20 listopada 2012

Intrygująca historia + "Dolores Claiborne" - Stephen King - recenzja cz.1

"Dolores Claiborne"... książka ta wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo...

...a było to tak...

(retrospekszyn...)
   Udałem się kiedyś do naszej głównej, miejskiej biblioteki w poszukiwaniu książki pana Stephena King'a, zatytułowanej "Christine". Sprawdziłem wcześniej oczywiście, czy jest ona dostępna w danej chwili i na szczęście była, więc ją zamówiłem (bo my mamy tak super w bibliotece, że możemy zamawiać... przez Internet... uuuua, ale wam gul skoczył... ;p)...






Uradowany wszedłem do budynku i powiedziałem: "Dzień dobry miłej Pani! Czy byłaby Pani łaskawa..." <--  proszę...
Ok, teraz na serio...
"Dzień dobry! Ja zamówiłem "Christine" Stephena King'a..."
Następnie łaskawa pani bibliowoman zawołała jakiegoś woźnego (przyjmijmy, że to pan Staszek...), który akurat przebywał... a właściwie przechadzał się na tarasie biblioteki, uchachany od ucha do ucha...

Po licznych nawoływaniach, szanowny pan Staszek (lekko przygłuchy... on naprawdę był przygłuchy...) usłyszał panią bibliotekarkę i skocznym truchtem przydreptał do nas spacerkiem...

Później nastąpiła krótka konwersacja pomiędzy panem S. i panią b., po której on udał się samotnie na zaplecze w celu odnalezienia książki przeze mnie poszukiwanej...

Wrócił z jedną, lecz to nie była "Christine" (ja jakby co zamówiłem wcześniej 2 książki: "Christine" i bodajże "Carrie", no ale to nieważne dla całej mojej opowieści... kontynuujmy)...
Wrócił właśnie z tą "Carrie"...

Powiedziałem... albo nie... teraz będzie "rzekłem", bo "powiedziałem" już zostało użyte wcześniej (weź tu mnie zrozum... :?)...

Więc rzekłem, że jeszcze prosiłem o "Christine"...
Pani b. natomiast wyraziła się następująco: "Panie Staszku, pójdzie pan jeszcze poszuka Kristine (tak to powiedziała... na serio... z takim polski "r" )" i po chwili dodała "Kristine przez "c"!".

Po krótkiej minucie ucieszyłem się na widok wracającego pana Staszka z książką w ręce...
Uff - pomyślałem...
Pan S. podszedł do mnie i ukazał mi tytuł utworu, który dzierżył w swoim starych i zapracowanych dłoniach...

"Dolores Claiborne"... tak brzmiał tytuł... no myślałem, że się poszczę ze śmiechu...
I jeszcze stwierdził: "To o to chodzi?! Bo przez "c"."...
Ok. Już nie trując głowy panu Staszkowi i pani bibliowoman (o matko, ona też była niezła... ciągle ględziła, jaka to ona jest zmęczona...), po uprzednim zeskanowaniu książek "Carrie" i "Christine" ala "Dolores Claiborne" przez "c" wyruszyłem w długą, pieszą drogę do domu...

Jejku, ale piękna opowieść... Normalnie jestem z siebie dumny...

KONIEC cz.1.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com