28 listopada 2012

Po prostu Luwr na mnie czeka... z mopem do sprzątania



Jako, że nie mam narazie czasu do wstawiania dłuższych postów, postanowiłem wkleić zdjęcia moich "dzieł", które wykonałem na lekcjach języka polskiego (dla tych mniej rozumnych: na polaku...)...



Widzicie?! Taki artysta, jak ja, może tworzyć nawet w tak trudnych warunkach...

Pierwsze dzieło zatytułowane jest "Włosy na wietrze dziewczynki w gumofilcach"...
Mój artyzm mnie powala...






Drugi obraz nosi nazwę "Komarzyca" autorstwa mojej skromnej osoby...







Trzecią i ostatnią, ale nie najgorszą pozycją jest "Finlandzka febra"...







Czyż te DZIEŁA nie są przepiękne?!
Czyż nie zasługują one na miejsce obok "Mony Lisy" w Luwrze?!
Czyż nie powinienem teraz uczyć się na kartkówkę z WOS-u, a nie pierdzielić głupoty, jak to zwykle robię?!

Niech się zastanowię...

24 listopada 2012

Logo ekranizacji - "W pierścieniu ognia"


Przedstawiam państwu logo, stworzone na potrzeby filmu "W pierścieniu ognia", czyli kontynuacji popularnych "Igrzysk Śmierci" (my hunger games tag)!




Zaznaczę, że w oryginale kosogłos, występujący na tle koła w logo "W pierścienu ognia" jest odwrócony w prawo, a tutaj odwrotnie, bo w lewo.

Nie to, żeby to był jakiś wielki problem, ale już mogli całkowicie dostosować się do oryginału z okładki, który jest przecudny!

Ale to i tak nie zmienia moich odczuć, że zrobili kawał dobrej roboty...
Sam kosogłos, animacje i to tego muzyka... Och!

I LOVE IT!

No i to takie moje przemyślenia... PHF! :D

"11 cięć" - zbiór opowiadań - recenzja



Welcome, welcome!

The time has come to select one courageous young man and woman for the honor of representing District 12 in the 74th annual Hunger Games!

...
Zaraz, zaraz... gdzie ja jestem?!
Boże, to nie tu...

Witam!

Jak już mówiłem w tym poście, zamierzałem przeczytać i zrecenzować (tak, tak Melon... ty i recenzja) dla was antologie opowiadań: "11 cięć", "15 blizn" i jeszcze "13 ran"...

Jak narazie zaliczyłem połowę 1/3 obietnicy, czyli przeczytałem pierwszy zbiór - "11 cięć"...

Powiem wam, że jednak d*** nie urywa, ale tylko ją lekko drasnął...

"Poszatkują wyobraźnię, zaszokują, rozbawią, skłonią do refleksji, a nader wszystko przerażą!"...
Aha. Tak, tak jasne...

"(...) Łączy je jedno: są ostre jak noże i potną każdego, kto je przeczyta!"
Au! Och, jak boli... że niby co?!

Od razu zaznaczę, że cały zbiór nie był aż tak tragiczny... Po prostu był mieszanką opowiadań z całej gamy rodzajów literatury, co nie odzwierciedla przekazu "historie spod znaku grozy"...

Co pierwsze rzuca się w oczy, to na pewno okładka, która jest według mnie znakomita, lecz niestety nie w pełni odwzorowuje jej wnętrze, czyli samą treść...

Niektóre historyjki były naprawdę całkiem niezłe i z duszą na ramieniu się je czytało, ale to były de facto pojedyncze opowiadania...

Tak więc, żeby już nie przedłużać, przejdę do samej recenzji... uwaga na spoilery...

OPOWIADANIE 1#
"Sponiewierana" - Graham Masterton

Krótko, zwięźle i nie na temat...
Może jestem dziwny... dobra JESTEM! No ale jakoś specjalnie to nie zrozumiałem tej opowieści... Tzn. ogólnie to jakoś tam kumam. Wydaje mi się, że autor próbował wtrącić morał, lecz nie za dobrze mu to wyszło, jeżeli oczywiście możemy powiedzieć, że coś tutaj wyszło - "...w głębi duszy podoba ci się bycie ofiarą, prawda?!"...

Jeszcze przed przeczytaniem tego, myślałem, że pomimo tylu negatywnych komentarzy, które "Sponiewierana" zbierała tak szybko, to będzie moja ulubiona historyjka z całego zbioru...
Och, jakże mi przykro, że się pomyliłem...
5/10 punktów


OPOWIADANIE 2#
"Marzenie" - Paweł Paliński
Jak teraz patrzę na to opowiadanie z perspektywy czasu, to coraz bardziej mi się podoba...

Na początku wszystko było rozmieszczone tak chaotycznie i nie mogłem się połapać...
Ciągle było "Zejściowy Joe pomyślał:..."... ale ku***, jaki zejściowy?! O co tu Palińskiemu chodzi?!
No, w końcu sprawa się jakoś rozwiązała, gdy dowiedziałem się, że wszystko kręciło się wokół rozwodu rodziców chłopca...

Muszę skomentować, iż nie był to utwór, który zaliczyłbym do tematyki grozy, lecz całościowo, był to naprawdę niezły, psychologiczny tekst...

Końcówka nie tylko była zadziwiająca, ale i trochę obrzydliwa w całej swojej prostocie...
No cóż, przecież transplantacja nie jest czymś naturalnym...
Ważne, że marzenie Joe'go się spełniło...
8,5/10 punktów

OPOWIADANIE 3#
"Futerka" - F. Paul Wilson

Pan Wilson tą historią mnie po prostu kupił całego. Od stóp do głów!

"Futerka" to opowiadanie pro-ekologiczne z okropnie krwistą treścią...
Tutaj nie było żadnej sceny bez akcji. Ciągle działo się coś nowego... tu, tam, o matko, nie, proszę itd., itp.

Mimo, że ożywające zdarte ze zwierząt skóry, które zapanowywały nad umysłem i ciałem człowieka nie są codziennością, to i tak uważam "Futerka" za najlepszą opowieść w całym zbiorze "11 cięć"!
Krew, flaki i odgryzione kończyny... HOME, SWEET HOME...
10/10 punktów

OPOWIADANIE 4#
"Radość Hetmana" - Jakub Małecki

Normalnie "Alicja w krainie 11 cięć"...
"Radość Hetmana" jest chyba bajką, w której mała dziewczynka wpada do świata szachów, gdzie żyją bezgłowe konie i hetman nie wie, czy jest prawdziwym hetmanem, czy też może królówką ("królówka" to nie błąd... to zapożyczenie... ze "Świata według Kiepskich" ;p).

Przyznam się bez bicia, że nie do końca zrozumiałem sens i przekaz tego opowiadania...
Błagam, pomóżcie!
7,5/10 punktów

OPOWIADANIE 5#
"Doktor, dziecko i duchy z jeziora" - Mort Castle

Kolejny znak zapytania...
Powiem tyle: w większości recenzji, jakie miałem przyjemność czytać, wszyscy chwalili ten utwór...
DLACZEGO ja się pytam?!

Ani to nie było jakieś przerażające, ani zabawne, ani do żadnej innej kategorii nie mogę tego podpiąć!

Jedyne, co z tego opowiadania pamiętam to scena, w której mała dziewczynka, po otrzymanych pasach od szurniętej mamuśki, wyłamała sobie palec... i takie... Au!
7,5/10 punktów

OPOWIADANIE 6#
"Wybór Lucy" - Jacek M. Rostocki

Nie najgorsze opowiadanie o życiu w miejskiej dżungli...
Co mnie pozytywnie zaskoczyło?!
Oczywiście znakomita narracja - łatwa i z przyjemnością się ją czyta.

Co do samego przekazu - w każdym mieście rozgrywa się walka dobra ze złem i w każdej tej walce obecni są aniołowie...

Lucy wybrała po której jest stronie... teraz twoja kolej...
8/10 punktów

OPOWIADANIE 7#
"Powiedz im, że kochasz" - Scott Nicholson

No nareszcie coś ciekawego...
Zostało tutaj wprowadzone nawiązanie do znakomitego dzieła Stephena King'a - "Cmętarz Zwieżąt", co mnie bardzo cieszy... lecz co za dużo to niezdrowo...
Dobra rozumiem lekkie podobieństwo, no ale nie aż tyle...

Lecz to i tak nie zmieni mojego zdania o tym, że jest to opowiadanie całkiem dobre...
Sama treść "Powiedz im, że kochasz" połączona ze wspomnieniami o "Cmętarzu Zwieżąt" dała ostro wybuchową i obrzydliwie przerażającą mieszankę...

"Kiedy kogoś kochałeś, był ci coś winien..." <-- I love it! ;p
10/10 punktów

OPOWIADANIE 8#
"Głód" - Robert Cichowlas

Hmhm... interesujące, choć minimalnie przewidywalne...
"Głód" jest jedną z tych opowieści, które idealnie komponują się z okładką...
Maksymalnie krwista i ociekająca płynnym, ludzkim strachem... To lubię!

Opowiadanie proste i bez przymusowego myślenia - idealna pozycja na krótki wieczór...
10/10 punktów

OPOWIADANIE 9#
"Diabeł z mrocznego lasu" - Guy N. Smith

Tytuł zaciekawił, treść zaskoczyła... prostotą i beznadzieją...

Jedna rzecz tutaj była tylko straszna... strasznie krótkie opowiadanie...
Historia lasu, w którym grasuje nieśmiertelny duch dzika... proszę... spodziewałem się czegoś lepszego...
Unfortunately...
6,5/10 punktów

OPOWIADANIE 10#
"Amerykański horror" - Łukasz Orbitowski

Akcja rozkręca się od podstaw...
Muszę powiedzieć, iż początek nieźle mnie zanudził i myślałem, że tak będzie do końca, ale nie... ale nie!
Jest to opowiadanie o życiu (nie takiej pospolitej) Polonii w Ameryce, gdzie wszystko z czasem zaczyna się psuć...
Czy jest to sprawa jakiejś nadnaturalnej siły?!
Nie powiem, lecz ostrzegam przed niezauważalnym...
Miejcie oczy szeroko otwarte...
Czasami nawet coś niepozornego może całkowicie odmienić wszystko, co nasz otacza...
10/10 punktów

OPOWIADANIE 11#
"Dyniogłowy" - John Everson

Yyyyy... no nie wiem...
Niby fajne, ale nienormalne pod każdym względem, lecz w sumie niezłe na zakończenie antologii...
Nie ma pojęcia, co tutaj jeszcze powiedzieć, więc postawię tylko ocenę...
8/10 punktów



Tak więc podsumowując cały zbiór "11 cięć", uważam że nie jest to najgorsza książka, jaką kiedykolwiek miałem przyjemność czytać, lecz też nie należy to tych z górnej półki.
Są jednak niektóre opowiadania, które zasługują na pochwałę i to dla nich głównie warto zajrzeć do "11 cięć"!

Końcowa ocena to... 75 podzielić na cosinus z 24 stopni, biorąc pod uwagę prędkość kątową okładki przez jej podwojenie, używając wzorów skróconego mnożenia... i wychodzi jakieś 8,5/10 punktów.

Polecam!

21 listopada 2012

Intrygująca historia + "Dolores Claiborne" - Stephen King - recenzja cz.2




Witam w części 2!    YEAH!

  Doszliśmy wreszcie po dość długiej historii z mojego BARDZO ciekawego życia do 2 części, czyli jest to recenzja utworu Stephena King'a o tytule "Dolores Claiborne"...

Jak już pisałem: książkę tę przeczytałem przypadkowo i naprawdę OGROMNE DZIĘKI, że wpadła ona w moje ręce... Zaliczam ją do tych ulubionych, bo jest ŚWIETNA
(-Czemu tak często używam CapsLocka?!
-A może dlatego, że jesteś fajowy...
-Ach no tak! Mój błąd...)!

Spoilery... więc wiesz... ten tego...
Stephen już od początków w zawodzie pisarza zaskakiwał nas, a właściwie przerażał swoimi pomysłami, które były nieporównywalnie odmienne i ekscytujące...
Lecz musiał nadejść taki okres w jego życiu, w którym stworzył coś zupełnie innego... stworzył opowieść o starszej i niewyobrażalnie wygadanej kobiecie, oskarżonej o popełnienie morderstwa na swojej pracodawczyni - Dolores... jednak tym razem to nie jest horror, ale dreszczowiec psychologiczny (wow, jaka trudna nazwa... no dobra, może i nie taka trudna... może to ja... NIEWAŻNE!)...

Podchodziłem do tego utworu sceptycznie, ze względu na to, że nie był on jakimś największym dziełem King'a (teraz, według mnie jest jednym z wielu) i nie był tak popularny jak inne...

Na samym początku pogubiłem się i za nic nie mogłem zrozumieć, o co chodzi... Dopiero później połapałem się, że w książce treścią jest monolog... Monolog oskarżonej...

Muszę powiedzieć, że "Dolores Claiborne" była zarówno smutna, straszna, jak i... zabawna! Nadal pamiętam, jak śmiałem się podczas jej czytania (szczególnie w momentach, gdy Dolores opowiadała o jej wesołych wspomnieniach, związanych z Verą Donovan... wciąż w mojej głowie kołuje się cytat... "Boże, chciałam tylko pomóc..." hahaha, kocham Verę... no i tak... ;p)!

Lecz ten utwór nie opowiada tylko o śmichach-chichach ("śmichy-chichy"... Boże, ratunku! Staczam się... :D), czy innych duperelach, ale i o cierpieniu biednej kobiety, którą los pokarał okrutnym mężem alkoholikiem... Mało tego, po jakimś czasie dowiadujemy się, że (spoiler) dobierał się on do swojej własnej córki!

Ten ostatni powód był gwoździem do trumny Joe St. George'a... dosłownie...
Biedna i zmęczona takim życiem Dolores postanawia uśmiercić męża, lecz nie własnoręcznie... o nie!
Ona jest znacznie sprytniejsza...
Przecież to był tylko wypadek...

KOCHAM, po prostu kocham (Verę Donovan :D) książkę "Dolores Claiborne"!
Nie tylko za treść, która łączy zarówno grozę, psychologię i śmiech, ale i za samo przedstawienie tej historii w formie monologu i jeszcze to i tamto... i w ogóle to i owo...
Stephen, urzekłeś mnie tym utworem!

Nie trudno także się domyślić, że oceniam ją 10/10 punktów, bo to oczywiste... błagam...

Nic więcej raczej nie dodam, gdyż książka jest nazbyt znakomita, żeby coś jeszcze dopowiadać...

Więc...
Jeśli poszukujecie książki, w której autor uwzględni wasze WSZYSTKIE wymagania (od wątka miłosnego, przez tragiczny, aż do radosnego) i szukacie bohatera, jakże doskonale skonstruowanego od samych podstaw (Dolores była taką babą na fest... taką wiecie... wszędzie sobie poradzi i wszystkim potrafi się nieźle odszczeknąć... Normalnie Super Babka nr.1... Oh Yeah!), to nie macie co się zastanawiać: "Czy może to... a może tamto... ple, ple, ple", tylko bierzta swoje skromne 4 literki i zapierdzielać do biblioteki po "Dolores Claiborne"! Na jednej nodze!

Naprawdę WARTO!
Polecam!

"Coś mi się zdaje, że to nie zapach perfum Chanel No.5 rozchodzi się po pokoju od strony twojego tyłka, co?!"

KONIEC cz.2.

20 listopada 2012

Intrygująca historia + "Dolores Claiborne" - Stephen King - recenzja cz.1

"Dolores Claiborne"... książka ta wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo...

...a było to tak...

(retrospekszyn...)
   Udałem się kiedyś do naszej głównej, miejskiej biblioteki w poszukiwaniu książki pana Stephena King'a, zatytułowanej "Christine". Sprawdziłem wcześniej oczywiście, czy jest ona dostępna w danej chwili i na szczęście była, więc ją zamówiłem (bo my mamy tak super w bibliotece, że możemy zamawiać... przez Internet... uuuua, ale wam gul skoczył... ;p)...






Uradowany wszedłem do budynku i powiedziałem: "Dzień dobry miłej Pani! Czy byłaby Pani łaskawa..." <--  proszę...
Ok, teraz na serio...
"Dzień dobry! Ja zamówiłem "Christine" Stephena King'a..."
Następnie łaskawa pani bibliowoman zawołała jakiegoś woźnego (przyjmijmy, że to pan Staszek...), który akurat przebywał... a właściwie przechadzał się na tarasie biblioteki, uchachany od ucha do ucha...

Po licznych nawoływaniach, szanowny pan Staszek (lekko przygłuchy... on naprawdę był przygłuchy...) usłyszał panią bibliotekarkę i skocznym truchtem przydreptał do nas spacerkiem...

Później nastąpiła krótka konwersacja pomiędzy panem S. i panią b., po której on udał się samotnie na zaplecze w celu odnalezienia książki przeze mnie poszukiwanej...

Wrócił z jedną, lecz to nie była "Christine" (ja jakby co zamówiłem wcześniej 2 książki: "Christine" i bodajże "Carrie", no ale to nieważne dla całej mojej opowieści... kontynuujmy)...
Wrócił właśnie z tą "Carrie"...

Powiedziałem... albo nie... teraz będzie "rzekłem", bo "powiedziałem" już zostało użyte wcześniej (weź tu mnie zrozum... :?)...

Więc rzekłem, że jeszcze prosiłem o "Christine"...
Pani b. natomiast wyraziła się następująco: "Panie Staszku, pójdzie pan jeszcze poszuka Kristine (tak to powiedziała... na serio... z takim polski "r" )" i po chwili dodała "Kristine przez "c"!".

Po krótkiej minucie ucieszyłem się na widok wracającego pana Staszka z książką w ręce...
Uff - pomyślałem...
Pan S. podszedł do mnie i ukazał mi tytuł utworu, który dzierżył w swoim starych i zapracowanych dłoniach...

"Dolores Claiborne"... tak brzmiał tytuł... no myślałem, że się poszczę ze śmiechu...
I jeszcze stwierdził: "To o to chodzi?! Bo przez "c"."...
Ok. Już nie trując głowy panu Staszkowi i pani bibliowoman (o matko, ona też była niezła... ciągle ględziła, jaka to ona jest zmęczona...), po uprzednim zeskanowaniu książek "Carrie" i "Christine" ala "Dolores Claiborne" przez "c" wyruszyłem w długą, pieszą drogę do domu...

Jejku, ale piękna opowieść... Normalnie jestem z siebie dumny...

KONIEC cz.1.

17 listopada 2012

"Miasteczko Salem" - Stephen King - recenzja




"Salem's Lot", czyli weź tu chłopie się nie zesraj...

Stephen napisał tę książkę w roku 1975 i jest to jego drugie z kolei dzieło... po "Carrie" (my review - "Carrie").

Od razu, bez owijania w bawełnę cofam wszystko co powiedziałem tutaj, to znaczy wszystko pod koniec...
Jednak nikt nie przebije KRÓLA! Żaden Darda nie jest godzien być porównywany do Stephena King'a (co oczywiście nie zmienia faktu, że uwielbiam jego książki ;p).

Miasteczko Salem, a tak naprawdę Jerusalem skrywa od wielu lat mroczne tajemnice... ich źródłem jest budynek wznoszący się na wzgórzu nad miastem... nazywany przez mieszkańców Domem Marstenów...

Warning! Spoilers!

Wierzycie w wampiry?!
Uściślijmy... nie chodzi mi tutaj o te zakochane laleczki z serii "Zmierzch"... błagam...
Mówię o stworzeniach, budzących się razem z zachodem Słońca, dla których najważniejsze jest jedno... zaspokojenie wiecznego głodu... krwią...

Nie będę tu opisywał po kolei, co się wydarzyło w tej książce, bo... (jak to u mnie się ciągle dzieje) nie chce mi się... hyh... sorki...

"Miasteczko Salem" już od pierwszych stron przeraża swoją doskonałą treścią... Jest ona znakomita, a to była dopiero druga odsłona autora... OMG!

Czytając to, nie można było się nudzić... co chwila dało się słychać ciche pukanie do okien, zwiastujące "lepsze" życie wśród Wiecznie Żywych...

Według mnie, to dobrze, że utwór ten został podzielony na małe fragmenty. Po prostu nienawidzę tekstu ciągłego... czyta się go tak powoli i ogólnie książka staje się nudna, bo zmuszamy się do jej przeczytania... beznadzieja...

Głównym bohaterem jest Ben Mears (chyba nie było podane ile ma lat...), pisarz z zawodu. Powraca on do tytułowego Salem w celu napisania kolejnej książki... o koszmarze z jego dzieciństwa - Domie Marstenów.
W młodości, mały Ben założył się z kumplami, że wejdzie do tego budynku i zabierze z niego jakiś fant (rzecz jasna, że to się działo już dawno po tragicznej śmierci pierwszych domowników - Huberta i Birdie Marsten... od tamtej pory chałupa stała opuszczona... very scary... ;p)...
Pech w tym, że pokój na górnym piętrze, można powiedzieć, przyciągał go... Zapomniawszy o strachu, chłopak lekkim naciśnięciem klamki otworzył drzwi to tego pokoju... Za nimi ujrzał powieszonego na masywnej linie i całego nienaturalnie zielonego Huberta... ale przecież jego już tam od dawna nie było...
Czy możemy tak przypuszczać?!

Gdy w mieście pojawił się pierwszy wampir, dziwnym trafem znaleziono czarnego psa nabitego na płot cmentarza i zaginął kilkuletni chłopczyk... Przypadek?!          I don't think so...

Później co chwilę zaczęły ginąć coraz większe grupy ludzi... Czy to ma coś wspólnego z wampirami?!
OCZYWIŚCIE, ŻE TAK!

Matko, tam ciągle rosła liczba sług Barlow'a (czyli tego największego wampira ("największego" czytaj przywódca wszystkich wampirów))... nawet niemowlaki wstawały z martwych i wysysały krew z bliskich... Jeju, jakim trzeba być idiotą (w POZYTYWNYM znaczeniu), żeby takie coś wymyślić...
Stephen I LOVE YOU!

Dobra... kończę...
"Miasteczko Salem" jest moją ulubieną (nadmiar "Świata według Kiepskich"... :D) książką (w kategorii horror, no bo przecież nic nie przebije "Igrzysk Śmierci")! EVER FOREVER WHENEVER!

Uważam, że nikt nigdy nie powinien zmieniać całej historii wampirów... Wampir to wampir. Zakochana lala to zakochana lala... Błagam ludzie, umiejcie to rozróżniać!

Utwór świetnego pisarza Stephena King'a pt. "Miasteczko Salem" u mnie zasługuje na pełne 10/10 punktów!
Jeśli chcesz się dowiedzieć, co kryje się w tym amerykańskim miasteczku, sięgnij po tą książkę... a i nie zapomnij, żeby mieć przy sobie krucyfiks... nie wiadomo, kiedy i w jakim celu może się naprawdę przydać...

POLECAM!

PS: zamykajcie szczelnie okna!

"Tak, proszę wejdź..."

THE HUNGER GAMES tag







No jakże mogłoby być inaczej, jakbym nie zrobił popularnego już (aż za bardzo...)
"The Hunger Games TAG". 


Robili go już wszyscy... i duzi i mali, i dziewczyny i chłopaki, i młodzi i... ok, ok...

I oczywiście zrobię go ja!

Zaczynam, bo gadam od rzeczy (w sumie w moim przypadku to nie jest takie całkiem dziwne...).

Uwaga na spoilery!

1. What is your favourite book in "The Hunger Games" trilogy?!

Moją ulubioną częścią z tej trylogii jest część 1 (wow... aj ta moja oryginalność) "Igrzyska Śmierci". Chociaż  inne też wnosiły coś nowego i ciekawego, lecz jednak ta mnie najbardziej zachwyciła... Powodem tego zapewne jest niezawiła akcja, w głównej mierze opierająca się na samych tytułowych Głodowych Igrzyskach. W kolejnych częściach wnoszono nowe wątki: polityczne, miłosne (było go coraz więcej) i jeszcze inne, których sobie teraz nie przypomnę, co w jakimś LEKKIM stopniu powoli gmatwało zrozumienie treści...

2. How long would you last in the Hunger Games?!

Więc... Hmhm... Oczywiście, że bym wygrał Igrzyska... (pfh hahahahaha! Nie no Melon, ale z ciebie żartowniś...).
Definitywnie i ostatecznie (jak to w "Milionerach") przegrałbym i to na samym początku... Dajcie spokój, ja nikogo bym nie zabił. Zresztą samobójstwo (w postaci np. zeskoczenia z platformy i eksplodowanie) też nie wchodzi w grę...
Gdyby już Igrzyska się zaczęły, to za nic w świecie nie pobiegłbym w stronę Rogu Obfitości... Po prostu wolałbym zaoszczędzić czas na ucieczkę i znalezienie kryjówki. Jakby się tylko dało siedzieć tam cały czas (już wolę umrzeć z głodu)... ach marzenie. Ale NIE! Przecież organizatorzy wypłoszyliby mnie stamtąd w pół minuty...
...no i tak...
...Boże dziękuję Ci, że "Igrzyska Śmierci" to tylko książka... :D

3. What's the strangest thing you thought was going to happen in the books (but didn't)?!

No nie wiem... najdziwniejsza...? Nie pamiętam... No, ale może... Nie, nie jednak nie...
W sumie, to w "W pierścieniu ognia", gdy Johanna Mason rzuciła się na Katniss i wycięła z jej ciała nadajnik. Myślałem, że będzie się z nią "bawić", jak wcześniej Clove z Katniss i w końcu ją zabije... Ale jednak się szczęśliwie pomyliłem, lecz to nie było takie dziwne... Przynajmniej nie dziwniejsze niż ja... ;p

4. How were you introduced to "The Hunger Games"?!

Niech pomyślę... O "Igrzyskach Śmierci" dowiedziałem się z... telewizji.
Pewnego dnia, gdy oglądałem reklamy, natknąłem się na cudowny trailer filmu "Igrzyska Śmierci". Zaintrygowany pragnąłem udać się do kina aby poznać, co kryje się za tym cudownym tytułem...
Po uprzednich opiniach znajomych (którzy już obejrzeli ten film), zacząłem zagłębiać się w Igrzyska.
Aż wreszcie dowiedziałem się, że film ten powstał na podstawie książki amerykańskiej pisarki.
Jakoś wcześniej nie interesowałem się czytaniem (książek... nie róbcie ze mnie idioty... ach Mati, na to już za późno... nie ma to jak nazwać problem po imieniu... ;p), lecz ta trylogia wciągnęła i nadal mnie trzyma...
Rzecz jasna, że najpierw przeczytałem książki, a dopiero potem obejrzałem ekranizację...

5. Favourite moment(s) that happens in "The Hunger Games"?!

Moim ulubionym momentem w całej trylogii jest... scena w 1 części, gdy już po sygnale trybuci biegli we wszelakie strony na arenie... to było takie chaotyczne... (YEAH!); moment ogłoszenia (w 2 części) zasad 3 Ćwierczwiecza Poskromienia... po prostu OMG; a w 3 części zakończenie, a dokładniej ostatnie zdanie (uwaga cytat): "Istnieją jednak znacznie gorsze zabawy..." <-- to było takie świetne podsumowanie całej serii... ach te czasy czytania "Igrzysk Śmierci"... chwilo trwaj...
Tak naprawdę, to miałem dużo więcej ulubionych scenek, lecz... nie chcę mi się już o tym pisać...
A i jeszcze jedno ;p. Fantastyczna była ta akcja, gdy Mags ("W Pierścieniu Ognia") wbiegła w tą mgłę... i takie NIEEEE!!! :D. Next question...

6. Who is your favourite character?!

Hmhm...
Może tak trochę Clove... Była taka wredna... Ciągnie swój do swego...
Albo Effie... Ta to była porządnie szurnięta... Ciągnie swój do swego... :).

Ale nie, tak naprawdę ulubionej postaci to nie miałem... Wszystkie były zadowalające i intrygujące...

7. What district would you live in?!

Jako, że Kapitol to nie dystrykt, to w 13-tce. Są odcięci od świata i nie podlegają "Głodowym Igrzyskom"... YEAH! A HA! OH YEAH! Kto jest super?! Ja jestem super!
...

8. What was the most emotional moment in the books for you?!

Och, jakie smutne pytanie... (te kropeczki oznaczają taką dramaturgię... no hello!).
Ja osobiście nie miałem takich momentów, żebym ryczał jak świnia, ale takim w sumie emocjonalnym momentem dla mnie była prośba Cato... gdy umierał w torturach... (znów kropeczki :p).

9. What item from home would you take into the arena with you as a token?!

...książkę "Igrzyska Śmierci", bo wszystko inne mi się nie przyda...
...tak samo jak ta książka... nieważne...

10. What was the most evil plan someone made in the books?!

Z pewnością igrzyska, które odbyły się w 2 części trylogii... a dokładniej 75 rocznica Głodowych Igrzysk i to, że poprzedni zwycięzcy będą ponownie trybutami na arenie... Musiałem na chwilę odłożyć książkę i to przemyśleć... :D

11. What are you looking forward to most in the film?!

Jako że ekranizacja już była... to... sam nie wiem, co...
Next question!

12. Who is your favourite villain in the trilogy?!

Tak jak mój "fejwerit karakter" (Oh yeah!), czyli CLOVE...

KONIEC!

Weeee, nareszcie skończone... ;p

12 listopada 2012

Przeklęta wioska, przeklęci ludzie i przekleństwo w czystej postaci...


Zegar tyka... a czas umyka...

Ogłaszam wszem i wobec, iż już za (trochę więcej niż) 10 dni, na sklepowe półki trafi już 3 odsłona znakomitej sagi (chociaż może lepiej by było użyć tu "serii"... mniejsza z tym...) pana Stefana Dardy, którego pierwsze dzieło miałem przyjemność recenzować (jbc. tutaj...), pod tajemniczą nazwą "CZARNY WYGON".

Pierwsza książka z cyklu to "Słoneczna dolina", druga "Starzyzna" i wreszcie trzecia... "Bisy"...

Dla bardziej zainteresowanych zapraszam na "http://www.stefandarda.pl/"... Tam można znaleźć dokładną datę premiery "Bisów" i inne ciekawe rzeczy...

ZAPRASZAM!


10 listopada 2012

"Pokochała Toma Gordona" - Stephen King - recenzja




Hey ho! Let's go!

Dzisiaj recenzja książki Stephen'a King'a o jakże przedziwnym tytule... "Pokochała Toma Gordona"...
YEAH!

          [spoiler alert]

Utwór ten został napisany jakiś czas temu... a dokładniej w... (czas na sprawdzenie w Wikipedii) 1999 roku, czyli miałem wtedy 3 latka... weeee!
NIEWAŻNE...

Głównym tematem książki jest tułaczka 9-letniej dziewczynki, która odłączyła się od mamy i brata podczas spaceru po lesie... Och, jak mi przykro...

Trish (Patricia) McFarland ze swoim plecaczkiem, w którym był walkman (jbc. "łokmen" był kiedyś symbolem bycia super... mi nie byłby potrzebny, przecież ja i tak jestem super... skromność - poziom extra hard ;p) łazi po lesie... łazi... i łazi... i słucha co jakiś czas audycji radiowej ("audycja radiowa"... acha)... no i dalej łazi...

Na początku, jeszcze przed przeczytaniem tej książki, chciałem ją kupić... Boże, dziękuję, że się opamiętałem... Po prostu nie warto by było marnować na to kasy...
Myślałem też, że "ooo... taka króciutka, to się szybko ją przeczyta..."... a tu dupa blada... Męczyłem się z nią! Zmuszałem się do czytania tylko dlatego, że czekało na mnie "Miasteczko Salem" (jestem gdzieś w 3/4 tej książki... I LOVE IT... ale o tym kiedy indziej...)... no i tak...

No dobra, może i nie była najgorsza, a zawdzięcza to temu, przez jakieś pojedyncze momenty grozy...
W sumie to takie popierdółki były, no ale... liczy się intencja...

Ostatnie sceny były jak z jakiegoś kiepskiego filmu... Nawet gorsze od... od... od czegoś najgorszego z najgorszych (tak, tak Mati... kontynuuj...)...

Wiem, że jest wiele osób zachwalających sobie tę książkę, ale tak na prawdę nic mnie to nie obchodzi (mówiąc łagodnie... hy)... Nie no, dobra... Nie bądźmy tacy chamscy... Niech sobie uważają ją za najlepszą... ale ja i tak wiem, że jest słaba... ;D

Słowem kończącym tę moją dzisiejszą recenzję (wiem, że tego nie można nazwać recenzją... JAK TO NIE?! U mnie wszystko jest możliwe... ;p) książki Stephen'a King'a pt. "The girl who loved Tom Gordon", będzie ostateczna ocena... 6+/10!

Jednak pomijając jej wszystkie wady, warto ją przeczytać, gdyż jest po prostu INNA... lecz ostrzegam, że możecie się zrazić do King'a, jeżeli to będzie jego pierwsza książka przez was przeczytana... A tego byśmy nie chcieli...

Żegnam się z wami gorąco i do następnego posta!

PS:
"Świat to potwór zębaty gotów gryźć, gdy tylko zechce..."

09 listopada 2012

"Misery" - Stephen King - recenzja





"Misery", czyli przerażające początki rządów Króla... (Jakby co, to tu chodzi o King'a... <-- aaa, taka wzmianka dla mniej pojętych).
[SpoilerS]

"Misery"...
Gdy słyszę ten tytuł, wyobrażam sobie mały, ciemny pokoik z łóżkiem...
NIE!
Jest jeszcze coś...
Coś na stoliku...

...maszyna do pisania...

Jak myślicie?! Co zrobilibyście, gdybyście (jeszcze więcej Melon tego "-byście"... schodzę na psy... ;p) pewnej nocy (po upojnej libacji alkoholowej) wsiedli za kółko i... TRACH!
Wypadek, połamane nogi (żeby tylko...) i utrata przytomności w śnieżnej zamieci...
Budzicie się jednak w ciepłej pościeli w małym, szarym pokoiku...
Wasze nogi wyglądają jak powyginane gałęzie... Nawet jeśli moglibyście się poruszyć (co byłoby niemożliwe) to i tak nie uciekniecie... Przecież znajdujecie się w chałupce na odludziu...

Wszystko jeszcze jak cię mogę (ok, ok... może nie :D), ale tu największym problemem nie są ani połamane kończyny, ani odludzie, ani też nieświadomość gdzie jesteście i co tutaj robicie, lecz problem tkwi w... gospodarzu domu... niejakiej Annie Wilkes... byłej pielęgniarki, ale dlaczego ją zwolniono?!

Cała ta opisana wyżej historia zdarzyła się naprawdę dla bohatera książki "Misery" - Paul'a Sheldon'a.

Jest on pisarzem z zawodu i autorem poczytnej serii romansideł - tytułowej "Misery". Znudzony już swoim cyklem książek, postanawia uśmiercić główną bohaterkę.
Niby wolnoć Tomku w swoim domku, no ale gdybyś tylko wiedział Paul... gdybyś tylko wiedział...

Tak jak już napisałem, Sheldon miał wypadek, z którego nie wyszedł obronną ręką. Z miejsca wypadku zabrała go (bez zawiadomienia policji ani pogotowia) Annie i zawiozła do swojego domu, gdzie się nim "opiekowała"...

Matko Boska, jak ja sobie przypomnę, kiedy czytałem tę książkę, to co chwile po scenach z panią Wilkes tak mówiłem do siebie: "Boże, ona jest porąbana!", "Jezu, jak można być tak nienormalnym i powalonym?!"... Serio... i dopowiem, że takie sceny miały miejsce cały czas...

Nie chcę opisywać całej tej historii, bo po primo - nie chcę mi się, a po drugo - ... oj dobra... nie chce mi się :p...

Ale to co najbardziej mi utkwiło w pamięci zapiszę...

Najokropniejszą sceną (nie w sensie, że zesrałem się ze strachu, tylko, że dostałem takiego olśnienia), jaka zawarta była w tej książce (w sumie to nie była tylko jedna scena, ale o kolejnych potem...), to scena, gdy Annie przyszła do Paul'a (to po tym jak wyszedł z pokoju... albo... z resztą nie pamiętam... NIEWAŻNE) i usiadła na łóżku, jednocześnie machając masywnymi nogami i tłukąc przy tym w coś, co leżało na podłodze...
Jak sobie uświadomiłem, co to było... Myślałem, że dostanę zawału... i tak "Kur**, to siekiera!"...
Nadal pamiętam ten szok...
O matko...

Drugą sceną z kategorii najokropniejszych, była scena (teraz napiszę krótko), gdy szajbuska Annie przejechała samochodzikiem-kosiarką (jest takie coś?) po twarzy policjanta, rozrywając ją aż do kości...
OMG!

I ostatnim strasznym momentem (który teraz wymienię... bo tak łącznie to było ich... oj, aż za dużo), była scena, gdy pani Wilkes właśnie tą wcześniej opisaną siekierą, odrąbała Paul'owi stopę i przypaliła kikuta palnikiem...

Jeju, co za debilka!

Podsumowując (już kończę, choć mógłbym tak pisać i pisać, ale zostawiam wam resztę do przeczytania :D), oceniam książkę Stephen'a King'a pt. "Misery" za najlepszą (z tych szalonych)! Powiem wprost, strasznie brakuje mi dawnego King'a! Takiego, którego utwory chwytają za gardło i już nigdy nie wypuszczają... Jego najnowsze książki są niezłe, ale to nie to samo. Po prostu sprzedają się przez autora, a nie treść... I to jest wkurzające...

Ok! Przyznaję "Misery" 10/10 punktów, gdyż jeżeli poszukujecie książki, dzięki której wasza psychika wysiądzie po pierwszym spotkaniu z panią Annie Wilkes, to to jest cudowny wybór.
Błagam was przeczytajcie tę książkę, bo WARTO, jak nie wiem co!
POLECAM!

"Paul, przecież wiesz, że cię kocham..."

06 listopada 2012

I made it by myself... (polymer clay)



 Jakiś czas temu (w sumie dawno) zrobiłem, jak na każdego prawdziwego fana "Igrzysk Śmierci" (wow, jestem fanem "Igrzysk Śmierci"...) przystało, kosogłosa i miniaturki książek z modeliny...

Ogólnie to ten post nie ma jakiegoś określonego celu, no ale pochwalić się nie zaszkodzi :D...
YEAH! (normalnie moja samoocena wzrosła o jakieś 101%)

03 listopada 2012

"Władca much" - William Golding - recenzja



Nadszedł właściwy czas na recenzję światowego bestsellera, jakim jest książka Williama Goldinga, zatytułowana "Władca much"!

Teraz może napiszę, bo potem zapomnę...
Ta książka nie powstała na podstawie idiotycznego serialiku "Włatcy móch", czy jeszcze innych głupotach!
Wręcz przeciwnie, ponieważ utwór ten został wydany w 1954 roku i to na jego podstawie właśnie zostały stworzone różne produkcje. Na przykład serial "Zagubieni" oraz do jej wątków nawiązywano w serialach "Simpsonowie", "South Park" czy (wymienieni przeze mnie wcześniej) "Włatcy móch". Wiele zespołów oddaje hołd tej książce w swoich utworach... i najlepsze, podobno jest to ulubiona powieść Stephena King'a... OhMyGod!

Melon, do rzeczy...
Jak zwykle ostrzegam przed spoilerami!

Książka ta jest opowieścią o licznej grupie małych chłopców (nie wiem czemu przeżyli sami chłopcy...), którzy przebywają na niezbyt wielkiej wyspie, na której znaleźli się poprzez katastrofę lotniczą...
Żadnych kobiet...
Żadnych dorosłych...
Radź sobie sam...

Czy wy byście przetrwali... chociaż dobę?!

Bohaterom "Władcy much" jakimś trafem udała się ta sztuka. Na samym początku zapanowanie nad bachorami wydaje się proste... Do czasu...
Powstają pierwsze bunty, coraz więcej osób odłącza się od grupy, na małą wysepkę wkrada się chaos...

Z pozoru jest to książka opisująca grupkę dzieci, które w nieporadny sposób ustalają hierarchię panowania (jest takie coś jak "hierarchia panowania"... Boże, po co się pytam... oczywiście, że jest, no bo przecież sam to wymyśliłem, więc... Wiem, wiem, jestem SUPER!) i próbują żyć według określonych zasad (a jak wiadomo, zasady się łamie... weeeee, ale jestem niegrzeczny), lecz tak naprawdę cała ta historia ma w sobie drugie dno. Wszystko, powtarzam wszystko we "Władcy much" ma swoje symboliczne znaczenie (np. muszla, która oznacza demokrację i równość)!

Życie na wyspie podczas pierwszych dni w jakiś sposób funkcjonuje - polowania, ogniska, szałasy itd.
Przez kolejne dni rodzą się sprzeciwy ludu, wywołane błahymi sprawami, tak jak to mam miejsce w normalnym życiu (przykładowo wojny), aż w końcu zło zapanowuje nad dziećmi.
Zło, którego ucieleśnieniem na wyspie jest tytułowy "władca much" (z hebrajskiego "Belzebub" - demon, oznacza "pan much")! W książce tej występuje w postaci świńskiego łba, nadzianego na kij (stąd prosiak na odnowionej okładce).

No dobra świnia to świnia, ale o co chodzi z białym trójkątem?!
Według mnie jest to ten plac (gdyż było wspomniane, że ma kształt trójkąta), na którym odbywały się pierwsze spotkania rozbitków... dopóki się nie posprzeczali (a jeżeli nie, to napiszcie co).

Niestety musi nadejść coś okropnego... śmierć!
Może się mylę, ale nie przypominam sobie, żeby zginęły więcej niż 2 osoby.
Pierwszą z nich jest Simon, który jako jedyny okazywał empatię i był pomocny w praktycznie każdej sprawie, a drugą - Prosiaczek (on był świetny). Sądzę, że symbolizuje inteligencję i czysty rozsądek. Wraz z jego straszliwą śmiercią (współczuję... albo nie, to przecież tylko Prosiaczek... no doooobra, niech wam będzie, że współczuję) - został zabity przez głaz, który zrzucili inni chłopcy i spadł z urwiska wprost do wody (auć) - i zniszczeniem muszli, giną wszystkie pozytywne i cywilizowane zachowania... Bez rozsądku i ustalonych zasad rodzi się CHAOS...

Osobiście podobał mi się moment, w którym ci wszyscy buntownicy rozpoczęli polowanie na Ralph'a.
Normalnie "Igrzyska Śmierci" jak w mordę strzelił...

No i doszliśmy do zakończenia...
Może jestem jakiś dziwny (ok, wiem... :p), ale jakoś nie zrozumiałem końcówki książki.
Polowanie na Ralph'a.
Ucieczka na plażę.
Przybycie oficerów marynarki na wyspę.
Zaprzestanie polowania.
Płacz i ogólne zmartwienie...

Że CO?!

Więc może już skończę - nagrodzoną Noblem powieść Williama Golding'a pt. "Władca much" oceniam - 7/10 punktów z przyczyn takich, że nie za bardzo przypadła mi do gustu... Zapewne jestem za głupi, żeby ją pojąć (nie ma to jak samokrytyka).
Mimo wszystko polecam ją przeczytać, lecz ostrzegam! Jeżeli lubisz książki, w których symbolika wyznacza nowe trendy, sięgnij po "Władcę much", a jeśli odczytywanie symboli jest dla ciebie czarną magią... to  wyjdź z psem na spacer bądź pójdź do McDonald'a i najedz się na zdrowie!

"Nożem zwierza! Ciach po gardle! Tryska krew!"

01 listopada 2012

Por(a/o)niona trzynastka... czyli masakry ciąg dalszy...

Już niedługo...
Niebawem...
Zaraz...
Za chwilę...

będę szczęśliwym posiadaczem antalogii "13 ran", czyli już drugiej kontynuacji (pierwsza kontynuacja - "15 blizn") znakomitego zbioru opowiadań, który zapoczątkował utwór "11 cięć"...
Czy ta tytułowa "13" będzie poraniona, czy może poroniona?!
Jeszcze nie wiem...
Ale na pewno się okaże...
Recenzja nieunikniona...

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com