błąd logiczny ;p). Nie będę wymieniał ich wszystkich, bo to mija się z celem, ale pozwolicie, że przytoczę kilka ;).

SPOILERY!!!

1) Na pierwszy rzut idzie katastrofa samolotu. Otóż dosłownie sekundę po eksplozji pasażerowca szyba, oddalona o kilometr od miejsca wydarzenia, pęka na miliony milionów kawałków... O_o. Bongiorno, ale nie kumam...

2) Woda wyciekająca spod kibla nie jest wodą, ale mętną mazią, która nie powiem co mi przypomina... Ok, może to nie miała być woda, ale... Nie ma ale, TO MIAŁA BYĆ WODA!

3) Droga Pani (jak jej tam?)... Valerie (ta cała pożal się Boże opiekunka, czy nauczycielka... oj ta stara pierdoła, która miała w domu popękane kubki) konając w płonącej kuchni nieumyślnie sięgnęła po ścierkę, leżącą swobodnie na podrabianych nożach (z MangoTV) w eleganckim, drewnianym etui. Następnie następuje zwolnienie blokady i ekskluzywne sztućce spadają na nią w takt melodii płonącej kuchenki gazowej.
I moje pytanie jest takie... Jak nóż mógł wbić się w jej ciało prostopadle, jeżeli prawidłowy kąt spadania powinien zapobiec temu i zamiast szybkiej i bolesnej śmierci, Pani Valerie doznałaby równie szybkiej śmierci poprzez spadającej na jej głowę rękojeści wyżej wymienionego sztućca (obuchem w łeb i po sprawie...)?

KONIEC SPOILERÓW!!!


Koniec końców "Oszukać przeznaczenie" oceniam na jakieś 8,5/10 punktów. Nie mam pojęcia czy zasłużenie, czy nie, ale ja wiem swoje, Wy swoje, a co moje, to moje ;P.

Więc ja Wam go POLECAM i lecę oglądać 2 część (jejku, jaki ja jestem odważny ;D)...

HEJKA ;3!

09 lutego 2013

Perypetie Kota Flapa - pisarski debiut Melona cz.3


Była już wizyta w sklepie... (cz.1)
Było już sprzątanie całej chałupy... (cz.2)

Tak więc nadszedł czas na mycie...

Koty po wykonaniu tylu prac śmierdzą jak cholera...
...tzn. chciałem powiedzieć jak ludzie ;).



Roździał 3
"Kot Flap myje się"

Kot Flap wstał bardzo wcześnie obudził tatę, tata zrobił mu śniadanie. Flap zjadł śniadanie i poszedł* się myć. Umył: buzię, uszy, ręce, nogi i wytarł się ręcznikiem. Jeszcze umył zęby, wypłukał buzię suszarkę włączył** i się wysuszył. Potem wyszedł suchy. Flap zapomniał zakręcić kran. I wtedy przypomniał sobie, że nie zakręcił kranu. Ale tata wcześniej zakręcił kran***.

Koniec

*
 - jak widać poprawiłem się z "poszet" ;)
** - ja od małego wiedziałem, że Flap włączał, a nie włanczał
*** - <miejsce na śmiech> <HAHAHA>

Ukazuję Waszym oczom rękopisy tego wiekopomnego dzieła, jakim jest 3 roździał przygód Flapa...



Pozdrawiam!

PS: W następnej części wkroczy kolejna kocia postać. A mianowicie babcia Flapa... Będzie ostro ;D.

PS2: Dodam, że zacząłem ferie... Niektórych to może obchodzi co zeszłoroczne roztopy, a innych doprowadzam do białej gorączki, gdyż ich czas wolny dobiega końca, ale co tam... Pochwalić się nie zaszkodzi ;P.

07 lutego 2013

The Versatile Blogger Award








Niedawno jak wczoraj otrzymałem kolejną nominację do kolejnej, jakże interesującej, zabawy.
Jest nią "The Versatile Blogger Award"!

Głównym celem tej integrującej zabawy jest ujawnianie i ukazanie światu swoich 7 różnych faktów życiowych, o których nigdy wcześniej nie wspomniał autor nominowanego bloga...

Tak więc wiadomo, o co już chodzi...

Pozwolicie, że zacznę...

Fakt pierwo-uno:

Dlaczego Melon to Melon?!
Otóż, gdy byłem mały, miałem głowę w kształcie piłki (czyt. okrągłą). No i pewnego dnia, gdy uczęszczałem wtedy do szkoły podstawowej, mój kolega stwierdził, iż jemu moja głowa przypomina melon, ponieważ jest tak samo jak ten owoc kulista. Nie wiem czemu akurat Melon, a nie Arbuz, czy Pomelo...
Ale tak było i pozostało ;).

Fakt drugo-due:

(żeby uniknąć wszelkich nieprzyjemności OFICJALNIE OGŁASZAM, iż fakt drugi jest całkowicie prawdziwy... niestety)
Najczęściej, gdy wychodzę na spotkanie z królem (tzn. z jego tronem) to zamykam mu porcelanową paszczę (czyt. zapycham go). Lecz jedno pytanie kołuje mi się w głowie...
Dlaczego?! Dlaczego Ja?!

Fakt trzecio-tre:

Uwielbiam słodycze wszelkiej maści!
Co słodkie mi pod mord(k)ę podleci to zjem ;P.
Chipsami ani chrupkami też nie pogardzę...



Tak... to moje ulubione żelki... tylko szkoda, że akurat mi się skończyły... KUŹWA!

Fakt czwarto-quattro:

Kocham serial "Świat według Kiepskich" i wszystko co z nim związane.
Oczywiście oprócz większości nowych odcinków...



Fakt piąto-cinque:

Już od dawna (ho, ho) miałem nagrywać video-recenzje (oraz inne video-cosie) zamiast pisać na blogu, ale to dopiero będzie możliwe, jak zmienię komputer... Na tym coś szwankuje i nie mogę prawidłowo zmontować filmiku ;(.
Wiem... mój ból :P.

Lecz kto wie co los przyniesie... (wszystko, oby nie moją twarz na YouTubie ;3)

Fakt szósto-sei:

Gwiżdżę tak, że łeb pęka... oczywiście nie mój, ale moich bliskich i sąsiadów...
Nie moja wina, że mają obok siebie tak uzdolnione dziecko :)...

Tym razem ich ból :P.

Fakt siódmo-sette:

To powinno się raczej znaleźć na pierwszej pozycji, aaale co tam...

JESTEM NIENORMALNY 

i to jest we mnie piękne ;D!

Przepraszam, jeśli tym Was urażę, ale nie nominuję nikogo. Po prostu już chyba każdy był taki fajowy, że otrzymał nominację :].


DZIĘKUJĘ SERDECZNIE za uwagę i że poświęciliście swój cenny czas na przeczytanie tych powalonych bzdur, które Melon, czyli ja, zaserwował Wam je dziś :*!

POZDROWIENIA ode mnie DLA WAS!

PS: Fakt ósmo-otto:
Mam na imię Mateusz, jakby jeszcze ktoś nie wiedział :).
Matko, jak można mieć na imię Mateusz?!

06 lutego 2013

Perypetie Kota Flapa - pisarski debiut Melona cz.2


Bążór, że się tak po staropolsku z Wami przywitam.
Zacznijmy dramatycznie... jakbym nigdy wcześniej tak nie zaczynał ;).

Jest w życiu każdego człowieka taki czas, w którym z pomocą swojego mózgu stwarza rzeczy, mogące wywrócić jego światopogląd do góry nogami....

Ok, był już czas na dramatyzm zupełnie nic nie wnoszący, a teraz zapraszam Was do przeczytania drugiego "roździału", znanego szerokiemu gronu czytelników bestseller'a - "Perypetie Kota Flapa".



Roździał 2
"Kot Flap sprząta dom"

Gdy kot Flap wstał z łóżka jego mama sprzątała dom. Mama obudziła Flapa i kazała mu sprzątać dom. Flap wstał z łóżka i posprzątał: zabawki, książki, ubrania poukładał, zdjęcia wyczyścił. Potem (po)odkurzał wszystkie pokoje, podlał kwiaty i umył okna. Wypił jeszcze mleko. Kot Flap skończył sprzątać.

Koniec


Nie to, żebym był nieskromny, ale uwielbiam to zakończenie... Takie podsumowanie całej ekscytującej historii ;D...

Rękopisy oczywiście do wglądu ;3...



PS: Muszę dodać, iż opowieści o Flapie byłyby dłuższe, lecz ograniczały mnie tylko 2 strony z minikalendarza... ale dlaczego?! Nie wiem ;p...

POZDRAWIAM!

05 lutego 2013

"October Baby" - film - recenzja


"Drogi Pamiętniczku...

Dzisiaj byłem z moją klasą (i praktycznie z 1/3 szkoły... ale to szczegół) w naszym "Domu Chemika" na filmie, zatytułowanym "October Baby". Film był puszczany (za darmo... dziwne, no nie Pamiętniczku?) w ramach akcji "KoLiber dla życia" przez lubelskie stowarzyszenie "KoLiber".

"October Baby" powstał w 2011 roku, więc całkiem niedawno i podobno jest niezwykle popularny w USA (czyt. JuEsEj). Inspirowany jest on prawdziwą historią Gianny Jessen, która urodziła się w wyniku nieudanej aborcji, przeprowadzonej w 8 miesiącu ciąży...

Tyle słowem wstępu...

OPIS :
(pochodzi z serwisu Filmweb)

19 – letnia Hannah świeżo upieczona studentka zawsze była outsiderem. Zawsze czuła się inna i mimo wielkich ambicji oraz ogromnego talentu aktorskiego w głębi duszy żywiła przeświadczenie, że nigdy nie powinna przyjść na świat. Z powodu nasilających się problemów zdrowotnych (fizycznych oraz psychicznych) rodzice decydują się wyznać jej straszliwą prawdę. Dziewczyna doznaje szoku, bowiem jej dotychczasowe życie okazało się kłamstwem. Nie dość, że została adoptowana, to jeszcze urodziła się w wyniku źle przeprowadzonej aborcji. Rozżalona Hannah postanawia udać się w podróż do Nowego Orleanu wraz ze swoim przyjacielem Jasonem, jego dziewczyną i nieprzystosowanym społecznie kierowcą rozpadającego się vanu. Wszyscy bawią się świetnie poza 19 – latką, która postanawia wykorzystać możliwość udania się do miejsca swoich narodzin, aby odszukać swoją biologiczną matkę...

Czyż ten opis nie jest wzruszający?! Czyż nie chwyta za serce?!
Otóż odpowiem Ci: Nie... no może troszkę, ale opis, jak opis. Ważniejszy film...


Jak możesz się domyślić Pamiętniczku, stowarzyszenie "KoLiber" jeździ po całym kraju i wyświetla (przypominam - za darmo, gdybym wcześniej nie wspomniał) "October..." aby przekazać ludziom (zmniejszmy zakres), aby przekazać młodzieży, że "Every Life is BEAUTIFUL"... że aborcja to wielkie zło...

"Czy się z tym zgadzasz?" - zapytasz Pamiętniczku.
Tym razem odpowiem Ci, iż się zgadzam po całości!

Wróćmy może jednak do samego filmu...
Wiele tam było scen zabawnych, romantycznych (o bosz...), lecz przeważały niestety te smutne...
W "October Baby" Cierpienie grało główną rolę!

Ale czy 19-letnia Hannah poznała prawdę?!
Czy odnalazła swoją prawdziwą matkę?!
I czy cały ten film skończy się Happy End'em?!

Tutaj brak odpowiedzi... Obejrzyj Pamiętniczku sam... bo warto...

Dobranoc Pamiętniczku!"

Dobra... notka w pamiętniku zapisana :D, więc teraz recenzja dla Was moi mili!
Film fajny.
Aktorzy fajni.
I... ogólnie fajowość wylewa się z ekranu...

Tylko szkoda kuźwa, że nie mogłem w 100% odczuć tej fajowości. Na seansie wierciłem się i wte i wewte, i tak i siak, i góra i dół i inne ciekawe słowa przedzielone spójnikiem "i"...
Powód?! Niewyobrażalny ból brzucha... kuźwa...

Także zapraszam Was na "October Baby", jeżeli chcecie być fajni, jak ten film ;P.



POZDRAWIAM!

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com