09 listopada 2012

"Misery" - Stephen King - recenzja





"Misery", czyli przerażające początki rządów Króla... (Jakby co, to tu chodzi o King'a... <-- aaa, taka wzmianka dla mniej pojętych).
[SpoilerS]

"Misery"...
Gdy słyszę ten tytuł, wyobrażam sobie mały, ciemny pokoik z łóżkiem...
NIE!
Jest jeszcze coś...
Coś na stoliku...

...maszyna do pisania...

Jak myślicie?! Co zrobilibyście, gdybyście (jeszcze więcej Melon tego "-byście"... schodzę na psy... ;p) pewnej nocy (po upojnej libacji alkoholowej) wsiedli za kółko i... TRACH!
Wypadek, połamane nogi (żeby tylko...) i utrata przytomności w śnieżnej zamieci...
Budzicie się jednak w ciepłej pościeli w małym, szarym pokoiku...
Wasze nogi wyglądają jak powyginane gałęzie... Nawet jeśli moglibyście się poruszyć (co byłoby niemożliwe) to i tak nie uciekniecie... Przecież znajdujecie się w chałupce na odludziu...

Wszystko jeszcze jak cię mogę (ok, ok... może nie :D), ale tu największym problemem nie są ani połamane kończyny, ani odludzie, ani też nieświadomość gdzie jesteście i co tutaj robicie, lecz problem tkwi w... gospodarzu domu... niejakiej Annie Wilkes... byłej pielęgniarki, ale dlaczego ją zwolniono?!

Cała ta opisana wyżej historia zdarzyła się naprawdę dla bohatera książki "Misery" - Paul'a Sheldon'a.

Jest on pisarzem z zawodu i autorem poczytnej serii romansideł - tytułowej "Misery". Znudzony już swoim cyklem książek, postanawia uśmiercić główną bohaterkę.
Niby wolnoć Tomku w swoim domku, no ale gdybyś tylko wiedział Paul... gdybyś tylko wiedział...

Tak jak już napisałem, Sheldon miał wypadek, z którego nie wyszedł obronną ręką. Z miejsca wypadku zabrała go (bez zawiadomienia policji ani pogotowia) Annie i zawiozła do swojego domu, gdzie się nim "opiekowała"...

Matko Boska, jak ja sobie przypomnę, kiedy czytałem tę książkę, to co chwile po scenach z panią Wilkes tak mówiłem do siebie: "Boże, ona jest porąbana!", "Jezu, jak można być tak nienormalnym i powalonym?!"... Serio... i dopowiem, że takie sceny miały miejsce cały czas...

Nie chcę opisywać całej tej historii, bo po primo - nie chcę mi się, a po drugo - ... oj dobra... nie chce mi się :p...

Ale to co najbardziej mi utkwiło w pamięci zapiszę...

Najokropniejszą sceną (nie w sensie, że zesrałem się ze strachu, tylko, że dostałem takiego olśnienia), jaka zawarta była w tej książce (w sumie to nie była tylko jedna scena, ale o kolejnych potem...), to scena, gdy Annie przyszła do Paul'a (to po tym jak wyszedł z pokoju... albo... z resztą nie pamiętam... NIEWAŻNE) i usiadła na łóżku, jednocześnie machając masywnymi nogami i tłukąc przy tym w coś, co leżało na podłodze...
Jak sobie uświadomiłem, co to było... Myślałem, że dostanę zawału... i tak "Kur**, to siekiera!"...
Nadal pamiętam ten szok...
O matko...

Drugą sceną z kategorii najokropniejszych, była scena (teraz napiszę krótko), gdy szajbuska Annie przejechała samochodzikiem-kosiarką (jest takie coś?) po twarzy policjanta, rozrywając ją aż do kości...
OMG!

I ostatnim strasznym momentem (który teraz wymienię... bo tak łącznie to było ich... oj, aż za dużo), była scena, gdy pani Wilkes właśnie tą wcześniej opisaną siekierą, odrąbała Paul'owi stopę i przypaliła kikuta palnikiem...

Jeju, co za debilka!

Podsumowując (już kończę, choć mógłbym tak pisać i pisać, ale zostawiam wam resztę do przeczytania :D), oceniam książkę Stephen'a King'a pt. "Misery" za najlepszą (z tych szalonych)! Powiem wprost, strasznie brakuje mi dawnego King'a! Takiego, którego utwory chwytają za gardło i już nigdy nie wypuszczają... Jego najnowsze książki są niezłe, ale to nie to samo. Po prostu sprzedają się przez autora, a nie treść... I to jest wkurzające...

Ok! Przyznaję "Misery" 10/10 punktów, gdyż jeżeli poszukujecie książki, dzięki której wasza psychika wysiądzie po pierwszym spotkaniu z panią Annie Wilkes, to to jest cudowny wybór.
Błagam was przeczytajcie tę książkę, bo WARTO, jak nie wiem co!
POLECAM!

"Paul, przecież wiesz, że cię kocham..."

6 komentarzy:

  1. Oj tak, ta pozycja ma w sobie coś bardzo wyjątkowego. ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. King w najlepszym wydaniu. Bez żadnych paranormalnych wstawek, za to psychologicznie i nie mniej strasznie niż w "TO" czy w "Miasteczku Salem". Kilka fragmentów jest absolutnie mistrzowskich. Najpierw za młodu obejrzałem film (za cztery razy), dopiero potem przeczytałem książkę. I choć znałem zakończenie tej historii, to i tak niejednokrotnie miałem serducho pod samym gardłem. To jest moc pisarstwa Króla! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspomnień czar :) moje pierwsze zetknięcie z mistrzem :) od tej książki się zaczęło...teraz na półce mam sporo dzieł Kinga..dzięki niemu zapoznałam się z prozą J.Ketchuma i G.Mastertona :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam w bibliotece! Muszę przeczytać ;D
    A co do recenzji - świetna jest :) Lubię takie humorystyczne.

    OdpowiedzUsuń
  5. taaa... Annie była zdrowo walnięta! nie ma co :D a całą książkę miło wspominam, choć nie dam jej 10/10 - a bo co! :P ale warto przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz co... Aś, i weź tu człowieku bądź Stephenem Kingiem, którego czytelnicy nie wystawiają maksymalnej punktacji za jego książki ;D. Terror, a nie życie :P.

      Usuń

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com