14 listopada 2013

"Równowaga" - Paweł Leśniak

"Równowaga"
czyli jak przerażające mogą być konsekwencje naszych błędnych wyborów w życiu...

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Desmond Pearce ma dwadzieścia sześć lat i jest dyrektorem w prowadzonej przez ojca firmie deweloperskiej w Miami. Wydaje mu się, że wreszcie odnalazł szczęście - właśnie się zaręczył z dziewczyną, którą kocha i jest bliski odniesienia sukcesu w lidze nielegalnych walk toczonych w nocnych klubach.
Niespodziewanie cały jego świat wali się w gruzy, a wszystkie marzenia obracają w pył. Zdradzony przez najbliższego przyjaciela, bez wsparcia ludzi, na których liczył, w chwili słabości popełnia błąd, który będzie go drogo kosztował. Desmond trafia do piekła i staje przed obliczem samego Lucyfera, władcy piekieł. Nie mając innego wyjścia, przyjmuje ofertę pracy jako egzekutor - demon zbierający dusze na ziemi. Nie zdaje sobie sprawy, że stał się ofiarą okrutnego planu, w którym nic nie jest takie, jakie mogło się wydawać..."

 Od zarania dziejów na Ziemi rozgrywa się niekończąca się wojna Dobra ze Złem, której głównym powodem istnienia jest spór o nieśmiertelne dusze całej ludzkości. Mroczna Strona konfliktu, próbując omamić podatnych na kuszenie ludzi, oferuje im liczne bogactwa materialne, mające ich skutecznie przekabacić na drogę zła, natomiast ta Jasna Strona usiłuje zagłuszyć niecne zagrania okrutnego króla ciemności i naprostować nam nasze kręte ścieżki życia, na końcu których znajduje się jedyna słuszna droga, prowadząca przed samo oblicze Boga, do nieba.
Na nieszczęście wiele jest osób, preferujących, wydawać by się mogło, "prostszy" oraz wygodniejszy dla nich tryb życia, polegający na częściowym czy też całkowitym oddaniu się we władanie Zła.
A niekiedy ktoś zmuszony jest tego dokonać dla dobra swoich bliskich...

Dodajmy do tej historii trochę literackiej fikcji i obleczmy ją w fantastyczną powłokę, a otrzymamy bardzo dobrą książkę pewnego rozwijającego się pisarza, zdobywającego sobie coraz większą sławę - Pawła Leśniaka.
Jego debiutancka powieść "Równowaga" zaraz po swojej premierze rozchodziła się jak świeże bułeczki, zachęcając czytelników do siebie nie tylko przejrzystą i porywającą fabułą, ale również swoją doskonałą w każdym calu okładką. Nie ukrywam, ale ta książka zaciekawiła także mnie aż zabrałem się za jej przeczytanie, a uprzedzam, że (nie wiem z pomocą jak wielkiego szczęścia) ja po kompletnie beznadziejne książki nie sięgam...

Dobra. Dość tego słodzenia, czas trochę ponarzekać, bo za mało marud jest na świecie ;).

Desmond Pearce jest dwudziestosześcioletnim synem jednego z najbogatszych dyrektorów firm deweloperskich w całym Miami. Wychowany został bez matki, która na wskutek wielu powikłań zmarła zaraz po jego porodzie. Chłopak dorastał we wszechotaczającym go luksusie już od dziecka i każda jego zachcianka prędzej czy później spełniała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety w swoim krótkim życiu nie doświadczył on jednego z najważniejszych uczuć - miłości rodzicielskiej od swojego ojca. Jednak idąc na przeciw wszystkim trudom, jakie los rzucał mu pod nogi, udało mu się odczuć to swoiste poczucie szczęścia. Właśnie zaręczył się ze swoją ukochaną dziewczyną Kristen, która równie mocno odwzajemniała jego uczucie i kochała go bez pamięci, a jego wyniki w nielegalnych walkach, rozgrywających się w nocnych klubach, osiągają coraz większe sukcesy.

Jednak cały czar spełnionego człowieka pryska, gdy odkrywa on prawdziwe oblicze swojego "szczęścia" - narzeczona Desmonda zdradziła go z jego najlepszym przyjacielem, rujnując mu przy tym dotychczasowe postrzeganie świata. Traci przyjaciół, pracę... i za sprawą pewnego wypadku całe 26-letnie życie...

"Wszyscy mówią, że miłość boli, ale to nieprawda. Samotność boli, odrzucenie boli, utrata kogoś bliskiego boli, wszyscy mylą te rzeczy z miłością. Prawda jest taka, że miłość zabiera od nas ból i przywraca nam szczęście..."

Można by teraz zadać pytanie: czy to już koniec? Happy End!? Bóg wybacza mu wszystkie zawinienia i chłopak dzięki łasce uświęcającej może sobie spokojnie przejść przez bramy Nieba!?
Niestety nie ma tak lekko... To dopiero początek przygody... Desmond trafia do ciemnej otchłani potępionych dusz, królestwa Czarnego Pana... do centrum samego piekła. Całe zło, jakiego doznał tutaj, na ziemi nie równają się w żadnym stopniu z tamtejszymi realiami, gdzie stracone dusze dzień w dzień przeżywają nieustające katusze i cierpienia, będąc systematycznie mordowanymi w okrutne oraz sadystyczne sposoby przez szatańskie pomioty, zamieszkujące piekło. Dobrze usłyszeliście "systematycznie mordowani"... Tam co chwilę odradzają się wszyscy, którzy w danym miejscu pomarli by po raz kolejny być zabawkami w rękach diabłów.

Aczkolwiek Desmond Pearce nie dołącza do całego grona swoich potępionych współtowarzyszy w ich zabójczych grach "Spieprzaj od diabła, jeśli Ci życie miłe", ponieważ to właśnie na niego spadnie ogromne brzemię, nadane przez samego Władcę Ciemności - Lucyfera, jak również jego pomagierów - Śmierć, Lewiatana - piękną diablicę, zdolną do najokropniejszych morderstw, no i oczywiście Szatana - tego, który skusił Ewę zakazanym owocem w Raju. Nasz bohater zmuszony do wyboru pomiędzy wiecznym potępieniem a pracą jako egzekutor - demon, wykradający dusze z ciał ludzi, wybierze oczywiście drogę współpracownika Śmierci... by móc powrócić na ziemię i skończyć raz na zawsze z niedokończonymi porachunkami... Nie wie tylko jednego, o czym Lucyfer pozwolił sobie mu nie wspomnieć... Poprzez swój zapieczętowany pakt z diabłem został wplątany w straszliwy szatański plan, polegający na ostatecznym zwycięstwie Zła nad Dobrem...

"Przyjaciel... Często nazywamy tak swoich kolegów, znajomych, osoby, z którymi spędzamy wiele wolnego czasu. Kto to jest? Osoba, którą znamy od wielu lat? (...)A może to coś innego? Czasem to się po prostu czuje. Każdy człowiek potrzebuje oparcia u kogoś innego. Osoba, przy której możemy naprawdę być sobą, nie będzie oceniać, nie będzie zrzędzić, nawet jeśli działamy jej na nerwy. Ktoś taki kto pcha nas do przodu, czujemy się dzięki niemu lepsi, silniejsi, doceniani. Kochamy tę osobę jak członka własnej rodziny...

Ale miłość i nienawiść dzieli bardzo cienka linia. Przychodzi taki moment w życiu każdego z nas, że bliska osoba zawodzi, gorzej - zdradza. Nic tak nie boli jak złamane serce. (...)Wielu ludzi wpada wówczas w otępienie i depresję. A jeśli zło zasiane w naszym sercu pchnie do szaleńczych czynów? Co jeśli domaga się... zemsty?"

Co pierwsze rzuca się ostro w oczy to na pewno ta częściowa nieoryginalność pomysłu autora na fabułę książki. Ile to już razy słyszeliśmy o wybrańcu, który ma za zadanie przeciwdziałać dobru (a tak do końca to zły nie jest) poprzez symboliczne lub dosłowne "podpisanie paktu z diabłem"!? Nie słyszeliście!? Bo mi to wiele razy obiło się o uszy zarówno w literaturze jak i w kinematografii. Prosty i najbardziej znany przykład - "Ghost Rider". Lecz Pan Paweł Leśniak mimo tego lekkiego "zapożyczenia" idei, napisał coś naprawdę interesującego. Swój główny wątek, opowiadający o wielkim brzemieniu głównego bohatera, ozdobił w wiele różnych doskonałych smaczków, dobranych do własnej koncepcji kreacji poszczególnych wydarzeń w akcji.

Postaci zarysowane są wyraziście. Nie znajdziemy tutaj "pustych wydmuszek", czy jak kto woli "bezbarwnych bohaterów" bez żadnych określonych charakterów i sposobów zachowywania się. W "Równowadze" każda osoba jest barwna, posługuje się odpowiednim dla niej językiem i ma w sobie tę cząstkę prawdziwego człowieka, którą tylko doświadczeni pisarze potrafią tchnąć w swoje "literackie dzieci".

Jak dla mnie Leśniak w swojej debiutanckiej książce połączył dominującą fantastykę z delikatnym iście "sherlockowym" wątkiem, ponieważ przez całą powieść autor ukazuje nam prawdziwą tajemnicę zagadki, której lont odpaliliśmy wraz z przeczytaniem pierwszej strony tegoż utworu. Cała prawda przedstawiona na początku lektury niekoniecznie musi się zgrywać z jej prawdą końcową. Paweł Leśniak pod przykrywką narratora niczym Sherlock Holmes oprowadza nas po świetnie skonstruowanej historii aż doprowadzi nas do rozwiązania tajemnicy, wprawiając przy tym czytelnika w pozytywne zaskoczenie ;).

Jak widać "Równowagę" przyrównać można do Ferrero Rocher (ta... słyszałem normalniejsze porównania, ale ok... kontynuuj!). Na samym początku podane mamy coś w ładnym, lecz zwykłym papierku, tak jak na pierwszy ostrzał otrzymujemy główny zarys fabuły (w tym przypadku nieco zapożyczony)... następnie im głębiej dokopujemy się do środka praliny przez liczne pyszne warstwy tym bardziej dostrzegamy wiele dodatkowych i nieznanych nam na co dzień smaków, co symbolizuje odnajdywanie z czasem w książce solidnych powiewów świeżości na rynku wydawniczym... aż w końcu nadchodzi moment kulminacyjny i dochodzimy do sedna sprawy, czyli naszego króla balu - orzecha, a to przekłada się na całkowite odkrycie finezyjnej tajemnicy, kryjącej się w treści utworu, sprytnie skonstruowanej oraz umyślnie ukrytej przez autora w tym niewinnym i niepostrzeżonym papierku...

I sądzę, że to właśnie ten orzech zadecydował o mojej ostatecznej ocenie, którą zobaczyć możecie poniżej :). Natomiast ze swojej strony mogę Wam tę książkę jedynie serdecznie polecić! Tylko nie oczekujcie od niej nie wiadomo jakich wrażeń, porywających Was pod same sufity doskonałości, gdyż jest to powieść z gatunku fantastyki, opierająca się na czytaniu dla samej satysfakcji czytania i przeżycia wspólnie z jej bohaterami niezapomnianych chwil, więc polecam jeśli szukacie czegoś lekkiego na przyjemny wieczór z kubkiem gorącej czekolady w rękach...

A niech mi ktoś tylko wyleje choćby odrobinę na książkę to sobie porozmawiamy... oj porozmawiamy ;).

Dodam jeszcze dla zainteresowanych, że "Równowaga" jest dopiero pierwszą częścią kilkutomowego cyklu (bodajże to będzie trylogia, ale nie jestem pewien). I mimo wszystko, co podobało mi się w 1 tomie, a co mi się nie podobało to zamierzam zabrać się za dwójkę, zatytułowaną "Zachwianie" i to nawet w tym tygodniu :). Leśniak w końcówce "Równowagi" zostawił swoich czytelników z naprawdę wielkim zaciekawieniem, co może wydarzyć się dalej... Powiem szczerze, że mnie kupił, gdyż nie mogę się doczekać aż powrócę do świata Desmonda i jego piekielnych paktów z samym Lucyferem ;P.


POZDRAWIAM!

P.S.: Ponownie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie >>"Hallołajki"<<, organizowanym przeze mnie, gdzie przewiduję całych dwóch zwycięzców! A pula nagród to aż 5 książek, więc według mnie warto ;). Zapraszam!


12 listopada 2013

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" - Tomasz Kowalski

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć"
czyli gadki szmatki o wszystkim i o niczym ze starą kupą kości w płaszczu...

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Czy można w sposób zabawny mówić o śmierci, religii , sztuce, patriotyzmie i eutanazji? A o samobójstwie, alkoholizmie, literaturze i wampiryzmie? Otóż można. Wystarczy zajrzeć do baraku grabarzy z cmentarza parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Ponurej. Tam przy papierosie i wódce Tomasz, Rysiek i Młody bez litości karcą świat pozorów, tandetnego blichtru, ludzkiej głupoty i hipokryzji. Świat, który niczym hordy dzikich barbarzyńców odzianych w szare garnitury próbuje wedrzeć się na teren cmentarza - tego ostatniego bastionu wolnej myśli, niczym nieskrępowanej refleksji zapomnianego już prawa do nieprzejmowania się prędkością, z jaką kręci się nasza zadyszana Ziemia. W misji tej pomagają im goście i stali bywalcy cmentarza. Są to między innymi handlarz i wytwórca zniczy pan Ćwięczek, stara dewotka Walazkowa, wampir alkoholik Wincenty Murnałowski, mocno przechodzona prostytutka Madame Helikopter, profesor Hieronim Baltazar Staroświecki oraz tytułowa Śmierć. Kpina i ironia z naszych narodowych wad i zwykłej ludzkiej małości wypełniają rozmowy grabarzy niczym trumna mogiłę.
Dostaje się prawie wszystkim, nawet samemu Bogu.
A za co jemy? Za wszystko.

W środku znajdziecie również nieco przydługą opowieść o oblivokrach.
Kim lub czym są rzeczone oblivokry?
Sami przeczytajcie i... strzeżcie się ich!"

Mamy listopad - okres, w którym  sklepy powoli zaczynają obrzucać swoich klientów wszelakimi świąteczno-bożonarodzeniowymi promocjami na każdym kroku, jak również czas długich jesiennych depresji, spowodowane szybko zachodzącym słońcem i wiecznymi popołudniowymi ciemnościami.
Jednak ten miesiąc charakteryzuje się w głównej mierze nie tylko mroźnymi wieczorami przy kominku z książką w rękach i kotem/psem/jaszczurką na kolanach, czy moim obecnie trwającym konkursie "Hallołajki" (nie ma to jak totalnie chamska reklama totalnie chamskiego autora ;p), ale wzmożonymi odwiedzinami naszych bliskich w miejscach ich wiecznego spoczynku...na cmentarzach...

Wszyscy znają tę powagę i spokój cmentarnej atmosfery. Tę wszechobecną i przytłaczającą ciszę. Rzadko kto lubi całodzienne (lub całonocne, ale to już wersja HardEmoStyle) spacery pomiędzy różnorakimi pomnikami nagrobnymi z przygnębiającymi tablicami, zawierającymi dwie najważniejsze daty, leżącego parę metrów pod nią nieboszczyka. Jego datę narodzin i śmierci...

Jednak to nie my jesteśmy najważniejszym celem ataku cmentarnej chandry. Nasze sporadyczne odwiedziny zmarłych są niczym w porównaniu z mozolną pracą grabarzy, którzy praktycznie dzień w dzień muszą odbębnić tę swoją dniówkę wśród nieżyjących znajomych z pracy.
Jeśli wierzyć niektórym to grabarz nie jest zawodem, tylko stanem przemiany własnego ducha. Gdy osobnik A godzi się na posadę pracownika cmentarnego, specjalizującego w kopaniu dołów i zagrzebywaniu w nich ciał, to tak jakby podpisywał pakt z diabłem o swojej wewnętrznej metamorfozy z miłego i radosnego chłopca do ponurego i mrocznego żniwiarza z charakterem wrednej małpy (czyt. do osobnika B)...
Aczkolwiek powyższy opis dotyczyć może jedynie pojedynczych przypadków zdziadziałych zagrzebywaczy i jest tylko przestarzałym stereotypem... tak jak ma to miejsce w mieście o ponurej nazwie - Ponura, gdzie rozgrywa się akcja książki "Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć".

"Robiło się coraz ciemniej. Mrok nad cmentarzem nie zwiastuje niczego dobrego. Nie zwiastuje też niczego złego, ponieważ rolą mroku nie jest zwiastowanie, będące raczej domeną aniołów, lecz sygnalizowanie nadchodzącej nocy. Wiadomo to zresztą nie do dzisiaj..."

Tomasz - szef całej brygady, Rysiek i buntowniczy podlotek Młody, jeszcze podszkolający się w swoim zawodzie, to trójka grabarzy z cmentarza w Ponurej. Lecz nie są oni takimi normalnymi stereotypowymi ponurymi dziadami cmentarnymi, o jakich wspominałem. Ich praca nie opiera się wyłącznie na "<Dzień dobry!> <Łopata w dłoń> <Wio na cmentarz> <Narzędzie w ruch> <Zapierdzielanie z wykopywaniem dołów>", no i czasami zdarzającymi się atrakcjami w postaci pogrzebów. Ta trójka potrafi urozmaicić sobie swoją przymulającą robotę czymś bardziej górnolotnym... a mianowicie pogawędkami o życiu.
Tak moi Drodzy, Ci grabarze nie dość, że są zdolni do prowadzenia dyskusji na ciężki temat, jakim jest żywot każdego z nas osobna, to jeszcze właśnie oni posiadają największą wiedzę w danym temacie. Jak widać codzienny kontakt ze zmarłymi potrafi ukazać wiele walorów naszej, niektórzy mówią, bezsensownej egzystencji. Dopiero gdy poznamy śmierć, dostrzeżemy prawdziwe zalety życia. Chciałoby się rzec: "O ironio!" :).

"Tomasz sięgnął po kolejnego papierosa. - To, że jest się na przykład geniuszem, wynika z oceny dokonywanej właśnie przez miernoty, i to przeważnie po naszej śmierci. Nie da się być mądrym przy jednoczesnym braku wszechogarniającej głupoty. Powszechność będzie zawsze punktem odniesienia wybitności.
- Dlatego tak bardzo kulturze potrzebni są idioci, ignoranci, chamy, nuworysze i parlamentarzyści - wyjaśnił Rysiek..."

Jakby tego było mało to zarówno Tomasz jak i jego kumple z pracy (tym razem żyjący ;p) posiadają pewien osobliwy dar. Otóż są w stanie ujrzeć Śmierć, a nawet poprowadzić z nią konwersację. Oczywiście jest ona równie antystereotypowa co sami grabarze, no bo w końcu kto widział nałogowo popalającego sobie kościotrupa/kościotrupicę w czarnym płaszczu, narzekającego na wszystko i wszystkich wkoło... Nie, nie jest to typowa kostucha ;).

Tematyka tytułowych rozmów kręci się wokół wszystkich życiowych problemów dzisiejszego świata. Od religii po eutanazję, od patriotyzmu po samobójstwa, od literatury i sztuki po alkoholizm...
Tutaj nie ma miejsca na litość - piętnowane są wszystkie złudne występki naszej rzeczywistości (ludzka tępota też się wlicza... i to nawet zajmuje w nich pierwszą pozycję), którymi doskonałymi przykładami są historie życiowe poszczególnych mieszkańców Ponurej. W tej książce dowiedzieć się możemy o gnębiącej sprawie pewnego biznesmena - Pana Ćwięczka - handlarza i wytwórcy zniczy, podyskutujemy trochę o niejakiej Walazkowej - starej dewotce, poznamy straszną tajemnicę i jeszcze straszliwsze marzenie Wincentego Murnałowskiego - wampira-alkoholika, "straszącego" na tamtejszych terenach, strzelimy sobie krótką pogawędkę z miejscową kobietą - Madame Helikopter, wykonującą najstarszy zawód świata, która pomimo swojego sędziwego wieku nadal nie siedzi na bezrobociu :). Jej jedynym problemem jest sam wiek. To on jest powodem, dla którego zmuszona jest latać po całym mieście, żeby znaleźć przynajmniej jednego klienta, stąd jej pseudonim - Helikopter ;). Pokłócimy się trochę z profesorem Staroświeckim oraz możemy również spotkać się tutaj z młodym wikarym tutejszej parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Ponurej, skrywającym bardzo mroczną tajemnicę...

"Miłość do ojczyzny, nawet tej małej, lokalnej, jest nierozerwalnie związana z wiarą. Powiedz sam. Trudno od ateisty wymagać patriotyzmu czy od jakiegoś, Boże wybacz, homoseksualisty. nasz proboszcz jest synem tej ziemi, jest patriotą, że o jego bogobojności już nie wspomnę. Ta cudowna, mądra społeczność ufa swemu pasterzowi bezgranicznie. A dlaczego? Bo jesteście właśnie patriotami i ludźmi głębokiej wiary..."

Autor zaznajomił nas dodatkowo z dziwacznym i przerażającym w swojej nazwie terminem - oblivokry...
Są to demony z samego piekła, które pod postacią człowieka mogą sobie swobodnie funkcjonować na naszej ziemi. A ich cel istnienia jest tylko jeden... Zwodzić ludzi na błędne i kręte ścieżki losu...

Jeśli poznaliście już ogólną fabułę tejże książki to pewnie domyślacie się, że nie jest ona tak straszna, na jaką wygląda, bo jest wręcz przeciwnie. Pełno w niej humoru (i nie mówię tylko o czarnym humorze ;p) i głębszego sensu drugiego dna, symbolicznie ukrytego w treści. Ale spokojnie - sporadycznie pojawiające się momenty o ww. oblivokrach zaspokoją Waszą żądzę strachu w tym utworze. Moją zaspokoiły, więc jak widać dla każdego coś dobrego ;3.

"Młody wzruszył ramionami jak uczeń, któremu kazano przeprosić profesora od muzyki za umycie sedesu wyciorem do fletu..."

Książkę czytało mi się stosunkowo płynnie i sprawnie, co na pewno nie popsuło komfortu samego czytania. Jednak w tym miejscu chciałbym ostrzec wszystkich tych, którzy nie zamierzają zabierać się za tę pozycję z powodu jej grubości. Jak już wspomniałem, że "Rozmowy..." czyta się naprawdę szybko to jeszcze marginesy na stronach są odpowiednio duże, iż podczas lektury strona leci za stroną w zastraszająco szybkim tempie.

"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć" polecam serdecznie każdej grupie odbiorców (lecz ostrzegam, że małe dzieci mogą się nieco przerazić ;p), poszukujących dobrze napisanej i przemyślanej pozycji, po lekturze której trzeba się nad nią troszkę zastanowić i przetworzyć we własnej głowie sens słów Pana Tomasza Kowalskiego, autora książki.
To nie jest utwór na szybkie zapomnienie! Pomimo wielu błędów, czy też ?przekonań? teologicznych "Rozmowy..." powinny pozostać na dłuższy czas... a przynajmniej mi pozostały ;).


POZDRAWIAM!

P.S.: Serdecznie zapraszam do udziały w moim konkursie >>"Hallołajki"<<, w którym do wygrania są całkiem niezłe nagrody ;).

09 listopada 2013

Czytam sobie - akcja czytelnicza

HEJ :)!

Wpadam na chwilę aby powiedzieć co nieco o pewnej akcji czytelniczej. Prawdopodobnie jest bardzo dużo osób, które jeszcze nie słyszały o "Czytam sobie", czyli "Złap bakcyla czytania!". I mimo, że nie jestem jej organizatorem (dzięki Bogu, bo jeszcze bym coś popsuł) to jednak czuję się zobowiązany, jako prawdziwy bloger - czytelnik do poinformowania Was o niej ;).

Akcja 
„Czytam sobie” 

Proponuje dorosłym, aby rozbudzali w dzieciach miłość do książek i czytania. W Akcję włączyło się wiele osób publicznych. Opowiedzą one w spotach, dlaczego czytanie od najmłodszych lat jest ważne i w jaki sposób książki wpłynęły na ich życie oraz przyczyniły się do sukcesu zawodowego i prywatnego.


Każdy z nas był kiedyś dzieckiem 
Pamiętamy nasze ulubione fabuły z dzieciństwa. Pamiętamy pierwszą, samodzielnie przeczytaną książkę. Zróbmy, co w naszej mocy, aby własnych dzieci nie pozbawić takich wspomnień. Znani aktorzy i ludzie kultury opowiadają o swojej przygodzie z czytaniem.


ŹRÓDŁO ZDJĘCIA
W akcji udział biorą m.in.: Katarzyna Żak, Piotr Cyrwus, Olga Borys czy Marcin Kwaśny...

ŹRÓDŁO ZDJĘCIA

6 listopada ruszyła pionierska na polskim rynku akcja dystrybucji bezpłatnych książek dla dzieci w ramach projektu Akcja „Czytam sobie”. Za pośrednictwem 317 lokali sieci McDonald's do najmłodszych trafi 400 000 książek.

Główną stronę internetową owej akcji czytelniczej znajdziecie pod adresem :

Natomiast w zakładce "Do pobrania" dostępne są liczne kolorowanki, zakładki, czy odznaki czytelnika dla dziecka przeznaczone do wydrukowania.

Jak dla mnie akcja - bomba! Powinniśmy szerzyć wśród najmłodszego pokolenia (i nie tylko) miłość do książek oraz czytelnictwa ;3!

POZDRAWIAM!

P.S.: Wybaczcie te moje nieobecności, jednak spróbuję je jak najszybciej naprawić już od jutra... spodziewajcie się niespodziewanego osobnika na Waszych blogach :D.

P.S.2: Ojej już czwarta nad ranem i się nadal trzymam na nogach... ot dziwostka.

P.S.3: Jeśli ktoś jeszcze nie wiedział (albo wie i ukrywa to przede mną) to z okazji pierwszej rocznicy mojego bloga organizuję dosyć kreatywny konkurs "Hallołajki". A dlaczego kreatywny!? A mianowicie dlatego, że nie polega on tylko na suchym "Zgłaszam się" i dołączeniem swojego maila, lecz na nagraniu niedługiego filmiku tudzież zrobienia jednego zdjęcia - więcej informacji o konkursie znaleźć możecie pod >>TYM<< linkiem.
Zapraszam serdecznie wszystkich chętnych do uczestnictwa w nim, bo ciekawe nagrody się przecież same nie wygrają ;)!


01 listopada 2013

"Hallołajki" - konkurs

Witam :)!

Chciałbym Wam ogłosić pewną dosyć miłą nowinę :). Otóż dokładnie rok temu (no dobra, minus ten jeden dzień ;p) 31 października opublikowałem swojego pierwszego posta na blogu Melon dotcom :D! Jeej to moja pierwsza rocznica ;P!

I z tej okazji chciałbym zorganizować dla Was konkurs "Hallołajki", który będzie trwał do Mikołajek 2013 r. włącznie ;).
Jednak więcej już mówić nie będę, bo wystarczająco się o tym nagadałem w filmiku konkursowym, który możecie sobie odpalić tu poniżej. I bardzo bym prosił o jego włączenie nie tylko chętnych do wzięcia udziału w tym konkursie, ale również wszystkich tych, którzy już od jakiegoś czasu znają "Melon dotcom" oraz jego dziwnego autora i ?lubią? tu przychodzić, gdyż chciałbym Wam podziękować, że byliście już ze mną przez ten calutki roczek ;3! Zapraszam!


!Regulamin konkursu "Hallołajki"!

@Postanowienia ogólne

*Organizatorem konkursu "Hallołajki" jest osoba prywatna, właściciel bloga "Melon dotcom" - mejus250.blogspot.com
*Konkurs obejmuje tylko i wyłącznie terytorium państwa polskiego
*Uczestnictwo w konkursie polega na wypełnieniu zadania konkursowego, opisanego w sekcji: "Zasady i przebieg"
*Głównym fundatorem nagród jest wydawnictwo "Zysk i s-ka", natomiast pobocznym - organizator konkursu
*Konkurs trwa od 31.10.2013 r. do 06.12.2013 r. włącznie - do 23:59
*Najważniejszym dokumentem, określającym zasady konkursu jest regulamin konkursu "Hallołajki"

@Zasady i przebieg

*Zadanie konkursowe polega na wypełnieniu przynajmniej jednego zadania z poniższych dwóch kategorii:

#Kategoria I
-Należy nakręcić filmik - minimum 3-sekundowy - o dowolnej treści, zawierający w sobie 3 najważniejsze aspekty - w filmiku ukazany być musi:
a)uczestnik konkursu - uczestnik może również znajdować się z grupką ludzi
b)dowolna książka grozy
c)nastrój wszechobecnego strachu/grozy

Filmik konkursowy:
^musi posiadać wyraźne odniesienie do treści ukazanej w nim książki grozy
^nie musi charakteryzować się jakąkolwiek fabułą/jakimkolwiek przesłaniem

EDIT: Filmik konkursowy może być poddany NIEWIELKIEJ obróbce w programach do montażu filmów (np. Windows Movie Maker)! Można uzupełnić pracę w dodatkowe efekty (cięcia, podstawione ścieżki dźwiękowe etc.), jednakże bez większej ingerencji w samą treść filmu!

#Kategoria II
-Należy zrobić zdjęcie o dowolnej treści, zawierające w sobie 3 najważniejsze aspekty - na zdjęciu ukazany być musi:
a)uczestnik konkursu - uczestnik może również znajdować się z grupką ludzi
b)dowolna książka grozy
c)nastrój wszechobecnego strachu/grozy

Zdjęcie konkursowe:
^musi posiadać wyraźne odniesienie do treści ukazanej na nim książki grozy

EDIT: Zdjęcie konkursowe może być poddane NIEWIELKIEJ obróbce w programach graficznych (np. Photoshop)! Można uzupełnić pracę w dodatkowe efekty, jednakże bez większej ingerencji w samą treść zdjęcia!

*Zgłoszenia należy przysyłać na adres mailowy: konkurs.melondotcom@interia.pl do 06.12.2013 r. włącznie - do 23:59

W mailu należy podać:
-imię i nazwisko uczestnika konkursu
-zgoda/niezgoda na upublicznienie pracy konkursowej uczestnika w filmiku - na kanale YouTube organizatora konkursu - oraz w poście informacyjnym, dotyczącym rozstrzygnięcia konkursu, na blogu "Melon dotcom" - mejus250@interia.pl
-pracę konkursową lub prace konkursowe zapisane w załącznikach

*Uczestnik może wysłać dowolną liczbę zgłoszeń z tym, że 1 mail dotyczyć musi dowolnej ilości filmików konkursowych, natomiast 2 mail zgłoszeniowy dotyczyć musi dowolnej ilości zdjęć konkursowych - pierwszy mail na prace konkursowe z I kategorii, a drugi mail na prace konkursowe II kategorii
*W konkursie udział może wziąć każdy kto posiada adres korespondencyjny do wysyłki nagród nagród na terenie całej Polski

@Nagrody

*Wygraną w konkursie są nagrody książkowe:

-3 książki za zwycięski filmik:
a) "Panowie Salem" - Rob Zombie, B.K. Evenson - 34,90 zł
b) "World War Z" - Max Brooks - 34,90 zł
c) "Zły wpływ" - Ramsey Campbell - 34,90 zł

-2 książki za zwycięskie zdjęcie:
a) "Klub Ognia Piekielnego" - Anne Perry - 32,90 zł
b) "Szkarłatny blask" - Łukasz Henel - 29,90 zł

*Organizator konkursu zastrzega sobie niemożliwość wymiany nagród na ekwiwalent finansowy
*Zabronione jest przenoszenie nagród na osoby trzecie
*Organizator konkursu nie ponosi odpowiedzialności za niedostarczenie nagrody przez Pocztę Polską

@Rozstrzygnięcie/Zasady przyznawania nagród

*Wyboru zwycięzców dokonywać będzie organizator konkursu
*Prace konkursowe będą oceniane:
-pod kątem żartu oraz przerażenia
-wyłącznie za pomysł i jego realizację, a nie za jakość nagranego filmiku czy zrobionego zdjęcia
*Informacja o zwycięzcach ukaże się w przeciągu kilku dni od daty zakończenia konkursu w filmiku - na kanale YouTube organizatora konkursu - oraz w poście informacyjnym, dotyczącym rozstrzygnięcia konkursu, na blogu "Melon dotcom" - mejus250.blogspot.com
*Nagrody w konkursie zostaną wysłane do zwycięzców za pośrednictwem Poczty Polskiej

@Postanowienia końcowe

*Przystąpienie do konkursu jest jednoznaczne z zapoznaniem się oraz zaakceptowaniem regulaminu konkursu "Hallołajki"
*W razie ewentualnych pytań proszę je słać na adres mailowy: mejus250@interia.pl

No... także to już by było na tyle ;).
Jednak jeśli ktokolwiek z Was byłby na tyle miły i wstawił gdzieś któryś z poniższych banerków (to są linki do obrazków) z linkowaniem do tego posta na swoich pięknych blogach to byłbym bardzo wdzięczny :). Możecie nawet gdzieś w jakimś obskurnym kącie ;D.


Jeszcze raz zapraszam :*!

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Tyle trzeba było czekać na jeden filmik, a teraz to z dziesięć na raz by wrzucił... Melon jeden...

31 października 2013

"Gra o tron" - George R.R. Martin - v-recenzja

Witam :)!

Moi Mili, niezmiernie przyjemnie jest mi ogłosić, iż niespodzianka, która od dawien dawna była już przeze mnie zapowiadana, nareszcie odwiedziła mój melonowy blog. Co więcej nawet mogliście oglądnąć zapowiedź owej niespodzianki :).

Wiem, czekaliście długo i niektórzy może niecierpliwie, jednak mam nadzieję, że podniesie to Was na duchu jak powiem, że ja jeszcze bardziej od Was nie mogłem się doczekać, aż w końcu usadowię swój szanowny tyłek przed komputerem i dokończę montowanie... Pracy nie było mało, więc trochę czasu mi to zajęło (czasu na uczenie się na sprawdzian z matmy... heh), aczkolwiek nie ma co płakać, gdyż oto ukazuję przed Wami moją Pierwszą Melonową Video-recenzję :D!

Tak, niespodzianka była do tej pory ukrywana... Jest to "recenzja" "Gry o tron" George'a R.R. Martina :P!


* Wszelkie pretensje, że wyobrażaliście sobie mnie oraz mój głos inaczej, proszę wysłać na adres mailowy:

Melonmyślałem/łam,żejesteśfajniejszy,awyszłojakzwykleuCiebie,
więcpożegnajsięzmojąsympatiądoTwojejosoby,
chłopcze <małpa> dżimejl <kropka> kom
:)

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Jeżeli wszystko dobrze pójdzie to jeszcze dzisiaj... albo jutro ("dzisiaj" po północy)... wrzucę do sieci kolejny filmik, lecz tym razem będzie to KONKURS :D!

09 października 2013

"Carrie" - coming soon











Ten post nie jest zwyczajnym postem...

Ten post nie jest dla zwyczajnych ludzi...

Ten post jest dla tych wszystkich dziwaków, którzy jeszcze nie wiedzą, że już wkrótce, bo 18 października, będzie miała miejsce premiera wznowionej ekranizacji pierwszej wydanej powieści króla horroru - Stephena King'a, zatytułowanej "Carrie"...

Ten post wyraża emocje mojej niecierpliwości na premierę ów filmu...

Ten post will know her name...

You will know her name...

CARRIE



A Wy!? Czy też nie możecie się doczekać odnowionej "Carrie" ;)?

POZDRAWIAM!

03 października 2013

"Niebieska trawa" - Ted Kowalski

"Niebieska trawa"
czyli prawdziwy football zza kulis korupcji...

OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Renato mieszka w miasteczku w pobliżu Neapolu. Każdego dnia po pracy oddaje się swemu ulubionemu zajęciu - strzela piłką do konturu bramki wymalowanego na murze. Po latach treningu osiągnął prawdziwe mistrzostwo - trafia piłką z każdej pozycji w dowolny punkt bramki. Renato byłby doskonałym piłkarzem, gdyby nie jeden problem - ma już pięćdziesiąt pięć lat...
Niespodziewanie zostaje zawodnikiem drużyny walczącej w Serie A. Tak trafia do świata, o istnieniu którego nie miał pojęcia - świata korupcji i ustawianych meczów, świata wielkiej polityki i brudnych pieniędzy..."

Nie, nie lubię piłki nożnej... Nie, nie widzę sensu w bieganiu za piłką po boisku i co jakiś czas kopania jej dolną kończyną... Nie, nie znoszę oglądania jak inni grają w futbol - na żywo jeszcze ujdzie, ale w telewizji - nigdy w życiu! Nie, nie jestem totalnym przeciwnikiem uprawiania sportu tudzież jakiejkolwiek aktywności fizycznej (czyt. spasioną ofermą notorycznie zwalniającą się z w-f'u), ale po prostu NIEnawidzę piłki nożnej, dziękuję ;)!
I właśnie taki "JA" zapragnął zabrać się za książkę, której tematyka w głównej mierze opiera się na futbolu (czy też football'u... zależy czy ktoś lubi spolszczenia, czy nie), bo coś go tknęło... coś korciło go do lektury tego utworu... Muszę przyznać - dziwne, jednak co w tej urzekającej historii jest najdziwniejsze!? Otóż wyżej wymienionemu "JA" spodobała się ów książka, a nawet powiem więcej... Wystawił jej prawie pełną melonową punktację (pół melona ktoś wszamał i nici z szósteczki ;p)! Czy to nie jest ODROBINĘ zaskakujące!?
Według mnie jest to wydarzenie przełomowe. Ta sytuacja musi mieć jakieś głębsze dno dla naszego "JA"... Albo wkroczył w erę miłości do piłki kopanej, albo to ta książka skopała mu tyłek swoją doskonałością, że zapomniał jak się nazywa...
A ja nadal nie wiem jaki w tym przełom... chociaż, z drugiej strony nie za często jakiejkolwiek książce udaje się skopać mi tyłek, więc uznajmy to za moje kolejne już przełomowe wydarzenie ;).

Velo - niewielkie włoskie miasteczko, w niczym nie odróżniające się od wielu innych małych miejscowości we Włoszech... z wyjątkiem jednego drobnego szczegółu. Velo skrywa w sobie pewien nieoszlifowany diament piłki nożnej, którym jest nasz główny bohater "Niebieskiej trawy" - Renato. Jego ulubionym zajęciem po ciężkim dniu pracy w pobliskiej fabryce jest strzelanie piłką do namalowanej bramki na murze na jego podwórku. Wyćwiczył tę sztukę do takiej perfekcji, że jego 100 strzałów kończy się zawsze 100 trafieniami... a na dodatek potrafi kopnąć piłkę tak by poleciała w dowolne miejsce w bramce, wybrane przez niego. Chciało by się rzec - Piłkarz Idealny. Aczkolwiek nie wspomniałem o jeszcze jednym, a istotnym szczególe... Renato jest już po pięćdziesiątce...
Lecz na pohybel wszelkim przeciwnościom losu, które znane jest z podrzucania ludziom belek pod nogi, nasz bohater wraz z pomocą swoich przyjaciół - podstarzałego trenera, a zarazem najlepszego kumpla - Ernesto, managera - Luca oraz paru innych mieszkańców i mieszkanek Velo - zostaje włączony do swojej pierwszej drużyny piłkarskiej już jako zawodnik wyższej rangi walczący w Serie A.
Jak widać marzenie Renato aby grać w klubie na poziomie powoli zaczęło się spełniać, ale kto by pomyślał, że jego szacunek i miłość do piłki nożnej zaprowadzi go w świat, o istnieniu którego nawet nie podejrzewał... Świata naszych czasów, gdzie rządzi PIENIĄDZ, a z nim jego kuzynostwo - korupcja i wielka polityka... 

" - Przyjaźń jest bardzo ważna, może nawet najważniejsza. Jeśli przyjaciel cierpi, to trzeba mu pomóc, bo wtedy i tylko wtedy możemy sprawdzić, ile ta przyjaźń jest warta.
- Zgadzam się panie doktorze. Ale mój przyjaciel ciarpiał na ból brzucha, i dlatego tu jesteśmy. - Ernestowi udało się przebić przez ligikę doktora.
- No tak - zgodził się doktor. - A stolec był?
- No był - odparł za kolegę Ernesto.
- Ano widzisz mój drogi. Jak stolec był, to wszystko jest dobrze. Bo stolec jest najważniejszy..."

Jak już zauważyliście, książka ta porusza dość drastyczny temat korupcji, przewijającej się pośród praktycznie każdego sławniejszego (czyt. bogatszego) klubu piłkarskiego. I nie jest to problem z księżyca wzięty, ponieważ ile razy dowodzono, że jakiś tam mecz był już od początku wygrany przez jedną drużynę, a druga ze spokojem godziła się na to, kisząc w kieszeniach kapuchę, i specjalnie doprowadzając wynik do własnej porażki. Aż się teraz boję zapytać ile razy nie dowodzono, że mecz był ustawiany, a w rzeczywistości był. Bo gdyby to wyszło na jaw to przypuszczam, że cały ten sport w pełni straciłby wartość w oczach milionów kibiców jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Kowalski piętnuje korupcję w swojej książce, wystawiając ją na światło dzienne. Przerywa milczenie, dotyczące brudnych pieniędzy w kwestii futbolu.

"Niebieska trawa" po prostu urzekła mnie. Naprawdę byłem zaciekawiony dalszymi losami naszego głównego bohatera, przeżywając jego wzloty i upadki razem z nim. I mimo, że końcówka była w dużym stopniu przewidywalna to jednak wywołała u mnie ten delikatny uśmieszek radości na zewnątrz, a tego ogromnego pyziastego zaciesza wewnątrz :).

Biorąc siebie za przykład (nie no teraz to nieźle pojechałeś po bandzie ze swoją skromnością!) mogę stwierdzić, iż "Niebieska trawa" nie jest przeznaczona jedynie dla wielkich fanów piłki nożnej, którzy dosłownie żyją tym sportem, ale także dla osób, niespecjalnie obytych w temacie football'u oraz których zwyczajnie gó*wno obchodzi to, jaka drużyna zwyciężyła w danym meczu, gdyż ta książka jest w stanie porwać każdego czytelnika. Ludzie, ona mi się podobała... MI!!! A to już coś znaczy ;).
Panie Tedzie (btw. "Ted Kowalski" - dziwne zestawienie ;p), dziękuję za mile spędzony czas na boisku... na murawie niebieskiej trawy ;). Polecam serdecznie jeszcze raz!


"Wiesz, ludzie wyjątkowi mają to coś, czego nie mają inni. I tacy ludzie często nie znajdują zrozumienia. Na przykład był pewien malarz pod koniec dziewiętnastego wieku, który dostrzegł, że trawa jest niebieska...
- Jak to trawa jest niebieska? - zdziwił się Ernesto.
- No tak, przy pewnym oświetleniu trawa jest niebieska. I ten malarz postanowił namalować to, co dostrzegł. Wielu się z niego śmiało, on jednak się nie zraził, znalazł galerię, która to dzieło wystawiła, a później za jego obrazy płacono fortunę. Chcę ci powiedzieć, że ludzie wyjątkowi, którzy widzą, że trawa jest niebieska, muszą poddać się próbie i jej sprostować..."

POZDRAWIAM :)!

P.S.: Jbc. te miniaturki postów na stronie głównej "Melon dotcom" są na razie w fazie remontu (że też zachciało mi się podłużnych zdjęć :D), więc to nie jest wina Waszych komputerów, że są mówiąc krótko... porozciągane i powyginane na wszystkie strony świata ;). Niedługo postaram się coś z tym zrobić... lecz obawiam się niestety, że będę musiał wstawiać ich całkiem nowe fotki, dlatego teraz nazbierało mi się kupę roboty ;p. Please, forgive me za moją niesystematyczność na blogach :)!

21 września 2013

"Zombie survival" - Max Brooks

"Zombie survival", czyli obrona przed zombie w pigułce...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Wirus Solanum, powodujący światową plagę zombizmu, czai się tuż za rogiem. Krwiożercze potwory są wszędzie, a przeciwdziałania pandemii wydają się nieskuteczne. Jak dotąd to ocaleni są słabszą stroną w tej apokaliptycznej wojnie. Tak nie musi być.
Zombie survival zawiera wszystko na temat sztuki przetrwania w świecie opanowanym przez "nieumarłych". Rozpoznanie pierwszego stadium infekcji, dobranie skutecznej broni, dopasowanie ekwipunku, właściwe umocnienie kryjówki i wiele innych niezbędnych informacji. A przede wszystkim - efektywna eliminacja zagrożenia!
Przeżyjesz czy staniesz się jednym z NICH? Wybór należy do CIEBIE!"

Pamiętacie może, gdy jakiś czas temu recenzowałem dla Was bestseller amerykańskiego pisarza Maxa Brooksa, zatytułowany "World War Z"?
Dzisiaj właśnie nadszedł czas na kolejną zjawiskową odsłonę Pana Maxa o podobnej tematyce, bo o czym!? Oczywiście o zombie...

Czy Wy albo przynajmniej ktoś z Waszej rodziny bądź znajomych zetknął się kiedykolwiek z zombie - żyjącą kupą zgnilizny, żądną ludzkiego mięsa aby zaspokoić swój nigdy niekończący się głód!? Nie!? Czyli jak rozumiem Wasze doświadczenie z "nieumarłymi" jest znikome!? To nawet nie wiecie w jak wielkim jesteście niebezpieczeństwie! Tylko pomyślcie sobie teraz co by było, gdyby nagle gdzieś na świecie, niezależnie w jakim miejscu, pojawił się tak zwany "Pacjent Zero", zarażony na dosyć dziwną i trudną do opisania chorobę. W jego ciele rzesza specjalistów, naukowców oraz lekarzy wykryłaby niespotykaną dotąd nową odmianę wirusa, doprowadzającego prawidłowo funkcjonującego dotąd osobnika rasy "Homo sapiens sapiens" do rychłej śmierci... i w niedalekiej przyszłości nieoczekiwanej reanimacji w bestię łaknącą rozlewu Waszej krwi... Wirus ten powoli i stopniowo, aczkolwiek skutecznie rozprzestrzeniałby się po całym globie zbierając coraz większe żniwo. Plaga zombizmu wreszcie dotknęłaby każdego zakątka na Ziemi...

I co w takiej sytuacji robisz Ty!? Zdominowana i bezbronna jednostka, odbywająca swoją mozolną tułaczkę po podbitym przez śmierć świecie... Odpowiem krótko: leżysz i robisz pod siebie, defekując się w porty, jednocześnie zanieczyszczając środowisko. Lecz zapytacie mnie: "Drogi Melonie, a więc co możemy zrobić, żeby nie być biernymi pierdołami podczas plagi zombich!? Drogi Melonie, jak żyć!?". Moja odpowiedź jest jasna i klarowna... Wasza jedyna szansa przetrwania leży w zasięgu Waszych rąk... A dokładniej w książce "Zombie survival" autorstwa znakomitego pisarza Maxa Brooks'a (ja chyba powinienem pracować w reklamie ;p). Tak moi Kochani, ten utwór powinien być w każdym domu na zaś, w razie nieoczekiwanych zagrożeń ze strony żywych trupów. Znaleźć tutaj możecie wszystkie, powtarzam WSZYSTKIE informacje, które w jakikolwiek sposób będą Wam pomocne w trakcie Ery Zombie. Zaczynając od doboru odpowiedniej broni do walki z trupami (łom, łuk, karabin, katana... i wiele, wiele więcej, czego dusza zapragnie), poprzez spis wszystkich ogólnodostępnych środków transportu (na lądzie, w wodzie, czy w powietrzu? To nie ma znaczenie, zawsze coś się znajdzie...), wszelakie typy terenów przeznaczonych do ucieczki lub też do bezpośredniej walki z wrogiem, aż po zasady budowania dobrej i wytrzymałej twierdzy obronnej, a nawet po liczne notatki historyczne związane z plagami zombizmu sprzed lat, z których można wyciągnąć pouczające wnioski na przyszłość... jak wiadomo człowiek uczy się na błędach...

A na deser, dla wysublimowanych smakoszy literatury, autor przeznaczył również część swojej publikacji na dość absurdalne pytania oraz ich ujmujące odpowiedzi. Dlaczego absurdalne!? Jak sądzę dlatego, że nikt o zdrowych zmysłach nie zadałby pytania typu: "Czy istnieje możliwość udomowienia [zombie]?", lub też dotyczącego rozmnażania płciowego "nieumarłych" ;D. Chcecie poznać na nie wszystkie odpowiedzi? W takim razie zapraszam do lektury ;).

Co mnie pozytywnie zaskoczyło w tej książce!? Na pewno jest to dokładność i dbałość o szczegóły przez autora, podobnie jak to miało miejsce w jego poprzedniej książce "World War Z". Brooks przemyślał każdy nawet najdrobniejszy szczegół, dzięki czemu dla wielu czytelników osiąga on rangę jednego z najlepszych pisarzy na całym świecie. Dopowiem, że w moim zestawieniu "MyBestWritersEverForever" Pan Max od niedawna zajmuje jedno z jego pierwszych pozycji. Chapeau bas Max Brooks!

Znacie może stare chińskie przysłowie "Lepiej najpierw poznać swojego wroga niż potem być częścią jego niestrawionej treści żołądkowej"? Przypuszczam, że nie, bo sam je przed chwilą wymyśliłem, ale znam też drugie, które jest już całkowicie prawdziwe: "Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem..." - długie, bo długie, ale ważne, że opisujące szczerą prawdę. Jednak aktualnie skupmy się na fragmencie z tejże maksymy: "Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew..." - może powtórzę, jakbyście nie zanotowali... tutaj mowa jest o "przetrwaniu", a nie o "wygranej". Bo jak to sformułowali krytycy z tygodnika "Polityka": "(...)mitologia zombie zakłada tylko przetrwanie. Nie ma mowy o zwycięstwie...". Jednakowoż, aby przetrwać najpierw należy poznać swojego wroga. A gdzie możecie odnaleźć więcej informacji o zombie niż właśnie w książce o zombie ;)?

Według mnie zarówno "World War Z" jak i recenzowany przeze mnie "Zombie survival" można zaliczyć do swoistej "dylogii zombie". Oczywiście nie istnieje coś takiego (mówię w przypadku tych dwóch książek), jednak pozwoliłem sobie je zatytułować z 2, a właściwie 3 powodów... Po pierwsze oba utwory mają tego samego autora, po drugie dotyczą identycznej tematyki i w końcu po trzecie według mnie można ustalić ich chronologię (chociaż może "chronologia" to za duże słowo). Otóż "World..." przedstawiając przebieg wojny światowej z zombie, opisuje pewne sytuacje  związane z zachowaniem i funkcjonowaniem żywych trupów, często doprowadzając czytelnika do niewyobrażalnego stanu zadziwienia, a "Zombie survival" omawia je szczegółowo, przez co gdybyśmy zabrali się najpierw za tę pozycję to można powiedzieć, że zdradzilibyśmy sobie dość dużą część faktów tudzież mitów, odnoszących się do chodzących umarlaków, które zaskoczyłyby nas w "World War Z". Delikatny syndrom powtórzonej treści oraz odgrzewanego kotleta w czystej postaci...
Aczkolwiek zapewne teraz większość z Was będzie przykładowo marudzić, że: "Eeee, ja już przeczytałem survival, więc nie mam już po co czytać "Wojnę Światową Z"". Nie, nie, tak to nie działa! Po prostu to było takie moje drobne spostrzeżenie i w żaden sposób nie ujmuje komfortowi czytania :). Moje zwykłe i niepotrzebne narzekanie, ot co ;).

Żeby już nie przedłużać, chciałbym polecić Wam serdecznie tę pozycję, jaką jest "Zombie survival" Maxa Brooks'a, jako znakomity poradnik przed jak również w trakcie trwania apokalipsy ludzkości w postaci rozprzestrzeniającej się plagi zombizmu.
Lecz polecam ją również codziennym zjadaczom treści pisanych, jako wciągającą lekturę na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory ;)...


"Najlepszą bronią obuchową jest bez wątpienia zagięty stalowy łom, tzw. łapka. Niewielka (acz w pełni wystarczająca) masa i wytrzymała konstrukcja czynią z niej idealną broń do walki wręcz z żywymi trupami. Zagięta, zaostrzona główka umożliwia zadawanie pchnięć bezpośrednio do wnętrza komory mózgowej czaszki, przez oczodół. Wielu ocalałych ze starć z zombie może potwierdzić uśmiercenie umarlaka właśnie w ten sposób..."

POZDRAWIAM!

P.S.: Boziu, chyba pierwszy raz się tak rozpisałem... ale jak książka porywająca to i recenzja nie może być płytka ;).

16 września 2013

"Garbuska" - Leszek Sokołowski + parę słów usprawiedliwienia


Damdaradamdamdamdaaaaaaaam... daradam...

Hej, witajcie :)!

Dobra, WIEM! Nie było mnie przez "jakiś" czas, jednak powracam do Was w pełni sił... tzn. bez żadnych sił, z brakiem czasu i organizacji ale zawsze z uśmiechem na ustach :D! Kłamać mógłbym długo i nikogo by to chyba nie zdziwiło, aczkolwiek teraz powiem samiućką prawdę.

Nie było mnie, gdyż...
# miałem problemy z komputerem (internetem)
# mój dotychczasowy światopogląd uległ niemałej destrukcji i wreszcie "otworzyłem oczy", ale o tym może zrobię osobny wpis...
# rozpocząłem kolejny rok szkolny (nieważne, że to jest najgorsza wymówka, ale zawsze jest ;p), a jako że jestem rocznikiem "eksperymentalnym" (o ironio, trafili na mnie!) to borykałem się z kilkoma problemami, których epicentrum gnieździło się w moim planie lekcji (teraz mam wszędzie okienka i praktycznie cały czas muszę siedzieć w szkole O.o)
# miałem gości... aaaaale i mi wymówka ;)
# tyle czasu zleciało, a ja nie wiedzieć czemu nie skończyłem jeszcze swoich remontów na blogu (tak, tak, tu jest nadal syf... no chyba widać, nie :D?)
# ciągle pracuję nad filmikiem... kuźwa, że też zachciało mi się tylu cięć ;P
# po prostu pierdzielone czarne dziury z całego wszechświata zagięły mój czas wolny, że ciach, ciach i jeden dzień minął... pach, pach i czwarty już się kończy... hop, siup i 16 września jak w mordę strzelił...
# moje lenistwo podcięło mi skrzydła przy samej dupie (teraz tak zastanawiam się, dlaczego ten podpunkt nie jest na pierwszym miejscu ;p)

Ok, wyżaliłem się na tyle, na ile mogłem,
a jak widzę Powrót Do Systematycznego Blogowania stoi już u mych bram, więc...
Czas zakasać rękawy i DO ROBOTY!!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"Garbuska", czyli powieść z pogranicza faktu i fikcji...


OPIS :
(pochodzi z okładki)

"Z więzienia Kalun po dziesięciu latach wychodzi na wolność Vardis Fisz, członek bractwa. Odnajduje krewną z osady, skąd pochodzi - Garbuskę o czerwonych włosach. Zamieszkują razem.
Vardis jako zadośćuczynienie niewoli otrzymuje fabrykę. Jego dawni wspólnicy Oskar i Rot prowadzą gazetę "Corrida", która jest tubą propagandową bractwa. Na przyjęciu w redakcji poznaje Głównego Redaktora, bezwzględnego cynika na usługach mocodawców. Główne motto Naczelnego to nienawiść do ludzi. Niedługo potem Oskar i Rot popadają w niełaskę..."

Nie mam pojęcia, od której strony mam się zabrać za recenzję tej książki. Jej fabuła była dla mnie tak pokręcona i poszarpana z każdej strony, że aż skłonny jestem do tego aby ochrzcić ją mianem mojej kolejnej "Księgi metafor, symboliki i drugiego dna" zaraz za "Władcą much", "Kalejdoskopem", czy Biblią. Nawet sam autor, Pan Sokołowski, nadmienił w wywiadzie do pewnej gazety, że "Garbuska jest symbolem brzydoty i okrutnego świata, który opisuję. Mimo wszystko jest też nadzieją, bo przecież w końcu wypiękniała, a jej tratwa podryfowała na południe, do słońca." - jak mówiłem - ukryte przesłania ;).

Książka liczy sobie 180 stron i o dziwo nie czytało mi się jej szybko. Dłużyła się okropnie, według mnie głównie ze względu na zagmatwaną fabułę, jaką autor podzielił na parę odrębnych wątków. W jednym pływamy z tytułową Garbuską na tratwie wśród fal, aby już w następnym akapicie Garbuska jadła chipsy O.o. I właśnie przez to pomieszanie z poplątaniem nie będę w jakiś większy sposób, a właściwie w ogóle przedstawiał Wam szczegółowej fabuły. Przypuszczam, że w tym przypadku powyższy "OPIS" w zupełności wystarcza...

"Kłamstwo nie musi być jednak świadomym grzechem, jeśli powstało na skutek miraży lub gdy umysł pogrążony jest w fazie ren, kiedy śpiący ma wrażenie, że jest na jawie. To na szczęście dylemat dla specjalistów..."

Nie ukrywam, że napaliłem się na tę pozycję zarówno ze względu na dziwaczną i jednocześnie zachęcającą okładkę, jak i dzięki napisowi "Fantastyka", który znaleźć możemy "na tyłach" książki.
Liczyłem na mocne, polskie tąpnięcie gatunku, a otrzymałem jedynie jego liźnięcie i to jeszcze w niecodziennej konwencji dotychczas znanej mi fantastyki ;p.
Oczywiście domyślam się, że co mi się nie podoba Wam może przypaść do gustu w 120%. Po prostu "Garbuska" jest jak dla mnie zbyt trudna do przyswojenia. I moje marudzenie poprzeć mogę odsyłaczem do strony pewnej blogerki-recenzentki Pinko, która podobnie jak ja wyraziła swoją subiektywną opinię na temat tegoż utworu, cytuję: "Ta historia jest tak szalona, że można ją porównać tylko z twórczością Gombrowicza; też niektóre fragmenty są niezrozumiałe (przynajmniej dla mnie), maksymalnie pogmatwane i pełne wyobrażeń nie z tej ziemi...". Dokładnie miałem takie same odczucia po przeczytaniu tej pozycji! Czyli jak widać nie jestem osamotniony ze swoją "nieprzyswajalnością" ciężkich książek :D.

"W kwiku zarzynanych świń słychać złowieszczą trwogę, jeśli się dobrze wsłuchasz, usłyszysz też płacz dziecka i rozdzierający lament matki. Po przebiciu nożem tętnicy wykrwawiają się i zdychają po trzydziestu sekundach. Człowiek umiera szybciej i ciszej. To jedyna różnica między zdychaniem a umieraniem, czas i decybele. Wystarczy jednak trochę technicznych umiejętności, żeby zrównać człowieka ze świnią..."

Podsumowując, chciałbym polecić "Garbuskę" autorstwa Pana Leszka Sokołowskiego jedynie czytelnikom, lubującym się w cięższej literaturze i nie mówię tutaj o "wielotonowych głazach czytelniczych", których nawet Norwid nie obejmie umysłem, jednak chodzi mi mniej więcej o te "cięższe kamyczki", nad którymi może nie w takim stopniu jak przy głazach, mimo wszystko należy pogłówkować ;). I weź tu teraz kuźwa człowieku rozszyfruj moje metafory :P.
Także jeśli zaczytujesz się Drogi Ty w zwykłej, codziennej, niekiedy nazywanej wakacyjnej lekturze, w której maksymalne wymagania sprzętowe myślenia ograniczają się do minimum z minimum to radziłbym Ci nie zabierać się za ten utwór. Mimo, że krótko to jednak nie warto tracić czasu na niezrozumiałe treści ;).

Pragnąłbym jeszcze nadmienić, iż moim skromnym zdaniem wcześniej wspomniany przeze mnie napis "Fantastyka", znajdujący się na tylnej okładce "Garbuski" jako określenie jej gatunku literackiego, w ogóle nie powinien się tam pojawić. Owszem, były tam elementy fantastyczne, lecz te akurat nie dominowały w ów utworze, więc ja się pytam po co tak rujnować nadzieje czytelników?! I jakim prawem można bezcześcić nadzieje Melona :D!?


"Największe oszustwo to świat, w którym żyjemy, nie mamy o nim najmniejszego pojęcia, przyjmujemy go jak podaną w książkach prawdę historyczną. Do historii można mieć dystans, ale rzeczywistość trzeba czytać, kto ją widzi taką, jaka jest? Kto ją widzi własnymi oczami?
Akceptacja zaistniałego stanu rzeczy to grzech główny, rewolucja, która ma być oczyszczeniem, jest tylko aktem gwałtu, po którym wszystko wraca do normy, punktu wyjścia. Ludzie są zawsze tacy sami, nie zmieni ich żadna technologia. Świat jest im obojętny. Słońce, księżyc, gwiazdy. Oceany, góry, rzeki. Przyszli tylko na moment i za moment odchodzą ze swoimi bogami. Kiedyś to wszystko się skończy, zostaną być może tylko szczury, które nieudolnie naśladujemy, silniejsze i szlachetniejsze do ludzi..."

POZDRAWIAM!

02 września 2013

Zabawa okładkowa 2 - dokończona okładka


Witam :)!

Ja tylko z krótką informacją, że druga zabawa okładkowa na blogu "Melon dotcom" dobiegła końca :P.

Więcej informacji dotyczącej tej zabawy możecie znaleźć tutaj.

Oczywiście poprawną odpowiedzią byli "Dziwni" - Stefana Bachmanna :).
Poniżej zamieszczam dokończoną już okładkę ów książki...


Wszystkim tym, którzy wzięli udział w zabawie, serdecznie dziękuję oraz obiecuję, że o Was nie zapomnę ;)!

POZDRAWIAM!

01 września 2013

Zapowiedź melonowych v-recenzji

Witam!

Dzisiaj dość nietypowo, bo "zapowiadająco" :D.

Pamiętacie może niespodziankę, o której wspominałem już od baaaaardzo długiego czasu... która planowana była nawet przed pamiętną nocą halloweenową 2012, gdy to po raz pierwszy Melon opublikował swojego posta na bloggerze ;).

Jeśli pamiętacie to ta chwila na niespodziankę właśnie nadeszła, wraz z poniższym filmikiem...
A jeśli mam być dokładny to ten filmik praktycznie jest zapowiedzią ów niespodzianki ;P.
(wiem, beznadziejna, ale chyba tego też się nie spodziewaliście ;D)

Tak, więc bez zbędnego pieprzenia, zapraszam serdecznie do oglądania :)!

Jednak uprzedzam: BŁAGAM WAS, WŁĄCZCIE NAJWYŻSZĄ JAKOŚĆ :P!
(to będzie chyba 480p, czy ileś tam)



Dobra, to ja już lecę szykować się na
(ku*wa) jutrzejsze (ku*wa) rozpoczęcie (ku*wa) roku (ku*wa) szkolnego, ku*wa!

POZDRAWIAM!


P.S.: Za wszelkie zidiocenie, po obejrzanym filmiku, autor nie odpowiada... najwyżej będziemy dzielić pokój w wariatkowie ;).
P.S.3: Zapraszam również do klikania w ikonki w prawej, górnej części bloga, gdzie znaleźć mnie również możecie na twitterze, czy asku :D! Bosz... założyłem aska jak jakaś panienka... JEEEJ ;3!
P.S.2: Tak, na blogu nadal trwa remont :)...

30 sierpnia 2013

Melonowy Stos(ik) - 4

Witam ponownie :)!

Jako, że ostatnimi czasy książki lgną do mnie jak muchy do sera... tzn. jak muchy do kupy i jak myszy do sera to nie pozostało mi nic innego jak tylko opublikować kolejną zapchajdziurę na blogu, jaką jest Melonowy Stos(ik) :D. Nie będę już może przedłużał, dlatego przejdę do samego stosiku...


Zacznijmy od samego dołu tego pagórka...

*Być dyrektorem szkoły - Anna Lidia Brzywca*
Książka otrzymana do recenzji od wydawnictwa Novae Res. Moją recenzję można znaleźć tutaj.

*Zombie Survival - Max Brooks*
Jeżeli się nie mylę to jest to wznowienie, ale nic nie obiecuję :P. Do recenzji od Zysk i s-ka.

*Ambasadoria - China Miéville*
Jak wyżej otrzymałem tę książkę od wydawnictwa Zysk i s-ka. Tutaj znajduje się moja recenzja.

*Dotyk Julii - Tahereh Mafi*
Wygrana w konkursie. Nie ukrywam, że boję się zawodu na tej książce, przez główny wątek miłosny, jakim charakteryzuje się ta pozycja :P.

*Wypychacz zwierząt - Jarosław Grzędowicz*
Zbiór opowiadań spod znaku grozy, który kupiłem pierwszego dnia przedpremiery w Empiku tylko ze względu na okładkę :P.

*52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca - Jessica Brody*
Książkę tę wygrałem w konkursie wydawnictwa Fabryka Słów i musiałem na nią naprawdę dłuuugo czekać... a otrzymałem dopiero drugi egzemplarz, gdyż pierwszy zaginął w akcji... a wszystko przez naszą kochaną Pocztę Polską :P. Jest to książkowa wersja typowo hollywoodzkich komediowych produkcji :D.

*Kalejdoskop - Piotr Szymonowicz*
Od wydawnictwa Novae Res do recenzji. Moja recenzja znajduje się pod tym linkiem.

*Niebieska trawa - Ted Kowalski*
Jak wyżej od Novae Res.

*Garbuska - Leszek Sokołowski*
Jak wyżej od Novae Res... z tą różnicą, że już ją zacząłem czytać :).

Oczywiście do stosiku musiałbym dorzucić parę innych książek z poprzedniego stosiku, jednak nie chciałem ich ponownie ustawiać do zdjęcia... niektóre nawet trzeci raz :D. To by tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że ciężko jest mi się zabrać za tę pozycję... jbc. mówię o "Ręce mistrza" Kinga :p.

POZDRAWIAM!

P.S.: Już zaraz zabieram tyłek w troki i idę w odwiedziny do Waszych blogów :). Tylko ciekawe, kto mnie ugości herbatką i ciasteczkiem :D?

Zabawa okładkowa 2 #part2 - ZAKOŃCZONA


Hej :)!

Dzisiaj czas na drugą odsłonę niedokończonej okładki. Jeżeli nie wiesz o co w tej zabawie chodzi, zajrzyj tutaj :).

A, więc nie przedłużając...

"Jaki tytuł nosi książka, której niedokończoną okładkę przedstawiam!?"

Kliknij, żeby powiększyć
Jeszcze raz podam Wam parę podpowiedzi :)
*książka ukaże się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów z Lublina*
*będzie miała swoją premierę już w październiku*

Zapraszam serdecznie wszystkich chętnych do zabawy!

POZDRAWIAM!

P.S.: Może ponownie wspomnę, jakby ktoś zapomniał, że ja o chętnych nie zapominam :).

29 sierpnia 2013

Zabawa okładkowa 2 #part1 - ZAKOŃCZONA



Do You remember (i na tym mój "inglisz" się kończy) zabawę okładkową z odkrywaniem książki "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" na moim blogu?
Jeśli Wasza odpowiedź brzmi "tak" to powiem, iż nadeszła pora na kolejną zabawę z odgadywaniem niedokończonych okładek :).
A jeżeli Wasza odpowiedź brzmi "nie" i nie macie zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi to... już spieszę wyjaśniać...

Przez całe dwa dni (dzisiaj i jutro) publikować będę kolejne odsłony "niedorobionych" okładek książki, której tytuł jest nieznany... i właśnie tutaj Wy (chętni) przejmujecie inicjatywę...
Inicjatywę, której dotyczy odpowiedź na poniższe pytanie...

"Jaki tytuł nosi książka, której niedokończoną okładkę przedstawiam!?"

Kliknij, żeby powiększyć
Mam dla Was całe dwie podpowiedzi:
*książka ukaże się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów z Lublina*
*będzie miała swoją premierę już w październiku*

Poprzednim razem całą blogosferę opanowała pindowata cizia z panterkowymi pantoletami i szmatą w ręce, a teraz czas na... wysyp czarnych (?)kurzych(?) piór z jakimś miastem w tle (prawdopodobnie jest to Londyn... przepraszam, nie ma takiego miasta "Londyn". Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...
Pzdr. dla tych co wiedzą o czym mówię :D) i przeważającym kolorem niebieskim w górnej części okładki.

Jeszcze raz zapraszam wszystkich chętnych do zabawy :)!

POZDRAWIAM!

P.S.: Chyba nie muszę mówić, że ja o chętnych nie zapominam ;)?

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com