03 listopada 2012

"Władca much" - William Golding - recenzja



Nadszedł właściwy czas na recenzję światowego bestsellera, jakim jest książka Williama Goldinga, zatytułowana "Władca much"!

Teraz może napiszę, bo potem zapomnę...
Ta książka nie powstała na podstawie idiotycznego serialiku "Włatcy móch", czy jeszcze innych głupotach!
Wręcz przeciwnie, ponieważ utwór ten został wydany w 1954 roku i to na jego podstawie właśnie zostały stworzone różne produkcje. Na przykład serial "Zagubieni" oraz do jej wątków nawiązywano w serialach "Simpsonowie", "South Park" czy (wymienieni przeze mnie wcześniej) "Włatcy móch". Wiele zespołów oddaje hołd tej książce w swoich utworach... i najlepsze, podobno jest to ulubiona powieść Stephena King'a... OhMyGod!

Melon, do rzeczy...
Jak zwykle ostrzegam przed spoilerami!

Książka ta jest opowieścią o licznej grupie małych chłopców (nie wiem czemu przeżyli sami chłopcy...), którzy przebywają na niezbyt wielkiej wyspie, na której znaleźli się poprzez katastrofę lotniczą...
Żadnych kobiet...
Żadnych dorosłych...
Radź sobie sam...

Czy wy byście przetrwali... chociaż dobę?!

Bohaterom "Władcy much" jakimś trafem udała się ta sztuka. Na samym początku zapanowanie nad bachorami wydaje się proste... Do czasu...
Powstają pierwsze bunty, coraz więcej osób odłącza się od grupy, na małą wysepkę wkrada się chaos...

Z pozoru jest to książka opisująca grupkę dzieci, które w nieporadny sposób ustalają hierarchię panowania (jest takie coś jak "hierarchia panowania"... Boże, po co się pytam... oczywiście, że jest, no bo przecież sam to wymyśliłem, więc... Wiem, wiem, jestem SUPER!) i próbują żyć według określonych zasad (a jak wiadomo, zasady się łamie... weeeee, ale jestem niegrzeczny), lecz tak naprawdę cała ta historia ma w sobie drugie dno. Wszystko, powtarzam wszystko we "Władcy much" ma swoje symboliczne znaczenie (np. muszla, która oznacza demokrację i równość)!

Życie na wyspie podczas pierwszych dni w jakiś sposób funkcjonuje - polowania, ogniska, szałasy itd.
Przez kolejne dni rodzą się sprzeciwy ludu, wywołane błahymi sprawami, tak jak to mam miejsce w normalnym życiu (przykładowo wojny), aż w końcu zło zapanowuje nad dziećmi.
Zło, którego ucieleśnieniem na wyspie jest tytułowy "władca much" (z hebrajskiego "Belzebub" - demon, oznacza "pan much")! W książce tej występuje w postaci świńskiego łba, nadzianego na kij (stąd prosiak na odnowionej okładce).

No dobra świnia to świnia, ale o co chodzi z białym trójkątem?!
Według mnie jest to ten plac (gdyż było wspomniane, że ma kształt trójkąta), na którym odbywały się pierwsze spotkania rozbitków... dopóki się nie posprzeczali (a jeżeli nie, to napiszcie co).

Niestety musi nadejść coś okropnego... śmierć!
Może się mylę, ale nie przypominam sobie, żeby zginęły więcej niż 2 osoby.
Pierwszą z nich jest Simon, który jako jedyny okazywał empatię i był pomocny w praktycznie każdej sprawie, a drugą - Prosiaczek (on był świetny). Sądzę, że symbolizuje inteligencję i czysty rozsądek. Wraz z jego straszliwą śmiercią (współczuję... albo nie, to przecież tylko Prosiaczek... no doooobra, niech wam będzie, że współczuję) - został zabity przez głaz, który zrzucili inni chłopcy i spadł z urwiska wprost do wody (auć) - i zniszczeniem muszli, giną wszystkie pozytywne i cywilizowane zachowania... Bez rozsądku i ustalonych zasad rodzi się CHAOS...

Osobiście podobał mi się moment, w którym ci wszyscy buntownicy rozpoczęli polowanie na Ralph'a.
Normalnie "Igrzyska Śmierci" jak w mordę strzelił...

No i doszliśmy do zakończenia...
Może jestem jakiś dziwny (ok, wiem... :p), ale jakoś nie zrozumiałem końcówki książki.
Polowanie na Ralph'a.
Ucieczka na plażę.
Przybycie oficerów marynarki na wyspę.
Zaprzestanie polowania.
Płacz i ogólne zmartwienie...

Że CO?!

Więc może już skończę - nagrodzoną Noblem powieść Williama Golding'a pt. "Władca much" oceniam - 7/10 punktów z przyczyn takich, że nie za bardzo przypadła mi do gustu... Zapewne jestem za głupi, żeby ją pojąć (nie ma to jak samokrytyka).
Mimo wszystko polecam ją przeczytać, lecz ostrzegam! Jeżeli lubisz książki, w których symbolika wyznacza nowe trendy, sięgnij po "Władcę much", a jeśli odczytywanie symboli jest dla ciebie czarną magią... to  wyjdź z psem na spacer bądź pójdź do McDonald'a i najedz się na zdrowie!

"Nożem zwierza! Ciach po gardle! Tryska krew!"

7 komentarzy:

  1. Kiedy czytam twoje recenzje ciśnie mi się uśmiech na usta ;) Pierwszy raz usłuszyłam o tej książce, gdy moja polonistka zaczęła mi dyktować książki, które mam przeczytać na konkurs, nie wiem, czy się za nią wezmę, bo wybrałam obyczajowe... Nie ważne. Lubię książki o tej tematyce, czytałeś może "Więźnia labiryntu"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;D!
      A co do "Więźnia labiryntu" to tak, czytałem.
      W sumie całkiem przyjemna pozycja. Oooo dobrze, że mi przypomniałaś, bo miałem szukać 2 części - "Prób Ognia" :).

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Zdecydowanie musisz do niej "dorosnąć".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosz, Basiu gdzie Ty zaglądasz... Ta """recenzja""" już od dawna powinna siedzieć w Azkabanie, albo co najmniej w Komnacie Tajemnic tego bloga :P.
      Błagam Cię nie czytaj tego ;D!

      Ale powiem Ci szczerze, że z czasem "Władca much" mi się bardziej podoba ;3.

      Usuń
    2. Mam nadzieję! Do jasnej ciasnej! Jest kultowa! Przeczytaj co pisałam u siebie, byłam zachwycona, za każdym razem odkryjesz w niej coś nowego! Za każdym! :D :P

      Usuń
    3. Już przeczytałem i planuję powrót do niej :D.

      Usuń
  3. Zginął tam jeszcze chłopiec z "myszką" na twarzy:)
    "Dorośli ratują dzieci. Ale kto uratuje dorosłych?" ~a propos niezrozumianej końcówki;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com