31 października 2012

"Blaze" - Stephen King - recenzja




Dzisiaj recenzja "Blaze" - Richard Bachman (Stephen King)!

Robię ją, można powiedzieć na gorąco, bo dopiero co przeczytałem tę książkę, więc... jak zwykle zapraszam i ostrzegam przed spoilerami ;D.

Akcja książki rozgrywa się na dwóch płaszczyznach:
-pierwsza, są to czasy rzeczywiste (teraźniejszość),
-natomiast druga, jest to przeszłość, opowiadająca o życiu głównego bohatera - Claytona Blaizdella.
Tematem utworu jest skok stulecia, którego pomysłodawcą był George Rackley (przyjaciel Blaze'a), polegający na porwaniu dziecka bogaczy...
Problem w tym, że George umarł, a Clayton nie dysponuje jakimś ogromnym poziomem inteligencji... no dobra, w ogóle go nie ma, więc jak widać plan zbrodni polegnie przy samym starcie, ale czy na pewno?! Czy można tak sądzić?!
Nie...
Mimo śmierci Rackley'a, jakaś jego cząstka pozostała i błąka się wokół Blaze'a, jednocześnie pomagając mu (nie to, że fizycznie pomaga, ale mówi mu, co ma robić) w porwaniu potomka Gerardów - Josepha Gerarda IV.

Historia głupoty (chyba mogę tak to nazwać, a jeśli nie to... jak to nie, ja mogę wszystko :3) głównego bohatera zaczyna się już w dzieciństwie, gdzie jego matka umiera, przez co mały Clay oddany jest pod opiekę ojca, który nie wylewa za kołnierz...
Dochodzi jednak do przełomowego momentu, w którym pijany tatuś zrzuca chłopaka ze schodów, skazując go na ubytki w rozumie aż do końca... Tak, Blaze umrze... ;(.

Od samego początku, autor tak jakby nakazywał nam na postrzeganie bohatera, jako przygłupa. Ja sam, mimo że wiedziałem, że (tak, tak, powtórzone "że"... już dajcie spokój, co? :D) będzie on bohaterem tragicznym (och jeju, jak to brzmi...), uznawałem go za skończonego idiotę, aż do momentu, który opisałem powyżej, mianowicie, że to nie jego wina, lecz jego ojca i było takie uuu!
W ogóle ta książka nie jest typową książką King'a, w której krwawe monstrum zabija krwawe monstrum z udziałem krwawego monstrum w stanie Maine (ok, tu też było Maine... aj Stephen, wymyśliłbyś coś innego :p), lecz smutną i dramatyczną opowieścią biednego człowieka, skrzywdzonego przez los, która kończy się tragicznie...

No dobra, bo znów odchodzę od głównego wątku... wybaczcie. Wiem, że moje recenzje nie mają określonego planu i są pisane chaotycznie, ale to właśnie jest w nich PIĘKNE (a spróbuj mnie tylko nazwać samochwałą, to nie wiem co ci zrobię "_")!

Wracając do książki...
Raz po raz, przytaczane są wątki wyciągnięte z przeszłości Clay'a, np.: jak mu się mieszkało w sierocińcu (zapomniałem powiedzieć, że został tam oddany pod opiekę), jak to poznał George'a, czy jak to pierwszy raz się zakochał...
Czy to dobrze?!
Sądzę, że tak... w jakimś stopniu urozmaicają opowieść (w pewnych chwilach były takie nudy i dłużyzny, że normalnie prąd wysiada).

No i dochodzi do momentu, w którym Blaze'owi, przy pomocy duchowego przyjaciela, udaje się porwać chłopczyka, lecz nie bez skutków... Rozpoczyna się pościg za porywaczem, pętla zaciska się coraz bardziej wokół szyi Clayton'a...
O dziwo, takiemu dużemu dziecku, jakim jest Blejzik, udaje się wychować bobasa, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Mało tego, Joe nawet go polubił!

Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że Stephen King zawarł w książce sytuacje ze swojego życia, gdy to on wychowywał swoje dzieci (albo dziecko... nie wiem ile ich ma ;p). Wszystko opisane jest tak szczegółowo i jeszcze to imię JOE (jakby ktoś nie wiedział, tak ma na imię jego syn... też pisarz).
Może się mylę, ale tak rozumuję (o ja cię, jakich trudnych słów ja używam). Jeżeli macie inne zdanie piszcie... i mi wytłumaczcie :D !

Chyba będę powoli kończył, bo coś dużo napisałem... (po prostu uwielbiam pisać "...")...
Zakończenie było bardzo przykre. Jak ja w ogóle nie wzruszam się przy książkach, teraz czułem takie... ŻE CO?! WHY??? (to znaczy tu też się nie wzruszyłem, ale poczułem takie wewnętrzne ukłucie)...
Ta ostatnia scena, gdzie Blaze chce pomóc chłopcu i wyciąga do niego rękę... i strzał... ach... och... ojej... kurczelebele...

Myślę, że tutaj też musicie mi pomóc, mianowicie nie zrozumiałem końcówki z tymi ptakami.. Nie no coś tam ogólnie kumam, ale i tak objaśnijcie...

Zapewne zapomniałem czegoś w tej recenzji i zapewne tego nie można nazwać "recenzją"... NIEWAŻNE!

Podsumowując, oceniam książkę autorstwa Stephena Kinga pt.:"BLAZE" na bardzo dobrą - 7(z małym minusem)/10!
Niestety nie polecam tym osobom, które szukają horroru, po którym będą bali się wyjść do kibla (no chyba, że czytacie tam... o fu...), gdyż nie zadowoli was, lecz całej reszcie czytelników, pragnących odkryć historię nieszczęsnego Claytona Blaizdella, serdecznie POLECAM!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za pozostawione tutaj komentarze :)

"Pamiętaj, że wulgaryzmy odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego"
- Stephen King "Pod kopułą"

Copyright © Melon dotcom Published By Gooyaabi Templates | Powered By Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com